portal feministyczny i studio fotograficzne

PROLIBERTYŃSKI, ANTYHEJTERSKI PORTAL KLUBOWY
I SPOŁECZNE STUDIO FOTOGRAFICZNE KOBIECEGO AKTU
DLA BEZPRUDERYJNYCH I EMPATYCZNYCH LUDZI


  • TAK dla:
  • pluralizm obyczajowy WOLNOŚĆ  SŁOWA
  • libertynka liberałka WOLNOŚĆ  OBYCZAJU
  • kobiece krągłości NATURALNA  KOBIECOŚĆ
  • NIE dla:
  • hejt w internecie HEJT
  • bezpruderyjna kobieta PRUDERIA
  • homofobia ksenofobia rasizm NIETOLERANCJA


publicystyka feministyczna

Krótko o tej stronie, czyli o naszej publicystyce. Chcemy pisać inaczej niż robi to typowa prasa i portale kobiece. Chcemy odważnie, subiektywnie, na luzie i nierzadko z przymrużeniem oka prezentować różne punkty widzenia na zasadzie kobiecego Hyde Parku, a nie tylko poprawne politycznie idee, które serwują inne środowiska feministyczne. Na razie, same będziemy skupiać się na tematyce obyczajowej, światopoglądowej, kulturalnej, promocji zdrowego rozsądku i naturalnej kobiecości, jednak docelowo będzie to miejsce otwarte dla wszystkich, którzy bądą chcieli kulturalnie i rzeczowo zaprezentować własne poglądy w dowolnej sprawie. Z uwagi, że artykuły oraz komentarze będą mogły publikować tylko nasze przyszłe klubowiczki i klubowicze, portal będzie wolny do wszechobecnego chamstwa i hejtu. Każda i każdy kto złamie podstawową zasadę moralną: Nie rób drugiemu co tobie niemiłe, zostanie natychmiast wykluczony z klubu. Więcej o nas i o naszej publicystyce przeczytasz na stronie NASZ MANIFEST.

Portal wstrojuewy.org znajduje się w budowie. Pod pewnego czasu zaczęłyśmy działać na społecznościowych fanpages: Facebook, Google+, Twitter, gdzie powoli pojawiają się pierwsze mini-artykuły. Niniejsza strona KOBIECY HYDE PARK na razie tylko wspomaga naszą działalność w tamtych miejscach. Po prostu doszłyśmy do wniosku, że czytanie na fanpages obszerniejszych tekstów w formie postów może być dla Was niewygodne. Dlatego, publikujemy je również tutaj. Oczywiście, obecna formuła działu publicystycznego w formie długiego tasiemca jest jedynie tymczasowa. Dopiero zaczynamy, dlatego przepraszamy Was za niedogodności i prosimy o wyrozumiałość w kwestii aktualnej ilości i wybiórczej tematyki poniższych mini-artykułów. Publikujemy zawsze je chronologicznie od najnowszych do najstarszych. Życzymy miłej lektury :-)

Aktualnie trwa przerwa techniczna i organizacyjna w prowadzeniu strony oraz publikowaniu bieżących artykułów. Startujemy wiosna / lato 2018.


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #74    24.08.2017

A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE)PODOBA!* #5: BULWERSUJĄCA (?) KAMPANIA PT. MĄDRA DZIEWCZYNKA PILNUJE DRINKA.

Mądra dziewczynka pilnuje drinka
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Jak zauważyliście, na obecnym etapie rozruchowym naszego przedsięwzięcia nie komentujemy wszystkich wydarzeń, które znajdują się w naszym kręgu zainteresowania. Po prostu nie mamy na to czasu. Tutaj musiałam zareagować, bo w tytułowej sprawie akurat mam trochę do powiedzenia. Główny Inspektorat Sanitarny w swojej najnowszej kampanii pt. „Mądra dziewczynka pilnuje drinka” ostrzega kobiety przed pigułką gwałtu. Zachęca je do tego, aby nigdy na imprezach nie zostawiały swojej szklanicy bez nadzoru. Forma przekazu wywołała lawinę negatywnych komentarzy. Jestem w tym odcinku cyklu „A właśnie, że...” znowu na tak. Popieram akcję i nie widzę w niej nic złego. Również ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... w obrazku i haśle, które według przeciwniczek rzekomo seksistowsko sugerują, że możemy być w niektórych swoich zachowaniach głupiutkie, pokazują nas w sposób stereotypowy i nie edukują facetów, którzy posługują się pigułkami gwałtu. Według mnie trzeba być idiotką, ze zlasowanym mózgiem ideami wojującego feminizmu i manią prześladowczą nakazującą we wszystkim doszukiwania się dyskryminacji naszej płci, aby wysuwać takie i podobne zarzuty.

Mimo, że już stara, trzydziestokilkuletnia ze mnie dupa, to ciągle od czasu do czasu chadzam na dyskoteki i do pubów. Lubię zabawę i mogę przy tej okazji obserwować do woli różne ludzkie zachowania i charaktery. Między innymi na podstawie tych obserwacji i moich różnych seksualnych fantazji powstała jedna z sesji fabularnych aktu i opowiadanie pt. PORYWACZ PSEUDONIM FOTOGRAF. Właśnie w niej, na skutek lekkomyślnego pozostawienia przeze mnie drinka w pubie, zostaję odurzona i porwana przez psychopatycznego fotografa, który uwięziwszy mnie w ponurym miejscu każe pozować do rozbieranych fotek. Na imprezach widzę jak beztrosko zachowują się nastolatki 15+. Mniej więcej do 22-go roku życia kobiety to zazwyczaj kompletne wariatki, które nie mają pojęcia o życiu i zagrożeniach jakie na nie czyhają. Bez urazy dla wszystkich młodych dziewczyn. Sama taka byłam i zachowywałam się tak samo jak teraz wy. Nawet mi jeszcze trochę z tego zostało do dziś :-P Etap buntu, szaleństwa, potrzeba udowadniania własnej wartości, samodzielności, totalna lekkomyślność, chęć spróbowania nowego, myślenie, że wiem wszystko najlepiej i złe rzeczy zdarzają się tylko innym. Wszystkie przez to przechodziłyśmy. Na nowe pokolenie czyha jednak zdecydowanie więcej zagrożeń niż na wszystkich dinozaurów razem ze mną wziętych. Tabletka gwałtu jest jednym z nich. W tym zakresie większość kobiet (zresztą nie tylko młodych) jest niedoinformowana, nie ma świadomości zagrożenia i kampania jest bardzo potrzebna. Zarzut pierwszy do kampanii, jakoby ktoś sugerował nam głupotę jest sam w sobie głupi. Nie chodzi o głupotę, tylko o lekkomyślność. Przeciwstawianie na siłę mądrej dziewczynce wyłącznie jej odwrotności w postaci głupiej dziewczynki jest typowym feministycznym pieniactwem. Zarzut numer dwa to stereotypowy obraz kobiety. Na plakacie nie podoba się blondynka w tzw. małej czarnej. Pytam, co tu jest nie tak? Właśnie tak chodzę ja i większość kobiet na imprezki. Fryzjer, tapeta, mini i szpileczki - chyba to normalne? Chciałabym zapytać jak miałabym ubierać się inaczej na podobne okazje? Worek płócienny, kombinezon roboczy, płaszcz przeciwdeszczowy, a może fartuch kuchenny? Dajcie spokój! Obrazek od razu prawidłowo sugeruje, żeby mieć się na baczności w konkretnych sytuacjach. W kościele nikt pigułki gwałtu mi nie zaserwuje. Zarzut trzeci, to brak odniesienia do facetów, którzy pigułek gwałtu używają. To ich trzeba prostować i piętnować, a nie kobiety - mówią przeciwniczki kampanii. To już totalne kuriozum. Użycie pigułki gwałtu przeciw komuś to przestępstwo i ludzi, którzy nimi się posługują nie nawróci żadna kampania. Nie znam kampanii społecznych kierowanych do złodziei, morderców i gwałcicieli w stylu nie kradnijcie, nie mordujcie i nie gwałćcie, bo to zło i poniesiecie za to karę. Chyba lepiej zainwestować w edukację potencjalnych ofiar – zabezpieczajcie swoje mienie w taki sposób, uczcie się samoobrony, nie chodźcie wieczorami w niebezpieczne miejsca itd. Chyba da to lepszy efekt, nieprawdaż?

Mimo, że chwalę tę kampanię, nie zamarzam piać na jej punkcie. Może mogłaby być zrobiona lepiej? Może gdyby pomysłodawcy użyli hasła np. „Mądry chłopczyk i dziewczynka pilnują swojego drinka” (też się rymuje i wpada w ucho) oraz po drugiej stronie plakatu pokazali imprezującego faceta - zamknęliby tym szczekaczki przeciwniczkom. W końcu temat pigułki gwałtu nie dotyczy wyłącznie kobiet. Młodzi faceci też są za ich pomocą wykorzystywani, okradani itp. Jednak co tu narzekać? Wszystko można zawsze zrobić lepiej. Ważne, że ktoś w ogóle coś zrobił i warto krytykującym przypomnieć znane powiedzenie Napoleona Bonaparte „Tylko ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi”. Na szczęście jest jeszcze w Polsce trochę ludzi, którzy to rozumieją i podobnie jak ja chwalą tę kampanię. Dzięki niej na pewno sporo kobiet uniknie wielu traum i to jest najważniejsze. Nie urażone ego jakichś femi-wariatek.

* - A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA! to cykl, w którym na zasadzie dającej się logicznie uzasadnić przekory, płyniemy pod prąd standardom, trendom, modom, zachowaniom, czyli wszystkiemu czym zachwyca się lub co piętnuje akurat świat. Nie chodzi o plotkarstwo, ale o kulturalną i konstruktywną krytykę tego co zdaniem autorki lub autora jest beznadziejne, a co jednocześnie jest przedmiotem zachwytu większości lub odwrotnie - o pochwałę postaw i jednostek, które nie dbając o opinie ogółu realizują różne odważne, szalone albo pożyteczne zamierzenia. Tematyka artykułów w ramach cyklu może być dowolna, ale najlepiej, aby była związana z kobietami, kulturą, światopoglądem lub obyczajowością. Zapraszamy do przesyłania nam swoich tekstów do publikacji.

#seksizm #seksista #seksistka #feminizm #feministka #feministki #kobieta #kobiety #dziewczyna #dziewczyny #tabletkagwałtu #pigułkagwałtu #ghb #gwałt #gwałciciel #gwałciciele #ofiara #ofiary #gis #GłównyInspektoratSanitarny #mądradziewczynkapilnujedrinka #mądradziewczynka

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://www.facebook.com/pg/GlownyInspektorat...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0074

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #73    22.08.2017

WSZECHŚWIAT NA GOLASA* odc. 8

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Myśleliście zapewne, że zapomniałam o Was i o swoim dziecku? Wszechświat (na golasa) trwa i będzie trwać wiecznie, a jeśli wierzyć astronomom największym pesymistom - jeszcze przynajmniej kilka miliardów lat. W związku z tym na pewno zdążę napisać jeszcze niejeden odcinek mojego cyklu i skomentować wydarzenia i aktualności ze świata, w których występuje ta grzeszna, wstrętna i nieobyczajna golizna. Zapraszam na podsumowanie wydarzeń od początku sierpnia.

1. Artykulik o najstarszej, nadwiślańskiej plaży naturystów w Warszawie, zlokalizowanej na Wale ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Miedzeszyńskim, w dzielnicy Wawer. Miałam okazję bywać tam dawno temu. Choć wydmowe klimaty pobliskiej piaskarni są całkiem przyjemne, to jednak szczerze współczuję mieszkańcom centralnej i południowej Polski. Nieskrępowane wystawianie ciałka na słońce nad bałtycką plażą to jednak zupełnie coś innego i niepowtarzalnego. Pozdrawiam warszawiaków i resztę nieszczęśliwców :-*
http://metrowarszawa.gazeta.pl/...

2. Grażyna Wolszczak (l. 58), Odeta Moro (l. 39), Anna Wendzikowska (l. 35) i kilka innych nagusek na okładce wrześniowego magazynu Women’s Health. W ramach akcji „Naga prawda o kobietach” promują akceptację swojego ciała bez względu na wiek, wagę i status społeczny. Super sprawa, ale dlaczego ciała jak zwykle idealnie wygładzone, brzuchy na maksymalnym wciągu, a na twarzach grubo od tapety? Jak wiecie zawsze chwalę zadbaną i dojrzałą kobiecość. Bardzo lubię też konkretnie te kobitki, ale takimi zdjęciami nie zachęcą przeciętnej Polki do samoakceptacji, tylko jeszcze bardziej ją zdołują pokazując jak wiele jej brakuje. Nie ten kierunek. Następnym razem poprosimy trochę więcej naturalizmu i mniej fotoszopa!
http://www.fakt.pl/kobieta/...

3. Facebook znowu przegina ze swoją cenzurą. Tym razem usunęli rzeczy wystawiane na aukcji przez jeden z australijskich domów aukcyjnych o nazwie Fine Art Bourse. Nie spodobały się cycuszki na klasycznych obrazach i precjozach. Nie komentuję, bo nawet szkoda. Już wielokrotnie pisałam na ten temat w WNG i nie warto się denerwować.
http://www.dailymail.co.uk/...

4. Podobna sprawa. Niedawno zamknięto na Instagramie konto tzw. Nagiej Blogerki (The Nude Blogger) - joginki, naturystki i propagatorki tzw. body positive. Miała kilkadziesiąt tysięcy obserwatorek i obserwatorów. Dziewczyna założyła już sobie nowe konto. Przy okazji zyskała marketingowo, bo konferencje, wywiady... Chyba też tak powinnyśmy zrobić w lutym, gdy zamknęli nam konto na FB.
http://www.dailymail.co.uk/...

5. A tu przykład jak trzeba kombinować, żeby obchodzić opisywaną wyżej cenzurę. Claudia Sahuquillo - hiszpańska artystka maluje ciało i cycuszki w różne wzorki i kolorki. Dzięki temu nie naraża się matołom administrującym Facebookiem i Instagramem. Ładne, ale takie rzeczy powinny wynikać z potrzeby artysty, a nie z musu.
https://www.self.com/...

6. Kolejna inicjatywa w stylu "Get naked coś tam", czyli taka nasza POLSKA NA GOLASA :-), która za niedługo wystartuje w pruderyjnym kraju nad Wisłą. Tym razem coś z Włoch, czyli naga Sardynia. Niestety profilowi brakuje trochę polotu. Promuje go młoda i szczupła dziewczyna z wzorową talią i pupą (to nie jest sarkazm, tylko prawdziwe uznanie), ale jednocześnie jej wydepilowana cipka i niekiedy dwuznaczne przytulanki do swojej nagiej przyjaciółki to raczej zły kierunek, w którym podążają autorzy profilu. Odnotowuję fakt zaistnienia dla porządku i będę obserwować. Może jednak coś z tego kiedyś ciekawego wyniknie?
https://www.thesun.co.uk/...

7. Krótki artykulik na temat naszych zachodnich sąsiadów i ich FKK (Freie Koerper Kultur), czyli kultury cielesnej swobody. Jak ogólnie wiadomo, Niemcy w kwestii nagości są bardzo postępowi i wyrozumiali. Tam zazwyczaj nikt nie zrobi halo za topless na publicznej plaży. Mają oni też sporo dedykowanych miejsc do praktykowania naturyzmu. Jak byłoby dobrze żyć w takim normalnym kraju. Ech... rozmarzyłam się :-)
https://wiadomosci.wp.pl/...

8. Stosunkowo normalnym i wyluzowanym narodem są też Duńczycy. Jeden z ich projektantów mody Nicholas Nybro w trakcie Copenhagen Fashion Week (początek sierpnia) pokazał swoją nową "kolekcję", w której wystąpiły prawie lub całkowicie nagie modelki i modele. Co warto zauważyć nie były to tzw. wieszaki, ale wszyscy prezentowali normalne ludzkie kształty. Na koniec pokazu, jak to zwykle bywa, sam projektant wyszedł na wybieg i też uraczył wszystkich widokiem swojego penisa. Super! Gratuluję dystansu i oby takich wyluzowanych imprez z jajami było na tym świecie więcej.
https://www.thesun.co.uk/...

9. WP Kobieta donosi, że na Instagramie podobno zyskuje popularność nowa moda #HeartShapedBoob i #HeartShapedBoobChallenge tzn. fotografowania uformowanej dłońmi w kształt serca jednej ze swoich piersi. Obserwując to medium nie mogę potwierdzić, że jest to już masowa akcja, ale fakt jest faktem, że od tych różnych głupkowatych czelendżów to już głowa boli. Było już chwalenie się zdolnością utrzymywania długopisu pod cyckiem, albo między nimi, zakrywania swojej golizny jednym palcem (pisałam o tym w ostatnim WNG), pokazywania kości i brzucha na mega wciągu itp. Takie akcje jedynie powodują doła wśród normalnych kobiet, które naoglądają się tam prężących, sztucznych ideałów, albo jak w tym przypadku dużych cycków w kształcie serduszek. Świat byłby piękniejszy bez tego gówna zwanego Instagramem.
https://kobieta.wp.pl/...

10. Na koniec moja ulubiona działka. Pośmiejemy się trochę z niestrudzonych tropicielek seksizmu, które widzą go wszędzie tam gdzie pojawia się kobieca golizna. Kazachska porównywarka cen biletów lotniczych "Chocotravel" wypuściła spot reklamowy z nagimi stewardessami. Co za skandal! Od razu oburzenie i protesty wiadomych środowisk. Nie to, żebym chwaliła tę reklamę. Wiadomo, że wszystko było perfidnie zaplanowane, aby przy pomocy golizny zrobić wielkie halo. Najciekawsze jest jednak to, że za chwilę wypuszczono drugi, identyczny spot z nagimi facetami. Nagle wszystkie oburzone ucichły. Hmmm... No więc jak to jest z tym seksizmem?
http://pikio.pl/...

* - WSZECHŚWIAT NA GOLASA to autorski, cykliczny, quasi-plotkarski i subiektywny przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w których występuje nagość. Krótko komentujemy i udostępniamy w nim linki do ciekawych wydarzeń takich jak sesje fotograficzne, artykuły obce, akcje reklamowe, społeczne, naturystyczne itp. Zapraszamy wszystkich do wspólnego redagowania tego cyklu i podsyłanie nam na adres admin@wstrojuewy.org linków, komentarzy, aktualności i zawiadomień na temat organizowanych wydarzeń.

#naturyzm #nudyzm #naturysta #naturystka #naturyści #naturystki #womanshealth #body #akceptacja #model #naked #NakedIn3Words! #TheNudeBlogger #NudeBlogger #nudeyoga #ClaudiaSahuquillo #getnaked #fkk #FreieKoerperKultur #CopenhagenFashionWeek #NicholasNybro #HeartShapedBoob #HeartShapedBoobChallenge #Selfie #SelfieChallenge #Chocotravel #seksizm #seksista #seksistka #wolnośćsłowa #cenzura #facebookcenzura #instagram #instagramcenzura #freethenipples #sutek #sutki #nagość #akt #FotografiaAktu

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0073

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #72    09.08.2017

MORTAL (CZYTAJ: POLISH) KOMBAT - OWSIAK VERSUS PAWŁOWICZ.

MORTAL KOMBAT
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Z dużym rozbawieniem i uznaniem powitałam ostatnią radę Jurka Owsiaka dla posłanki Pawłowicz. W odpowiedzi na jej negatywne komenty na temat imprezy Woodstock, zasugerował aby spróbowała seksu, bo to ją rozluźni i poukłada jej w głowie. Przyklasnęłam nie dlatego, że „wujkowi dobra rada” wszystko wolno, ale dlatego, że trafił w punkt. Po jasnej stronie mocy mamy niewielu ludzi, którzy mają dobrego cela i nie obawiają się wymierzyć cios. Poprawność polityczna, gładkie słówka i silenie się na tolerancję względem radykalizmów i skrajności jest niestety zakałą i zgubą środowiska liberałów i lewaków, z którymi się identyfikuję. Oczywiście sama staram się prawie zawsze stawiać na empatię i wybierać złoty środek, ale są ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... jednak granice. Posłanka, jej koleżanki i koledzy z obozu „dobrej zmiany” przekraczali je wielokrotnie. Pięknie wytknęła to Karolina Korwin-Piotrowska w swoim artykule pt. „Mam nadzieję, że nie skupicie się tylko na Owsiaku.”. Do tej pory to posłanka prała wszystkich równo po mordzie i wygrywała wszystkie pojedynki. Nie przebierała nigdy w słowach; przodowała w bezczelności i chamstwie. Nie powiem. Też jej się czasami dostawało. Na przykład od Palikota, który stawiał wyżej cielesne walory kozy nad te, którymi dysponuje posłanka, albo od Jandy, w temacie klimakterium. Jednak czym były te kuksańce, gdy Kryśka jako prowodyr waliła zawsze znienacka prosto w gębę, albo ripostowała i nokautowała z taką siłą, że sędzia nie musiał nigdy wzywać jej do „FINISH HIM!”. A tu proszę - niespodzianka. Prawdziwe fatality w wykonaniu Owsiaka! O tym, że ubodło świadczyć może fakt, że wyszczekanej babie zabrakło tym razem gadki. Nie popłynęła kwieciście w polemikę, jak robi to za każdym razem wyzywając adwersarzy od zdradzieckich mord, niemieckich szmat, lewaków, faszystów, erotomanów, satanistów i ćpunów. Skwitowała jedynie lakonicznie, że podejmie odpowiednie kroki prawne, i że nie będzie z Owsiakiem wdawać się w pyskówki. Że co??? Szanowna Pani Krystyno! Od kiedy Pani dobrowolnie rezygnuje z wdawania się w to co Pani uwielbia, czyli w pyskówki??? Chyba, że... w zaproponowanej przez Owsiaka tematyce posłanka nie ma wiele do powiedzenia? Moim zdaniem Owsiak trafił w punkt i to jeszcze jak! OWSIAK - WINS! :-)

Rozpisałam się w pierwotnej wersji tego tekstu. Było o seksizmie i była analiza, czy rzeczywiście sugestia Owsiaka może sprawić przykrość przeciętnej kobiecie. Jednak musiałam tekst skrócić, bo wówczas rozmywał się główny sens całości. Albo ja, albo Blondaska napiszemy o seksizmie kiedyś osobny artykuł, bo lubimy drzeć łacha z żałosnych tropicielek i demaskatorek seksizmu, które węszą go we wszystkim, zamiast właśnie – poukładać najpierw wszystko w swoich głowach. Chciałam w głównej mierze poruszyć tutaj kwestię zaskakujących dla mnie reakcji tłuszczy na wspomniany pojedynek. O ile zawodnicy wreszcie zaprezentowali równy poziom i walka dostarczyła wielu emocji, o tyle publiczność okazała się po prostu do dupy. Kompletnie nie stanęła na wysokości zadania i omalże zgodnie stwierdziła, że fatality Owsiaka było zbyt drastyczne. Zbyt wiele krwi i zbyt wiele latających na około ludzkich szczątków. WTF? To polityka, czy przedszkole? Oto dla przykładu, jak się same nazywają - tzw. polityczki – mniej lub bardziej feminizujące, dawne i aktualne posłanki z centrum i lewa, różne feministyczne aktywistki i dziennikarki - dla mnie od teraz będące synonimem, zamiast kobiecej siły, to kobiecej słabości i degrengolady – stanęły omalże murem za Pawłowicz. Stwierdziły, że Owsiak się zagalopował, obraził Pawłowicz, której też należy się szacunek, że takie wypowiedzi sprowadzają dyskusję na niepoważny poziom, że obrażają wszystkie kobiety, że są objawem prostactwa, tzw. paździerza i seksizmu. Zdaję sobie sprawę, że grzebanie w czyichś gaciach i sypialni jest niskie, ale czy w tym wypadku Owsiak powiedział coś nie tak? Nie zrobił personalnej wycieczki do jakiejś zwykłej kobiety na ulicy, za co miałby prawo dostać w pysk. Zrobił uwagę posłance, która ma znaczący wpływ na polityczną rzeczywistość i kształtowanie prawa w naszym Kraju. Emocjonalne frustracje i psychiczne odchylenia od normy takich ludzi powodują, że w moim Kraju będzie żyło się gorzej. Już mamy tego wymowne przykłady. W wypadku polityków każda i każdy z nas ma prawo wytykać im błędy. Również w ich życiu prywatnym, bo przez nie pakują oni cały naród w kłopoty. Nikt inny, tylko posłanka jest odpowiedzialna za swój wygląd, wagę, stan cywilny i jakość życia towarzyskiego, które w konsekwencji przekładają się na jej umysłowy dobrostan. Wiek nie jest żadnym wytłumaczeniem; mając 65 lat też można być czarującą, atrakcyjną i zadowoloną z życia kobietą. Można też zaniedbać się na wspomnianych polach i być frustratką jak Pawłowicz. I wtedy nawet ja, choć jestem umiarkowaną feministką, będę doradzała jej seks.

Wszystkim poprawnym politycznie tzw. polityczkom, dziennikarkom, działaczkom i celebrytkom - wrażliwym na krzywdę swoich ideologicznych przeciwniczek, chcę uświadomić, że są po prostu głupie! Pawłowicz i jej prawomyślne koleżanki nigdy nie docenią waszej naiwnej, kobiecej solidarności. Podczas, gdy deklarujecie, że jesteście po jej stronie, ona odpowiada wam po swojemu i po chamsku: będąc feministkami nie jesteście kobietami, nie interesuje jej co w jej sprawie myślicie, mówicie i da ona sobie radę sama, a wy zajmujcie się dalej swoim puczem (to jej ostatnia wypowiedź dla WP). Podczas gdy będziecie się z nią solidaryzować, ona ze swoimi kolesiami będzie wprowadzać przeciwko nam ideologiczną dyktaturę np. likwidując wychowanie seksualne, antykoncepcję, albo pozbawiając praw różnych mniejszości lub finansów pro-kobiece organizacje pozarządowe. Gdy wreszcie zrozumiecie, że politycznych prostaków należy zwalczać również prostactwem i dosadnym językiem, a nie gładką gadką, może być za późno. To Was właśnie Pawłowicz określa „politykami bez właściwości i zdolności honorowej”; to Was ma za nic, bo nie potraficie jej nigdy odparować. Tacy jak ona liczą się tylko z ludźmi, którzy operują podobnym językiem. Zamilkła dopiero, gdy Owsiak walnął jej prosto z mostu. Tak trzeba z nimi „dyskutować” i dzięki temu wyrazistością i sprawnym marketingiem politycznym odzyskiwać poparcie w społeczeństwie. Można być liberałką, feministką i być np. przeciwko przyjmowaniu islamskich imigrantów. Nie zawsze trzeba walić poprawnie polityczne farmazony, przez które polegniecie. Czasami trzeba naszą rzekomo urażoną kobiecą dumę i godność poświęcić dla celów wyższych. Niestety, waszą nagonką na Owsiaka sprawiłyście, że niepotrzebnie przeprosił Pawłowicz. Ona, oraz jej podobni znowu są górą. W konsekwencji takich miałkich działań wiadomo kto może wygrać kolejne wybory. Nie obchodzi mnie, że chcecie iść na dno, ale do cholery nie ciągnijcie mnie ze sobą! Mimo drobnego niesmaku z przeprosinami liczę, że posłance jednak poszło w pięty i Owsiak zachęci innych do nieco twardszego języka względem prostactwa spod znaku „dobrej zmiany”. Mam nadzieję, że sporo z Was podziela moje poglądy i też nie może doczekać się kolejnego pojedynku, zakończonego równie efektownym fatality. FIGHT!

#owsiak #jurekowsiak #jerzyowsiak #woodstock #przystanekwoodstock #przystanekwoodstock2017 #woodstock2017 #wosp #wośp #pis #pawlowicz #pawłowicz #krystynapawlowicz #Krystynapawłowicz #dobrazmiana #krycha #krystyna #mortalkombat #fatality #seksizm #paździerz #frustracja #zdradzieckiemordy #niemieckieszmaty #lewacy #lewaczki #faszyści #faszystki #erotomani #sataniści #ćpuny

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://opinie.wp.pl/karolina-korwin-piotrowska...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0072

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #71    18.07.2017

PRZECZYTAJ ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO!

OBROŃMY SĄDY
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Tematykę polityczną poruszam tylko wtedy, gdy władza ingeruje w kwestie wolności, albo burzy podstawy funkcjonowania państwa. Niestety ostatnio robi to dość często i nie mam wyboru. Wejście w życie nowelizacji ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych oraz o Sądzie Najwyższym sprawi, że w sądzie wygra ten, kto będzie miał właściwe poglądy polityczne lub odpowiednie znajomości. I to nawet w zwykłych sprawach cywilnych albo gospodarczych. W sieci od kilku dni krąży apel pt. „Drodzy Sąsiedzi, Przyjaciele, Obywatele...” z zachętą, by rozprowadzać go w swoim otoczeniu. To dobra inicjatywa, ale moim zadaniem apel w formacie A4 jest zbyt długi, źle ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... zredagowany i niewygodny w rozpowszechnianiu. Na jego podstawie i na własne potrzeby zrobiłam krótszą wersję (1/3 A4), która jest bardziej ekologiczna ;-) i łatwiej wkłada się ją sąsiadom do skrzynek. Jeśli ktoś uzna, że jest OK, niech śmiało z niej skorzysta. Zachęcam do aktywności! Nie bądźmy w tej sprawie bierni. Drukujmy i rozpowszechniajmy apel w swoim otoczeniu. Bierzmy udział w pikietach i protestach organizowanych w całym Kraju. Każda i każdy z nas powinien uzmysłowić sobie, że to nasza sprawa i wyraźmy swój sprzeciw zanim będzie za późno!

Apel w wersji skróconej do wydruku 1/3 A4:
http://wstrojuewy.org/apel-w-obronie-sadow.pdf

Apel w wersji oryginalnej do wydruku A4:
http://wstrojuewy.org/drodzy-sasiedzi.pdf

#ZamachLipcowy #ObrońmyDemokrację #SądySąNasze #IdźPodSejm #PodSejm

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0071

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #70    03.07.2017

FABULARNE SESJE FOTOGRAFICZNE AKTU - CO TO TAKIEGO???

PODGLĄDACZE
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Właściwie tego tekstu nie było w planach, ale jeśli na tej zasadzie rodzi się na świecie większość dzieci to w końcu mogą też artykuły. W zamierzeniu chciałam zmienić sobie wreszcie tło na profilu społecznościowym i jedynie napisać kilka słów wyjaśnienia dlaczego wybrałam właśnie takie, ale wyszło rozwlekle jak zawsze. Głównie dlatego, że najprawdopodobniej dopiero na koniec wakacji wyjdziemy całkowicie z ukrycia z pomocą naszej nowej strony i chciałam na osłodę już teraz uchylić nieco rąbka tajemnicy co przygotowujemy. Aby nie było, że się opierdalamy i ciągle tylko obiecujemy. No więc uwaga - pozwólcie, że zacznę jak stylistyczna analfabetka - uchylam! A że jestem perwersyjną bezwstydnicą ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... możecie gapić się do woli. Zapraszam! :-P

PODGLĄDACZE to jedna z wielu fabularnych sesji aktu, w których do tej pory uczestniczyłam w ramach wstrojuewy. To bardzo nietypowa, bo wyjątkowo rozerotyzowana sesja, którą uzupełnia napisane również przeze mnie opowiadanie. Sesję i opowiadanie będzie można oglądać i czytać jednocześnie lub niezależnie. Wybrałam jedno ze zdjęć na nowe tło, właśnie z tej sesji, z premedytacją. Na marginesie jest wyjątkowo grzeczne, ale jakie inne mogłabym dać na żałośnie pruderyjnego fejsa i resztę? Na ostre rzeczy musicie jeszcze trochę zaczekać. Dlaczego z premedytacją? Rzecz w tym, że erotyka nigdy nie będzie naszym głównym punktem zainteresowania w publicystyce i fotografii. Zawsze będziemy chciały oddzielać nagość od seksualności. Jednak wstrojuewy to również miejsce, w którym każda i każdy jawnie lub anonimowo będzie mógł symboliczne zdejmować swoje maski fałszu, które przyodziewa w domu, w pracy w relacjach ze znajomymi itp. To miejsce gdzie będzie można zaprezentować siebie, swoją osobowość, charakter, pasje i twórczość bez obawy o negatywną ocenę innych. Erotyka jest tą dziedziną ludzkiej aktywności, w której występuje najwięcej tabu i zakłada się największe maski. W sesji i w opowiadaniu PODGLĄDACZE sama zdjęłam jedną ze swoich masek. Odsłoniłam w sporym zakresie swoją bezczelną osobowość i kilka swoich erotycznych fantazji. Nie dlatego, że jakoś specjalnie rajcuje mnie bycie ekshibicjonistką, choć jestem nią tak jak większość kobiet i się tego nie wstydzę. W końcu kuse sukienki, spódniczki, spodenki i koszulki nosimy w lecie nie tylko dla wygody. Odsłoniłam się dlatego, żeby swoim przykładem zachęcić nasze przyszłe klubowiczki i klubowiczy, aby dla własnego dobrego zdrowia i samopoczucia psychicznego mogli robić u nas za niedługo to samo.

Sesje fabularne aktu to coś zupełnie wyjątkowego i innego niż typowe statyczne sesje pozowane, które wszyscy znają. Będziemy wykonywać oba rodzaje fotografii, ale te pierwsze będą naszą wizytówką i będziemy się w nich specjalizować. Charakteryzują się one tym, że przedstawiają najczęściej jakiś ciąg zdarzeń z zakończeniem i puentą, zawierają jakiś przekaz, mogą zawierać opowiadanie, zmienną scenografię, stylizację, efekty specjalne, przypisy, grafikę, operować humorem, sarkazmem lub dramatyzmem, przedstawiać konkretne sytuacje, opowiadać dowolne historie, edukować, nawiązywać do bohaterek i bohaterów np. książek, filmów, zawodów itp. Są one trudne i pracochłonne w realizacji, ale mam nadzieję, że w ostatecznym efekcie Wasze uznanie zawsze utwierdzi w przekonaniu, że było warto. Praca przy takiej sesji przypomina trochę pracę na planie filmowym. Trzeba bardzo się pilnować aby nie spartolić tego, czy tamtego. Jak na niekomercyjne i społeczne przedsięwzięcie, rzucamy się przy ich realizacji często z motyką na słońce, ale powiedzenie, że chcieć to móc sprawdza się tutaj prawie zawsze w stu procentach. Nawet jeśli plan (scenariusz sesji) wykona się tylko w połowie, to i tak jest dobra zabawa i satysfakcja, że się podołało. Sesje tego typu mogą mieć różną tematykę, charakter i przesłanie. Dla przykładu moja zimowa sesja pt. BAŁWAN, CZYLI SEKSIZM... (którą już częściowo znacie) była formą moralizatorstwa na płaszczyźnie relacji damsko-męskich. Inna sesja pt. CZYŻBY TO ROBOCIARZ, CZY TO ROBOCIARKA? to typowa rozrywka z przymrużeniem oka, w której wcieliłam się w robotnika budowlanego i w krzywym zwierciadle pokazałam jego typowy (?) dzień pracy. Wspomniana na początku sesja pt. PODGLĄDACZE, nawiązuje trochę klimatem do kontrowersyjnego, ciężkiego filmu „Oczy szeroko zamknięte” i jest typowym erotykiem, w którym ratując swoją koleżankę z opresji, jestem zmuszona brać udział, w pałacowej scenografii, w tajemniczym przedstawieniu, z udziałem podglądających mnie osób. Za to sesja pt. PORYWACZ PSEUDONIM FOTOGRAF, w której zostaję porwana przez psychopatycznego fotografa, który uwięziwszy mnie w ponurym miejscu każe pozować do rozbieranych fotek - to typowy psychologiczny thriller. Wreszcie sesja pt. PORZUCONA PANNA MŁODA to horror, w którym wcielam się w rolę niegdyś porzuconej przed ołtarzem narzeczonej, która z rozpaczy popełnia samobójstwo i powraca na świat jako zły duch – skrzyżowanie zombie i wampirzycy, wabi w ponure miejsca napotkanych facetów i mści się za swoją krzywdę. Wymieniłam tylko kilka przykładowych swoich produkcji, które wzbogaciłam dodatkowo opowiadaniami i które zostały już zrealizowane i są opracowywane (przygotowywane do publikacji), albo są jeszcze w fazie realizacji. Andrusia specjalizuje się w zwykłych sesjach pozowanych, ale ma również na koncie kilka ciekawych sesji fabularnych i większość z nich już niebawem zaprezentujemy w szerszym zakresie w naszej galerii aktu.

Wszystkie sesje (pozowane i fabularne) będziemy atrakcyjnie tytułować i grupować w cykle tematyczne, aby już na wstępie informować widzów z jaką kategorią przekazu będą mieli do czynienia (np. ARCYDZIEŁA ZMYSŁOWOŚCI – sesje wkraczające scenografiami, stylizacjami i sposobem pozowania na intrygujący grunt erotyki, JAK GENDER TO GENDER ;-) – przedstawiające w ujęciu satyrycznym kobiety w trudnych i wyczerpujących fizycznie lub psychicznie zawodach, których w rzeczywistości większość z nas nigdy by się nie imała, KINO I KSIĄŻKA WSTROJUEWY – w których pozujące będą mogły wcielać się w bohaterki powieści, opowiadań, filmów i seriali, PO PROSTU BAJKA – realizowane w wyjątkowych, przepięknych klimatach i lokalizacjach z nutką celebryckiej i wielkopańskiej ekstrawagancji i blichtru, KOREPETYCJE Z GEOGRAFII - luźno nawiązujące do geografii i prezentujące ciekawe lokalizacje, LEKCJA BIOLOGII – ze stylizacjami nawiązującymi do zwierząt lub roślin, albo tworzone z udziałem zwierząt, SESJA Z OKAZJI – realizowane przy okazji rocznic, świąt i innych cyklicznych lub jednorazowych wydarzeń, POWRÓT DO DZIECIŃSTWA – w których z dystansem i humorem będziemy przemienić się w małe i grzeczne dziewczynki i bawić zabawkami, albo rozrabiać jak typowe urwiski, NIEGRZECZNA PANI DOMU - w których pozujące będą wcielały się w role intrygujących, zabawnych albo perwersyjnych gospodyń domowych, matek, żon, pokojówek, sprzątaczek, praczek, kucharek i tzw. złotych rączek, FITNESS NA OBCASACH oraz SPORT NA GOŁO I WESOŁO - w których będziemy promować w zabawny sposób aktywność fizyczną, SESJA Z DRESZCZYKIEM - sesje klimatyczne, mroczne, straszne i refleksyjne, które będą nawiązywały do horrorów lub psychologicznych thrillerów itp.). Oczywiście to jedynie kilka naszych pomysłów na cykle, w ramach których w przyszłej galerii aktu znajdziecie ilustrujące je przykładowe sesje. Nasze pozujące klubowiczki będą mogły kwalifikować sesje, w których będą same uczestniczyć, do już istniejących cykli lub tworzyć własne.

Mam nadzieję, że przez nasze ambitne i nietuzinkowe pozowane i fabularne sesje aktu, w których będziemy bawić się nagością, pokazywać prawdziwy i niedoskonały wizerunek ciała, powszechność a nie wyjątkowość ludzkich niedoskonałości, oraz śmiało ujawniać własne pasje i fantazje – zapoczątkujemy małą rewolucję obyczajową w naszym Kraju i ośmielimy wiele kobiet, aby wyszły z cienia. Mam nadzieję, że już niedługo dołączy do nas wiele chętnych pozujących w różnym wieku, wadze, o różnej urodzie, budowie ciała i będą z nami realizować wiele własnych ciekawych projektów i scenariuszy sesji, których mogą być dosłownie tysiące. Będziemy bardzo elastycznie podchodzić do każdej zainteresowanej i dostosowywać warunki pozowania (w tym np. poziom nagości i zachowania anonimowości) do indywidualnych wymagań. Bardzo chętnie ustąpimy pola nowym twarzom, choć chyba powinnam napisać wprost - tyłeczkom ;-) W końcu nasza golizna wszystkim się opatrzy, a monotonia to największe zagrożenie dla każdej pozytywnej aktywności międzyludzkiej. Naturalna kobiecość to naturalna różnorodność i już na samym początku tej różnorodności, w sensie tematyki sesji i pozujących modelek, sobie i wszystkim naszym sympatykom życzę.

#prawdziwakobiecość #naturalnakobiecość #prawdziwekobiety #fotografia #fotografiaaktu #akt #nagość #aktfabularny #sesjafabularna #sesjapozowana #sesjaaktu #erotyka #erotyzm #seksualność #sex #seks #perwersja #niedoskonałości #modelka #modelki

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0070

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #69    03.07.2017

LATO WSTROJUEWY 2017 – POLSKA NA GOLASA :-)

naturyzm egonaturyzm WORLD NAKED GARDENING DAY
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Mój dzisiejszy tekst jest nietypowy. Zamiast moralizatorstwa i motywacji będą suche fakty. Po pierwsze: Nasze tradycyjne i zaległe powitanie lata wstrojuewy 2017, czyli cykl fotograficzny pt. CZTERY PORY ROKU. Bawiłam się z bałwanem w zimie, a Andi z baziami na wiosnę, dlatego teraz znowu przypadła moja kolej. Tym razem mój goły i niedoskonały tyłek wystąpił w roli głównej w dość nietypowej sesji. Po drugie: Pierwszego dnia lata obchodziliśmy Nude Hiking Day (Dzień Nagiego Wędrowania). Za rok na pewno wykorzystamy tę okazję i zorganizujemy jakieś własne nagie wędrowanie w szczytnym celu. Teraz nie było na to czasu i tylko wspominam o tym wydarzeniu, aby naprowadzić niektórych na rozwiązanie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... zagadki, o której napiszę na końcu. Po trzecie: W ramach wstrojuewy startuje nowa inicjatywa – POLSKA NA GOLASA :-) Będziemy w niej w dosłowny sposób bawić się nagością i przy okazji promować samoakceptację, oraz zwalczać ponuractwo i pruderię. Przez ten nowy pomysł opóźnił się nasz letni start, ale za to będziemy miały kompletniejszą i szerszą ofertę dla ludzi o otwartym umyśle i sercu. Mi pierwszej przypadł zaszczyt zapowiedzi tego nowego pomysłu, co niniejszym czynię.

Jak zauważycie moja pierwsza letnia sesja w tym roku była bardzo zróżnicowana pod względem scenografii: jezioro, morze, las i jeszcze kilka innych miejsc, których tutaj nie pokazałam. Środę 21 czerwca, czyli pierwszy dzień lata, spędziłam z naszym fotomajstrem odwiedzając różne urocze miejsca, przy pomocy których chciałam zilustrować Wam mój przekaz. Wszystkie zdjęcia zrealizowaliśmy celowo w konwencji tzw. aktów panoramicznych, w których modelka ulokowana jest na skraju kadru przedstawiającego zazwyczaj rozległe krajobrazy naturalne lub zurbanizowane. W takich zdjęciach specjalizuje się właśnie nasz fotomajster. Mam nadzieję, że przesłanie zdjęć jest jasne? Nagie ciało to rzecz normalna, swojska i pasuje do każdego miejsca. Dlatego nagość powinna być wszędzie akceptowana, a nie tępiona przez żałosną, prawomyślną konserwę, która w zaciszu wali, rżnie i molestuje wszystko co popadnie oraz zatruwa życie innym, a na zewnątrz udaje świętszą od papieża. Przez nich nawet w lecie normalni ludzie mają pod górkę. Nie chodzi tylko o utrudnianie życia typowym naturystom, ale nawet o letnie skąpe wdzianka, które na ulicy im przeszkadzają. Ten kraj schodzi na psy i jeśli nic z tym się nie zrobi będzie coraz gorzej. W ramach wstrojuewy będziemy z tym kulturalnie walczyć, ale doszłyśmy do wniosku, że trzeba poszerzyć formułę naszego przedsięwzięcia. Nadal chcemy robić ambitną publicystykę i fotografię aktu, ale dodatkowo trzeba czegoś na masową skalę, spontanicznego, z nutką kontrowersji, a nawet perwersji, co będzie motywować szerokie rzesze do działania. Również facetów, bo mimo, że zawsze będziemy głównie dla kobiet, nikogo nie zamierzamy wykluczać. A jak najlepiej to wszystko robić? Oczywiście przez zabawę! W tym miesiącu startuje nasz nowy serwis internetowy, z galerią aktu, opisem warunków realizacji sesji, rejestracją do klubu i do udziału w sesjach aktu. Nie będzie to jeszcze nasz docelowy portal i wiele rzeczy będzie działać w ograniczonym zakresie, ale będzie to i tak milowy krok w historii naszego przedsięwzięcia. Przy okazji premiery wspomnianego serwisu przedstawimy Wam naszą nową inicjatywę. Specjalnie nie napiszę teraz nic więcej. To będzie niespodzianka. Rąbka tajemnicy uchylę dopiero za tydzień, przy okazji rozwiązania konkursu, do udziału w którym zapraszam. Pytania są proste. Trzeba tylko ruszyć mózgownicą.

* * * * * * * * * * KONKURS * * * * * * * * * *

Konkurs i zgadywanka związane są właśnie z naszym nowym przedsięwzięciem i moją letnią sesją. Są dwa pytania. Można odpowiedzieć na jedno lub oba. Jeżeli odpowiecie na oba zwiększacie szansę na wygraną, jeśli w jednym dacie ciała. Spośród wszystkich, którzy trafnie odpowiedzą chociaż na jedno pytanie, wylosuję za tydzień zwycięzcę. Wyniki podam na fb. Nagrodą będzie link do zdjęcia, na którym zwycięzca jako pierwszy(a) dostąpi zaszczytu podziwiania mojego niedoskonałego tyłka na tle ... - no właśnie, oto pytania:

1. Na tle czego pozuję z transparentem na jednym ze zdjęć letniej sesji, którego dotychczas nie pokazałam? Podpowiedź: w trakcie owego pozowania byłam wystawiona na widok około 460.000 osób.

2. Na czym polegać będzie nasza nowa inicjatywa POLSKA NA GOLASA :-) ? Podpowiedź: Patrz Nude Hiking Day (Dzień Nagiego Wędrowania), moja letnia sesja oraz nazwa i logo nowej inicjatywy.

Odpowiedzi podawajcie w komentach na stronie facebook.com/wstrojuewy lub plus.google.com/+wstrojuewyorg. Zdaję sobie sprawę, że nagroda nie jest specjalnie wyszukana i szczególnie kobitki mogą być nią w pierwszej chwili zawiedzione. Jednak wybrałam ją z premedytacją. To jest test dla wszystkich, na razie nielicznych naszych odbiorców, czy potraficie być tolerancyjni dla kontrowersyjnej twórczości innych, której będzie na wstrojuewy sporo. Czy odbieracie nagość przede wszystkim w kategoriach lepszej lub gorszej, ale jednak sztuki, a nie tylko klasyfikacji i oceny ciała na ładne - brzydkie, chude - grube, atrakcyjne - nieatrakcyjne. I czy potraficie odrzucić całkowicie ponuractwo, wyluzować się, bawić nagością, być przyjaźni dla innych i cieszyć się z rzeczy niewielkich? To są cechy i postawy, które między innymi definiują człowieczeństwo i które powinny przejawiać nasze przyszłe klubowiczki i klubowicze. Zapraszam do zgadywania!

Adnotacja z 11.07.2017: Konkurs został rozstrzygnięty! Niestety nikt nie zgadł, ale doceniam nielicznych, którzy próbowali. A niektórzy próbowali wręcz na siłę nie zgadnąć lub testowali moją cierpliwość. Na przyszłość chyba muszę wymyślać prostsze pytania i pisać bardziej łopatologicznie, bo nawet znaleźli się tacy, którzy przysłali mi swoją odpowiedź we wiadomości, a wydawało mi się, że jasno opisałam zasady. Jeżeli ktoś wstydzi się pisać komenty na naszej stronie, tylko stać go na prywatne liściki, ochy i achy to przepraszam, ale pomylił adresatki. Nie przedłużając, oto odpowiedzi: Ad 1. Pozowałam na tle Gdańska. To jedyne miasto w Polsce, które ma niewiele ponad 460.000 mieszkańców. Zdjęcie, o które pytałam można oglądnąć jako ostatnie, po kliknięciu na obrazek tytułowy tego artykułu. Ad 2. Nasza nowa inicjatywa POLSKA NA GOLASA :-) będzie przypominać swoją formą amatorską galerię aktu, w której będziemy zamieszczać zdjęcia przysyłane nam przez nasze klubowiczki i klubowiczy, które oprócz nagości będą zawierać jakiś przekaz o dowolnym charakterze. Więcej na ten temat przeczytacie za niedługo w naszym nowym serwisie. Pozdrawiam wszystkie gapy! :-) Blondi

P.S. Jeżeli ktoś chce odkupić swoje winy za brak udziału w konkursie (a zapamiętam sobie dobrze, kto mnie olał i w odpowiednim momencie odpłacę), to może się zrehabilitować. W komentarzach pod dzisiejszym postem na fb i g+ możecie spróbować odgadnąć skąd zostało zrobione konkursowe zdjęcie. Oczywiście znów fory mają mieszkańcy Trójmiasta :-)

#lato #pierwszydzieńlata #wakacje #naturyzm #naturysta #naturystka #naturyści #naturystki #nnhd #nnhd #nationalnudehikingday #nudehikingday #fotografia #fotografiaaktu #sesjaaktu #akt #aktpanoramiczny #bodypositivity #prawdziwekobiety #naturalnakobiecość #polskanagolasa:-) #polskanagolasa #pruderia #ponuractwo #ponurak #ponuraczka #nagość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0069

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #68    17.06.2017

OWŁOSIONA CIPKA I SZTUCZNY TYŁEK AMBER ROSE.

AMBER ROSE
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Tym razem napiszę kilka słów o niejednoznacznych postawach i zachowaniach celebrytek i wyciągnę z tego chyba dość zaskakujący dla niektórych wniosek. Mianowicie, nie potępię za lansowanie fałszywie idealnego wyglądu kobiecości, z czym walczę zaciekle od wielu lat. Zacznę jednak najpierw od krótkiego wyjaśnienia. Z założenia nie lubię pisać o celebrytkach - o aktorkach, piosenkarkach, modelkach, żonach sportowców, trenerkach fitnessu, córeczkach bogatych rodziców itp. Nie dlatego, że ich nie lubię. Jest wręcz odwrotnie. Oczywiście, gdy przeczytam coś nowego na ich temat, gdzieś w głębi duszy trochę im zazdroszczę i nie zawsze życzę dobrze, ale potem szybko się reflektuję. Trzeba lubić ludzi, a celebrytki ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... to takie same babki jak ja, tylko mają inną fuchę. Wiele z nich naprawdę ciężko haruje. Z tą niechęcią do pisania o nich chodzi więc o to, że na ich temat pisze się tak wiele, że już wystarczy. Nasze wstrojuewy nie musi powielać schematów i ma traktować o „zwykłych” kobietach. Dlatego, przykładów celebrytek używam w artykułach jedynie czasami dla zobrazowania pozytywnych lub negatywnych postaw. A co gdy postawy te nie są jednoznaczne? Zdarza się, że są one sprzeczne i trudno jest pokusić się o ocenę, że ta kobieta jest fajna i robi dobre rzeczy, a inna nie. I moim zadaniem właśnie takie kobiety testują najbardziej nasze człowieczeństwo.

Przykładem jednej z nich jest prawie moja rówieśniczka Amber Rose, z USA. To typowy celebrycki mix: początkowo striptizerka, potem modelka, potem partnerka znanego piosenkarza, a potem już z górki trochę aktorka, trochę bizneswoman i wreszcie kobieca aktywistka. Jej coroczna impreza „The Amber Rose Slut Walk Festival”, wzorowana na szlachetnej idei Marszu Szmat, również ma na celu zwracanie uwagi na kwestie równouprawnienia, wolności seksualnej, przemocy seksualnej, stereotypowego postrzegania kobiecego ubioru, zachowań i przyzwolenia na pewne zachowania względem nas. Jej znana deklaracja, którą publicznie niewiele kobiet odważyłoby się wygłosić, choć podobnie czuje, też budzi we mnie duży szacunek. To prawdziwy przykład zdejmowania masek, do którego chcemy nakłaniać, a przeciw któremu zawsze będą z pianą na ustach protestować obrońcy zaścianka i konserwy: „I'm extremely open with my sexuality. I can be in love with a woman, I can be in love with a man. As far as humans go, I definitely find beauty in everybody, whether they're heavy-set, super-skinny, if they're white, black, Indian, Asian, Spanish. I can see beauty in anybody. If I see a woman and I think she's beautiful and I like her, and she likes me back we can definitely try to be in a relationship together.” (wolne tłumaczenie: Jestem bardzo otwarta w kwestiach mojej seksualności. Mogę być zakochana w kobiecie, mogę być zakochana w mężczyźnie. Widzę piękno u wszystkich, niezależnie od tego, czy są grubi, bardzo chudzi, biali, czarni, są hindusami, azjatami, Hiszpanami. Widzę piękno w każdym i wszystkim. Jeśli widzę kobietę i myślę, że jest piękna i lubię ją, a ona to odwzajemnia, możemy zdecydowanie spróbować być razem.). Myślę, że zdecydowana większość przyszłych klubowiczkek wstrojuewy mogłaby się pod tym podpisać.

Jednak na polu swojego wizerunku z Amber Rose jest już dużo gorzej i jest ona pełna sprzeczności. W jednym ze swoich ostatnich postów pokazała łonową czuprynkę i wywołała tym u jednych oburzenie, a u innych uznanie. Oczywiście przyłączam się do tych drugich. Po pierwsze nie widzę powodu, aby wstydzić się tej części ciała bardziej niż np. własnego nosa. Po drugie włosy na cipce uważam za stan naturalny. Wielokrotnie wyrażałyśmy w swoich tekstach dezaprobatę dla szkodliwej dla kobiecej psychiki mody na podgalanie, wygalanie, podcinanie, depilowanie itp. Nie będę kolejny raz powtarzać tych samych argumentów, a jedynie odeślę do jednego ze swoich teksów pt. GDYBY BÓG CHCIAŁ, ABY NASZE CIPKI I PACHY BYŁY GŁADKIE, NIE POZWOLIŁBY IM ZAROSNĄĆ. Uważam, że celebrytka z owłosioną cipką to dobry znak. To na razie jeszcze odosobniony, ale ważny głos rozsądku i dobry przykład, że tak też można. Takich przykładów nam kobietom bardzo potrzeba i takie postawy trzeba chwalić. Z drugiej strony Amber Rose pokazuje fałszywy wizerunek reszty swojego ciała. Ogromny tyłek i biodra, które trudno uwierzyć, aby były dziełem natury. Brzuch na nieustannym wciągu i gładziutka skóra pozbawiona cellulitu i fałdek, na zdjęciach jakie sama zamieszcza. I pozostający w tym w sprzeczności kompletnie inny wizerunek uchwycony przez paparazzi. Widzę tu brak konsekwencji. Z jednej strony robi nam dobrze jako aktywistka, a z drugiej dołuje swoją fałszywą idealnością, jak zdecydowana większość celebrytek.

Przykład Amber Rose nakłania do refleksji i ona stanowi sens mojego artykułu. Kolejny raz przekonuję się, że nic nie jest ani białe ani czarne, a ludzi nie wolno oceniać pochopnie po wycinku ich czynów. W tym przodują kolorowe pisemka, portale plotkarskie, żałosni obrońcy moralności i hejterzy, a nawet wielu zwykłych ludzi. My mamy być inne. Dlatego chwalę Amber za dobrze rzeczy i nie potępiam za złe, bo ułomność w wyglądzie i w charakterze oraz dwoistość w naturze i w czynach są chyba najlepszym wyznacznikiem naturalnej kobiecości. Gdy jakaś celebrytka bardzo często się gdzieś potyka i upada, ale stara się robić w życiu również i dobre rzeczy, zawsze będzie mogła liczyć u mnie na wyrozumiałość. Takiego podejścia wymaga od nas zwykłe ludzkie zachowanie. Większość z nas ma bowiem wzloty i upadki, robi w życiu dobre i złe rzeczy, ulega słabościom i co najważniejsze jest próżna i lubi pokazywać się od najlepszej strony. Szczególnie kobiety mają z tym duży problem. W naszej naturze mamy wpisaną chęć podobania się i niekiedy jesteśmy w stanie zrobić wiele, aby to osiągnąć. Nawet kosztem bezczelnego fałszowania prawdy i wiedząc, że i tak prędzej czy później wyjdzie ona na jaw. To jest od nas silniejsze, a technologie i social media jeszcze bardziej nam w tym pomagają. W ramach wstrojuewy musimy również i te cechy i potrzeby rozumieć oraz w fotografii aktu znajdować właściwy balans między kobiecym naturalizmem, a chęcią dążenia do sztucznego, nierealnego i atrakcyjnego dla większości ideału. Są sposoby, aby naturalną kobiecość, często niedoskonałą z powodu mankamentów urody, wagi lub wieku pokazywać w sposób naturalnie atrakcyjny. Są sposoby, aby robić to bez fotoszopa, tylko z użyciem wiedzy, rozumu, pomysłowości i czerpiąc w tym zakresie ze źródeł. W końcu, gdy Arystoteles wymyślał swoje teorie złotego środka, a potem nasi przodkowie wcielali je w malarstwie i rzeźbie, nie było jeszcze komputerów. Jeśli wtedy się dało, to i teraz w ramach wstrojuewy damy radę!

#amberrose #2017arsw #arsw #celebryci #celebrytki #SlutWalk #MarszSzmat #złotyśrodek #owłosienie #włosy #owłosionacipka #owłosionecipki #fotografia #fotografiaaktu #akt #bodypositivity #prawdziwekobiety #naturalnakobiecość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0068

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #67    16.05.2017

A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE)PODOBA!* #4: NOWA PIERWSZA DAMA FRANCJI.

Brigitte Macron Trogneux
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Wszelkiej maści element hejterski znowu dostał pożywkę. Co prawda od wygranych wyborów prezydenckich we Francji przez Emmanuela Macrona minął już tydzień, ale w ostatnią niedzielę miało miejsce jego zaprzysiężenie i znowu zrobiło się głośno na temat jego starszej o 24 lata małżonki. Łowcy sensacji ostatnio nawet twierdzą, że jest dużo starsza niż oficjalnie się podaje. Znów mamy doczynienia z prymitywnymi i zawistnymi zarzutami o pedofilię, gerontofilię, patologię, niemoralność itd. Niektórym ludziom, a powinnam raczej napisać zwykłym zwierzętom, po prostu nie mieści się w głowie, że jakiś facet mógł zakochać się w znacznie starszej od siebie kobiecie i mimo wielu przeciwności z nią się ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... ożenić, oraz że może cały czas z nią być nie z uwagi na wygląd zewnętrzny, tylko za uwagi na jej bogate wnętrze. Choć akurat co do samego wyglądu zewnętrznego to sama życzyłabym sobie, będąc w jej wieku, tak wyglądać. Mimo oczywistych oznak upływu czasu na buzi, widać że Brigitte Macron (Trogneux) dba o siebie i wygląda naprawdę świetnie.

Z racji, że nasza inicjatywa ma na sztandarach antyhejterskość, zadałam sobie więcej trudu i przestudiowałam temat nowej pierwszej damy Francji nieco bardziej wnikliwie. Element hejterski grupuje się w tej sprawie wokół dwóch nurtów: polityki i pseudo-etyki. W tym pierwszym oczywiście prym wiodą profile i strony o poglądach tradycyjnych i prawicowych. Z racji centrowych i liberalnych poglądów nowego prezydenta Francji oraz faktu, że śmiał skrytykować w swojej kampanii Polski rząd i parlament za łamanie prawa, jego małżonka jest tam totalnie mieszana z błotem. Tym miłującym bliźniego katolikom, prawdziwym Polakom i wzorom moralności jakoś nie przeszkadza fakt, że ich pupilka ze skrajnej prawicy i była kontrkandydatka Marcona - Marine Le Pen, dwukrotnie się rozwodziła i żyje z kolejnym partnerem na kocią łapę. Jak wiadomo komenty w tego typu miejscach piszą najczęściej sfrustrowani młodzieńcy, mięśniaki i wyłącznie prawdziwi Polacy sympatyzujący z ONR - Obozem Niespełnionych Ruchaczy, którym sprawy „wagi państwowej” przysłaniają życie osobiste i zazwyczaj nie wiedzą o tym, że miłość nie jest tożsama z seksualną atrakcyjnością jedynie młodego ciała. Od pewnego czasu obserwuję kilka profili tego typu delikwentów wiec wiem co mówię. To tkanka społeczna przeznaczona z założenia na zatracenie, dla której nie ma już ratunku. Tego typu jednostki, o poglądach patriarchalnych, kłuje w oczy fakt, że pierwsza dama Francji zamierza odgrywać w polityce znaczącą rolę, zgoła odmienną od tej, którą wyznaczył naszej pierwszej damie pewien pan z Żoliborza – sztucznej i wycofanej szarej myszki, bojącej się cokolwiek powiedzieć i zawalczyć o prawa kobiet. Ale w końcu jak wychodzi się z założenia, że dla kobiety najlepszym miejscem jest kuchnia, to trudno się dziwić. Drugi nurt hejtu koncentruje się wokół portalików kobiecych i informacyjnych, gdzie polityka schodzi na plan dalszy i gdzie wysuwa się nieco inne oskarżenia. Co dziwne sporo negatywów wypowiadają kobiety podnosząc zarzuty o nienaturalność takich związków, egoizm kobiety, która nie może w takim wieku dać swemu mężowi potomstwa, brak odpowiedzialności i dojrzałości emocjonalnej nowego prezydenta, który na „coś takiego” się decyduje itd. Zastanawiam się skąd tak wielka troska o czyjeś spełnienie i zadowolenie w związku? Skąd taka silna chęć wtłoczenia kogoś innego w schemat i tradycyjny model rodziny, w którym partnerzy muszą być w tym samym wieku, albo lepiej - aby kobieta była młodsza? Uważam, że wiele kobiet ma wyjątkowo spaczone pojęcie o związku i o roli jaką powinien w nim odgrywać facet. Wiele z nas uważa, że jedynym celem życia jest prokreacja, a jedyną rolą faceta jest bycie dawcą nasienia i pieniędzy na wychowanie potomstwa. Oczywiście też tak można, ale gdy jakiś związek oparty jest na innych podstawach i relacjach, od razu zaczynają się insynuacje, podejrzenia i osądy. To nie nasza sprawa, że ktoś np. nie chce mieć dzieci, albo że chce żyć inaczej niż inni. Ci, którzy uważają, że mają prawo moralnej oceny innych niech najpierw zaglądną w swoje, często bardziej śmierdzące i zużyte gacie.

Na szczęście nie jest tak, że hejterzy wiodą w omawianej sprawie prym. W sieci jest też sporo pozytywnych komentów na temat Brigitte i nowego prezydenta. Chcę wierzyć, że komenty te nie są spowodowane jedynie sympatiami politycznymi ich autorów, ale prawdziwą ludzką otwartością i wyrozumiałością w kwestiach obyczajowych. Z takimi ludźmi będzie nam po drodze i takich widziałabym chętnie w naszym przyszłym klubie. Z takimi ludźmi będzie można zawalczyć z tym całym polskim zaściankiem, który wszystkim na około zazdrości, szuka sensacji, węszy spiski i dyskryminuje ludzi na każdym kroku. Dyskryminuje np. kobiety młode ze względu na fakt, że nie spełniają standardów urody i sylwetki. Dyskryminuje kobiety dojrzałe i starsze uważając je z góry za nieatrakcyjne. Dyskryminuje w ogóle seniorów, których rolę sprowadza jedynie do opieki nad wnukami albo pogłębiania swojej religijności. Mam nadzieję, że nowa para prezydencka Francji utoruje drogę do normalności i dożyjemy czasów, kiedy kobieta starsza w związku nie będzie wzbudzać już takiej sensacji jak obecnie. W końcu podobno, życie zaczyna się dopiero po 40-tce i z pewnością nasze przyszłe klubowiczki wielokrotnie nam to udowodnią. :-P

* - A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA! to cykl, w którym na zasadzie dającej się logicznie uzasadnić przekory, płyniemy pod prąd standardom, trendom, modom, zachowaniom, czyli wszystkiemu czym zachwyca się lub co piętnuje akurat świat. Nie chodzi o plotkarstwo, ale o kulturalną i konstruktywną krytykę tego co zdaniem autorki lub autora jest beznadziejne, a co jednocześnie jest przedmiotem zachwytu większości lub odwrotnie - o pochwałę postaw i jednostek, które nie dbając o opinie ogółu realizują różne odważne, szalone albo pożyteczne zamierzenia. Tematyka artykułów w ramach cyklu może być dowolna, ale najlepiej, aby była związana z kobietami, kulturą, światopoglądem lub obyczajowością. Zapraszamy do przesyłania nam swoich tekstów do publikacji.

#pierwszadama #pierwszadamafrancji #EmmanuelMacron #BrigitteMacron #BrigitteTrogneux #AgataDuda #polityka #kobieta #kobiety #Francja #onr #ObózNarodowoRadykalny #ObozNarodowoRadykalny #ObózNiespełnionychRuchaczy #patriarchat #ageizm #dyskryminacja #liberalizm #centrum #zaścianek #polskiepiekiełko #pedofilia #gerontofilia #patologia #niemoralność #hejt #hejter #hejterzy

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0067

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #66    09.05.2017

WORLD NAKED GARDENING DAY, CZYLI SEZON NA EGONATURYZM UWAŻAM ZA OTWARTY!

naturyzm egonaturyzm WORLD NAKED GARDENING DAY
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

W sobotę 6 maja miała miejsce godna pochwały impreza pt. „Marsz Wolności”. Niestety, nie wykazaliśmy się obywatelskim i patriotycznym podejściem. Nikt od nas nie pojechał do Warszawy. Wytłumaczenie w zasadzie dość kiepskie: zmęczenie pracą. Jednak, gdy nawet w długi majowy weekend siedzi się nad wstrojuewy, kiedyś wreszcie trzeba odpocząć. Na szczęście przynajmniej ja mam moralne wytłumaczenie. Też wtedy „manifestowałam”, ale w obronie wolności obyczajowych ;-)

Światowy Dzień Nagiego Ogrodnictwa (prac ogrodowych) jest obchodzony zawsze w pierwszą sobotę maja. Uwielbiam to „święto”, bo kojarzy mi się nieodłącznie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... z rozpoczęciem sezonu na nieskrępowane wystawianie cycuszków i tyłeczka do coraz intensywniej świecącego słoneczka; z wylegiwaniem się na kocyku lub leżaczku i wygrzewaniem mojego, w końcu już niemłodego oraz niedoskonałego ciałka. Uważam, że nie ma nic bardziej relaksującego, bez względu na to, czy robi się to na tarasie, balkonie, dachu, łące, działce, w ogródku, czy na plaży. Tak mam, że gdy jestem w miejscu, które gwarantuje mi intymność, natychmiast zrzucam łaszki i rozkoszuję się pełną wolnością. Dla przykładu w ogrodzie naszej przyjaciółki, w którym niejeden raz organizowałyśmy różnego rodzaju naked party i w którym właśnie powitałyśmy w tym roku World Naked Gardening Day. Na szczęście pogoda na Pomorzu dopisała, czyli słoneczko stanęło na wysokości zadania, a temperatura dobiła nawet do dwóch dyszek, więc można było godnie uczcić ten dzień.

Osobiście jestem typowym ogrodowym pasożytem. Nie trawię żadnych prac ogrodniczych, pielenia, sadzenia, podcinania, sprzątania, podlewania itp. Korzystać z czyjegoś ogrodu lub działki jak najbardziej, ale w nim pracować? Za skarby świata! Dla mnie szkoda na to życia i kręgosłupa. Jeśli chodzi o zdrowie to tylko gimnastyka, rower i fitness, a jeśli chodzi o ogródek to tylko trawka i maksymalnie kilka ozdobnych drzewek, które nie zrzucają liści. Jeżeli kiedyś zdecyduję się na własny kawałek zieleni, to tylko taki. Pusty i surowy, że aż będzie w nim wiało nudą. Większości ludziom się nie spodoba, ale mam to gdzieś. Oczywiście znawcy ogrodnictwa od razu mnie wyśmieją. Ładna trawka i nawet te kilka drzewek też wymagają zachodu. To fakt, ale znacznie mniej niż to co hoduje przeciętny działkowiec lub właściciel przydomowego ogrodu, które zazwyczaj dosłownie tryskają kolorami i obfitością różnego rodzaju flory. Nasza przyjaciółka jest na szczęście podobnego zdania. Sama nie ma fioła na punkcie zieleniny i dlatego też nie zmusza innych do pomocy w swoim ogrodzie. Sobotnie „święto” mogłyśmy więc spędzić nietypowo jak na ogrodniczki - nie w kaloszach na nogach, z grabiami, szpadlem, sekatorem i konewką w łapach, tylko relaksując się w stroju Ewy na kocach, leżakach i przy grillu, czyli w sposób jaki uwielbiamy. Zamiast bólu kolan od klęczenia i bólu krzyża od zginania się przy jakichś pieprzonych krzaczkach, które na jesień i tak wykitują, wszystkie jesteśmy wypoczęte, mamy naładowane akumulatory oraz równomierną i pierwszą w tym roku lekką opaleniznę. No, może poza naszym fotomajstrem, który jako jedyny penis na imprezie nie miał lekko i nie pozwoliłyśmy mu odpocząć. Miał za zadanie nam usługiwać oraz udokumentować moją wspomnianą opaleniznę. Coraz bardziej zaczynam lubić to nasze „równouprawnienie” :-)

Na koniec spieszę z krótkim wyjaśnieniem dla tych, które / którzy pierwszy raz w życiu przeczytali i usłyszeli słowo egonaturyzm. To autorskie określenie mojej przyjaciółki Blondaski, które mamy nadzieję z czasem wejdzie do naszego słownictwa na stałe. Wbrew pozorom to żadna pomyłka w nazewnictwie. Słowo należy rozumieć dosłownie. To odmiana naturyzmu, który celebruje się w samotności lub w niewielkim gronie bliskich i zaufanych osób. To wspaniała forma nie tylko relaksu, ale przede wszystkim terapii, szczególnie dla ludzi, którzy mają problem z akceptacją własnego ciała. Typowy naturyzm z założenia jest nastawiony na tworzenie otwartych wspólnot i integrację faktycznie obcych sobie ludzi. To bardzo chwalebne i pożyteczne, ale nie każdy ma na to ochotę. Szczególnie kobiety mają z tym problem, bo z natury rzeczy obawiamy się oceny innych oraz tego, że nasza nagość zostanie źle zrozumiana. Dlatego tak niewiele jest kobiet naturystek, mimo tego, że wiele z nich chciałoby spróbować. Między innymi dlatego też powstało wstrojuewy, aby propagować i zachęcać kobiety właśnie do egonaturyzmu. Już niedługo zaczniemy robić to na wiele sposobów. Oswojenie się z nagością i swoimi niedoskonałościami najpierw w samotności, albo tylko w kobiecym gronie, albo w mieszanym, ale w niewielkiej grupie bliskich przyjaciół pozwala przełamać pierwsze lody i w konsekwencji później wykazać się większą śmiałością w innych życiowych sytuacjach. Gdyby ktoś chciał spróbować spędzania czasu na luzie i bez ciuchów, moim zdaniem zawsze najlepiej zaczynać od egonaturyzmu i wcale nie jest powiedziane, że nie można na nim poprzestać. Dla przykładu ja poprzestałam i nie uważam się za typową naturystkę. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do tekstu, który należy określić manifestem egonaturyzmu, czyli do artykułu Blondaski #17, pod wszystko wyjaśniającym tytułem: EGONATURYZM CZYLI NAJLEPSZE ROZWIĄZANIE DLA TYPOWEJ, ZAKOMPLEKSIONEJ KOBIETY.

Reasumując, wypada na koniec jedynie zachęcić wszystkich do spędzania wypoczynku w formie jaką opisałam wyżej. Jeśli macie ochotę i czas, własny World Naked Gardening Day możecie robić sobie gdziekolwiek i nawet codziennie. Życzę Wam więcej śmiałości, dystansu do siebie i własnych niedoskonałości oraz siły, aby nie przejmować się zdaniem konserwy, która na każdym kroku usiłuje narzucać nam pruderyjny sposób zachowania. Dlatego cyckonosze oraz gacie w dół i heja! Sezon na egonaturyzm uważam za otwarty!

#WorldNakedGardeningDay #NakedGardeningDay #wngd #marszwolności #fotografia #fotografiaaktu #akt #obyczaj #światopogląd #liberalizm #wolność #naturyzm #nudyzm #egonaturyzm #naturysta #naturystka #naturyści #naturystki #naturist #naturism #nudism #bodyfreedom #bodypositivity #getnaked #naked #nude #nakedinnature #nakedadventures #prawdziwekobiety #naturalnakobiecość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://wngd.org

https://en.wikipedia.org/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0066

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #65    16.04.2017

WIELKANOC 2017 - TO DOPIERO (DWA) JAJA!!!

Wielkanoc 2017
© Blondi
Bezczelna hedonistka

To dopiero jaja! Większość spodziewała się pewno, że przy okazji składania naszych życzeń wielkanocnych uraczymy Was znowu naszymi cycuszkami lub tyłeczkami, a tu proszę - goły facet. Nie byle jaki facet – nasz swojski, nie jakiś tam obcy z internetów. Ten wątek rozwinę jednak nieco dalej. W każdym razie, już widzę zawód i zniesmaczenie na twarzach sporej części męskich sympatyków wstrojuewy. Nawet tych, którzy uważają się za tolerancyjnych i światopoglądowo liberalnych. Oj nieładnie panowie, nieładnie. W końcu nam kobietom też coś od życia się należy. Też lubimy popatrzeć na kulturalną goliznę. Jednak nie o tym zamierzam dziś się produkować. Chodzi o to, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... że fotografia aktu nie jest zarezerwowana tylko dla kobiet. Pojęcie piękna i naturalności ciała, bez względu na jego wiek i stan również. Męskość nie definiuje się jedynie kulturowo i biologicznie: siłą, sprytem, inteligencją, zdecydowaniem i odwagą. Dla mnie męska odwaga objawia się np. również i paradoksalnie tym, aby nie obawiać się, że okazywanie innych cech niż wymieniłam, innych postaw, innego sposobu i stylu życia - będzie okrzyknięte przez innych ludzi za niemęskie.

Trudno było nam tym razem namówić naszego Kubeczka do zdjęć, oj trudno. Nie dlatego, że nie chciał pogimnastykować palca naciskaniem spustu migawki, tylko dlatego, że tym razem to on miał być modelem. Nawet dwa świąteczne, zabawne i mające mu towarzyszyć jajko-kurczaki nie mogły go przekonać. Dopiero gdy obie z Andrusią użyłyśmy swojej babskiej perswazji najcięższego kalibru, ustąpił. Tym razem zamieniliśmy się rolami i to my zabawiłyśmy się w fotografów (fotografki?). Zostałyśmy niechętnie poinstruowane przez naszego nowego modela co i jak ustawić, ale i tak spartoliłyśmy. Obsługa nawet profesjonalnego aparatu to pikuś, ale właściwe ustawienie światła to już arcytrudne zadanie. Nigdy tego nie robiłyśmy. Większość zdjęć nadawała się do skasowania, ku cichej uciesze pozującego. Facet liczył na to, że nic nie wyjdzie i w ten sposób uratuje skórę, ale masz ci los. Jedno zdjęcie było na tyle udane, że nawet on sam musiał uczciwie stwierdzić, że nadaje się do publikacji. I oto jest!

Z mojego doświadczenia wynika, że chłopy jakoś generalnie tak mają. Nie lubią być fotografowani. Na imprezie przy piwie, z kolesiami na trybunach stadionu, na tle czegoś wyjątkowego, albo w sportowym wozie to i owszem, ale już w sytuacjach i okolicznościach, które nie kojarzą się łopatologicznie z cechami, które wymieniłam na wstępie to już absolutnie nie. Wtedy heteroseksualnemu facetowi, nawet obyczajowemu lewakowi lub liberałowi, włącza się gdzieś wewnątrz pomarańczowe światło ostrzegawcze – uważaj to niemęskie, uznają cię za homo. Generalnie uważam, że faceci mają pod górkę w wielu sprawach i to jest właśnie jedna z nich. Trzeba mieć się ciągle na baczności, aby być dostatecznie męskim. Otaczający świat jest okrutny i ciągle ocenia - nie tylko kobiety. Zbyt kolorowo ubrać się nie można. Pastelowe kolory absolutnie zakazane. Obcisłe spodnie lub koszule pedalskie. Biżuteria nawet dedykowana i męska też, bo Polki i Polacy to prostacy i nie rozpoznają, co jest czym. Kolczyki, obrączki też niemęskie. Iść na pokaz mody lub do galerii sztuki i pooglądać męski akt? Broń boże! Ze swoim dzieckiem bez matki nago opalać się na plaży nie można, bo od razu demoralizator, pedofil i molestuje. Głos musisz mięć donośny i walić konkretami, bo jak cicho, na około lub elokwentnie to gadasz jak baba. Zbyt długo samotnym singlem być nie możesz, bo podejrzane. Znowu jak zbyt dużo kobiet do ciebie przychodzi to dziwkarz, a jak zbyt wiele facetów i za ścianą nie słychać swojskiej libacji to już kaplica. Do kolegi sympatii na ulicy okazać zbyt wiele też nie można, bo wiadomo. No chyba, że ten słania się od nadmiaru promili to wtedy nawet objęcie za bok przejdzie. Reklama nagiej kobiety z dzieckiem nas nie boli. Dwie spotykające i całujące się po przyjacielsku kobiety w kawiarni też. Dwie kobiety mieszkające za ścianą zbytnio nie będą wzbudzać zainteresowania sąsiadów ich życiem osobistym. Widok dwóch dziewczyn nago pod prysznicem na basenie, myjących sobie plecy też ujdzie. Teraz jednak wyobraźcie sobie własne lub innych pierwsze wrażenie, gdy podmienimy w tych sytuacjach płeć. Tak - wszyscy, bez względu na tą płeć i światopogląd mamy wówczas te pomarańczowe lampki ostrzegawcze. Coś nas w tym boli, nie pasuje, przeszkadza i w sumie nawet nie potrafimy wytłumaczyć dlaczego. Bardzo mnie to denerwuje, bo to najlepszy przykład jak ja, czy Ty myślimy stereotypowo. Problemy kobiet, z którymi chcemy walczyć w ramach wstrojuewy i mężczyzn, które tu opisałam niby różne, ale geneza ta sama.

Życzę wszystkim na te święta jak najmniej tych pomarańczowych światełek, szczególnie w relacjach rodzinnych. Gdy uporamy się ze stereotypowym myśleniem względem dziecka, żony, męża, partnera lub partnerki, znacznie łatwiej będzie nam to wykorzeniać względem obcych. Każdej i każdemu życzę, abyśmy częściej nawzajem siebie słuchali, a dopiero potem wypowiadali własne osądy. Abyśmy kierowali się w tych osądach nieco większą empatią i tolerancją. Abyśmy mieli odwagę nie przejmować się tym co powiedzą inni, gdy będziemy realizować w życiu coś nietypowego. A tak przy okazji, jestem ciekawa ile lajków i plusów dostanie nasz Kubeczek? Co prawda jeszcze nas wszystkich niewiele, ale będzie to właśnie bardzo ciekawy test tolerancji. O ile ze strony kobiet jestem o uznanie spokojna, to już ze strony mężczyzn niekoniecznie. Ciekawa jestem ilu Wam zapali się to pomarańczowe światełko i zastanowi się przed kliknięciem, czy w ogóle wypada polubić zdjęcie gołego faceta i co o tym pomyślą moi znajomi? Jeśli tak będzie, to mimo tego nie przejmujcie się. Nie od razu Kraków zbudowano. Z nami, wyleczycie się z tych i podobnych obaw całkowicie :-)

#święta #wielkanoc #wielkanoc2017 #wiosna #jajka #jaja #męskość #męski #niemęski #homoseksualizm #homofobia #meżczyzna #facet #fotografia #fotografiaaktu #akt #męskiakt #stereotypy #empatia #tolerancja #światopogląd #liberalizm

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0065

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #64    30.03.2017

WIOSNA WSTROJUEWY 2017, CZYLI NASZA EWA BUDZI SIĘ DO ŻYCIA.

WIOSNA WSTROJUEWY 2017
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

W zeszłym tygodniu nadeszła chyba przez wszystkich oczekiwana kalendarzowa i astronomiczna wiosna. Zgodnie z naszą tradycją, a chyba mogę już użyć takiego określenia bo będzie to trzeci raz, witamy kolejną porę roku. Zimę 2016 powitała Blondaska, więc tegoroczna wiosna przypadła mi. Miałam niezły zgryz co zrobić i dlatego ociągałam się z powitaniem najdłużej jak się dało. Gdy w centralnej i południowej Polsce już całkiem ładnie się zieleni, u mnie nad samym morzem jeszcze w przyrodzie szaro i ponuro. Żadnego wiosennego kwiatka, albo świeżej trawki nie uświadczysz. Dopiero od początku tego tygodnia zrobiło się nieco cieplej. Jak w tej sytuacji nawiązać sesją do pory roku, która wszystkim kojarzy się z eksplozją ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... nowego życia i kolorów fauny oraz flory? Zimno jakoś bym wytrzymała, ale z braku właściwej scenografii zdjęcia plenerowe nie wchodziły w grę. Trzeba było wymyślić coś innego. Wreszcie znalazłam nietypowe rozwiązanie. W trakcie ostatniego krótkiego niedzielnego spaceru natknęłam się na inspirujące znalezisko. Były to ścięte gałęzie i pędy, które ktoś postanowił wyrzucić, zapewne w ramach wiosennych porządków w swoim ogrodzie. Było pośród nich kilka gałązek z baziami - chyba jedynej oznaki nadchodzącej wiosny na moim terenie. Nie zastanawiałam się długo i capnęłam zdobycz, a nasz fotomajster zatwierdził bez mrugnięcia okiem mój nietypowy pomysł na zdjęcia. Lubię różne nawiązania, symbole i alegorie w fotografii. Tym razem też tak jest. Szare tło i ogólnie mało radosny klimat zdjęć symbolizuje aktualną pozimową stagnację, która w tej chwili jeszcze dominuje. To również alegoria do tego, że wstrojuewy jeszcze nie działa na pełnych obrotach i nie ma się z czego zbytnio cieszyć. Reasumując - chwilowy marazm, wielkie oczekiwania, sporo pracy u podstaw i wszystko jeszcze przed nami, czyli takie typowe „Przedwiośnie” Żeromskiego. Jest jednak światełko w tunelu. Zostałam pokazana na drugim planie i celowo nieostra. To dlatego, że choć jeszcze niewyraźnie, naszą Ewę widać już na horyzoncie i za niedługo do nas zawita. Potwierdzają to wspomniane wcześniej bazie, które pokazaliśmy na pierwszym planie jako wymowną zapowiedź odradzającej się na wiosnę przyrody i właśnie - równolegle naszego przedsięwzięcia. Tak jak wiosna nieuchronnie za chwilę wszystko zazieleni, tak samo stanie się z naszym wstrojuewy :-)

Właśnie w kontekście naszego startu, wreszcie mogę operować konkretnymi datami i zakomunikować dobre wieści. Na wakacje uruchomimy dział GALERIA AKTU, w którym przedstawimy kilkanaście zajawek naszych sesji. Przygotowujemy je dla Was od wielu miesięcy, jako materiał poglądowy i startowy. Zajawki te pokażą Wam lepiej niż tysiąc słów to, co będziemy robić. Tym razem nie będzie już żadnego poślizgu. A co do dalszych planów, to zdecydowałyśmy, że jeśli nie zdążymy szybko wystartować z naszym nowym portalem, to zrobimy to w ograniczonym zakresie na bazie naszego starego serwisu internetowego. W lecie chcemy zacząć stopniowo wychodzić z ukrycia do ludzi i wykonywać pilotażowo pierwsze sesje zainteresowanym klubowiczkom, aby nie stracić całkowicie tegorocznego sezonu plenerowego. Trzymajcie wiec za nas kciuki!

#wiosna #pierwszydzieńwiosny #przedwiośnie #kwiaty #zielonatrawa #zieleń #ciepło #słońce #zima

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0064

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #63    15.03.2017

MICHALINA WISŁOCKA I MARIA SKŁODOWSKA-CURIE - BOHATERKI, CZY KOBIETY TAKIE JAK MY?

MICHALINA WISŁOCKA, MARIA SKŁODOWSKA-CURIE
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Z początkiem marca wszedł do kin film o noblistce z fizyki i chemii Marii Skłodowskiej-Curie. Atmosfera temu towarzysząca, czyli opinie o filmie i artykuły przybliżające przy tej okazji jej sylwetkę od razu skojarzyły mi się z podobnym wydarzeniem - niedawną premierą filmu o ginekolog Michalinie Wisłockiej. W krótkim czasie, kolejny raz podtyka nam się pod nos jakiś autorytet. Wszak obie kobiety są niekwestionowanymi bohaterkami wszelkich feministycznych inicjatyw. Tylko właśnie! Czy obie były rzeczywiście bohaterkami w pełnym tego słowa znaczeniu? A może po prostu były zwykłymi kobietami, takimi samymi jak większość z nas – zazwyczaj matkami, żonami, pełnymi ułomności ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... i sprzeczności, które tylko zdołały wykrzesać z siebie wystarczające pokłady odwagi i uporu, aby w czasach, w których żyły realizować swoje pasje i doprowadzić coś co zaczęły do pomyślnego finału? Czy więc po zapoznaniu się z życiorysami obu naszych „bohaterek” powinnyśmy wydać z siebie z podziwem jedynie wielkie „Łaaałłł”, czy raczej zrobić coś więcej? Dla przykładu, po chwili refleksji, zadecydować, że ja też tak chcę i też będę taka jak one?

Tak już mam, że bohaterstwo pojmuję jakoś bardzo dosłownie. Rezerwuję określenie to dla czynów raczej wzniosłych. Na przykład, gdy ktoś komuś uratuje życie lub zdrowie lub poświęca się bezwarunkowo dla kogoś lub ojczyzny swoim kosztem. Nie odnajduję takich czynów w życiorysach Wisłockiej i Skłodowskiej. Wręcz przeciwnie. Odnajduję w nich prozę życia, blaski i cienie, które ja sama i moje znajome doświadczamy każdego dnia. Dla przykładu, w skomplikowanych relacjach rodzinnych i damsko-męskich. Na dodatek dorobek obu naszych „bohaterek” dla przeciętnej, współczesnej i zaganianej kobiety może wydawać się wątpliwej jakości i przydatności. Sztandarowy produkt tej pierwszej, czyli poradnik „Sztuka Kochania” w oryginalnym wydaniu z roku 1978, na dzisiejsze czasy wygląda dość archaicznie. Nie dość, że bardziej przypomina podręcznik biologii, to w wielu miejscach promuje relacje oparte na systemach patriarchalnych. Na marginesie zastanawiam się, dlaczego radykalne feministki uparcie tego nie dostrzegają? Dlaczego zgodnie ogłosiły Wisłocką niekwestionowaną bohaterką? A może po prostu nie przeczytały jej książek i nie zapoznały się ze wszystkimi jej kontrowersyjnymi tezami? Podobnie ma się sprawa ze Skłodowską. Większości z nas kompletnie nic nie mówią takie wyrazy jak radiochemia, promieniotwórczość, rad, czy polon. To fakt, że odkrycia Skłodowskiej posunęły medycynę i nauki przyrodnicze do przodu, ale czy znajduje to jakieś bezpośrednie przełożenie na codzienną jakość życia przeciętnego Polaka, który goni od pierwszego do pierwszego? Może bardzo uproszczę i wykażę tym daleko idącą ignorancję, ale chyba do chwili aż złamie sobie nogę albo zachoruje na raka - raczej nie.

Absolutnie nie krytykuję jednak obu naszych „bohaterek”, bo odnajduje w ich życiorysach coś zupełnie innego, za co warto je chwalić. To właśnie wspomniane na początku odwaga i upór, które umożliwiły im realizację swoich pasji. Dopiero te cechy pozwoliły przekuć pasje na konkretne czyny i dokonania. Obie panie były jak na dzisiejsze standardy psychologii typowymi pracoholiczkami, dla których życie prywatne i praca nieustannie się przenikały. Obie stawiały sobie kolejne cele i wyzwania oraz je realizowały, bez względu na przeciwności, których doświadczały. I właśnie to, a nie ich dokonania sprawia, że je podziwiam i na nich się wzoruję. Przekładając to na dzisiejsze realia i ludzi, choć nie jest mi z nimi zawsze po drodze, nie podziwiam np. Ewy Chodakowskiej, Anji Rubik, Joanny Krupy, albo topowych blogerek modowych za to, że mają tysiące fanek i za to do czego doszły, ale za ich charakter, że nie wstydzą się tego co robią, że są odważne, uparte, konsekwentne i każdego dnia kombinują co zrobić, aby pójść jeszcze dalej.

Wiem, że wyżej dopuściłam się ewidentnej manipulacji. Umniejszyłam wagę dokonań obu naszych „bohaterek”, ale zrobiłam to celowo, aby nie przesłoniły one nam tego, co najważniejsze. Patrząc przez pryzmat tych dokonań, faktycznie niejedna z nas może myśleć o szczególnej wyjątkowości Wisłockiej i Skłodowskiej; może dojść do wniosku, że gdzież tam nam do nich. To wielki błąd! Jak już napisałam, dokonania te były jedynie pochodną ich odwagi i uporu. Gdyby ich nie wykazały, dziś żadna z nas nie wiedziałaby kim były obie kobiety oraz nikt nie kręciłby o nich filmów. Gdyby nie ta odwaga i upór, spora cześć naszych mam, a w konsekwencji nas samych nadal nie umiałaby posługiwać się łechtaczką, a np. medycyna byłaby daleko w tyle w takich dziedzinach jak ginekologia, radiologia i onkologia. W konsekwencji wiele z nas nie byłoby na tym świecie, bo nasi przodkowie po prostu wcześniej by umarli i nie wydaliby potomstwa. Dlatego warto być odważną, upartą i konsekwentną, bo właśnie te cechy doprowadzą do sukcesu również w naszym życiu, a potem doprowadzą do tego samego w życiu kolejnych pokoleń. Zaczyna się od rzeczy małych. Może chcesz podjąć ciekawszą pracę, zrzucić kilka kilo, znaleźć męża, mieć dziecko, skoczyć ze spadochronem, nauczyć się języka obcego, grać na gitarze, albo skończyć jakieś studia? Zrób to! Mając te lub inne sprawy za sobą będzie Ci łatwiej realizować kolejne cele i w konsekwencji szarpnąć się na rzeczy na miarę Wisłockiej lub Skłodowskiej. Każda z nas ma swoją działkę i zdolności, które warto rozwijać i w których może stać się specjalistką. Każda z nas ma swoje plany, marzenia i pasje, które warto z klapkami na oczach, z odwagą i z uporem realizować. Niektóre z Was mogą pomyśleć, że to głupoty. Zapewne, gdyby obie nasze „bohaterki” będąc u progu swoich dokonań, a więc w miejscu gdzie jesteś teraz Ty czy ja, przeczytałyby te same słowa, też mogłyby tak pomyśleć. Żadna z nich wcześniej nie spodziewała się jak potoczy się jej życie i do czego dojdzie. Jednak później, już z perspektywy czasu z pewnością nie uznałyby moich słów za głupie. Na podstawie ich życiorysów nie masz prawa więc sądzić, że Twoje życie potoczy się przeciętnie, zwyczajnie, albo nawet marnie. Na pewno tak się nie stanie, jeśli zdołasz wykrzesać z siebie wspomniane już upór, odwagę i konsekwencję. Dlatego zakończę nieco po żołniersku: Ładuj, cel i pal! I tak w amoku do oporu - aż zaczniesz trafiać i staniesz się w tym mistrzynią.

#motywacja #upór #odwaga #konsekwencja #pasja #silnawola #bohaterstwo #bohaterka #silnekobiety #odważnekobiety #silnakobieta #odważnakobieta #michalinawisłocka #wisłocka #mariaskłodowska-curie #skłodowska-curie #skłodowska #sztukakochania

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0063

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #62    10.03.2017

DZIEŃ MĘŻCZYZNY 2017.

Dzień Mężczyzny
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Przyjmijcie ode mnie, Blondaski i Kotki najlepsze życzenia z okazji Dnia Mężczyzny; aby kobiety z Waszego otoczenia były dla Was zawsze podporą, inspiracją, natchnieniem i nigdy źródłem trosk; żeby wszelakie przyjemności i radości naszego marnego ziemskiego żywota często Wam się zdarzały, a nie tylko czasami przytrafiały.

Wiemy dobrze, że zdecydowana większość z Was lubi słodycze, tylko nie lubi się do tego przyznawać. My też tak mamy i idealistycznie chcemy to zmienić. Po to tworzymy miejsce, gdzie będzie można śmiało zdejmować maski pruderii, fałszu i nie obawiać się tego, że ktoś to negatywnie oceni. Dlatego przyzwyczajajcie się i częstujcie do woli! Żadne tam łakocie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... pobrane z internetu, tylko kupione i sfotografowane specjalnie z okazji Waszego Święta. Na zdrowie! :-*

#DzieńMężczyzny #dzienmezczyzn

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0062

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #61    09.03.2017

USUNIĘCIE PRZEZ FACEBOOKA STRONY (FANPAGE) WSTROJUEWY.

facebook cenzura
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Niniejszy tekst podsumowuje moje wcześniejsze informacje w tytułowej sprawie. Wczoraj, tj. 8 marca, otrzymałyśmy informację o definitywnym usunięciu naszej strony (fanpage) przez Facebooka. Żadnych szczegółów, żadnej podstawy co było nie tak. Oto komunikat:

„Twoja strona „wstrojuewy.org” została usunięta za naruszenie Regulaminu. Strona na Facebooku to specjalny aspekt obecności w Internecie przeznaczony wyłącznie do celów biznesowych lub promocyjnych. Niedozwolone są między innymi strony szerzące nienawiść, zawierające groźby lub obsceniczne. Zamykamy także strony atakujące poszczególne osoby ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... lub grupy oraz strony założone przez osoby nieupoważnione. Jeżeli Twoja strona została usunięta z któregokolwiek z powyższych powodów, nie zostanie przywrócona. Dalsze niewłaściwe wykorzystywanie funkcji Facebooka może się wiązać z nieodwracalną utratą konta.”

To jest ich odpowiedź na naszą reklamację, gdy 7 marca niespodziewanie wycofali stronę z publikacji. Pisałam o tym dwa dni temu w poście na Facebooku. Wówczas było podane uzasadnienie, ale dosłownie z dupy - pornografia. Kuriozum! Dobrze wiecie co publikowałyśmy. Żadnej nienawiści, gróźb, obsceniczności, pornografii nie było. Zresztą jak mogły być, skoro na sztandarach mamy antyhejt, tolerancję i ambitny obraz oraz publicystykę. Wcześniej usunęli nam kilka razy posty za pokazanie sutków, ale od jakiegoś czasu je zasłaniamy i było już OK. Zresztą najlepszym dowodem jakie treści propagowałyśmy jest zawartość naszego własnego portalu i dział publicystyczny KOBIECY HYDE PARK. Publikujemy w nim dokładnie to samo co na Facebooku i można to sobie zweryfikować. Jak pamiętacie, jesteśmy jeszcze na etapie rozruchu wstrojuewy i prowadziłyśmy fanpage dość nietypowo. Nie udostępniałyśmy krótkich postów i komentarzy innych osób, a jedynie co kilka-, kilkanaście dni swoje artykuły. Najgorsze jest to, że usunęli stronę całkowicie. Nawet jako administratorki nie mamy do niej dostępu. Nie mamy nawet punktu zaczepienia do dalszego działania. Rozważamy różne warianty, w tym jakieś kroki prawne, ale jak tu rozmawiać z adwokatem, jak nie ma o czym? Nawet nie ma co mu pokazać. Szkoda, że nie zrobiłyśmy chociaż kilku zrzutów ekranu, ale kto by pomyślał, że będzie taka potrzeba? Jest nam szczególnie przykro, bo współuczestniczyliście w budowaniu strony z nami przez prawie dwa lata; angażowaliście swój czas na komentarze i uwagi. Wszystko poszło w kanał :-(

Zastanawiamy się czy sprawa ta ma jedynie kontekst obyczajowy? Z jednej strony nawet jeszcze nie zaczęłyśmy i jesteśmy zbyt małe, aby realnie komuś zaszkodzić. Zresztą szkodzenie komukolwiek nie jest w naszym stylu. Z drugiej strony faktem jest, że od początku wypowiadałyśmy się krytycznie względem obecnych rządzących i względem szeroko pojętych ideologii konserwatywnych. Była to jednak zawsze krytyka kulturalna i konstruktywna. Raczej wątpimy, aby macki krytykowanych sięgały prywatnych firm i korporacji typu Facebook. Teorie spiskowe pozostawmy wielbicielom parówek oraz „specjalistom” od mgły i wytrzymałości drewna. Bardziej skłaniam się do tego, że odegrały tu rolę prywatne opinie i przekonania oceniających. Wiadomo, że decyzji o usunięciu strony nie podejmuje automat. Wiadomo, że musieli podjąć ją ludzie, którzy znają język i realia danego kraju. Każdy regulamin i prawo pozostawia zawsze pole manewru dla interpretacji tych, którzy go egzekwują. Mamy najlepszy przykład co dzieje się w naszym Kraju. Konserwa i pruderia dosłownie nas zalewa, z pełnym błogosławieństwem z góry i biernością u dołu. Najwyraźniej trafiłyśmy na pracowników Facebooka, którzy prywatnie popierają „dobrą zmianę” i próbują zaszczepiać ją również na gruncie służbowym. Innego uzasadnienia usunięcia strony nie znajdujemy. Chyba, że macie jakieś swoje teorie?

W tej sytuacji czujemy się trochę bezradne. I dlatego mamy do wszystkich sympatyków wstrojuewy gorącą prośbę. Doradźcie nam co zrobić? Zacytowana na początku odpowiedź Facebooka jest wieloznaczna. Dziady nie umożliwili dalszej procedury reklamacyjnej. Nie ma gdzie i komu zgłosić swoich uwag i pretensji, a przynajmniej same nigdzie jej nie znalazłyśmy. Nie piszcie więc ogólników, że trzeba działać i reklamować, bo same to wiemy. Może macie wiedzę jak skutecznie działali w takich sytuacjach inni? Może macie wiedzę do kogo uderzyć, kto np. specjalizuje się w takich sprawach (jakieś instytucje pozarządowe, obywatelskie, konsumenckie)? Może macie wiedzę, kto mógłby pomóc nam to jakoś medialnie nagłośnić? Uważamy, że zamknięcie naszej stronki było łajdactwem i nie powinnyśmy odpuścić, tylko zrobić z tego wielkie halo. Skoro narodowcom się to udało, gdy zamknęli im stronę mimo, że rzeczywiście propagowali nienawiść, to nam z tak pozytywnym przekazem chyba też powinno się udać?

Na koniec krótkie wyjaśnienie w sprawie naszej przyszłości. Gdy tylko poinformowali o zamknięciu naszej strony przytomnie utworzyłyśmy nową, aby nikt niepowołany nie przejął poprzedniego adresu facebook.com/wstrojuewy. Oczywiście zamknięcie strony nie spowoduje rezygnacji z naszego zamierzenia. Nadal chcemy jak najszybciej wystartować. Nie widzimy jednak na razie sensu aktywnego prowadzenia strony na Facebooku, bo przecież za chwilę znowu nam ją zamkną. Aby tego uniknąć musiałybyśmy zmienić profil działalności i sposób prezentacji tego co robimy - raczej niemożliwe. Musimy wymyślić jakąś inną formułę prowadzenia fanpage, ale to nie jest teraz najważniejsze. W każdym razie, nie dziwcie się, że pod podanym adresem nie będą pojawiać się aktualności. Będziemy komunikować się z Wami tylko poprzez nasze profile osobiste i tam informować o kolejnych artykułach i wydarzeniach oraz o uruchomieniu działu z galerią aktu. Nasz portal wstrojuewy.org będzie cały czas działać i tam będziemy bez zmian publikowały wszystkie materiały.

W sprawie zamknięcia strony, z góry dziękujemy za każdy koment, słowa otuchy i propozycje konkretnej pomocy.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0061

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #60    08.03.2017

DLACZEGO 8 MARCA POWINNAM ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE I DLA INNYCH KOBIET?

#SolidarnośćNasząBronią #StrajkKobiet #MiędzynarodowyStrajkKobiet #8M
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Kiedy narodowcy przyszli po znaną lewaczkę, milczałam,
nie byłam lewaczką, tylko liberałką.
Kiedy zamknęli pewną kobietę za aborcję, milczałam,
nie rozumiałam jej czynu, bo nigdy nie dokonałam i nie zamierzam dokonywać aborcji.
Kiedy przyszli po sędzinę strzegącą Konstytucji, nie protestowałam,
od polityki, prawników i sądów staram trzymać się z daleka.
Kiedy przyszli po niepokorną dziennikarkę, milczałam,
nie czytam gazet ani nie oglądam telewizji.

I tak było jeszcze długo i długo. Nie zrobiłam nic ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... w sprawie niższych wynagrodzeń moich koleżanek z pracy, bo akurat ja dobrze zarabiam. Nie protestowałam, gdy likwidowano edukację seksualną i równościową w szkołach, bo nie zamierzam mieć dzieci. Nie protestowałam w sprawie refundacji antykoncepcji i ograniczeń w tym zakresie, bo dawno temu poddałam się sterylizacji. Nie protestowałam, gdy piętnowano związki partnerskie, bo nie zamierzam się z nikim na stałe wiązać i lubię być singielką. Nie protestowałam przeciwko pobłażaniu względem alimenciarzy, bo problem ten mnie nie dotyczy. Tylko że to wszystko doprowadziło do czegoś, co wreszcie mnie dotknęło, ale było już za późno: Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.

P.S. Możesz nie zgadzać się ze wszystkimi postulatami środowisk kobiecych. Ja też tak mam. Bardzo denerwują mnie np. radykalne feministki, które nienawidzą facetów, nie potrafią kulturalnie dyskutować i wyznają zasadę, że moja prawda jest „najmojsza”. Nie odpowiada mi też domaganie się parytetów, bez względu na kwalifikacje, niekontrolowane przyjmowanie muzułmańskich imigrantów, albo nieograniczone prawo do aborcji, które może być traktowane przez młodzież jako metoda antykoncepcyjna. Ale są rzeczy, które nas łączą i warto być razem! Jeśli nie dziś, to jutro wprowadzane przez konserwatywnych rządzących ograniczenia będą dotyczyć również Ciebie. Jak chcesz cofnąć się do początku XX wieku, gdy nie miałyśmy żadnych praw, zostań dziś w domu i zajmij się swoimi sprawami jak co dzień. Natomiast, jeśli chcesz żyć w XXI wieku i dodatkowo nie być pośmiewiskiem dla świata, idź dzisiaj 8 marca na marsz w obronie kobiet, który będzie organizowany w Twojej najbliższej okolicy (patrz niżej źródłowe linki). Jak nie możesz, zaprotestuj w jakikolwiek inny sposób, wirtualnie, w swoim otoczeniu, rodzinie i pracy - zamanifestuj swoje poglądy. To ważne, abyś zdołała zrobić to teraz, gdy jeszcze można, nawet gdy nie czujesz, że musisz. W przeciwnym wypadku ktoś inny sprawi, że gdy będziesz musiała, już nie będzie można i będzie za późno.

W artykule sparafrazowałam tekstu Martina Niemöllera:
„Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.”

#StrajkKobiet #8M #SolidarnośćNasząBronią #SolidarityIsOurWeapon #LaSolidaridadEsNuestraArma #JesteśmyStrajkiemKobiet! #MiędzynarodowyStrajkKobiet #StrajkWszystkich #ByćKobietą

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://web.facebook.com/ogolnopolskistrajkkobiet

https://web.facebook.com/events/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0060

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #59    27.02.2017

POLSKIE STANDARDY NATURALNEJ KOBIECOŚCI???

Glamour
© Dzika_Kotka
Punkt G mam w mózgu

Wpadka? Wtopa? Celowe działanie? Czy przyzwyczajenie? Ostatni numer pisemka Glamour miał być nastawiony przede wszystkim na kobiety, takimi jakie są. Na okładce pojawiły się aktorki występujące w serialu „Dziewczyny”. O tytułowej bohaterce tej produkcji, którą gra kontrowersyjna Lena Dunham, pisała pół roku temu Andrusia w artykule #41. Okładka pisemka, które ukazało się w Polsce, znacząco odbiega od pierwowzoru. Amerykański Glamour pokazał zdjęcia bez retuszu, bo chciał w ten sposób promować piękno kobiet, bez względu ile mają lat, ile ważą i czy mają cellulit. Akcja jak najbardziej piękna. Niestety polskie wydanie tegoż numeru okazało się totalną klapą, bo wyretuszowano wszystkie niedoskonałości. Zniknął ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... cellulit z nóg, wygładzono skórę i kolana. Po fali nieprzychylnych komentarzy ze strony czytelników jak i internautów, redaktor naczelna Anna Jurgaś napisała na fejsbuku, że jest jej bardzo przykro, i że nikt nie dopilnował grafika: "Lena Dunham Allison Williams Jemima Kirke Zosia Mamet to co stało się na naszej okładce z Waszymi nogami jest okropne. Naszą intencją nie było poprawianie czegoś, co jest naturalne i piękne. Bierzemy pełną odpowiedzialność, za to, że na ostatnim etapie produkcja poprawiła to, co jest doskonałe i prawdziwe, a myśmy tego nie wyłapali". Moim zdaniem, sranie w banię, zrobili to celowo, bo wciąż w naszym kraju promuje się szczupłe dziewczyny, bez żadnych niedoskonałości. Każda okładka jakiegokolwiek pisma z celebrytką na okładce jest tak podrasowana, że aż oczy bolą. Czasem zastanawiam się, kto w ogóle na niej się znajduje? Też tak macie???

Czy polskie społeczeństwo naprawdę jest jakieś ograniczone i trzeba karmić je ułudą? Im więcej będzie jej naokoło, tym większe spustoszenie będzie siać w naszych głowach. Patrząc w lustro, coraz częściej będziemy uważać, że to z nami jest coś nie tak. Jakie szczęście, że przynajmniej w sesjach wstrojuewy czegoś takiego nie będzie. Mam nadzieję, że podzielacie mój punkt widzenia? A facetom, którzy uważają inaczej i wypominają nam, że nie wyglądamy idealnie sugeruję związek z takimi idealnymi, papierowymi lalami. To pisała ja - Dzika_Kotka :)

#Glamour #Girls #Dziewczyny #LenaDunham #akt #fotografiaaktu #feminizm #ciałokobiety #ciało #nagość #plussize #kobieta #dziewczyna #naturalnakobiecość #krągłości #naturalnepiękno

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0059

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #58    24.02.2017

PLANETA SAN ESCOPĄCZEK.

tłusty czwartek pączki pączek
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Miałam niedawno dziwny sen. Byłam astronautką. Nagą astronautką. Odkryłam małą planetę. Powierzchnia niewiele ponad 300 000 km kwadratowych. Właściwie planetoida. Gdy zbliżałam się do niej moim statkiem wydawała się piękna. Przypominała pączka. Uwielbiam je! Nawet się nie zastanawiałam. Wylądowałam. Komputer pokładowy odnotował tę ważną datę w moim dzienniku pokładowym. Był rok 1984. Planeta okazała się przyjazna jak żadna inna. Skład atmosfery, ciśnienie, temperatura i grawitacja takie jak trzeba. Jej gwiazda - czerwony karzeł, świecił prawie tak samo mocno jak Słońce. Nawet błękit nieba prawie ten sam. Opuściłam swój lądownik i zaczęłam zwiedzać. Byłam zachwycona. Powierzchnia ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... była pokryta lukrem, lekko pofalowana; dawała odblaski niczym nasze Morze. Wszędzie pachniało pączkami. Mieszkańcy okazali się przyjaźni. Nikomu nie przeszkadzało, że byłam naga. Nie była to cywilizacja rozwinięta na wysokim poziomie, ale ludzie ci ciężko pracowali. Zbierali z powierzchni lukier, albo rozkopywali go i wyjadali znajdujące się pod nim pulchne ciasto. Niektórzy byli bardziej ambitni i kopali jeszcze głębiej. Podobno nielicznym udało się nawet dotrzeć do dżemu. Nie wszystkim chciało się pracować i niektórzy pasożytowali, ale jakoś ludzie ci trzymali się zgodnie w kupie. Też zaczęłam zbierać z nimi lukier, kopać głębiej i wyjadać ciasto. Robiłam to z rozkoszą i bez opamiętania, a mimo to wcale nie tyłam. Wystarczało dla wszystkich. Było cudownie! Trafiłam jednak pechowo. Planeta ta bardzo wolno obracała się wokół swojej osi. Dzień trwał na niej aż 4 ziemskie lata i tyle samo trwała noc. Wylądowałam w miejscu, w którym właśnie zaczynał zapadać mrok. Druga półkula planety, na której wschodziło słońce, nie nadawała się do życia. Gwiazda, która oświetlała nas i dawała energię powoli nikła za polukrowanym horyzontem. Mieszkańcy przerywali pracę i obserwowali to zjawisko z ogromną trwogą. Wyglądało to apokaliptycznie. Wielu twierdziło, że teraz zacznie się bardzo zły okres w życiu owej planety. Rzeczywiście. Z powodu braku światła na powierzchni przestał odtwarzać się lukier. Na dodatek zrobiło się zbyt ciemno i zimno, aby kopać i wydobywać ciasto. Nastała bieda. Władcy planety zaczęli dowozić ludziom lukier syntetyczny, ale okazał się bardzo niezdrowy. Ludzie zaczęli od niego wariować, skakać sobie do gardeł i walczyć o zapasy naturalnego lukru, które niektórzy zgromadzili wcześniej w niewielkich ziemiankach. Byłam zrozpaczona. W odróżnieniu jednak od wielu mieszkańców tej planety, nie miałam rodziny i zobowiązań. Miałam wybór. Mój lądownik stał ciągle w tym samym miejscu, z którego rozpoczęłam swoją przygodę. Miał wystarczającą ilością paliwa. Walczyłam w swoim wnętrzu, ale w końcu zdecydowałam. Wsiadłam, zapięłam pasy i uruchomiłam procedurę startową. Zaczęło się niemiłosiernie długie odliczanie. Płakałam. W końcu wystrzeliłam i po chwili byłam z powrotem na orbicie. Lądownik przydokował do pozostawionego przeze mnie wcześniej tam orbitera. Popatrzyłam z daleka na owa planetę. Z zewnątrz nic nie wskazywało na to, że dzieją się na niej jakieś złe rzeczy. Mieszkańcy sąsiednich planet interesowali się wyłącznie sobą. Rozterka. Krążyć wokół i zaczekać na wschód, czy nie marnować czasu, odlecieć i poszukać nowego, przyjaznego lądu? Serce podpowiada – oczywiście zostań! Rozum bezlitośnie ripostuje – nie miej złudzeń; to już nie będzie ta sama planeta i ci sami ludzie. Nie wiem co robić. Boże! :'(

Artykuł ten dedykuję znajomym z FB, którzy zainspirowali mnie do jego napisania swoimi ostatnimi zaangażowanymi postami i komentami: @Katarzyna Hryhorowicz, @Adam Mondzelewski, @Andrzej Gaj, @Mariusz Ambrożewicz, @Maciej Kalinowski - choć zrobiliście to nieświadomie, wszystkim Wam dziękuję! :-*

#tłustyczwartek #pączek #pączki #cukier #lukier #sanescobar #polska #poland #pis #prawdziwekobiety #prawdziwakobieta #prawdziwakobiecość #naturalnakobiecość #kosmos #planety #planeta #wszechświat #fotografiaaktu #akt #nagość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0058

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #57    15.02.2017

WALENTYNKI 2017 – KRĘPUJĄCE „ŚWIĘTO”.

Walentynki Dzień Singla
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Czuję podskórnie, że wczorajsze, z założenia radosne „święto” było dla wielu ludzi na świecie wyjątkowo kłopotliwe. Łatwo cukierkować w Walentynki swojej drugiej połówce, gdy po pierwsze się ją ma, a po drugie, gdy jest się nastolatkiem, albo młodą osobą jeszcze przed lub niewiele czasu po umownym lub oficjalnym sformalizowaniu swojego związku. Jak pokazuje życie, z czasem cukierkowanie jakoś nam przechodzi, tracimy ku niemu ochotę, a nawet nas ono u innych denerwuje. Wstrojuewy nawet z rozwinięcia swojej nazwy ma być wirtualnym klubem dla ludzi empatycznych, pod każdym względem. Również takich którzy rozumieją, że wiele osób tego dnia nie przeżywa uniesień. I jedni i drudzy powinni mieć ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... jakieś swoje miejsce, gdzie na ten temat można sobie pogadać. Dlatego dziś znowu u nas będzie nietypowo, ale nie pesymistycznie jak można podejrzewać ze wstępu. Zawsze lubiłam Walentynki i kolejny po nich Dzień Singla i Singielki. Nawet, gdy dobitnie uświadamiały, że nie miałam swojej drugiej połówki. Mam na te „święta” swój własny sposób. Jeżeli interesuje Was jaki, oraz dlaczego ten tekst jest aktualny każdego dnia, a nie tylko wczoraj, czy dzisiaj - przeczytajcie kolejny akapit.

Wczorajszą sesję dedykuję właśnie wszystkim tym, którzy mają z poruszanym tematem jakiś problem. Ma proste przesłanie. Zacznę od tego, że cholernie nie chciało nam się jej pstrykać. Mamy co robić. Właśnie jesteśmy w trakcie kręcenia bardzo skomplikowanej sesji fabularnej z udziałem Blondaski. To już jej kolejna, która wymiata. Tak jak inne, które ciągle przygotowujemy, będzie opublikowana na docelowym portalu. Musieliśmy z wielkim bólem przearanżować nasze małe studio. Nie mamy salonów i był to problem. Położyliśmy kocyki i narzutę na podłogę, wyciągnęliśmy na szybko dwa rekwizyty i moje ulubione czerwone szpileczki, a Kuba zainstalował nade mną całą aparaturę. Zaczęliśmy pstrykać w średnich nastrojach, że znowu trzeba działać pod presją czasu. Efekty jak to zwykle przy takim podejściu – może nie rewelacyjne, ale udało się i zawsze kolejne doświadczenie za nami. Powiem nawet więcej. Mam satysfakcję, że się zmusiliśmy i że dzięki temu jest ogólnie lepiej, a nie gorzej. I tym, którym wczoraj też się nie chciało lub wydawało się, że nie mieli komu dać swojej walentynki dedykuję to przesłanie. Nawet jeśli nie mamy najlepszych relacji z najbliższymi zdobądźmy się jednak w najbliższych dniach na chociaż drobny odruch serca, zrozumienia i empatii względem nich. Względem zaniedbywanej osoby, z którą jesteśmy, a jeśli takiej nie mamy to względem rodzica, rodzeństwa, dziecka, przyjaciela lub przyjaciółki. Nasza walentynka nie musi być wyłącznie podarowana 14 lutego. W zależności od jej rodzaju, może być podarowana jednorazowo i w dowolnym terminie lub może być przekazywana nawet codziennie. Nasza walentynka nie musi być też infantylna, romantyczna i mickiewiczowska. Może być dojrzała, pragmatyczna i konkretna. Skoro przekazy historyczne nie są zgodne co do tego, dlaczego św. Walenty został patronem tego „święta”, to mamy pełne prawo interpretować, obchodzić i nawiązywać do niego po swojemu. Dlatego, jeśli z Walentynkami nam nie wyszło, postanówmy zrobić w najbliższym czasie względem najbliższych jakiś dobry uczynek – nawet drobiazg, albo powiedzmy jakieś milsze niż zwykle słowo. I uświadommy drugiej osobie, że to właśnie nasza forma walentynki. Nie oczekujmy czegoś w zamian. To trudne, bo w naszej naturze jest materializm i lubimy, gdy ktoś przynajmniej docenia nasze gesty. Jednak z mojego doświadczenia wynika, że dobro prędzej czy później powraca. Wiem, że bardzo często nam się nie chce robić czegoś na takich warunkach. Szczególnie, gdy mamy już w relacjach jakiś bagaż, ale właśnie – przecież gdzieś podskórnie dobrze wiemy, że jeśli się zmobilizujemy będzie dzięki temu ogólnie lepiej, a nie gorzej. Tak jak z tą moją sesją. Może Cię zawiodłam, bo spodziewałaś / spodziewałeś się przeczytać u nas, tak jak na innych stronach, jakieś typowe i wzniosłe życzenia, albo coś bardziej optymistycznego? Ale ten tekst jest optymistyczny! Jest bardzo prawdopodobne, że jeśli zaczniesz stosować względem najbliższych „walentynkowe” podejście na co dzień, kolejne Walentynki albo Dzień Singla i Singielki okażą się znacznie przyjemniejsze.

#walentynki #walentynki2017 #miłość #świętozakochanych #prawdziwekobiety #prawdziwakobieta #prawdziwakobiecość #naturalnakobiecość #fotografia #fotografiaaktu #akt #nagość #dzieńsingla #dzieńsingielki #singiel #singielka

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0057

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #56    01.02.2017

THIS GIRL CAN - ZACHĘTA DO FIZYCZNEJ AKTYWNOŚCI, ALE INNA NIŻ WSZYSTKIE.

THIS GIRL CAN
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Do końca zimy pozostało już mniej niż dwa miesiące, więc za chwilę zaczniemy być bombardowane przez komercję różnymi akcjami, pomysłami i dobrymi radami jak przygotować się na tzw. sezon bikini. Zawsze tym gardziłam. Po pierwsze, wszelkie sezonowe rozwiązania nigdy nie przynoszą trwałego efektu. Po drugie, wszystko to przyjmuje postać swoistej nagonki i prania mózgu, bo przedstawiane jest w taki sposób, że jeśli się nie dostosujesz, to w cieplejsze dni nie będziesz miała prawa odsłonić więcej ciała. Po trzecie, wymyślono je tylko po to, aby ktoś mógł na nas zrobić niezły biznes; począwszy od producentów fit-specyfików, odzieży sportowej, wydawców książek i czasopism, reklamodawców ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... i znanych trenerek fitness, a skończywszy na salonach kosmetycznych, sieciach siłowni i klubów fitnessu.

Absolutnie nie jestem przeciwniczką aktywności fizycznej. Jeśli mnie znacie, dobrze wiecie, że zawsze do tego namawiałam, ale z umiarem. Jestem przeciwniczką wszelakich wyzwań, stawiania sobie wysoko poprzeczki i naśladowania tzw. dobrych przykładów, którym się udało. Moim zdaniem, każda z nas jest inna i rewolucje w wyglądzie, diecie i sposobie życia trzeba wprowadzać małymi krokami, aby szybko się nie wypalić i nie stwierdzić, że to nie dla mnie, bo zbyt duże tempo, bo zbyt dużo czasu to zajmuje, a i tak efekty z katowania się nie są zadowalające. Myślę, że np. bieganie i uprawianie innych sportów, ćwiczenie w domu, chodzenie na zajęcia fitness lub na siłownię da nam znacznie lepsze efekty, gdy wyrobimy sobie nawyk ich stałego praktykowania i zmienimy powód ich wykonywania. Nie zaczynajmy od samego początku kilka razy w tygodniu i to dodatkowo tylko na wiosnę, a przez resztę roku „hulaj dusza piekła nie ma”. Zacznijmy np. raz w tygodniu, a jeśli mamy więcej czasu może częściej, ale krótko i bez przesadyzmu. Gdy po pewnym czasie wyrobimy sobie nawyk systematyczności wprowadzajmy coś nowego, ale cały czas starajmy się zachowywać umiar, aby nie była to katorga, tylko przyjemność i odskocznia od pracy, domu, dzieci, problemów itp. Nie oczekujmy też bóg wie czego i nie zrażajmy się niepowodzeniami, albo brakiem efektów. Wszystko róbmy dla siebie, dla swojego zdrowia, kondycji i dopiero na końcu dla wyglądu, a nie dlatego, że trzeba, bo tylko chude jest piękne, albo że zbliża się lato.

W tym kontekście bardzo przypadła mi do gustu kampania „This Girl Can”. Pokazuje ona, że aktywność ruchowa i sport powinny być zabawą i pasją; powinny przynosić radość. Nie jest ważne ile ważysz, ile masz cellulitu, czy jesteś pełnosprawna i w jakim jesteś wieku. Najważniejsze, żeby w ogóle się ruszać i mieć odwagę oraz samozaparcie, aby to robić. Ta akcja nie pokazuje nam celu, dla którego powinnyśmy zażywać ruchu, czyli wizerunku szczupłej kobiety. To bardzo ważne i to odróżnia ją od wszystkiego innego, co zazwyczaj się widuje. Tu nie sprzedaje się ułudy np. pokazując nam fałszywe matamorfozy, albo szczupłe młode laski na siłowni, sugerując, że tak będziemy wyglądać „po”. Tu pokazuje się różne kobiety na zasadzie „tu i teraz” z ich przeróżnymi mankamentami. Tu przekonuje się, że sport jest dla wszystkich; nie tylko dla szczupłych i idealnie wyglądających kobiet. Tu uświadamia się, że usprawiedliwianie się wstydem, wiekiem lub za dużą wagą przed tym, aby nie pójść na fitness, basen lub, aby nie pobiegać jest złym rozwiązaniem. To zamknięte koło. Jeżeli np. chcesz schudnąć nie wstydź się, tylko rusz się i rób swoje. Namawiam Was do refleksji w tej sprawie. Nie podejmujmy wyzwań w zakresie własnego wyglądu pod naciskiem mody lub czasu, ale wówczas, gdy zrozumiemy, że wymaga tego nasze zarówno dobre samopoczucie jak i zdrowie. Róbmy jednak wszystko z umiarem i nie przejmujmy się zdaniem innych. Oczywiście, najtrudniejszy jest pierwszy krok, ale gdy go wykonamy zawsze będziemy dalej, niż pozostali gapowicze i komentujący.

#ThisGirlCan #fitness #trenerkafitness #trenerkifitness #fit #zdrowie #cellulit #fałdki #prawdziwekobiety #prawdziwakobiecość #płaskibrzuch #EwaChodakowska #Chodakowska #AnnaLewandowska #siłownia #bieganie #sezonbikini #sport #ćwiczenia

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://thisgirlcan.co.uk

https://youtu.be/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0056

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #55    14.01.2017

NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ - 25. FINAŁ WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY.

wośp 2017
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Jutro 25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak co roku oszołomy pokroju antyliberalnych i antylewackich gadzinówek, chcących zabłysnąć polityków prawicy, narodowych patriotów, tych jedynie prawdziwych, uczciwych Polaków, którzy bronią tradycji, wiary i moralności próbują zdyskredytować całą akcje i jej organizatorów. W zeszłym roku, pierwszy raz po dojściu do władzy wymienionych wyżej środowisk, robiono to oficjalnie i bez ogródek za pomocą instytucji Państwa, pozwalając na skandaliczne wypowiedzi swoim politykom, zastraszając podległych urzędników, wycofując z udziału i pomocy służby mundurowe, państwowe media, pocztę, spółki skarbu państwa, publikując zmanipulowanie informacje o rzekomych ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... wysokich kosztach fundacji, malwersacjach, dużych wynagrodzeniach zarządu, ich rezydencjach i innych podobnych bzdurach. Z uwagi, że zabiegi te nie dały rezultatu i poprzedni finał zakończył się pełnym sukcesem, w tym roku zrezygnowano z bezpośrednich ataków i postanowiono ugryźć temat WOŚP od innej strony.

W całej Polsce Ministerstwo Obrony Narodowej (firmuje Antoni Macierewicz) i Kancelaria Premiera Rady Ministrów (firmuje Beata Szydło), niby z okazji powitania amerykańskich żołnierzy w naszym Kraju, zorganizowało dziś pikniki „Bezpieczna Polska”. W ich trakcie, oprócz pokazów sprzętu wojskowego, prowadzone były zbiórki na pomoc chrześcijańskim rodzinom w Syrii przez Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego (nie mylić z Caritas Polska, które odcina się od tej akcji). To wszystko działo się na dzień przed finałem WOŚP. Trochę trudno mi uwierzyć, że termin został wybrany przypadkowo. Moim zdaniem „mądre” głowy postanowiły wysondować jak bardzo kiełbaski, piwo i zawsze cieszące się w społeczeństwie uznaniem polskie wojsko zdołają wyczerpać chęci Polaków do spędzania czasu w weekend poza domem. Gdyby akcję zaplanowano na niedzielę, wszyscy już bez wątpliwości uznaliby, ze władza chce zrobić WOŚP bezpośrednią konkurencję, ale sobota okazała się całkiem rozsądnym rozwiązaniem. W końcu nie wszyscy mają ochotę wychodzić codziennie na ziąb, śnieg i pluchę, bo mamy to ostatnio na okrągło. Prawdopodobnie liczono na to, że większość z nas wybierze sobotę i np. dla dziecka, zrobi wyjątek, aby zobaczyło prawdziwego żołnierza i czołg, ale już w niedzielę za cholerę nigdzie nie wyjdzie. W końcu jeden dzień w tygodniu z leżeniem do góry brzuchem każdej / każdemu się należy - całkiem przemyślana strategia.

Nie dajmy się zwariować i odciągnąć od meritum. Poprzez aktywne uczestnictwo w jutrzejszym finale WOŚP dajmy odpór wszystkim oszołomom! Nie dyskutujmy z przeciwnikami WOŚP, bo jest to całkowicie bezproduktywne. Ich argumenty o niegospodarności i bajońskich wynagrodzeniach Owsiaka były już wielokrotnie obalane, ale jak dla kogoś autorytetem jest Sławoj Leszek albo ojciec dyrektor, to większe rezultaty osiągniemy waląc głową w mur. Jedynie zachęcam do kontynuowania naszej zeszłorocznej i sarkastycznej akcji, podtykania im pod nos specjalnych oświadczeń. Skoro krytykują WOŚP i odmawiają przekazania na nią nawet złotówki, niech wykażą konsekwencję i zobowiążą się pisemnie, że ani oni, ani ich dzieci nigdy ze sprzętu WOŚP nie skorzystają; nawet w sytuacji zagrożenia życia. Niech podpisują i noszą ze sobą dumnie to oświadczenie. Dzieki temu ich głupota nigdy nie zostanie zapomniana!

Aktualną wersję oświadczenia do wydruku można pobrać tutaj: http://wstrojuewy.org/wosp2017.pdf

#wosp #wośp #fundacjawosp #finałwosp #finałwośp #wosp2017 #owsiak #jurekowsiak #jerzyowsiak #pis #antonimacierewicz #macierewicz #beataszydło #szydło #mon #kprm #caritas #caritasopwp #wojskopolskie #wojsko

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0055

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #54    04.01.2017

Z NOWYM ROKIEM NOWYM KROKIEM.

Sylwester 2016 wstgrojuewy nowy rok 2017
© JejEkscelencja
Jutro dzień wolny! Ogła-
szam święto państwowe.

Po Sylwestrze i jego poprawinach pierwszego dnia nowego roku, połączonych jak zwykle z urodzinami naszej Blondaski, a następnie po kolejnych, dwudniowych poprawinach poprawin, wypada wreszcie wrócić do rzeczywistości. W końcu babski umiar i rozsądek doszedł do głosu i na szczęście dla nas, wszystko skończyło się znacznie lepiej niż u bohaterów dekadenckiego i prowokującego „Wielkiego Żarcia” Marco Ferreriego :-) Rzecz najważniejsza i zaległa to oczywiście noworoczne życzenia dla wszystkich naszych sympatyków i czytelników - aby nadchodzący rok był jeszcze bardziej, bardziej, bardziej - sami sobie wpiszcie co tam chcecie. Mamy nadzieję, że nowy 2017 będzie lepszy od poprzedniego, pełen pozytywnych ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... wyzwań i spełniających się marzeń, że ludzie będą bardziej przyjaźni względem siebie i mimo kolejnego roku na karku, każda / każdy na swoim polu zdoła dać przysłowiowego czadu.

Jak powiadają z nowym rokiem nowym krokiem. Również w naszym wypadku początek roku przyniósł zmiany i nowe wydarzenia. To wszystko wyśmienicie ilustruje fotka do tego artykułu, zrobiona przy okazji imprezy sylwestrowej zorganizowanej po naszemu, czyli w stylu przebieranek i naked party. Od dzisiaj wędruje ona na naszą stronę główną oraz jako tła na profilach w social mediach. W sposób dosłowny przedstawia naszą ekipę - jej aktualny skład, a w sposób symboliczny to, czym będziemy się zajmować. Jak zauważycie, niestety nieco się „odchudziliśmy”. Z końcem poprzedniego roku, z powodów rodzinnych i zawodowych opuściły nas dwie współzałożycielki wstrojuewy: Jagoodka i Malena. Jest oczywiste, że gdy komuś ma urodzić się za chwilę dziecko, albo otrzymuje dobrą pracę w innym mieście, to zmieniają się priorytety. Nie każda z nas może przez całe życie angażować się społecznie i czasowo dla idei. Na szczęście dziewczyny nie zrywają z nami kontaktu, są całym sercem z nami i obiecały od czasu do czasu nas wspomagać. Oczywiście w kobiecej drużynie zostają Andrusia i Blondi, które dobrze znacie i którym zmiana priorytetów raczej nie grozi :-) Na zdjęciu obie dziewczyny pokazane są w wybranych stylizacjach cyganki i robotnika. Były one wykorzystane niedawno w dwóch sesjach fotograficznych, które między innymi pokażemy na docelowym portalu. Dodatkowo dzierżą one rekwizyty symbolizujące twórczość i administrowanie (kartka papieru i pióro oraz tablet). Chciały tym pokazać, że będą angażować się w to co dotychczas, czyli w oba działy naszego portalu - artystyczną fotografię i kobiecą publicystykę. Będą więc pozowały do aktów i pisywały artykuły, czyli przez dobry obraz i słowo będą promować bliskie nam wartości takie jak naturalna kobiecość, tolerancja, liberalizm i wolność słowa oraz walczyć z hejtem i pruderią. Oczywiście nasza działalność nie byłaby możliwa bez jednej osoby i jej bezinteresownej pomocy. Dlatego na zdjęciu znalazł się nasz kochany fotograf i „magik” jaKUBek. Jego gitara i śpiew symbolizują dodatkowe zajęcia i funkcje jakie wykonuje. To on jest bowiem kompozytorem muzyki do naszego docelowego portalu oraz reprezentuje nas na zewnątrz jako rzecznik prasowy i przedstawiciel (jak pamiętacie, same nie chcemy się na razie publicznie ujawniać). Wreszcie, do naszej ekipy dołącza oficjalnie nowy nabytek: Dzika_Kotka, która do tej pory angażowała się dorywczo, a od teraz będzie robić to już pełną gębą. Koteczka ubrana jest w stylizację pokojówki co symbolizuje, że będzie również pozować oraz wykonywać ważne zadania porządkowe i organizacyjne jak np. prowadzenie biura, planowanie sesji fotograficznych, asystowanie przy sesjach itd. Jak zauważycie na zdjęciu, wszystkie jesteśmy ubrane skąpo, ale swoją nagość eksponujemy w sposób subtelny i naszym zdaniem gustowny. Tak samo będzie to wyglądać w naszych sesjach, w których chcemy pokazywać kobiety w ciekawych scenografiach i starannie dobranych stylizacjach. Robimy portal głównie dla kobiet i zgodnie z naszym manifestem nagość ma mieć u nas wymiar artystyczny i edukacyjny. Chcemy promować zdrowe podejście do ciała i ducha, pokazywać, że nic co ludzkie nie jest nam obce, że wszystkie mamy naturalne niedoskonałości oraz zachęcać inne kobiety do pisania, pozowania i przez to polubienia siebie samych. Wszystko to bezpłatnie i bez względu na wiek, wagę i urodę. W naszych aktach nie będzie jednak naturalizmu, ale atrakcyjny i zmysłowy (nie mylić z seksualnym) powab, bo naszym zdaniem na tym polega prawdziwa i naturalna kobiecość. Wszystkie mamy też zamaskowane twarze, co oddaje specyfikę naszego przedsięwzięcia i portalu. Nasi klubowicze i klubowiczki, w szczególności autorki tekstów, komentarzy i pozujące będą mogły pozostać zawsze anonimowe. Na zdjęciu wszyscy mamy jakieś atrybuty zabawy, co nie należy wiązać jedynie z Sylwestrem. Ma to przedstawiać styl w jakim chcemy robić wstrojuewy - bez ponuractwa, na luzie, z przymrużeniem oka i z życzliwością oraz otwartością na drugiego człowieka. Ewentualna krytyka innych ludzi, ich postaw, zaistniałych sytuacji i wydarzeń będzie mogła być jedynie krytyką konstruktywną, z poszanowaniem zdania oponentów, bez chamstwa i hejtu. Na fotce nie ma przedstawionej autorki tego tekstu, co będzie zrozumiałe dla wszystkich, którzy uważnie śledzili i czytywali wszystkie nasze dotychczasowe publikacje. JejEkscelencja to bowiem nie osoba tylko funkcja - stanowisko kierownicze i administracyjne, które wszyscy sprawujemy w naszym klubie demokratycznie, kolejno i rotacyjnie.

Mamy nadzieję, że powyższym opisem nieco bardziej przybliżyliśmy Wam siebie i to co w najbliższym czasie chcemy uruchomić. Przekładany już kilkukrotnie start portalu wynika z faktu, że mamy skromne środki, pracujemy społecznie, w wolnym czasie, a przedsięwzięcie jest poważne i musi działać jak szwajcarski zegarek. Co prawda nie zależy nam na ilości, ale na jakości ludzi, którzy będą dołączać do naszego wirtualnego klubu, ale chcemy, aby wstrojuewy dawało jednak możliwość samorealizacji możliwie jak największej ilości osób, stroniących od skrajności. W jego popularyzację planujemy zaangażować znane osoby. Jest też oczywiste, że będzie ono miało sporo przeciwników. Wszystko musimy więc bardzo dokładnie przygotować, aby przewidzieć i wykluczyć ewentualne problemy. Aktualnie testujemy nasz nowy portal, wprowadzamy poprawki oraz przygotowujemy materiały do jego zapełnienia. Wiosna 2017 jest wyśmienitym terminem na start i wszystko wskazuje na to, że tym razem damy radę!

#sylwester #nowyrok #noworocznepostanowienia #znowymrokiemnowymkrokiem #2016 #2017 #życzenianoworoczne #impreza #poprawiny #naturalnakobiecość #nagość #publicystyka #publicystykakobieca #kobiecapublicystyka #fotografia #fotografiaaktu #akt #tolerancja, #liberalizm #wolnośćsłowa #hejt #pruderia

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0054

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #53    30.12.2016

WSZECHŚWIAT NA GOLASA* odc. 7

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Zapraszam na ostatnie w tym roku podsumowanie wydarzeń z Polski i zagranicy, w których występowała nagość:

1. Modelka plus size w Playboyu.
2. Naga fotka w szkole, czyli boże, co za skandal ;-)
3. O głupiej cenzurze nagości i tych, którzy z nią walczą.
4. Roman Załuski - reżyser, który oswoił Polskę z golizną.
5. Nowa moda na nagie selfie, czyli palce w robocie.
6. Niepełnosprawność i fotografia też mogą iść w parze.
7. Nowy, chamski i konserwatywny prezydent Donald Trump.
8. Przegląd nagich kalendarzy na rok 2017 z Polski i zagranicy.

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

1. Modelka plus size w Playboyu.
Mimo wszystko, świat się powoli zmienia i to chyba na lepsze, skoro w gazetce takiej jak Playboy czasami pojawiają się nie tylko idealne wieszaki, ale i kobiety plus size lub nawet wykraczające poza ten rozmiar. Fluvia Lacerda to modelka przy kości (rozmiar 48) i jednocześnie matka dwójki dzieciaków, która pojawiła się w brazylijskiej edycji wspomnianego magazynu. Brawo, choć jest drobne "ale". Gdyby zrezygnowano z komputerowego wygładzenia tu i tam, tylko pokazano ją w pełnym realu to byłabym bardziej zadowolona. Niestety, wizerunek kobiet plus size i kobiet otyłych też niekiedy w mediach jest wyidealizowany.
http://www.ofeminin.pl/...

2. Naga fotka w szkole, czyli boże, co za skandal ;-)
Uczniowie (w wieku 17-18 lat) jednej z francuskich szkół średnich postanowili w specyficzny sposób zakończyć rok i na pamiątkę zrobili sobie zbiorowe nagie zdjęcie z nauczycielem. Tak zwane intymne części ciała zasłonili jedynie czarnymi kartkami papieru. Tamtejsza szkoła jest znana z zachęcania uczniów do wyrażania i kultywowania wolności słowa. Nawet nie chcę myśleć jaki skandal wywołałoby u nas coś takiego? Ciekawe czy, aby zmyć tę hańbę, naszemu ministerstwu edukacji wystarczyłyby po czymś takim tylko zwolnienie większości kadry pedagogicznej szkoły, czy trzeba byłoby całą szkołę zrównać z ziemią? :-)
https://www.thesun.co.uk/...

3. O głupiej cenzurze nagości i tych, którzy z nią walczą.
Nieco szerzej o internetowej cenzurze. Facebook łaskawie "luzuje" zasady cenzurowania nagości. Ma zezwalać na publikowanie zdjęć zawierających nagość przedstawianą w świetle wydarzeń historycznych i społecznych, ale tylko gdy będzie to w tzw. "interesie publicznym". Czyli właściwie wszystko bez zmian i sami zadecydują, kiedy nasze sutki są złe, a kiedy dobre. Bleeee...
http://www.spidersweb.pl/...
Kolejny przykład spaczenia koncernów, które z obawy przed pozwami, gorszących się nagością oszołomów, ustawiają nam świat. App Store i Google Play Store nie pozwoliły na publikację aplikacji Nood, która miała automatycznie "naklejać" stosowne naklejki na udostępniane w social mediach nagie zdjęcia. Doszło więc do tego, że aplikacja umożliwiająca cenzurowanie stała się niecenzuralna. Gdzie ja żyję???
https://web.facebook.com/...
W tym parszywym świecie warto więc popierać wszelkie inicjatywy ośmieszające obowiązujące zasady i nakłaniające ludzi do refleksji. Genderless Nipples (Bezpłciowe Sutki) to Instagramowy profil i jednoczesnie akcja, która ma wykazywać głupotę administratorów mediów społecznościowych, którzy cenzurują kobiece sutki. Publikują duże zbliżenia sutków męskich i kobiecych, aby wykazać ich podobieństwa i fakt, że nie ma żadnych powodów aby te pierwsze mogły być eksponowane, a te drugie już nie.
http://warszawa.naszemiasto.pl/...
W tym kontekście, fotografka Trina Cary robi również pożyteczne rzeczy. Fotografuje siebie i inne kobiety bez względu na wiek, wagę i urodę. Oswaja je ze swoim niedoskonałościami oraz w specyficzny sposób protestuje przeciwko pruderyjnemu podejściu mediów społecznościowych do nagości i obowiązkowi zasłaniania tego, czy tamtego. Ostatnio z grupą 30-tu kobiet uczestniczyła w nagiej sesji oklejając swoje piersi i biodra plastrami z napisem CENSORED.
http://metro.co.uk/...

4. Roman Załuski - reżyser, który oswoił Polskę z golizną.
Reżyser Roman Załuski na początku grudnia obchodził swoje 80-te urodziny. Niektórzy powiadają, że dzięki jego filmom oswoił Polskę z golizną, bo nierzadko posługiwał się nią do urealniania pokazywanej w swoich filmach rzeczywistości. Choć jest twórcą uniwersalnym, znany jest głównie z uchodzących za kultowe komedie, takie jak: "Wyjście awaryjne", "Kogel-mogel" i "Och, Karol". W linku krótko o nim i jego twórczości.
http://film.wp.pl/...

5. Nowa moda na nagie selfie, czyli palce w robocie.
W zeszłym miesiącu pojawiła się w necie nowa moda na selfie. "One Finger Selfie Challenge" polega na zrobieniu sobie nagiej fotki, jednocześnie zasłaniając cycuszki i cipeczkę jednym palcem. Trzeba się przy tym trochę nagimnastykować lub odpowiednio użyć lustra. Nie robię selfie, więc aby nie być uznaną za stronniczą - nie skomentuję, tylko zauważę, że faceci mają znowu łatwiej :-(
http://www.pudelek.pl/...

6. Niepełnosprawność i fotografia też mogą iść w parze.
Niepełnosprawna i dotknięta poważną deformacją kręgosłupa studentka fotografii Becky Dann pozuje na wózku inwalidzkim w serii autoportretów topless pokazując, że można akceptować i kochać swoje ciało. Inspirujące i nakłaniające do tolerancji oraz refleksji wszystkich pełnosprawnych, że inni mają prawdziwe problemy i warto być zadowolonym z tego co się ma.
http://metro.co.uk/...

7. Nowy, chamski i konserwatywny prezydent Donald Trump.
Jak wszystkim wiadomo, chamski i jednocześnie konserwatywny stosunek do kobiet i ich roli w społeczeństwie nie przeszkodził Donaldowi Trumpowi wygrać miesiąc temu wyborów prezydenckich w USA. Ironią losu jest fakt, że jego żona Melania Trump wcale nie była jak żona cezara.
http://www.gala.pl/...
Nagość zazwyczaj zwraca uwagę i otwiera ludziom oczy na różne rzeczy, ale najwyraźniej było jej tym razem za mało. Warto przypomnieć trzy zdarzenia z kampanii prezydenckiej i po niej, w których ją wykorzystano.
● Ośmieszająca, objazdowa seria ulicznych wystaw w USA z nagą rzeźbą Donalda Trumpa, z mikroskopijnym przyrodzeniem, pt. "Dyktator nie ma jaj".
https://www.theguardian.com/...
● Znany fotograf Spencer Tunick organizuje w Meksyku w trakcie Święta Zmarłych inscenizację z nagich ludzi "stojących" na głowach, aby pokazać jak Donald Trump przewróci świat do góry nogami.
http://www.mirror.co.uk/...
● Studentka Aria Watson tworzy i publikuje serię zdjęć, w których na nagim ciele wypisuje cytaty z Donalda Trumpa, aby przypomnieć ludziom, na kogo głosowali oraz jakie bzdury wygaduje o kobietach.
http://metro.co.uk/...

8. Przegląd nagich kalendarzy na rok 2017 z Polski i zagranicy.
Jak zwykle końcówka roku to wysyp kalendarzy, których piękną ozdobą może być nagie ludzie ciało. Oto krótki przegląd bardziej ciekawszych wydawnictw z Polski i zagranicy:
● Goli faceci, a dokładnie trójmiejscy sportowcy, swoim kalendarzem "BreastFit - Kobiecy Biust. Męska sprawa" wspierają działania edukacyjne z zakresu profilaktyki nowotworów raka piersi. Pięknie panowie!!!!
http://kobieta.wp.pl/...
● Również w celach charytatywnych - przepiękne akty studentów uniwersytetu z Cambridge. Przepiękne, nie tyle z uwagi na młode ciała, ale na scenografię, w której sama chciałabym kiedyś pozować. Warto obejrzeć!
http://www.dailymail.co.uk/...
● Niedawno pisałam we Wszechświecie Na Golasa (odc. 5) o studentach weterynarii z Sydney. Ich kolejny kalendarz pt. "Free Range Vets" wspomaga pieski (konkretnie charty).
http://www.dailytelegraph.com.au/...
● To co lubię - piękne i twarde kobiety, czyli rugbystki z Cardiff University Ladies Rugby Football Club. Pokazują, że kobiece piękno ma różne oblicza. Nie ma to tamto - gdybym tylko mogła z nimi - zagrałabym! :-P
http://www.mirror.co.uk/...
● Kolejna odsłona kontrowersyjnego kalendarza polskiego producenta trumien. Moim zdaniem, po zeszłorocznej porażce, kalendarz Lindnera na 2017 prezentuje się znaczni lepiej.
http://warszawa.naszemiasto.pl/...
● Na koniec ciekawostka - próba trafienia z kalendarzem do specyficznych odbiorców - wędkarzy, albo smakoszy wigilijnych potraw, albo fetyszystów. Oceńcie same / sami, czy kobiece akty z karpiami to coś, co warte jest oglądania.
http://metro.co.uk/...

* - WSZECHŚWIAT NA GOLASA to autorski, cykliczny, quasi-plotkarski i subiektywny przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w których występuje nagość. Krótko komentujemy i udostępniamy w nim linki do ciekawych wydarzeń takich jak sesje fotograficzne, artykuły obce, akcje reklamowe, społeczne, naturystyczne itp. Zapraszamy wszystkich do wspólnego redagowania tego cyklu i podsyłanie nam na adres admin@wstrojuewy.org linków, komentarzy, aktualności i zawiadomień na temat organizowanych wydarzeń.

#Playboy #FluviaLacerda #plussize #szkoła #wolnośćsłowa #cenzura #facebookcenzura #instagram #instagramcenzura #freethenipples #sutek #sutki #nood #nagość #GenderlessNipples #TrinaCary #censored #RomanZałuski #WyjścieAwaryjne #KogelMogel #OchKarol #OneFingerSelfieChallenge #OneFingerChallenge #Selfie #SelfieChallenge #BeckyDann #aktyniepełnosprawnych #SpencerTunick #MelaniaTrump #DonaldTrump #AriaWatson #SignedByTrump #kalendarzcharytatywny #BreastFit #FreeRangeVets #rugbystki #rugbystka #nagiestudentki #nadzystudenci #Lindner #TrumnyLindner #KalendarzLindner #fetyszysta #fetyszystka #fetyszyści #fetyszystki #karp #naturysta #naturystka #naturyści #naturystki #naturyzm #nudyzm #nagosc #akt #FotografiaAktu

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0053

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #52    26.12.2016

BOŻE NARODZENIE WSTROJUEWY 2016.

boże narodzenie święta choinka
© JejEkscelencja
Jutro dzień wolny! Ogła-
szam święto państwowe.

Przyjmijcie, od całej ekipy wstrojuewy, nieco spóźnione z powodu problemów sprzętowych, ale szczere życzenia radosnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Oby nie był to czas spędzony na siłę i nie wymagał od Was zakładania fałszywych masek. Oby przyszło Wam spędzać go w gronie osób, które z wzajemnością kochacie, szanujecie i pożądacie. Oby pozwolił na zacieśnianie więzów wszelkiego rodzaju: przyjacielskich, rodzinnych, emocjonalnych i intymnych. Oby udało się Wam spędzić go z dala od szarej i nieprzyjaznej rzeczywistości: telewizora, komputera, pracy, smartfona, polityki i rodzinnych nieporozumień. I nawiązując do czegoś z naszego ogródka - oby nowonarodzony golutki Jezusek ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... zawsze napominał i przemieniał nasze wciąż zatruwane i otumaniane duszyczki - pruderią, wstydem przed samymi sobą, obawami przed oceną innych oraz fałszywą ideologią jedynie słusznego perfekcyjnego ciała i umysłu - że nagość ta dosłowna i ta mentalna (szczerość) zawsze oczyszczają. To one towarzyszą nam od pierwszych chwil narodzin, uczą tolerancji, pozwalają osiągać harmonię i uświadamiają że wszyscy jesteśmy do siebie podobni, mimo nabywanych w życiu różnorodnych niedoskonałości, skrzywień i poglądów. I jak same staramy się to pokazywać w słowie i obrazie, że obie te postawy nie są niestosowne, gorszące, brzydkie, albo diabelskie, tylko dosłownie i w przenośni - po prostu boskie. Wesołych Świąt!

p.s. Zapowiedzianą w poprzednim artykule niespodziankę - minisesję naszych dwóch uroczych śnieżynek Andrusi i Blondaski możecie oglądnąć w pełnym rozmiarze po kliknięciu na obrazek tytułowy artykułu.

#święta #bożenarodzenie #choinka #świętymikołaj #mikołaj #śnieżynka #prezenty #wigilia #życzeniaświąteczne #wesołychświąt

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0052

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #51    23.12.2016

ZIMA WSTROJUEWY 2016 – BAŁWAN, CZYLI SEKSIZM I BRAK RÓWNOUPRAWNIENIA W CZYSTEJ POSTACI.

bałwan zima śnieg
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Świat przyzwyczaił nas, że pojęcia seksizmu i braku równouprawnienia odnosimy wyłącznie do kobiet. Moim zdaniem niesłusznie. Aby to dostrzec wystarczy troszeczkę odpuścić w naszym babskim, wojowniczym, feministycznym zacietrzewieniu, spojrzeć nieco bardziej empatycznie na drugą płeć i jej problemy. Oczywiście, można powiedzieć, że po co współczuć facetom, skoro generalnie mamy od nich gorzej? Może po to, aby zgodnie z filozofią wstrojuewy pójść w poprzek standardom i nie tylko zauważać czubek własnego nosa oraz interpretować feminizmu tylko tak jak nam wygodnie? Wtedy będzie nam łatwiej zauważyć, że np. facet też człowiek, albo że grube też może być piękne. Andrusia zapoczątkowała ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... witanie przez nas kolejnych pór roku (artykuł #43 pt. JESIEŃ WSTROJUEWY 2016.) i zapowiedziała, że zima przypadnie mojej bezczelnej i przekornej osóbce. Dlatego przy okazji zabawy styropianowym śniegiem i lepienia bałwana postanowiłam rozebrać [się i rozłożyć] na czynniki pierwsze problem dlaczego, gdy wkurzy mnie jakaś baba nie mogę do niej powiedzieć „Ty bałwanko!”? Dlaczego repertuar wulgaryzmów i niemiłych określeń jest niesłusznie tak szeroki względem facetów, a względem nas tak bardzo ograniczony?

Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Baby, szczególnie w swoim gronie bardzo często drą łacha z facetów. Zazwyczaj określają ich zachowania, zwyczaje i cechy charakteru mało wybrednym językiem. Pewnie, że wielu sobie na to zasługuje. Bałwan, palant, głupek, dupek, zgred, obrzydliwiec itd. - to zaledwie kilka przykładów z szerokiej palety jaką nasz ojczysty język dał nam do wyboru. Tylko dlaczego to nie działa w drugą stronę? Czy to problem czysto językowy, że kończenie tych wyrazów na „a” jakoś nam się nie konweniuje? A może jednak w naszej świadomości gdzieś pokutuje przeświadczenie, że względem kobiet nie wypada używać takich słów, ale już względem facetów jak najbardziej? A to już jest dla mnie seksizm i brak równouprawnienia w czystej postaci. Bądźmy konsekwentne - jak gender to gender. Niestety wojownicze feministki, którym na sercu zazwyczaj leży krzywda każdego ziemskiego stworzenia i stoją murem np. za prawami zwierząt, imigrantów, środowisk LGBT itp. jakoś krzywdy facetów w tym zakresie nie dostrzegają. Mało tego, wręcz ją powiększają. Obserwuję kilka profili stron wojowniczych feministek (np. Feminoteka lub Codziennik Feministyczny). Bardzo często wylewają tam pomyje na facetów. To już nie jest brak równouprawnienia, kultury i tolerancji. To zwykłe chamstwo! Wystarczy, że któryś z nich wrazi w komentarzu inne zdanie, natychmiast niewybrednym językiem mieszają gościa z błotem. Podziwiam niektórych facetów, że tam się wypowiadają i uparcie próbują z nimi nawiązywać jakikolwiek rzeczowy dialog. Gdy ktoś próbuje być kulturalny, a z drugiej strony jest obrzucany epitetami i traktowany jest z góry, trzeba mieć sporo samozaparcia i klasy, aby nie wybuchnąć. Marzy mi się, aby w przyszłości mieć takich czytelników i dyskutantów na naszym wstrojuewy. Bo mimo, że idee feministyczne są nam bliskie, u nas nikt nikogo nie będzie traktował w ten sposób.

Osobną sprawą są wulgarne określenia związane z ludzką seksualnością, którymi kobiety nagminnie obrzucają facetów: zboczeniec, erotoman, zbereźnik itp. - łatwo zauważyć, że tutaj również trudno uświadczyć żeńskich odpowiedników. Nie wiem dlaczego, bo ja np. uważam się za seksualnie mocno zboczoną i znam sporo podobnych mi bab. Dlaczego więc o tym się nie mówi, nie nazywa w odpowiedni sposób i zakłamuje rzeczywistość? Porzućmy wreszcie stereotypy, że kobiety to w przeważającej większości grzeczne dziewczynki, a faceci to złe samce, które myślą tylko o jednym i trzeba ich za to piętnować. Wiem, że to trudne. Lubimy bowiem postrzegać rzeczywistość, tak jak nam wygodnie. Zapominamy jednak, że w ten sposób powielamy jedynie zaściankowe stereotypy, z założenia sprzeczne z ideą genderyzmu. Widzę tu typowy brak konsekwencji. Wykorzeniać kulturowe stereotypy oraz role kobiet w społeczeństwie i przy tym wsiadać na facetów - dobrze, ale już pozwolić określać nasze kobiece zachowania dosłownym językiem - źle. Wiele kobiet oburza się i bulwersuje, gdy facet zrobi jakieś dwuznaczne uwagi, zażartuje lub skomentuje coś nawiązując do seksu. Gdy zrobi coś takiego kobieta, nikomu to zazwyczaj już nie przeszkadza (pomijając krzewicieli moralności, którzy od razu sklasyfikują ją jako tzw. puszczalską lub dziwkę). Kobiety, które na męskie uwagi o seksie reagują złością i agresją uważam za mało inteligentne i niedouczone. Chyba wszystkie miały mierną z biologii na całym etapie swojej edukacji. Nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że facet z założenia to stworzenie, w którego naturze jest skakanie z kwiatka na kwiatek, aby kopulować i zapłodnić możliwie jak najwięcej samic. On nie myśli tak jak my, aby zatrzymać partnerkę możliwie jak najdłużej, by tylko z tą jedyną stworzyć udany związek na całe życie. Gdy rozmawiam z dowolnym facetem (obcym, znajomym, młodszym, starszym, przystojnym lub nieatrakcyjnym), nawet o czymś poważnym, doskonale wiem, że w myślach przynajmniej kilkukrotnie wyobraża sobie, jak to byłoby ze mną. Nie przeszkadza mi, że zastanawia się co mam pod bluzką, w majtkach, czy pozwoliłabym mu wziąć się od tyłu, albo pisała się na zwierzęcy seks z demolką połowy mebli w pomieszczeniu, w którym akurat rozmawiamy. Wręcz odwrotnie! Lubię gdy te jego myśli znajdują jakieś odzwierciedlenie w słowach, bo mi to pochlebia i pokazuje, że jest szczery. Jak gość ma klasę, to potrafi zrobić to w odpowiedni sposób i mu na to pozwalam. Jak nie ma klasy, to go spławiam, ale sama zachowuję przy tym klasę. Lubię dwuznaczne rozmowy, jakieś przerywniki na pograniczu flirtu i uwagi na temat seksu, które pozwalają na chwilę oderwać się nawet od poważnych tematów w życiu lub w pracy. Po to natura wyposażyła mnie w rozum i inteligencję, aby umieć odpowiednio i kulturalnie dać rozmówcy do zrozumienia, czy w danej chwili chcę być postrzegana jako obiekt seksualny, czy nie. I gdy mam na to ochotę, chętnie to okazuję np. zapominając włożyć stanik, albo ubierając krótkie mini. I wcale się tego nie wstydzę! Oczywiście wyżej odnoszę się do normalnych i zdrowych relacji damsko-męskich, a nie wszelakich patologii, molestowania, stalkingu, mobbingu itp. Z takimi sytuacjami miałam też do czynienia i wówczas nie przebierałam w słowach, albo waliłam prosto w pysk, lub w krocze, bez względu na to, czy mogłam potem stracić pracę, opinię lub przyjaciół. Powtórzę jeszcze raz, że we wszystkich innych przypadkach, agresja i obrzucanie faceta epitetami za tzw. seksistowskie uwagi lub zachowania jest dla mnie tylko objawem naszej głupoty i braku zrozumienia męskiej natury. Współczuje kobietom, które są sztywnymi ponuraczkami (patrz artykuł Andrusi #49 PLUSZOWY MIŚ - NAJLEPSZY PRZYJACIEL DOJRZAŁEJ I WYLUZOWANEJ SINGIELKI.), traktują facetów z góry, z założenia stawiają bariery i kategorycznie nie życzą sobie uwag na temat swojego wyglądu i atrakcyjności. Jakoś mało to dla mnie kobieca postawa.

Aby nikt nie zarzucił mi, że swoich słów nie przekuwam w czyn, idee równouprawnienia, tolerancji i empatię zobrazowałam w mojej zimowej sesji. Zostanie ona w całości opublikowana na naszym docelowym portalu, a tutaj przedstawiam jedynie jej clue. Jak zauważycie w przedstawionej historyjce, postanowiłam stworzyć sobie śniegowego bałwana i moje intencje względem niego wcale nie były takie szlachetne. Zadowolona z efektów swojej pracy, najpierw okręciłam go sobie wokół palca, a potem zapędziłam do ciężkiej pracy i kazałam mu ciągnąć mnie na sankach. Dało mi to wiele egoistycznej radochy, ale jemu już znacznie mniej się to spodobało. Dla mniej domyślnych podpowiem, że to wszystko symbolizuje wiele typowych, życiowych sytuacji. Zrobiłam po prostu to, co same chętnie robimy na co dzień. Wiele z nas szuka i znajduje sobie partnerów nie do końca z miłości, ale aby zapewnić sobie łatwiejsze życie i w trudnych sytuacjach oraz fizycznych pracach po prostu nimi się wyręczać. Jednak moja historyjka nie kończy się źle, tak jak większość związków budowanych na takich podstawach. W końcu bez happyendu i morału nie byłoby po naszemu! Co prawda gdy dostrzegłam, że mojemu bałwanowi jest ciężko, smutno i nie stanął na wysokości zadania, z początku nawrzeszczałam na niego i obrzuciłam stekiem wyzwisk. Jednak potem się zreflektowałam, przeprosiłam, pocieszyłam i pociągnęłam go sama, a na końcu pociągnęliśmy [życiowe] sanki już wspólnie. Takiej samej refleksji, empatii, wykrzesania kobiecego ciepła i powściągania języka względem facetów życzę wszystkim czytelniczkom na tę rozpoczynającą się zimną i nieprzyjazną porę roku.

P.S. Wybaczcie, że mimo przedświątecznego czasu, w artykule i jego podsumowaniu nie odniosłam się w ogóle do Świąt. Z tej okazji przygotowałyśmy z Andrusią drobną niespodziankę i wraz z życzeniami już niebawem ją Wam przekażemy :-P

#zima #śnieg #bałwan #naturalnakobiecość #empatia #fecet #faceci #wulgaryzm #wulgaryzmy #feministka #feministki #gender #egoizm #seksizm #seksistowska #seksistowski #seksistowskie #seks #sex #akt #nagość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0051

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #50    10.12.2016

ZACZYNAM SIĘ BAĆ.

13 grudnia strajk obywatelski
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Zbliża się znamienna data - 35 rocznica wprowadzenia stanu wojennego, symbolizującego ucisk społeczeństwa przez chorą ideologię i ludzi, którzy jej służyli w imię pieniędzy, kariery, świętego spokoju, albo zwykłej głupoty. Mogłoby się wydawać, że cały okres PRL i towarzyszące mu różne traumatyczne wydarzenia, pokroju stanu wojennego, powinny stanowić wystarczającą przestrogę i nauczkę dla naszych polityków jak należy sprawiedliwie rządzić, by nie wyprowadzać narodu ponownie na ulice. A jednak wielu ludzi, którzy wówczas doświadczyli prześladowań i ograniczeń wolności, a dzisiaj znajdują się u władzy, jakby zapomina o tym jak rodził się poprzedni system. Przysłowiowe przykręcanie śruby ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... społeczeństwu było procesem długotrwałym i zaczynało się od kosmetycznych ograniczeń i regulacji pod pretekstem porządkowania prawa i powojennej naprawy państwa. Uważam, że planowane zmiany w prawie o zgromadzeniach, wprowadzenie zakazu pornografii i wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej są zaczątkiem przykręcania śruby na poziomie podstawowych wolności obywatelskich i są prostą drogą do światopoglądowej dyktatury; podobnej do tej, z którą mieliśmy do czynienia w poprzednim systemie.

Dokładnie rok temu nasz jaKUBek napisał na łamach wstrojuewy świetny artykuł pt. CZEGO UCZY NAS PAMIĘĆ O 13 GRUDNIA 1981 ROKU? http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0022. Był to pierwszy tekst, który nawiązywał do polityki i do bieżącej sytuacji w Kraju. Początkowo byłyśmy sceptyczne, bo zamierzałyśmy stronić od takiej tematyki. Jednak gdy stwierdziłyśmy, że ideologia lepszego sortu i prymitywny populizm zaczynają wkraczać swoimi buciorami do naszych przysłowiowych sypialni, zaczęłyśmy same zabierać głos w tych sprawach. Sfera kultury, światopoglądu, obyczaju, prawo do wyrażania i manifestowania swoich poglądów, decydowania co można oglądać, czytać, z kim się spotykać i żyć zawsze kojarzone są z wolnością, która z trudem została odzyskana po 1989 roku. W te sfery życia i ludzkiej aktywności instytucje państwa, kościoły lub związki wyznaniowe nie powinny ingerować. Owszem, mają oni prawo w tych sprawach się wypowiadać, wskazywać swoje rozwiązania i recepty, ale wybór powinien być pozostawiony każdej i każdemu z nas; bez narzucania niczego na siłę. W końcu chyba sami wierzą w to co głoszą, że Bóg dał nam wolną wolę i prawo wyboru dobra lub zła?

Ostatni rok pokazał, że gdy wspomniana ideologia lepszego sortu i prymitywny populizm ograniczały się do sfery polityki, społeczeństwo niestety kładło na to przysłowiową laskę. Po części dlatego, że przykładowa sprawa Trybunału Konstytucyjnego dla wielu kojarzy się z czymś bardzo odległym i mało istotnym. Jednak gdy kilka miesięcy temu dzielni obrońcy moralności ze szczytów władzy podjęli temat aborcji zobaczyli, że nie wszystko przejdzie tak gładko jak sobie planowali. Poznali wówczas siłę społecznego sprzeciwu. Można było mieć nadzieję, że „naczelnik” państwa nakaże chwilowy odwrót i normalizację, aby obłaskawić zepsute lewactwem społeczeństwo. Nic bardziej mylnego. Słoń w składzie porcelany, jak trafnie określił jaKUBek w swoim zeszłorocznym artykule, sposób zachowania władzy i wprowadzania swoich porządków, zamiast społecznej wrażliwości i nauki na własnych błędach jeszcze bardziej zhardział, okrzepł, stał się bardziej niezdarny, bezczelny i arogancki. Oto na naszych oczach rozgrywa się rzecz niebywała. Część osób, która w czasach PRL walczyła o wolność i demokrację planuje wprowadzić prawo, które utrudni obywatelom manifestowanie swoich poglądów. Pierwszeństwo przy zgłaszaniu miejsca manifestacji mają mieć władze publiczne, kościoły i związki wyznaniowe oraz tzw. zgromadzenia cykliczne, czyli np. wszelakiego rodzaju smoleńskie jasełka. Można się spodziewać, że gdy np. oderwane od koryta świnie z wyprzedzeniem zgłoszą zamiar dowolnej manifestacji, w ostatniej chwili znajdzie się kilka szlachetnych i oddanych zwolenniczek ojca dyrektora, które zapragną w tym samym miejscu odprawić jakieś gusła. Protestuje opozycja, ponad setka organizacji pozarządowych, Rzecznik Praw Obywatelskich; również negatywną ocenę wystawia Sąd Najwyższy. Planowane zmiany w prawie godzą w podstawowe prawa obywatelskie i są niezgodne z konstytucją. Ale co tam. Za chwilę ichni już Trybunał Konstytucyjny nie dopatrzy się w tym żadnych nieprawidłowości. Przyszłe negatywne opinie instytucji prawa międzynarodowego można będzie również bagatelizować jak np. wcześniej opinie Komisji Weneckiej. Można bezczelnie i w żywe oczy kłamać i wmawiać ludziom, że zamiast ograniczania ich wolności znacznie je rozszerzamy. W końcu, gdy ma się swoją telewizję publiczną oraz kierującego nią wybitnego cynika i kłamcę to dlaczego nie? Przecież ciemny lud dostał 500+ i wszystko kupi!

Podobnie odczytuję zapowiadane plany ograniczania dostępu do pornografii. Niedawno niestrudzeni parlamentarzyści z PiS skierowali projekt odpowiednich regulacji do Ministerstwa Cyfryzacji. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Idea jest szczytna: uniemożliwić demoralizację i ograniczyć dostęp do pornografii osobom małoletnim. Jednak sprawa nie jest taka prosta i diabeł tkwi w szczegółach. Pomarańczowe światło powinno zapalić się każdej i każdemu z nas, gdy sprawę tego typu prowadzą ideologiczni idioci i dewianci, którzy fałszywie na co dzień onanizują się przy internetowym porno, a oficjalnie przedstawiają siebie jako świętszych od papieża. Bardzo ciekawi mnie jak zdefiniują pojęcie pornografii? Dla wielu moralnych konserwatystów nasze nagie piersi to już czysta pornografia. Jestem prawie pewna, że w swoim zacietrzewieniu i wycinaniu wszystkiego co libertyńskie i lewackie wyleją dziecko z kąpielą. Za chwilę nasze wstrojuewy i temu podobne pożyteczne inicjatywy też okażą się nielegalne i będą ścigane. I nie myślcie, że przedwcześnie biję na alarm. W kraju, w którym bezkarnie miesza się z błotem autorytety tylko dlatego, że krytycznie wypowiadały się nt. obecnej władzy a prokuraturą, wymiarem sprawiedliwości i ministerstwem spraw wewnętrznych zawiadują usłużni karierowicze - wszystko jest możliwe. Zaczyna się od drobnych ograniczeń i regulacji, a kończy na totalnych zakazach jakie obowiązują w dyktaturach i państwach wyznaniowych. Niedawna sprawa irańskich blogerek, które zostały w swoim kraju uwięzione i oskarżone o rzekome szerzenie prostytucji, zachodniego stylu życia i kultury nagości dobitnie ilustruje do czego prowadzi stosowanie prawa w imię chorej ideologii.

Sprawa planowanego wypowiedzenia tzw. konwencji antyprzemocowej też pokazuje ideologiczne prostactwo i niedorozwój rządzących. W tym przypadku kłuje ich w oczy nadużywane słowo gender. To złe i obrzydliwe określenie, spędza sen z powiek każdego obrońcy moralności. Na marginesie, gdyby zapytać niejednego z nich co w ogóle ono oznacza, z pewnością zobaczylibyśmy na ich twarzach zakłopotanie lub usłyszelibyśmy stek bzdur. Chodzi o to, że otwarte mówienie o społecznym i kulturowym postrzeganiu płci, o potrzebie wykorzeniania stereotypowych ról kobiet i mężczyzn, o potrzebie przeciwdziałania przemocy i o równouprawnieniu kobiet - ujawnia fakt, że nie jest z tym u nas najlepiej. Stanowi to również zagrożenie dla tradycyjnego modelu katolickiej rodziny, a dla wielu oszołomów jest nawet promowaniem zgniłego feminizmu, homoseksualizmu i transseksualizmu. Mimo, że konwencja wprowadzała to, czego do tej pory u nas nie było, min. obowiązek tworzenia odpowiedniej liczby schronisk dla pokrzywdzonych, ośrodków wsparcia psychologicznego, odpowiednich procedur przesłuchań policyjnych i zbierania danych na temat przestępstw, rządzący twierdzą, że to wszystko jest niepotrzebne i prawa kobiet są u nas dobrze chronione. To nic, że konwekcję podpisały wszystkie państwa UE. Nasza polska przemoc jest swojska i dobra! Premier i Prezydent na każdym kroku podkreślają, że jesteśmy przecież dumnym narodem i żadne obce instytucje międzynarodowe nie będą nam mówiły co mamy robić. W ten sposób tylko utwierdzają swoich wyborców w przekonaniu, że mają prawo po cichu tłuc i dyskryminować swoje kobiety!

Jestem raczej twardą babą, która zazwyczaj nie przejmuje się sprawami, na które nie ma wpływu i bierze je na przeczekanie. Tylko, że gdy dzieją się te wszystkie rzeczy zaczynam się bać. Każdy kto ma choć niewielkie pojęcie o historii wie jak rodziły się systemy totalitarne, takie jak faszyzm czy komunizm i zauważy u nas analogię. Jeszcze niedawno miałam nadzieję, że nasza ostatnia deska ratunku - instytucje UE będą miały na rządzących oszołomów właściwego bata. Dziś widzę, że ten wspomniany wcześniej, niezdarny słoń nie dość, że porozbijał już sporo porcelany, planuje robić to nadal i ma po prostu wszystkich w dupie. Nawet resztę bardziej doświadczonych w demokracji narodów Europy. Nie tylko się z nimi nie liczy, ale je poucza i obraża. Uważam, że w tej sytuacji nie wolno siedzieć cicho. Nie można bagatelizować tego co dzieje się u nas na gruncie światopoglądowym i trzeba się temu przeciwstawiać. Trzeba o tym pisać, uświadamiać znajomych i zachęcać do wspólnego sprzeciwu. Tylko w kupie jest nasza siła. Udowodniły to ostatnie czarne marsze i udowadniają to również aktualne protesty. Dzięki temu, że we wspomnianych trzech sprawach wiele organizacji i instytucji wraża swoją dezaprobatę, nasi posłowie i senatorowie już zaczynają łagodzić i wycofywać się z niektórych swoich propozycji. Trzeba jednak poprzeć dotychczasowe działania wyraźnym głosem narodu. Dobrze, że 13 grudnia, jak rok temu, będzie znowu dniem społecznego sprzeciwu http://strajkobywatelski.pl. Trzeba ponownie pokazać, że ten sejm, senat, rząd i prezydent dalej pójść nie mogą. Moim zdaniem, to co dzieje się dziś w Polsce to Orwell w czystej postaci; zasada TKM (teraz ku**a my) i uszczęśliwianie ludzi na siłę chorą ideologią. Nie odpuszczajmy, bo za chwilę obudzimy się z ręką w nocniku. Tego między innymi wymaga od nas pamięć o 13 grudnia, o ofierze ludzi, którzy w tych czasach stracili zdrowie i życie, abyśmy dzisiaj mogli cieszyć się wolnością. Oby jak najdłużej.

#strajkobywatelski #stanwojenny #prawoozgromadzeniach #pornografia #konwencja antyprzemocowa #demokratura #dyktatura #wolność #kod #czarnyprotest #blackprotest #siłajestkobietą #tensejmdalejniepojedzie

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0050

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #49    25.11.2016

PLUSZOWY MIŚ - NAJLEPSZY PRZYJACIEL DOJRZAŁEJ I WYLUZOWANEJ SINGIELKI.

Światowy Dzień Pluszowego Misia
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Dziś Światowy Dzień Pluszowego Misia. Wcale nie kojarzę tego „swięta” z dziećmi, tylko odnoszę je do siebie i sytuacji coraz większej ilości samotnie kroczących przez życie kobiet. Nieważne czy z musu, czy z wyboru. O tym napiszę kiedy indziej. Teraz nawiązuję do tego, że miś to całkiem niezły środek zastępczy do bieżącego zaspokajania naszych potrzeb. Jest on dobrym lekarstwem na samotność i niekiedy wynikające z niej życiowe ponuractwo. Pozwólcie jednak, że zacznę od początku.

Nie tak dawno, gdy było jeszcze trochę zieleni, postanowiliśmy wybrać się w trójkę na poobiedni niedzielny spacer ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... do parku. Kubeczek protestował i nie chciał robić spontanicznych zdjęć bez planowania, ale miał sposobność kolejny raz doświadczyć skuteczności babskiej perswazji - w końcu zabrał sprzęt. Faktycznie, było już popołudniu, słońce chyliło się ku zachodowi i nawet z dobrymi lampami zdjęcia dzienne nie mogły wyjść idealnie. Jednak z Blondaską miałyśmy plan nakręcić coś na dzisiejszą okazję i nie było zmiłuj. Rzuciłyśmy monetą i wyszło na mnie. W końcu pożyczony miś był tylko jeden, a będąc poza domem już kolejny tydzień własnych użyć nie mogłyśmy. I tak oto pstryknęliśmy. Nic specjalnego, prawie w biegu, w ciągu zaledwie godziny. Nasz ekspert od zamrażania chwili miał rację. Jak na radosną okazję święta wszystkich misiów wyszło trochę zbyt ponuro i jesiennie. Nie obyło się więc bez sztucznego podkręcenia kolorystyki, czego bardzo nie lubię. I przy okazji cholernie zmarzłam, ale najważniejsze, że udało mi się zobrazować to co chciałam; że pluszowy miś to najlepszy przyjaciel dojrzałej i wyluzowanej singielki :-)

Generalnie uważam, że jesteśmy mało wyluzowanym społeczeństwem; ludźmi mało radosnymi, w których charakterze dominuje powaga, wręcz ponuractwo. W domu, w pracy, w relacjach z rodziną, znajomymi, w życiu społecznym, kulturalnym i politycznym obyczajowa konserwa, normy i sztywniactwo są na porządku dziennym. Nie jesteśmy życzliwi względem siebie, nie uśmiechamy się do obcych, nie robimy tego czego nie wypada. Wszystko co odbiega od normy jest od razu hejtowane, wyśmiewane, krytykowane, piętnowane itd. Co prawda, w domowym zaciszu sporo z nas potrafi luzować poślady i np. podłubać sobie w nosie i pokręcić kozy, puścić wiązankę, z ciekawości powąchać swoje pierdy, porozmawiać o swoich potrzebach, albo zabawić się od święta w jakieś sado-maso. Jednak nie wszystkim to wychodzi, bo okazywane w oficjalnych relacjach ponuractwo jest zakaźne, zaszczepia się w naszej psychice w postaci pesymizmu niszcząc nas od środka.

Niektórzy powiedzą, że w naszej szarej rzeczywistości trudno mieć radosne usposobienie. Trudna sytuacja rodzinna, brak finansów, choroby itp. Z wymienionych powodów ponuractwa nigdy nikomu nie wypomnę. W końcu trudno być ciągle uśmiechniętą, gdy jest się niepełnosprawną, albo tyra się od rana do nocy za 1500 złotych, albo ma się chore dziecko, albo mąż pije i bije. Ale sporo z nas nie ma aż tak pod górkę, tylko jest zwykłymi ponurakami i pesymistkami. Takim w życiu jest bardzo trudno i wiem coś o tym, bo kiedyś na to chorowałam. Wyleczyć się z tego nie jest bardzo trudno. Trzeba dobrej duszyczki lub mądrego tekstu, który zmotywuje, pomoże i da przykład. Trzeba odrobiny relatywizmu, aby przestać być niewolniczką wszystkich swoich przekonań, zwyczajów i rytuałów. Trzeba odrobiny śmiałości, aby odważyć się częściej uśmiechać i otwierać gębę do drugiego człowieka oraz robić rzeczy nietypowe. Wreszcie, trzeba zacząć cieszyć się z tego co się ma i próbować znajdować rozwiązania zastępcze względem tego co nieosiągalne. To teoria, a konkretna praktyka? Podaję ją Wam na tacy, na swoim przykładzie, w dzisiejszych zdjęciach. Wiele mi brakuje do tzw. ideału, ale dosłownie to pierdolę. Gdzieś w odmętach mojego babskiego umysłu szaleją demony, że za gruba, że fałdy, że cellulit, ale jakoś potrafię nad nimi panować. Przynajmniej do tego stopnia, że nie będąc ekshibicjonistką mogę rozebrać się w miejscu publicznym i nieźle się tym bawić. Ot, choćby na placu zabaw jak za dawnych, dziecięcych lat. Pokręcić się na karuzeli, pohuśtać na huśtawce lub zjechać na zjeżdżalni. Jednym z najlepszych lekarstw na ponuractwo jest pielęgnowanie w sobie dziecinności i przynajmniej od święta zrobienie czegoś, co oficjalnie nie wypada. Nieważne czy masz na karku trzy, albo sześć dych. Szarpnij się na coś kompletnie szalonego i nie wstydź się, że zobaczą i ocenią to inni. To niesamowicie oczyszcza. Zdejmowanie masek, pierdolenie standardów, umiejętność pogodzenia się z tym, że nie musisz niczego robić na siłę i bycie szczerą oraz naturalną jest po prostu wspaniałe! Nie masz faceta, dzieci, nie jesteś urodziwa, albo jesteś plus size? To nie koniec świata. Albo pracuj nad sobą, ale nigdy z tym nie przesadzaj, albo pogódź się z tym i po prostu szukaj środków zastępczych. Wreszcie nawiążę do dzisiejszego „święta”. Mimo, że jestem dojrzałą kobietą mam swojego pluszowego misia i wcale się tego nie wstydzę. Gdy nie mam do kogo, gadam do niego, gdy nie mam z kim, sypiam z nim, gdy mam ochotę przytulam go i uśmiecham się do niego. Teraz też, gdy siedzę przy kompie i produkuję niniejsze wypociny jest przy mnie i zawadiacko uśmiecha się do mnie. Może dlatego bo łajza dobrze wie, że dzisiaj w łóżku też będzie miał mnie na wyłączność? Mam gdzieś, że to tylko dobrze skrojony kawałek materiału z Chin, wypchany nie wiadomo czym. Pluszowy miś sprawia, że jest mi po prostu lepiej w życiu. I dzięki niemu i innym podobnym mu środkom zastępczym nie jestem zgorzkniałą starą panną, tylko wyluzowaną singielką. I jest mi z tym dobrze :-)

#singiel #singielka #starapanna #ŚwiatowyDzieńPluszowegoMisia #DzieńPluszowegoMisia #DzieńMisia #pluszowymiś #miś #ponuractwo #pesymizm #ponurak #pesymista #pesymistka #pesymizm #samotność #samotni #samotny samotne #samotna #przyjaciej #przyjaciółka #przytulanie #optymista #optymisci #optymistka #optymistki #luz #wyluzowani #wyluzowany #wyluzowane #wyluzowana #luzak #luzara #sztywniactwo #dzieciństwo #maska #zdjąćmaskę #zdejmowaćmaskę #naturalnakobiecość #szczerość #otwartość #uśmiech

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0049

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #48    31.10.2016

HALLOWEEN 2016 - DZIEWCZYNY, KOCHAJCIE SWOJE BALONY!

cycki biust piersi halloween
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Razem z Andrusią postanowiłyśmy pogodzić przyjemne z pożytecznym, czyli powiązać rozrywkowy charakter tegorocznego Halloween, ze szlachetną edukacją i motywacją. Oczywiście w naszym stylu, czyli wstrojuewy - uczestnicząc w fotograficznej mini sesji aktu. Chodzi o to, że wszystkie lubimy to wredne, pogańskie i zaimportowane z zachodu "święto" Halloween nie dlatego, że lubimy się bać, ale właśnie dlatego, że lubimy nasze balony! Bez względu na to jakiego są kształtu i jak bardzo są napompowane.

Balony, w zależności od producenta, mogą być wytworzone z różnego rodzaju gumy. Generalnie są dwie podstawowe ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... kolorystyki: ciemniejsze i jaśniejsze. Producenci fabrycznie pompują je zazwyczaj różną ilością helu. Balony są jak ser i wino - zazwyczaj uzyskują pełną sprawność eksploatacyjną i swoje właściwości zazwyczaj po kilkunastu latach od daty produkcji. Wówczas dopiero smakują najlepiej i wychodzi na jaw, czy ich producent był uczciwy i napompował je tyle ile trzeba, czy był zwykłym oszustem i oszczędzał na helu, albo po prostu sfuszerował, czyli popełnił w trakcie ich produkcji jakieś błędy. Generalnie, balony mają dwie podstawowe funkcje: służą do zabawy oraz do celów związanych z konsumpcją. Można używać je śmiało do obu rzeczy lub tylko do jednej z nich, w zależności od światopoglądu i obyczajowości ich użytkowniczek. Ze statystyk wynika, że w czasie ich eksploatacji najpierw bardzo intensywnie używa się ich do zabawy, potem opcjonalnie przy konsumpcji, a potem już tylko do zabawy. Najprzyjemniejsza jest zazwyczaj zabawa wentylem i jego okolicami. Sam wentyl, z niewiadomych dla mnie przyczyn, uchodzi u wielu za rzecz nieprzyzwoitą, wymagającą ukrywania i cenzurowania. W trakcie typowej eksploatacji balonów mogą one ulegać różnego rodzaju deformacjom i sprawiać wrażenie nieco sflaczałych. Często też uchodzi z nich lekki hel, który ma sprawiać, by unosiły się swobodnie w przestrzeni i przez to zaczynają nieco opadać. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal są balonami przez duże B - jedynymi na świecie wyjątkowymi tworami genialnego umysłu, myśli technicznej i są po prostu piękne! Użytkowniczki balonów, które nie zostały fabrycznie napompowane właściwą ilością helu, z których uleciało go już zbyt dużo, które nadmiernie używały ich do celów związanych z konsumpcją, lub które w trakcie eksploatacji ulegną deformacji z innych powodów, niekiedy oddają balony do regeneracji. Pozwala ona wizualnie przedłużyć ich żywotność i według ocen niektórych uatrakcyjnić ich wygląd. Co prawda, po regeneracji prezentują się one zazwyczaj niezbyt naturalnie, są nieco sztuczne, twardsze w dotyku, dziwnie powiększone i ich zachowanie przeczy prawom fizyki, ale mimo tego wielu ich użytkowniczkom pozwalają czuć się bardziej kobieco i komfortowo. Balony są również bardzo delikatnym tworem i gdy zaniedbuje się ich systematyczną konserwację mogą zostać łatwo zniszczone. Nie mam tu na myśli jedynie codziennego pakowania ich w specjalne pokrowce, ale dokonywanie w nich systematycznych przeglądów, aby tak jak np. w samochodzie, wykryć możliwie szybko i na podstawie pierwszych symptomów prawdopodobną usterkę, która może doprowadzić do większych szkód. Dlatego warto dbać o balony i je konserwować, dzięki czemu będą dostarczać wszystkim użytkowniczkom do końca życia wielu przyjemności. Pamiętajcie kobietki - kochajcie swoje balony i cieszcie się nimi, bo bez względu na to jakie one są - są jedyne w swoim rodzaju, są tylko Wasze i wiele z nas, które je utraciło, chciałyby je w ogóle mieć.

#halloween #stachy #horror #pierś #piersi #biust #cycek #cycki #cycuszki #stanik #biustonosz #nagość #akt #fotografiaaktu #mastektomia #mammografia #rekonstrukcja #rekonstrukcjapiersi #chirurgiaestetyczna #rakpiersi #zdrowie #naturalnakobiecość #kobieta #kobiecość #operacjeplastyczne #niedoskonałości

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0048

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #47    23.10.2016

SAMOBICZOWANIE NA POKAZ, CZYLI TRENERKI FITNESS UJAWNIAJĄ, ŻE NIE SĄ IDEALNE.

trenerki fitness
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Od pewnego czasu na fanpages i profilach mniej i bardziej znanych trenerek fitnessu zauważa się pewien trend, który wypada określić jako samobiczowanie. Do tej pory bohaterki mojego artykułu sprzedawały nam wizerunek zawsze perfekcyjnych, idealnych i wysportowanych ciał oraz życia z bajki. Była to najczęściej ustabilizowana i uporządkowana egzystencja, w skład której wchodziły spotkania z fankami, udziały w konferencjach i szkoleniach, pisanie książek, prowadzenie blogów i fanpages, systematyczne treningi oraz podróże po całym świecie. Od niedawna można zauważyć, że trenerki te nie są jednak aż takie idealne. Jedna z nich chciała być oryginalna i pokazała jakiś cellulit, potem druga ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... jeszcze bardziej i pokazała jakąś fałdkę lub niezbyt płaski brzuch, a kolejna sylwetkę nieco odbiegająca od ideału. Skoro konkurentka wyskoczyła z czymś takim, to ja niestety też muszę - pomyślała cała reszta. No i posypało się. Jeśli dobrze sięgam pamięcią, na początku tego roku zaczęła nijaka Anna Victoria, a potem dołączyły inne: Tiffany Brien, Kelli Segars, Jen Widerstrom, Emily Skye i kilka innych, a nawet nasza Ewa Chodakowska. Wypada tylko stwierdzić - szkoda, że tak późno kochane, bo swoim nieprawdziwym perfekcjonizmem namieszałyście sporo w kobiecych głowach.

To niesamowite! Okazuje się, że wszystkie z nich mają wady! - przeczytałam gdzieś podobny komentarz i to nie był sarkazm. To, że niektórym otwierają się oczy, to jedyny plus tego całego trendu, bo podejrzewam, że motywacje, aby w tym uczestniczyć już raczej nie są takie szlachetne. Szczerość? Chyba nie. Raczej moda i chęć utrzymania się na powierzchni. Pewnie też nadzieja, że fanki to docenią i to zaowocuje jeszcze większym poziomem ich uwielbienia. A to przekłada się przecież na kasę i ilość propozycji reklamowania tego, czy tamtego od sponsorów. W sumie to odczuwam sporą satysfakcję. Wychodzi na nasze. Na to o czym trąbimy na wstrojuewy od początku, co jest jednym z przesłań naszego manifestu i co sprowadza się do jednego symbolicznego hasła: Płaski brzuch po prostu nie istnieje! Nie ma czegoś takiego jak kobiece ciało bez grama tłuszczu, cellulitu, obwisłości itp. Wszystkie to mamy tylko w różnym stopniu, zależnym od genów, wieku, stylu życia i ewentualnych uwarunkowań medycznych. Ten brak perfekcji bynajmniej nie dotyczy tylko trenerek fitnessu, ale równie „idealnych” celebrytek, wags, aktorek i modelek. Dzięki paparatzzi doskonale wiadomo, że złapane niespodziewanie gdzieś na plaży lub na zakupach różne gwiazdeczki też wyglądają „nieco” inaczej od tego co zazwyczaj pokazują np. w kolorowych pisemkach lub na Instagramie. W końcu kiedyś trzeba zluzować ten brzuch, bo 24 godziny na wciągu się nie da :-)

Poza tym co opisałam wyżej, osobiście nie mam nic przeciwko trenerkom fitnessu. Niech są i robią swoje. Ich działalność jest nawet w pewnym sensie pożyteczna. Mobilizują mnie i inne kobiety do działania, do ruchu, aktywności, gimnastyki, zrzucania zbędnych kilogramów. Co prawda sprzedają ułudę, że można dojść do ich kondycji i gibkości, zapominając dodać, że dla nich ćwiczenia są pracą, z której się utrzymują i którą wykonują przez 8 godzin dziennie. Do tego nie dojdziemy biorąc udział w zajęciach fitnessu przez godzinę, 2 razy w tygodniu, albo nawet codziennie ćwicząc przez 30 minut wieczorem w domu, czyli robiąc to, na co może maksymalnie pozwolić sobie zwyczajna kobieta. Ale nich im będzie. Jedyne co mi w nich przeszkadza, to fakt, że wolałabym, aby były na co dzień normalniejsze i bardziej swojskie, a nie tylko takie od święta. Wolałabym, aby w ich postach nie było tyle poezji, finezji, sztuczności i silenia się na wyjątkowość oraz oryginalność. Wolałabym, aby ścianki szklanki z koktajlem z owoców, który podobno stanowi ich jedyny posiłek na kolację, były umorusane jego resztkami, a nie krystalicznie czyste i ozdobione parasolką. Aby ich mikroskopijne porcyjki na śniadanie lub obiad nie były zawsze podane perfekcyjnie na talerzu, jakby każdy z nich serwowany był w 5-cio gwiazdkowej restauracji. Aby przy wykonywaniu swoich ćwiczeń nie wciągały zawsze brzucha i napinały wszystkiego co można okłamując nas, że tak wyglądają zawsze w każdej pozycji i sytuacji. Aby ich selfie na tle malowniczej wysepki Santorini, na którą zaprosił je jakiś sponsor, o czym oczywiście nie omieszkają nas na każdym kroku informować, nie były podrasowane filtrami kolorystycznymi, przez co mamy uwierzyć, że ich życie to po prostu jedna wielka bajka. Aby potrafiły przyznawać się do swoich niedoskonałości i braku perfekcji w różnych rzeczach nie tylko raz na 1000 postów, ale codziennie. A gdy już to czasami zrobią, aby nie oczekiwały z naszej strony uwielbienia, że są takie wspaniałe, bo też mają jakieś wady. Myślę, że takie podejście wyszłoby ich fankom na dobre, bo przestałyby uważać trenerki fitnessu za nadludzi, tylko za zwykłe kobiety, mające jak każda z nas różne wady i zalety oraz życiowe problemy i radości; którym dodatkowo w życiu po prostu przeżarło, bo znalazły się kiedyś we właściwym miejscu i czasie; którym niekiedy przez przypadek, niekiedy przez znajomości, niekiedy dzięki perfidii i wykorzystaniu innych, a niekiedy również dzięki własnej ciężkiej pracy udało się odnieść sukces. Realizm jest zawsze pożyteczny, bo oczyszcza i prostuje to co dopowiada sobie nasza babska, naiwna wyobraźnia.

Jednak wątpię w to, że samobiczowanie wejdzie trenerkom fitnessu w krew i przestanie być okazjonalne. To przecież dobre specjalistki od marketingu i społecznościowej psychologii. Wiedzą doskonale, że na częstym pokazywaniu swojej przeciętności daleko nie zajadą. Inaczej miałybyśmy już dawno wysyp różnych Chujowych Pań Domu, a jeśli się nie mylę, na razie jest tylko jedna. Gdzie więc leży problem? W nich, czy w nas samych – zwykłych kobietach? Czy bez naszej kobiecej naiwności, chęci bycia okłamywaną, podglądania i zachwycania się „idealnym” życiem innych w ogóle one by zaistniały? Ale to już temat na inny artykuł. Tymczasem śpieszę się zabarykadować, bo niektóre fanki trenerek fitnessu potrafią być agresywne i umieją dołożyć ;-)

#fitness #trenerkafitness #trenerkifitness #fit #zdrowie #cellulit #fałdki #prawdziwekobiety #prawdziwakobiecość #płaskibrzuch #EwaChodakowska #Chodakowska #AnnaVictoria #TiffanyBrien #KelliSegars #JenWiderstrom #EmilySkye #ChujowaPaniDomu

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0047

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #46    14.10.2016

WSZECHŚWIAT NA GOLASA* odc. 6

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Kolejna porcja informacji ze świata nagusów. Tym razem zebrało się ich więcej, bo zabałaganiłam i od wydania ostatniego odcinka minęło już „trochę” czasu. Zapraszam:

1. Pierwsza w Polsce legalna plaża dla naturystów w Łebie.
2. Helena Norowicz - polska modelka po osiemdziesiątce nago.
3. Trina Merry i jej niesamowity, kamuflarski bodypainting.
4. „Idealne” i sztuczne nagusy z Top Models.
5. Kalendarz z rudzielcami. A jednak można ich lubić ;-)
6. Piękny album z aktami kobiet po mastektomii.
7. Pierwszy park wodny wyłącznie dla naturystów. ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... 8. Jock Sturges i jego moskiewska wystawa wywaleni na zbity pysk.
9. Modelki topless zachęcają do ograniczania prędkości na drogach.
10. All Woman Project - niezbyt naga, ale chwalebna inicjatywa.

1. Jeśli wierzyć doniesieniom, w przyszłym roku w Łebie powstanie pierwsza w Polsce legalna plaża dla naturystów. Ciekawe jaki procent odwiedzających będą stanowiły kobiety? No, chyba że przyłączymy się i wzorem Edwarda Gierka zmobilizujemy kolektyw. No to jak? Pomożecie?! :-)
http://m.trojmiasto.eska.pl/...

2. Helena Norowicz to polska aktorka i modelka, która jest po osiemdziesiątce, dba o siebie, jest w świetnej formie fizycznej i nie poprawia sztucznie urody. Niedawno wystąpiła w reklamie perfum podobno naga. Podobno, bo wiele nie pokazała, ale warto odnotować ten pozytywny przykład, że starość nie musi ograniczać i jak się chce, to można.
http://www.eska.pl/...

3. Ciekawe efekty artystyczne prezentuje w swoich pracach amerykańska artystka Trina Merry. Maluje swoje modelki i modeli i ustawia na tle scenografii naturalnej lub industrialnej w taki sposób, aby zlewały się z otoczeniem. Kolejne przykład, że bodypainting jest cool!
http://www.dailymail.co.uk/...

4. W przedostatnim odcinku Top Models ponownie naga sesja. Ponownie też wystąpiły panie i panowie. Ponownie też wszystko sztuczne, wciągnięte, napięte do granic możliwości, wyidealizowane, wyfotoszopowane...
http://kobieta.gazeta.pl/...

5. Podobno nikt nie lubi rudzielców za stereotypowe donosicielstwo, ale popatrzcie! Tych trudno nie polubić :-) W Anglii wydano kalendarz 2017 Red Hot Exposed, z gołymi facetami, który ma być hołdem dla wszystkich rudowłosych bladych twarzy z piegami. Nawet fajne, ale uwaga ta sama co wyżej - tzw. naturalnej męskości tam nie uświadczysz.
http://www.dailymail.co.uk/...

6. Fotografka z Niemiec - Esther Haase wydała album „Amazonen”, w którym przedstawia amazonki (kobiety dotknięte rakiem piersi po operacji). Bardzo ambitna i pożyteczna inicjatywa, która przez pokazywanie zmienionych przez operacje ciał, ma zachęcać do samoakceptacji bez względu na wszystko.
http://kobieta.gazeta.pl/...

7. Francuskie nagusy mają jednak dobrze. To kraj, który posiada najwięcej nagich plaż i ośrodków tego typu. A na dodatek pod Paryżem planowane jest otwarcie na kolejny sezon parku wodnego przeznaczonego wyłącznie dla naturystów. Wypada tylko przyklasnąć.
http://www.independent.co.uk/...

8. Jock Sturges to amerykański fotograf, który skupia się na nagości. Najwięcej przeciwników przysparzają mu zdjęcia i akty dzieci i nastolatków, przez co jest oskarżany o szerzenie dziecięcej pornografii. Niedawno w Moskwie w atmosferze protestów i aktu wandalizmu zamknięto jego wystawę, mimo że nie było na niej zdjęć nagich dzieci. Jak widać w Rosji ma się również dobrze cenzura sztuki oraz prężnie działają bojówki z rodzaju naszej Krucjaty Różańcowej. Bez względu na to, czy facet faktycznie przegina, czy wszystko jest dęte, jego przypadek dobitnie uświadamia jak wielką ostrożność trzeba wykazywać w kwestiach ukazywania nagości we własnej twórczości. Jak przekroczy się pewną granicę tabu i ludzkiej wrażliwości, łatka albo nawet nóź w plecy do końca życia gwarantowane.
https://themoscowtimes.com/...

9. Zostajemy u naszego wschodniego sąsiada. Takie rzeczy tylko w Rosji - wypada przez grzeczność i z pobłażaniem skwitować. Kilka tygodni temu w miejscowości Severny wzdłuż drogi ustawiły się kobitki topless, aby wspomagać kampanię ograniczania prędkości w punktach gdzie dochodzi do wypadków. Ciekawe ile z tego powodu same ich spowodowały? Jeden z wielu niemądrych przykładów wykorzystania nagości.
http://www.dailymail.co.uk/...

10. Ta wiadomość jedynie rzutem na taśmę, bo nagości tu jak na lekarstwo. Jednak zapomniałyśmy o niej wspomnieć na wstrojuewy wcześniej, a rzecz godna uwagi. All Woman Project to ciekawa inicjatywa modelek, które nie są bardzo szczupłe, wysokie i nie pasują do tego co lansuje modeling. Chcą pokazywać to co my, czyli różne oblicza piękna, promować kobiecą solidarność, akceptację i wolność od fotoszopa. Oby tylko starczyło im wytrwałości!
http://kobieta.gazeta.pl/...

* - WSZECHŚWIAT NA GOLASA to autorski, cykliczny, quasi-plotkarski i subiektywny przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w których występuje nagość. Krótko komentujemy i udostępniamy w nim linki do ciekawych wydarzeń takich jak sesje fotograficzne, artykuły obce, akcje reklamowe, społeczne, naturystyczne itp. Zapraszamy wszystkich do wspólnego redagowania tego cyklu i podsyłanie nam na adres admin@wstrojuewy.org linków, komentarzy, aktualności i zawiadomień na temat organizowanych wydarzeń.

#Łeba #Leba #HelenaNorowicz #TrinaMerry #bodypainting #TopModels #RedHotExposed #EstherHaase #Amazonen #amazonki #mastektomia #naturysta #naturystka #naturyści #naturystki #naturyzm #nudyzm #plażedlanaturystów #plazedlanaturystow #JockSturges #AllWomanProject #AllWoman #IamAllWoman #nagość #nagosc #akt

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0046

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #45    09.10.2016

„NIE ODDAMY WAM KULTURY!”. ZGODA, TYLKO DLACZEGO TAK SŁABO I CICHO?

NIE ODDAMY WAM KULTURY
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

O tym, że z zainteresowaniem ludzi szeroko pojmowaną kulturą nie jest w naszym Kraju dobrze przekonałam się po tym, jakie niewielkie zainteresowanie mediów i komentujących wzbudziła wczorajsza warszawska manifestacja pod hasłem „Nie oddamy wam kultury!”. Nim przejdę do rzeczy, powinnam wyjaśnić co w ogóle uważam za kulturę - określenie bardzo szerokie i wieloznaczne. Otóż dla mnie to wszelkie przejawy ludzkiej aktywności i zainteresowania, które rozwijają nas intelektualnie i poszerzają nam światopogląd, jednak z pominięciem tego co zaliczyć wypada do tzw. igrzysk, czyli tematyki plotkarskiej, politycznej i popularnonaukowej. W tym kontekście będzie to nie tylko oklepane czytelnictwo ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... książek, prasy i portali internetowych, oraz chwalebne odwiedzanie teatrów, muzeów, filharmonii, wystaw i operetek. Dla mnie to również wszystko to, co składa się na tzw. obywatelskość, duchowość i moralność, czyli przynależność do różnorodnych organizacji, stowarzyszeń, kółek zainteresowań, branie udziału w różnych akcjach, happeningach, opowiadanie się za konkretnymi systemami wartości, oraz rozwijanie swoich intelektualnych zainteresowań i pasji.

Wspomniany na początku protest miał na celu zwrócenie uwagi ludzi na to co złego dzieje się w kulturze z powodów głównie politycznych. Co prawda protestujący nie adresowali swoich postulatów jedynie do aktualnie rządzących polityków i zwracali uwagę, że dotychczas wszyscy próbowali zawłaszczać kulturę licząc na to, że „...mając władzę nad kulturą, zawładną duszami i umysłami Polaków”. Jednak nie dało się ukryć, że czarę goryczy przelały bieżące wydarzenia i fakt, że „dobra zmiana” wkracza w kulturę szerokim frontem. Na akcji było obecnych wielu twórców, artystów, aktorów, dyrektorów i menedżerów instytucji kulturalnych, dla których symbolem tej zmiany jest sytuacja wokół wrocławskiego Teatru Polskiego i liczne próby wywierania nacisków na twórców, zmiany kadrowe i próby cenzurowania sztuki przez rządzących.

Właściwie nie powinno dziwić, co dzieje się od dawna w tym temacie. W sytuacji, gdy wiele instytucji kulturalnych takich jak np. teatry lub festiwale dotowane są z naszych pieniędzy, a ich rozdziałem zajmują się politycy, można było się spodziewać, że po zeszłorocznej zmianie warty wszystko co liberalne, lewackie i niekatolickie będzie na cenzurowanym. Dużych instytucji kulturalnych nie da się zlikwidować ot tak, jak ukręca się teraz łeb „wrogim” instytucjom pozarządowym - patrz artykuł „Zabrać waszym, dać naszym”. Jednak można wywierać naciski na dyrektorów instytucji kulturalnych, aby nie wystawiali takich czy innych spektakli, straszyć obniżeniem dotacji i obsadzać kierownictwa swoimi Misiewiczami. Dlatego dobrze, że odbył się protest przeciwko tym działaniom. Byłabym również za, gdyby było odwrotnie i np. lewicowy rząd chciał ukrócić prawicowe tuby kulturotwórcze. Jedynie jest mi szkoda, że protest ten odniósł tak mizerny wydźwięk. Zauważyło go jedynie kilka portali informacyjnych i niewielu komentujących. To pokazuje skale zainteresowania ludzi tą tematyką. Skoro np. KOD jest w stanie w ciągu kilku dni zmobilizować tysiące pod hasłami politycznymi i obywatelskimi, a kobiety na czarnych marszach tysiące pod hasłami światopoglądowymi, to dlaczego w przypadku kultury to się nie udało? Jest mi szkoda nie tylko dlatego, że jako publicystce tematyka kulturalna jest bardzo bliska. Jest mi szkoda dlatego, bo doskonale wiem, że społeczne i obywatelskie zgnuśnienie oraz przyzwolenie i pobłażanie na złe rzeczy u rządzących zaczyna się właśnie od zaniedbań w dziedzinie kultury. Doskonale zrozumieli to obecni rządzący wprowadzając w życie stare jak świat hasło Juwenalisa „chleba i igrzysk”. Chleb w postaci populistycznego rozdawnictwa i igrzyska w postaci podziałów i wszechobecnej polityki skutecznie utrudniają budowę społeczeństwa twórczego i obywatelskiego oraz spychają ludzi w ślepy zaułek zezwierzęcenia, prostactwa i chamstwa. Społeczeństwem schamiałym łatwiej sterować. Można uskrzydlać chamstwo, kontrolowanie upuszczać jego emocje i kierunkować je nie tylko w swoich ideologicznych przeciwników, ale również w zwykłych ludzi, którzy po prostu myślą inaczej - patrz artykuł „Cham uskrzydlony”. A w konsekwencji można zamykać usta wszystkim i trzymać za pysk, jak pokazuje przykład demokratury węgierskiej i wczorajsze zamknięcie lewicowego dziennika "Nepszabadsag" - patrz artykuł „Zamknięto największą gazetę...”. I nie tylko dotyczy to dużych, opiniotwórczych mediów, ale również oddolnych inicjatyw, takich jak np. nasze wstrojuewy, które za jakiś czas np. posłuszni ministrowie Ziobro, Gliński lub Gowin mogą uznać za niewygodne. Nie ma gwarancji, że gdy dzisiaj próbuje się wywierać naciski ideologiczne w zakresie tego co można pokazać w teatrze oraz miano sztuki rezerwuje się wyłącznie dla tego co zgodne jest z partyjną linią, w niedalekiej przyszłości w końcu ktoś zadekretuje, że np. fotografia aktu, rzeźba lub malarstwo tego typu jest nieobyczajne, niemoralne i też nie spełnia jedynie słusznych standardów. Boję się tego i moim zdaniem, warto już teraz bić na alarm oraz interesować się tym co dzieje się w sferze szeroko pojmowanej kultury i sztuki. Inaczej smutne miasteczko Wojciecha Młynarskiego rzeczywiści nigdy już nie odjedzie - patrz utwór „Smutne Miasteczko”.

#NieOddamyWamKultury

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0045

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #44    30.09.2016

ABORCYJNA ROZGRYWKA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO.

czarny poniedziałek
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Temat aborcji znów rozgrzewa umysły tysięcy, a może nawet milionów Polek i Polaków. Od kiedy w zeszłym tygodniu Sejm odrzucił obywatelski projekt liberalizacji obecnego kompromisowego prawa, a skierował do dalszych prac projekt całkowicie zakazujący przerywania ciąży, w sporej części społeczeństwa narasta wola sprzeciwu przed prawnym narzuceniem tego, co powinno być kwestią wolnego wyboru we własnym sumieniu. Na 3 października zaplanowana jest ogólnopolska akcja protestacyjna pod nazwą „Czarny Poniedziałek” - https://facebook.com/ogolnopolskistrajkkobiet. Z powodu braku czasu, dziewczyny z wstrojuewy poprosiły mnie abym odniósł się na łamach ich portalu do tej sprawy. Przypadło mi, szczególnie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... jako facetowi, trudne zadanie. W końcu nie napiszę w tym temacie niczego mądrzejszego niż napisała już np. Krystyna Janda lub Paulina Młynarska, a nasze poglądy - ludzi współtworzących liberalne wstrojuewy są chyba oczywiste. Dlatego ugryzłem ten temat zupełnie od innej strony - polityki, układów i kalkulacji, czyli tego jak rozgrywają nas Ci, którzy w rzeczywistości pociągają za sznurki.

Moim zdaniem, zarówno pomysłodawcy, agitatorzy i zwolennicy wprowadzenia całkowitego zakazu przerywania ciąży (organizacje pro-life, ortodoksyjna prawica, hierarchia kościelna itp.), jak i przeciwnicy tych rozwiązań (organizacje kobiece, feministyczne, liberałowie, lewica itp.) tak naprawdę grają w piłkę, którą rozgrywa prezes PiS - Jarosław Kaczyński. Mylili się ci, którzy uważali, że temat aborcji stanie się jego największym problemem. Mylili się ci, którzy uważali, że dług wyborczy jaki zaciągnął uzyskując poparcie ortodoksyjnego elektoratu będzie go drogo kosztował. Mylili się ci, którzy uważali, że prędzej czy później będzie on zmuszony spełnić ich wszystkie postulaty, jednocześnie narażając się sporej, liberalnej części społeczeństwa. Uważam, że wszystko to czego świadkami jesteśmy teraz, czyli z jednej strony złożenie projektu zakazującego aborcji, oraz z drugiej strony społeczne reakcje na ten fakt, organizowanie protestów, czarnych marszy i poniedziałków zostanie przekute przez partyjnych marketingowców Kaczyńskiego nie w klęskę, ale na jeszcze większe wzmocnienie pozycji jego partii. Uważasz, że to kuriozalny wniosek? Gdy przeczytasz ten tekst do końca, najprawdopodobniej zmienisz zdanie.

W obecnym prawie aborcja jest możliwa w 3 przypadkach: kazirodztwa / gwałtu, zagrożenia życia matki i wad rozwojowych płodu. Według projektu złożonego w Sejmie nie będzie możliwa żadna z tych ewentualności. Moim zdaniem w toku prac nad zaostrzeniem prawa przejdzie jedynie nieznaczna, w stosunku do obecnego stanu, zmiana. Na przykład zostanie wykluczona możliwość aborcji w trzecim z wymienionych przypadków. W ten sposób PiS spełni główny postulat antyaborcyjnych aktywistów - ochrony upośledzonej, ale jednak niewinnej ludzkiej istoty, której odmawia się prawa do istnienia. O tym, że tak się stanie utwierdzają mnie niektóre ostatnie wypowiedzi prawicowych polityków. Wystarczy umieć czytać między wierszami. Częściowa zmiana obecnego stanu prawnego będzie dla posłów i rządzących idealnym kompromisem. Niewykluczone, że dojście do tego kompromisu nie odbędzie się spontanicznie, ale zostało już dawno ustalone w trójstronnych, zakulisowych negocjacjach miedzy antyaborcyjnym lobby, Kaczyńskim i kościelną hierarchią. Na końcu i już oficjalnie politycy będą mogli powiedzieć swoim zwolennikom, wyborcom i duchownym niższego szczebla -„Popatrzcie! Zmieniliśmy wam ustawę prawie tak jak chcieliście. Nikt inny wcześniej tego nie zrobił. Więcej się nie dało, bo były agresywne protesty i nagonka lewaków. Jednak nie ugięliśmy się i zrobiliśmy co było możliwe przy obecnym stanie rzeczy.” Na to inicjatorzy projektu zakazu aborcji i kościelna hierarchia na pokaz i fałszywie pokręcą trochę głową, ponarzekają, że to nie wszystko i ogłoszą zapowiedź dalszej, niestrudzonej walki o resztę postulatów, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Jednak ich ostateczny przekaz będzie jednoznaczny - to bardzo dobry kierunek i rządzący realizują nasze postulaty, więc są godni zaufania. Poparcie w kolejnych wyborach twardego oraz niezdecydowanego elektoratu będzie zagwarantowane. Za 3 lata przeciętny Kowalski z mniejszego miasteczka zrobi prostą kalkulację - obiecali i dali 500, niższy wiek emerytalny, Ziobro ściga aferzystów, przez których było mi źle, rząd chwalony jest przez kościół i publiczną telewizję - czyli dobrze rządzi i trzeba mu zaufać ponownie. Druga strona też nie będzie bardzo stratna w wyniku wieszczonego przez mnie kompromisu. Też przekuje swoje działania na sukces. Obyczajowi liberałowie, lewica i organizacje feministyczne w rzeczywistości stracą, ale zawsze będą mogli powiedzieć, że mogło być gorzej - „Gdybyśmy nie manifestowali, to mogłoby przejść jeszcze bardziej restrykcyjne prawo”. Oni do wyborców prawicy nie należą i ich obecne rozsierdzenie nie będzie stanowiło zagrożenia dla przyszłego wyniku wyborczego Kaczyńskiego. A niewielka skala zaostrzenia prawa spowoduje, że obecne społeczne niezadowolenie rozejdzie się po kościach, tak jak rozchodzi się po kościach sprawa Trybunału Konstytucyjnego. Uważam, że protestujący przeciwnicy zaostrzenia prawa aborcyjnego stali się nieświadomie i pośrednio narzędziem Kaczyńskiego, by mógł wytłumaczyć się przed swoimi z tego, że zdołał zmienić prawo jedynie w niewielkim zakresie, a faktycznie tak jak z góry zaplanował. To dla nas trudna sytuacja. Protestować w słusznej sprawie jest czynem dobrym i szlachetnym. Z drugiej strony, pozostaje kac moralny, że opcja, która uwstecznia nasze społeczeństwo na polu obyczajowym, światopoglądowym i kulturalnym faktycznie kolejny raz rozgrywa nas tak jak chce i w dłuższej perspektywie użyje naszego protestu dla utrwalenia swojej władzy.

Zapytacie może dlaczego w temacie aborcji skupiłem się tylko na samej polityce? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na prawa kobiet i ich dramaty, na które za niedługo będą skazywane przez Chazana i jemu podobnych? Gdzie w tym wszystkim będzie miejsce na dramaty np. nastolatek lub już dorosłych kobiet rodzących dzieci z gwałtów, kazirodztwa, w przypadkach zagrożenia swojego życia, albo skazywanych na podziemie aborcyjne? A perspektywa zaistnienia tych ostatnich stanie się realna już podczas drugiej kadencji obecnej władzy, gdy słupki poparcia zaczną w naturalny sposób im spadać. Radykalne posunięcia będą jedynym sposobem aby zatrzymać przy sobie przynajmniej najtwardszy ortodoksyjny elektorat i dzięki temu w trzecim rozdaniu chociaż wywalczyć status silnej opozycji. Odpowiem na powyższe pytania dość krótko i brutalnie: NIGDZIE! Dla rządzących to sprawy drugorzędne. Liczy się przecież władza, układy i wynikająca z nich kasa z dojnych stanowisk i spółek skarbu państwa. Skupiłem się na polityce, bo ona jest przyczyną, a nie skutkiem obecnej sytuacji. To przez politykę populizmu mamy takich a nie innych rządzących, którzy muszą teraz spłacać wyborcze długi różnym środowiskom, by utrzymać się przy władzy i pieniądzach. Smutne? Dla mnie szczególnie, bo uważam się za przyjaciela kobiet i jako autor tego tekstu, chciałbym zakończyć go jakimś pozytywnym akcentem, aby wesprzeć Was na duchu. Ale jak, skoro wszystko wskazuje na to, że węgierski chwast idealnie zaszczepił się również nad Wisłą?

#czarnyponiedziałek #czarnyprotest #blackprotest #ratujmykobiety #dajmiwybór #jednapolska #aborcja #invitro #blackmonday #polishwomenonstrike #siłajestkobietą #tensejmdalejniepojedzie

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0044

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #43    24.09.2016

JESIEŃ WSTROJUEWY 2016.

jesień
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Wczoraj rozpoczęła się jesień, więc postanowiłam powitać ją nieco inaczej. Bardziej optymistycznie niż zwykle. A jest powód! Przy okazji, tym krótkim tekstem zapoczątkuję nowy obyczaj na naszej stronie - witania kolejnych pór roku. Po naszemu oczywiście, czyli wstrojuewy! :-)

Mówiąc szczerze, nienawidzę jesieni, gdyż chyba bardziej niż wszystko inne unaocznia przemijanie tego co najlepsze: słońca, ciepła i lata - rzeczy kojarzących mi się z optymizmem, młodością, szczęściem i przyjemnościami. Jednak w tym roku nie myślę o szarości i o przemijaniu. Negatywne nastroje związane z jesienią ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... skutecznie łagodzą nadzieje i pozytywne myślenie na temat rychłego startu przedsięwzięcia, któremu od dawna poświęcam prawie każdą wolną chwilę. Ta jesień przyniesie mi, moim przyjaciołom i wielu ludziom, którzy jeszcze nas nie znają (ale niebawem poznają) wiele dobrego. Przyniesie promyczek nadziei, że można na siebie i na innych patrzeć przyjaźniej i dzięki temu optymistyczniej spoglądać w przyszłość. Dlatego głowa do góry! Jak zwykł mawiać jeden z najsprytniejszych marketingowców naszych czasów: "Alleluja i do przodu".

Parafrazując zasłyszaną gdzieś fraszkę, że smutno jest jak liście zrzucają drzewa, uznałam, że ku serc pokrzepieniu swego figowego nie straci chociaż nasza Ewa. Dlatego w ten sposób powitałam wczoraj jesień. Mam nadzieję, że przypadnie Wam on do gustu? Mimo, że jeszcze nie rozpoczęłyśmy akcji marketingowej popularyzacji wstrojuewy i wiedzą o naszym istnieniu jedynie nieliczni, chociaż kilka umiarkowanych ochów i achów ze strony tych co już nas czytają i oglądają będzie mile widziana. W końcu nie każda baba ma tyle samozaparcia, aby łazić o zmierzchu po lesie na golasa. Co prawda scenografia jest jeszcze mało jesienna i w wielu miejscach nadal przeważa zieleń, ale udało się nadrobić tym, że pierwsze żółte liście zaczęły już spadać z drzew, zaczerwieniła się jarzębina, a grzybów w lasach pod dostatkiem. Wszystko to postanowiłam zobrazować w sposób bezpośredni na sobie. Te dwie wieczorne fotki to jedynie dodatek dopstrykany wczoraj po prawdziwej i całodniowej sesji z jesienną grzybiarką Andrusią w roli głównej. Tę i inne sesje, które dla Was przygotowałyśmy, opublikujemy już w docelowym portalu. Będą one stanowiły zawartość startową, czyli przykład tego co będziemy robić w ramach jednego z dwóch działów naszego portalu - społecznego studia fotograficznego z galerią aktu dla tzw. zwykłych, normalnych i naturalnych kobiet. Przypominam, że drugim działem będzie wielotematyczna libertyńska publicystyka. Przy tej okazji, dla spostrzegawczych drobne wyjaśnienie. Użyte w tej sesji rekwizyty to nieuchronne oznaki, że idzie ta znienawidzona przeze mnie i opisana na wstępie „dobra zmiana”. I pewno otumaniona tym wszechobecnym pędem do zmian, kilka dni temu nabrałam ochoty na ostatecznie nieudany eksperyment ze zmianą koloru moich włosów. Na szczęcie wszelkie „dobre zmiany”, mimo że wprowadzają wiele zamieszania, mają to do siebie, że nie są wieczne i są odwracalne. Każda i każdy niech odczytuje moje słowa według własnego uznania. Ja miałam na myśli oczywiście tylko kolor swoich włosów ;-) Wracając do meritum, niedawno zdecydowałyśmy, że ja w pokazany tu sposób powitam pierwsza jesień, a reszta dziewczyn będzie witać kolejne pory roku. Na przykład Blondi będzie miała pod górkę. Przypadła jej zima, ale na pewno da radę. W końcu twarda z niej sztuka. Z tym witaniem, będzie już u nas tak zawsze. Z czasem je uatrakcyjnimy oraz wprowadzimy inne zwyczaje. Pomysłów u nas dostatek. Będzie tak jak w zapowiedziach: libertyńsko, przyjaźnie, kolorowo, niekiedy zabawnie i zawsze tolerancyjnie dla wszystkich, którzy w sposób kulturalny zapragną zaprezentować siebie od wewnątrz lub z zewnątrz. Wiem, że każemy Wam czekać nazbyt długo, ale nie zawiedziemy. Bądźcie cierpliwi! Jak mawiają znawcy życia, cierpliwość jest jak drzewo, które wymaga wieloletniej pielęgnacji, ale ostatecznie wydaje słodkie owoce.

#jesień #grzyby #liście #jarzębina #grzybiarka #akt #nagość #naturalnakobiecość

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0043

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #42    07.09.2016

WSZECHŚWIAT NA GOLASA* odc. 5

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Zapraszam na kolejny odcinek z cyklu, w którym krótko komentuję najnowsze wydarzenia i aktualności z udziałem golasów z Polski i z zagranicy. Tym razem:

1. Blac Chyna i jej monstrualny tyłek.
2. Felieton Jerzego Łabudy - są jeszcze mądrzy ludzie na świecie.
3. Niekatolicka i grzeszna Anna Tarnowska w magazynie Playboy.
4. Vets Uncovered 2017 - nagi kalendarz studentów weterynarii.
5. Aktor Bartosz Porczyk o nagości na scenie i świadomości ciała.


...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... 1. Warto zwrócić uwagę na okładkę wrześniowego, amerykańskiego magazynu Paper. Pozuje w nim nago celebrytka Blac Chyna (Angela White). Ta modelka i sprytna bizneswoman jest partnerką brata znanej chyba wszystkim Kim Kardashian West i dlatego jest o niej zawsze dość głośno. A dlaczego warto zwrócić na nią uwagę? Blac Chyna to jednocześnie szczególny przypadek upośledzenia, które sprawia, że kobieta za pomocą operacji plastycznych zaczyna robić z siebie karykaturę. Jej monstrualny tyłek i biodra oraz ich proporcje do reszty ciała sprawiają, że w sposób kulturalny i życzliwy dla inności nie da się tego już opisać. Nigdy nie śmiałabym źle wyrazić się o kimś kogo doświadczyła natura i nie obdarowała np. wystarczającym wzrostem, właściwymi proporcjami ciała lub pełnosprawnością. Jednak, gdy ktoś sam robi z siebie dosłownie pokrakę, moim zdaniem można i trzeba go piętnować, aby nie dawał złego przykładu innym. Blac Chyna na okładce najnowszego Paper nie wygląda tragicznie. Cukierkowość sesji wspomaga fakt, że nie pokazano jej od tyłu i dodatkowo jest aktualnie w ciąży. Jednak jeżeli chcecie zobaczyć prawdziwe oblicze tej dziewczyny, warto sięgnąć np. do images.google.com i wówczas przyznacie, że słusznie się oburzam.
http://www.mirror.co.uk/...

2. Zniesmaczona nawrotem do konserwy w naszej obyczajowej, kulturalnej i politycznej rzeczywistości, z nieukrywaną przyjemnością zwróciłam kilka dni temu uwagę na jeden z nielicznych głosów rozsądku. Dlatego musiałam się z Wami tym podzielić. Szczerze polecam ostatni felieton Jerzego Łabudy, w którym autor zastanawia się dlaczego mimo postępu i oświecenia wciąż wisi nad nami widmo wiktoriańskiej pruderii? Dlaczego świat obawia się i cenzuruje nagość i erotykę? Krótko, zwięźle i na temat. Polecam!
http://www.komputerswiat.pl/...

3. Modelka Anna Tarnowska odsłoniła swoje wdzięki we wrześniowym Playboyu. Generalnie nie lubię plot i celebrytów, chyba że mogę na ich przykładzie zobrazować tę, czy inną tezę. A że nie zawsze są oni w tym zakresie pomocni, nawet we WSZECHŚWIECIE NA GOLASA staram się pomijać wydarzenia z nimi związane. Dla przykładu w ostatnim odcinku jakoś „zapomniało” mi się zwrócić Waszą uwagę na fakt, że modelka Cara Delevingne ostatnio użyczyła swojego ciała dla magazynu Esquire, Bella Hadid dla Vouge Paris, a „nasze swojskie” Joanna Krupa i Sandra Kubicka dla Treats! Oglądanie ich „idealnych” i dodatkowo podrasowanych komputerowo ciał, które nie mają nic wspólnego z naturalną kobiecością po prostu mnie nudzi. A jednak w przypadku Anny Tarnowskiej zrobiłam wyjątek, bo zamiast jej też „idealnego” i sztucznego ciała oraz brzucha na wiecznym wciągu, zwróciło moją uwagę coś zupełnie innego. Jeśli wierzyć tabloidom, partner modelki - piosenkarz Rafał Brzozowski i jego rodzina nie pochwalają „wyskoku” Ani, powołując się na kwestie wiary katolickiej. Co ma piernik do wiatraka!? Kolejny przykład umysłowego zaścianka, że nagość to grzech. Aż strach się bać, jak bardzo Ania będzie smażyła się w piekle. Ogień pod jej kotłem będzie z pewnością podsycany niesprzedanym do końca nakładem tegorocznego, wrześniowego Playboya :-)
http://www.pomponik.pl/...

4. Zazdroszczę Australijczykom, że odwrotnie niż u nas, robi się u nich coraz cieplej i że mają często fajne pomysły. Coś w tym musi być, że skoro chodzą po tym świecie do góry nogami, krew lepiej dotlenia i odżywia ich umysły. Dla przykładu, studentki i studenci weterynarii z jednego z tamtejszych uniwersytetów wydali ostatnio charytatywny nagi kalendarz Vets Uncovered 2017, w którym przybliżają siebie i swoją przyszłą pracę. To już kolejna edycja ich kalendarza. Wpływy przeznaczają na fundację zdrowia psychicznego oraz swój bal dyplomantów. Przykład, że dobrą zabawę i nagość można połączyć z pożytecznym celem.
http://m.chinchillanews.com.au/...

5. Na koniec będzie trochę kulturalniej. Aktor telewizyjny i teatralny Bartosz Porczyk w wywiadzie opublikowanym w kwartalniku artystycznym Bliza, o nagości i świadomości ciała. Wywiad może nie jest najnowszy, ale natrafiłam na niego dzięki niedawnemu udostępnieniu na portalu e-teatr. Warto się nad nim pochylić. Sam aktor to postać dość kontrowersyjna i oskarżana często o wykorzystywanie na scenie tzw. nieuzasadnionej nagości. Niektórzy zachwycają się jego talentem, a inni uważają za zwykłego skandalistę. Moim zdaniem, im więcej takich ludzi w tej branży tym lepiej. Twórcza różnorodność i urozmaicenie to zaleta, a nie wada. A ci, którzy uważają, że sztuka i teatr nie powinny wykraczać poza skostniałe ramy obyczajnej uczty dla ludzi o jedynie słusznym światopoglądzie, niech szukają rozrywki pod patronatem obecnego ministra kultury.
http://www.e-teatr.pl/...

* - WSZECHŚWIAT NA GOLASA to autorski, cykliczny, quasi-plotkarski i subiektywny przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w których występuje nagość. Krótko komentujemy i udostępniamy w nim linki do ciekawych wydarzeń takich jak sesje fotograficzne, artykuły obce, akcje reklamowe, społeczne, naturystyczne itp. Zapraszamy wszystkich do wspólnego redagowania tego cyklu i podsyłanie nam na adres admin@wstrojuewy.org linków, komentarzy, aktualności i zawiadomień na temat organizowanych wydarzeń.

#BlacChyna #Kardashians #KimKardashian #JerzyŁabuda #AnnaTarnowska #RafałBrzozowski #VetsUncovered #BartoszPorczyk

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0042

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #41    31.08.2016

LENA DUNHAM - KOMERCYJNA I NIECHLUJNA NATURALISTKA.

LENA DUNHAM
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Lena Dunham to w Polsce jeszcze słabo rozpoznawalna reżyserka i odtwórczyni głównej roli w serialu „Girls”*. Jej filozofia, że z życia należy brać tyle ile wlezie, bez względu na to, że nie spełnia się tzw. standardów wyglądu i charakteru, jest mi teoretycznie bardzo bliska. Dunham jest uważana za ambasadorkę naturalnej kobiecości, bo prywatnie jak i w swoim serialu często pokazuje prozę życia i swoje niedoskonałe ciało w rozmiarze plus size. Uważa, że w mediach powinnyśmy być pokazywane takie jak naprawdę wyglądamy, czyli bez retuszu i upiększeń. Prezentowanie się nago i eksponowanie swoich niedoskonałości traktuje jak misję i terapię zwalczającą kompleksy własne i innych kobiet. Można ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... powiedzieć - wzorowa wykładnia filozofii wstrojuewy. A jednak nie do końca. Postanowiłam wyjaśnić dlaczego.

Po pierwsze komercja. Aktorka niedawno wsparła medialną kampanię bielizny firmy Lonely w ramach akcji Lonely Girls Project. Na pierwszy rzut oka wszystko może wydawać się w porządku. Firma Lonely idzie ostatnio (a nie zawsze tak było) w kierunku, w którym od dawna podąża np. znane wszystkim Dove, czyli adresuje produkty do kobiet w różnym wieku, rozmiarze i budowie ciała. Czy to dobrze, że aktorka za swój specyficzny styl i wygląd opłacana jest przez komercyjne przedsięwzięcie? Teoretycznie każdy musi z czegoś żyć i powinien wykorzystać swoje 5 minut. Tyle tylko, że Dunham naraża się przez to na zarzuty, że wspomniany styl i wygląd nie jest naturalny, ale obliczony na poklask i rozgłos; że na pokazywaniu niedoskonałości, czyli czymś nietypowym w obecnym świecie, ona i reszta chcą zarobić jakieś pieniądze. Uważam, że np. przeciętna, zakompleksiona i wchodząca w dorosłe życie dziewczyna podchodziłaby do tego co robi Dunham z większym zaufaniem, gdyby na profilach społecznościowych aktorki nie trzeba było zaczytywać się na temat miłości jaką obdarza ona swoje majtki lub stanik.

Po drugie naturalizm. Dunham idzie też w kobiecy naturalizm, zamiast w kobiecą naturalność. Określenia niby podobne, a jednak diametralnie różne. W samym naturalizmie nie widzę nic złego, bo to oparte na obserwacji wierne przedstawianie rzeczywistości, pozbawione ocen i interpretacji. Znów teoretycznie pełna zgodność z filozofią wstrojuewy. Jednak gdy określenie to dotyczy zewnętrznego wizerunku człowieka, bardzo łatwo przekroczyć w nim granicę, za którą naturalność i przeciętność staje się dla wielu brzydotą, prowokacją i przesadnym uwypuklaniem niedoskonałości. W ramach akcji Lonely Girls Project kobiety pokazywane są w bieliźnie, w naturalnych sytuacjach i przy typowych czynnościach (np. w kuchni, w łazience, w sypialni, w ogrodzie itp.). Niby nie uświadczymy tu sztucznego uśmiechu, wychudzonego ciała bez skazy, zmyślnych i atrakcyjnych dla oka póz, stylizacji i komputerowego retuszu. Jednak czy właśnie tego wszystkiego oczekuje od fotografii przeciętna kobieta? Nawet gdy zaliczamy się do tzw. szarych myszek, czy w duchu marzymy o równie szarej rzeczywistości, czy jednak o jakiejś formie wyjątkowości? Pewnie, że to drugie! W naszą naturę wpisana jest chęć naginania rzeczywistości; nie tylko przedstawiania się z najlepszej strony, ale często oszukiwania makijażem, ubiorem, zachowaniem, słowem i obrazem. I o ile rezygnacja z photoshopa, wyszczuplania i wygładzania na zdjęciach jest dla mnie zrozumiała i godna pochwały, to już takiego dobierania póz i scenografii, w których pozujące wyglądają mało kobieco i nieatrakcyjnie - po prostu nie rozumiem. Wizerunek naturalnej kobiecości nie powinien sprowadzać się do bezpłciowości i uwypuklania niedoskonałości, ale do przedstawiania ciała i osobowości w sposób delikatny, atrakcyjny i zmysłowy. Sięgnijmy chociażby do klasyków sztuki antyku lub średniowiecza aby zrozumieć o co chodzi. Pokazywanie nagiej naturalnej kobiecości to więc umiejętne balansowanie - znajdowanie złotego środka między przesadnym naturalizmem i nieco uprzedmiotawiającym erotyzmem. Dunham zbyt mocno zboczyła w pierwszą stronę. Przez to z jednej strony zbiera poklask specyficznej grupy wielbicielek (patrz kolejny akapit), ale z drugiej ogromną ilość hejtu. Określenia: „brzydkie grube baby”, „antyestetyka”, „kaszalot”, „obrzydlistwo”, „wytatuowane tłuste, ordynarne babska” to tylko niektóre, jakie znalazłam w komentarzach. Absolutnie nie tłumaczę tego hejtu, bo jest niedopuszczalny, ale po co prowokować złym obrazem? Są sposoby aby np. ludzie starsi, z otyłością, z niepełnosprawnością i z innymi mankamentami urody mogli cieszyć się pięknymi zdjęciami w negliżu, tylko trzeba wiedzieć jak je robić. I nie trzeba przy tym wcale oszukiwać. Najwyraźniej autorzy akcji Lonely Girls Project nie mają o tych sprawach zielonego pojęcia, albo robią to specjalnie.

Po trzecie niechlujność. Mam dość nieładne, ale chyba trafne określenie na styl Leny Dunham. To niechlujna kobiecość. To styl pozbawiony wspomnianej już przez mnie kobiecej delikatności i zmysłowości. Jestem w stanie go zrozumieć u części kobiet, które nie chcą być takowe z założenia. Mają prawo i tego nie krytykuję. Każda z nas jest i ma prawo być inna. Jednak to styl, któremu dość często towarzyszy kilka dodatkowych negatywnych cech osobowości, które już mi się u innych kobiet bardzo nie podobają. To lenistwo, życiowy minimalizm, egzystencja bez celu, brak stawiania sobie wyzwań lub brak konsekwencji przy ich realizacji. Dunham to mentorka kobiet, które są świadome swoich wad albo nałogów i nic z nimi nie robią, które nie dbają o swój własny rozwój i o wygląd zewnętrzny, którym nie zależy aby inspirować i podobać się innym, które zamiast coś w życiu osiągnąć i za to siebie podziwiać są jedynie w stanie podziwiać innych, wreszcie które mimo że mają problemy z wagą nie zamierzają zdrowo się odżywiać, zażywać ruchu i rzekomo katować gimnastyką i fitnessem. Przez takie podejście kobiety tego typu są wiecznymi singielkami lub tracą swoich partnerów albo partnerki. Gdy stawia się sprawę na zasadzie, że bierz mnie taką jaką jestem albo spadaj, nie trudno się temu dziwić. Zawsze protestuję gdy takie kobiety nazywają się singielkami z wyboru, bo to coś zupełnie innego. Ja określam je chyba nieco trafniej - singielkami z uporu. W zakresie niechlujnego podejścia do własnego wyglądu zewnętrznego, nawet ja - wyrozumiała i liberalna, będę zawsze zdania, że promocja normalności nie może być nigdy promocją skrajności. Nie wolno wśród ludzi promować ani anoreksji, ani otyłości, ani wyglądu nawet bliskiego tym dwóm chorobom. W tym pierwszym wypadku antyprzykład opisałam w swoim artykule #32 pt. GIGI HADID - NIE TĘDY DROGA, MOJA DROGA! Natomiast Lena Dunham swoją postawą przegina w tę drugą stronę. Naturalna kobiecość to różnorodne mankamenty urody i budowy ciała, to obwisłości, celulit i fałdki, ale gdy w przypadku wagi przekraczamy medyczne normy, nie z powodu choroby ale z lenistwa, trzeba odważnie nazywać je jako niezdrowe i szkodliwe. Dunham z pewnością nie jest kobietą, która nie ma czasu lub pieniędzy na to aby zdrowiej wyglądać. Balansuje na granicy słusznie akceptowalnego jeszcze przez wielu rozmiaru plus size i już niezdrowej otyłości. Skoro więc nie jest jeszcze tak źle, zapytacie skąd takie wielkie halo? Dlatego, że ma dopiero 30 lat, a każda z nas wie, że zrzucanie z wiekiem staje się coraz trudniejsze i częściej nam przybywa, niż ubywa. Moim zdaniem swoją postawą Dunham nie inspiruje kobiet, ale sankcjonuje i usprawiedliwia, a te starsze z nas po prostu okłamuje. Z pozoru to najlepsza przyjaciółka, mentorka i swojska baba, ale z jej receptą na życie prędzej je przegramy niż wygramy.

* - Emitowany od 2012 roku serial „Girls” (Dziewczyny) zawsze trochę przypominał mi znany chyba wszystkim „Sex and the City” (Sex w wielkim mieście). Co prawda można doszukać się wielu różnic między oboma serialami, ale jest jeden niezaprzeczalny, wspólny mianownik. W dużym mieście, które symbolizuje nowoczesne życie i nadejście nowej epoki, kilkoro przyjaciółek próbuje odnaleźć swoją rolę i sens w życiu. W obu przypadkach bohaterki wyłamują się ze schematu na życie jaki serwują kobietom tradycjonaliści, którzy najchętniej chcieliby nas widzieć zaraz po zakończeniu edukacji (najlepiej maksymalnie na poziomie średnim) jedynie w roli dobrej żony i wielodzietnej matki. Bohaterki są dla mnie typowymi przedstawicielkami naszej płci, które nazywam „kobietami zmęczonymi facetami”, a Katarzyna Pawlikowska w swoich badaniach określa je „córkami niespełnionych siłaczek”. To kobiety, które nauczone negatywnymi wzorcami swoich matek wymagają od życia i facetów czegoś więcej niż tylko przyniesienia do domu pieniędzy i oczekiwania przed telewizorem na podanie obiadu. To kobiety, które zderzają się z rzeczywistością, w której ich potencjalni partnerzy, wychowywani w tradycyjny sposób przez nadopiekuńcze mamy, prezentują w kwestiach wymagań względem kobiecego wyglądu i charakteru oraz obowiązków domowych i podziału ról w życiu poglądy jakby jeszcze z poprzedniej epoki. I w związki z tym, to kobiety, które przez te swoje niby wygórowane wymagania stają się często wiecznymi singielkami i nieco zagubione muszą podążać przez życie różnymi nietypowymi drogami. Czy jednak wszystko można zawsze zwalać na facetów? Odpowiedzią na to pytanie jest po części mój artykuł.

#Girls #Dziewczyny #LenaDunham #Lonely #LonelyGirlsProject #FreeTheNipple #SexandtheCity #Sexwwielkimmieście #niespełnionesiłaczki #KatarzynaPawlikowska #akt #feminizm #ciałokobiety #ciało #nagość #plussize #kobieta #dziewczyna #naturalnakobiecość #krągłości #naturalnepiękno

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://lonelylabel.com/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0041

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #40    26.08.2016

WSZECHŚWIAT NA GOLASA* odc. 4

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Po długiej przerwie postanowiłam wznowić dla Was cykl aktualności WSZECHŚWIAT NA GOLASA. Kolejne odcinki będą zawierały mniejszą porcję wydarzeń niż poprzednio (od 3 do 5), ale za to będą wydawane częściej. Zaczynamy od najciekawszych wydarzeń mijającego sierpnia:

1. Akty naturalnych kobiet w wieku 27 - 70 lat, po odchudzaniu.
2. Otwarcie dachowego tarasu dla nagusów w Londynie.
3. Kolejne GoTopless Day w najbliższą niedzielę 28 sierpnia.
4. Steph Wilson i jej akty z emotikonami.
5. "Burza" - sztuka Szekspira w kobiecej i nagiej obsadzie.

...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... 1. Pozytywna akcja amerykańskiego magazynu Weight Watchers (Strażnicy Wagi), które promuje produkty i usługi dla walczących z nadwagą. We wrześniowym numerze ilustruje aktami historie sześciu kobiet w wieku 27, 28, 30, 37, 44 i 70, które dzięki samozaparciu zrzuciły sporo kilogramów. Nie będę się przyczepiać do szczegółów, że Weight Watchers to komercja, a zdjęcia zostały trochę sfotoszopowane. Ważny jest przekaz mentalny, że warto podejmować wyzwania, oraz wizualny jak wygląda prawdziwa kobiecość. Gdy na jesień większość kobiecych pisemek rozpisuje się o modzie i innych bzdetach, trzeba pochwalić za to, że ktoś porusza tematykę tego co dzieje się w naszych głowach i jak postrzegamy nasze ciała:
http://www.dailymail.co.uk/...

2. Po sukcesie restauracji dla nagusów „The Bunyadi”, która została otwarta w Londynie w maju (w planach otwarcie podobnej w Paryżu we wrześniu), przyszedł czas na coś jeszcze fajniejszego. W sierpniu w tym samym mieście został otwarty pierwszy na świecie (?) dachowy taras dla nudystów. Oferuje on bar, teren do opalania, trampolinę i piękne widoki na charakterystyczne atrakcje angielskiej stolicy. Godna pozazdroszczenia inicjatywa, choć wcale nie taka nowatorska. Naked terracing praktykowany jest przez wtajemniczonych również u nas. Jedynie wypada współczuć londyńczykom, że mają takie krótkie lato:
http://www.dailymail.co.uk/...

3. W najbliższą niedzielę 28 sierpnia ludzie na całym świecie mają okazję zamanifestować swoje libertyńskie przekonania i wesprzeć walkę o prawo kobiet do swobodnego ubioru topless w miejscach publicznych. W ramach akcji o nazwie GoTopless Day co roku odbywają się różne barwne marsze i happeningi, w których uczestniczki maszerują oczywiście topless. Całość jest elementem Women's Equality Day (Kobiecy Dzień Równości), który został ustanowiony w USA dla upamiętniania wywalczenia przez kobiety w 1920 roku praw wyborczych. W Polsce na razie nikt nie przyłącza się do tej akcji, ale niebawem to się zmieni :-)
http://gotopless.org

4. Fotografka Steph Wilson opublikowała niedawno serię oryginalnych aktów z pogranicza sztuki, kiczu i perwersji, w której niektóre nagie części ciała zakryła prawdziwymi odpowiednikami popularnych emotikonów. Autorka chciała w ten sposób pokazać swoją dezaprobatę dla poczynań administratorów portali społecznościowych, którzy banują sutki i genitalia nawet na artystycznych zdjęciach. Moim zdaniem zdjęcia takie sobie, ale problem jak najbardziej wart uwagi:
http://www.independent.co.uk/...

5. Bardzo chciałabym wreszcie napisać o czymś z naszego podwórka, ale niestety znów wydarzenie z zagranicy. W dniach 7-10 września w Prospect Park (New York, USA) będzie wystawiana sztuka Williama Szekspira pt. Burza (The Tempest). Co warte uwagi - występuje wyłącznie kobieca i w sporej części naga obsada. Według autorów to świetny sposób, aby promować akceptację ciała i przeciwstawiać się piętnowaniu nagości. Popieram i jestem ciekawa ilu moralnych i prawych z naszego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wylądowałoby po czymś takim u nas na intensywnej terapii? Tymczasem za granicą, to już druga odsłona takiego teatru w parkowej scenerii, pod gołym niebem. W maju ta sama sztuka była grana w Central Parku (w linku krótka relacja video tamtego wydarzenia):
http://www.salon.com/...

* - WSZECHŚWIAT NA GOLASA to autorski, cykliczny, quasi-plotkarski i subiektywny przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w których występuje nagość. Krótko komentujemy i udostępniamy w nim linki do ciekawych wydarzeń takich jak sesje fotograficzne, artykuły obce, akcje reklamowe, społeczne, naturystyczne itp. Zapraszamy wszystkich do wspólnego redagowania tego cyklu i podsyłanie nam na adres admin@wstrojuewy.org linków, komentarzy, aktualności i zawiadomień na temat organizowanych wydarzeń.

#WeightWatchers #StrażnicyWagi #NaturalnaKobiecość #TheBunyadi #NakedTerracing #GoToplessDay #GoTopless #freethenipple #StephWilson #EmojiCensorship #TheTempest

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0040

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #39    20.08.2016

"NAKED ATTRACTION", CZYLI ZŁA STRONA UKAZANIA NAGOŚCI.

NAKED ATTRACTION
© Dzika_Kotka
Punkt G mam w mózgu

Niedawno w Wielkiej Brytanii przetoczyła się burza, po nadaniu pierwszego odcinka programu telewizyjnego "Naked Attraction" przez stację Channel 4. Programu, który jest randką w ciemno, tyle, że... nagą. Jedna osoba, wybiera spośród szóstki nagich kandydatów lub kandydatek, którzy prezentują swoje wdzięki stojąc w szklanych pomieszczeniach. W trakcie wyboru swojego idealnego partnera prowadząca wraz z osobą wybierającą szczegółowo i bez owijania w bawełnę analizuje i komentuje seksualne atrybuty kandydatów. Po fali krytyki, stacja nadająca ten program broniła się tym, że jest to eksperyment, który ma pokazać, czy przy wyborze partnera kierujemy się pierwotnymi instynktami. Trochę słaba ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... argumentacja, zważywszy na to, że reguły programu nie pozwalają na nic innego. To nie jest żaden eksperyment społeczny, tylko chęć przyciągnięcia jak największej ilości widzów i zwiększenia zysków stacji. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu nagiego ciała. Nie przyłączam się do tych krytykujących, którzy głównie skupiali się na tym, że nagość jest tam pokazana w ogóle. Krytykuję dlatego, że takie ocenianie bardzo mi się nie podoba. Za małe jajka, za mały penis, za małe cycki... Poza tym jak można oceniać ludzi tylko po wielkości penisa, cycków czy pośladków? To nic innego jak totalne uprzedmiotowienie drugiej osoby. Rozumiem, że wygląd fizyczny odgrywa bardzo ważną rolę, ale przy wyborze partnera nie kierujemy się tylko tym. Czy okazałe przyrodzenie i symetryczne jajka są gwarancją udanego związku? Czy naprawdę przy wyborze towarzysza życia kierujemy się jak ma przystrzyżony "trawnik" czy też kształt cipki??? Litości!

Najgorsze jednak jest to, że ten program może przynieść więcej złego niż dobrego. Każdy z nas ma jakieś kompleksy, a ten program może je jeszcze dodatkowo uwydatnić. Przede wszystkim dlatego, że osoba wybierająca komentuje wygląd każdej części ciała (nie tylko intymnej), przyglądając jej się z bliska. Jeśli kobieta ma problem, bo ma za małe cycki, to po tym programie może się jeszcze bardziej zdołować. Co prawda o upodobaniach się nie dyskutuje, gdyż są faceci, którzy na przykład lubią małe cycki, albo obwisłe, jednakże po obejrzeniu kilku odcinków "Naked Attraction" zauważyłam, że w pierwszej kolejności odpadają kobiety z małymi piersiami czy z płaską pupą. Jaki to niesie przekaz dla młodych dziewcząt, które borykają się ze swoimi niedoskonałościami? Jesteś niewystarczająco ładna, niekształtna lub po prostu inna niż reszta więc nikt Cię nie będzie chciał. A wiadomo, że w świecie spaczonym przed modeling, fotoszopa, selfie, Instagrama i chirurgię plastyczną większość uczestników i uczestniczek programu oraz widzów będzie oceniać siebie i innych przez pryzmat dopasowania do pseudodoskonałości i pseudoideałów. Najlepiej więc nie wychodź z domu dopóki nie będziesz wyglądała tak jak dziewczyny z okładek.

Przez takie właśnie niewłaściwe promowanie nagości, dziewczyny (czasem też dojrzałe kobiety) zamykają się na innych, wpadają w depresję, bulimię czy anoreksję. Inne unikają wszystkiego co wiąże się z nagością. np. wstydzą się pokazać partnerowi nago w sypialni lub łazience, stronią od sexu, uprawiają go z musu, po ciemku i pod kołdrą, zaniedbują badania lekarskie, w lecie i na plaży ubierają się szczelnie, aby zasłaniać brzydkie części ciała itd. A w konsekwencji stają się zgorzkniałymi obrończyniami wartości, które gorszy nagość i śmiałość innych, bo jakoś przecież muszą odreagować swoje frustracje i uzasadnić dlaczego są takie jakie są. To normalne ludzkie zachowanie, a u jego przyczyny są między innymi takie programy. Myślę, że nikt ze stacji Channel 4 w ogóle o tym nie pomyślał, a nawet jeśli przeszło coś takiego przez głowę, to przecież show must go on i hajs musi się zgadzać. To pisała ja - Dzika_Kotka :)

#NakedAttraction #rozrywka #sex #seks #nagość #samowykluczenie

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0039

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #38    14.08.2016

ZAKAZ NOSZENIA BURKINI? TO GŁUPIE!

burkini
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Ucieszyłem się kiedy pierwszy raz przeczytałem o tym, że w jednym z regionów na wybrzeżu Francji zakazano noszenia na plażach burkini - zasłaniającego prawie całe ciało stroju kąpielowego dla muzułmanek. Po chwili doszedłem jednak do wniosku, że to głupie! Nie sam zakaz w sobie jest głupi tylko jego skala i adekwatność do sytuacji. Dlaczego? Bo jeśli oni nam: "... zabijajcie ich [niewiernych], gdziekolwiek ich spotkacie..." (Koran, 2:191), a my im jedynie zakazujemy noszenia burkini, to te wzajemne działanie nie są chyba współmierne?

Problem w tym, że te i inne sankcje to jedynie działania pod publiczkę i nie załatwiają ogólnoeuropejskiego problemu ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... z zalewającą nas islamizacją. Tu i tam ktoś wprowadzi jakiś zakaz, ale na dłuższą metę nic z tego nie wynika. Im od tego nie ubędzie. Przeczekają. Tym bardziej, że tam kobieta to „rzecz” drugorzędna i jeśli czegoś im się zakaże, to nie jest to problem ich facetów. Czy od tego zacznie w Europie Zachodniej rodzić się mniej muzułmańskich dzieci, przypływać do jej brzegów mniej imigrantów, budować mniej meczetów lub tworzyć się mniej szkół, z przewagą wyznawców Allacha? Raczej nie. Tu potrzeba konkretnych i stanowczych działań na dużą skalę na poziomie państw, a nie pojedynczych regionów. Trudno - będą one sprzeczne z prawami człowieka i humanitarnym podejściem, ale są konieczne dla ochrony naszej europejskiej tożsamości. I wcale nie powinny to być tylko działania izolacjonistyczne jakie jedynie uskutecznia nasz obecny rząd.

Dyskusje na temat raz zakazów, a innym razem pozwoleń na noszenie w Europie burek, nikabów, hidżabów i innych głupot odżywają w Europie co chwilę. Na kanwie jednej z nich, niedawno pewna feministka - zapewne jedna z tych, które trzymają transparenty IMIGRANCI MILE WIDZIANI, a nie widzą problemu w tym, że są oni sprawcami wielu gwałtów, zarzuciła mi w dyskusji na forum niekonsekwencję. Rzekomo nie mierzyłem wszystkich tą samą miarą. Chodziło jej o to, że z jednej strony popieram baby z wstrojuewy, które walczą o obyczajową swobodę, chcą mieć prawo do decydowania o rodzaju swojego ubioru, a nawet pewnej formy epatowania swą nagością, a z drugiej odmawiam innym prawa do czegoś odwrotnego - zakrywania się. Według tamtej feministki ci drudzy też powinni mieć prawo manifestowania publicznie swoich poglądów i nie powinniśmy im niczego narzucać. Nie do końca! Ubiór muzułmanki nie jest tylko manifestacją jej obyczajowej i kulturalnej tożsamości, ale przede wszystkim jej bardzo specyficznej wiary i ideologii. Każdy ma do tego prawo, ale czy aż w tak bijącej w oczy wszystkich dookoła formie? Gdy chrześcijanka chce zamanifestować swoją wiarę zakłada jedynie dyskretny łańcuszek z krzyżykiem i na tym zazwyczaj poprzestaje. Natomiast manifestacja u muzułmanki polega na tym, że wszystkich w promieniu 200 metrów nachalnie informuje do kogo się modli. Najlepiej widać to przy okazji aktualnie odbywających się Igrzysk Olimpijskich Rio de Janeiro. Występujące tam w hidżabach muzułmańskie zawodniczki wzbudzają duże zainteresowanie, a nawet u wielu podziw. Dlaczego pozwolono im na taką manifestację, skoro wszystkie inne zawodniczki od dziesięcioleci mogą nosić ujednolicone i dość skąpe stroje? Nie mam pojęcia. Wiem jednak to, że przez takie rzeczy cały ten mix chorej wiary, kultury, światopoglądu i poddaństwa powoli wkrada się w ludzkie umysły. Przestaje nas to dziwić, zaczynamy się z tym obywać, podchodzić do tego jako do czegoś normalnego i z czasem temu ulegniemy. Odpowiadając wspomnianej na początku feministce napisałem, że muzułmańskie stroje to symbol kobiecego poddaństwa. Kultury, która tłamsi i ogranicza kobietę. Skąpy ubiór lub nagość co najwyżej kogoś zbulwersuje, ale nie ogranicza temu komuś podstawowej swobody współegzystencji. Baby z wstrojuwey działają na korzyść innych kobiet, a nie odwrotnie, tak jak działają muzułmanki popularyzując wśród niewiernych swoją filozofię. Ja wybieram te pierwsze i każdemu radzę to samo. Wolność i prawo do manifestowania swoich poglądów powinna właśnie kończyć się w miejscu, w którym ogranicza się te prawa innym. A kobieca muzułmańska „moda” właśnie jest najlepszym przykładem takiego ograniczania. I żadne propagandowe materiały uśmiechniętych, rzekomo szczęśliwych i spełnionych kobiet w burkach, nikabach, hidżabach i burkini jakoś na mnie nie działają.

Niektórzy mogą zarzucić mi rasizm lub ksenofobię. Odpowiem im, że gadają bzdury. Te dwie negatywne postawy wynikają z tego, że człowiek kieruje się zwykłą niewiedzą i dodatkowo zazwyczaj nie potrafi logicznie uzasadnić swojego sprzeciwu. A ja przynajmniej podaję jakieś argumenty. I o tę niewiedzę posądzam raczej wszystkich poprawnie politycznych i pseudo-miłosiernych czyimś kosztem zwolenników multikulti. A z czego wynika ta moja niby wiedza? Odsyłam do źródeł. Polecam Koran i śledzenie tego co dzieje się w Europie. Znów niektórzy zarzucą mi złą interpretację tej księgi. Odpowiem im, że niech lepiej interesują się tym jak interpretują ją fanatycy, którzy przeprowadzają zamachy terrorystyczne i ich duchowi przywódcy. Jak każdy zwykły człowiek kieruje się obrzydliwie sprawiedliwą zasadą oko za oko, ząb za ząb. Problem tylko w tym, że adekwatną odpowiedzią na to, gdy ktoś wybije mi zęba, nie jest jedynie jego uszczypnięcie. A sprawa zakazu noszenia burkini coś takiego mi przypomina.

#burkini #burka #nikab #hidżab #terroryzm #islam #multikulti #koran #feminizm #feministki #muzułmanka #naturyzm

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0038

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #37    03.08.2016

A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE)PODOBA!* #3: SEXMASTERKA, CZYLI KTO? WISŁOCKA XXI WIEKU? :-/

sexmasterka
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Znawcy internetu wieszczyli już od dawna pojawianie się stron, fanpejdży i kanałów, które będą w bezpośredni i odważny sposób edukowały seksualnie nasze zacofane społeczeństwo. W sytuacji, gdy wszędzie panoszy się pruderia, rządzący promują obyczajowe wstecznictwo, szkolna seks-edukacja właściwie nie istnieje, a większość rodziców najchętniej zamiata temat pod dywan można było się spodziewać, że ktoś prędzej czy później będzie chciał zrobić coś w poprzek. Tym kimś jest bohaterka mojego dzisiejszego artykułu, tzw. Sexmasterka, a precyzyjniej Aniela Bogusz, youtuberka i członkini zespołu Fitdevangel - „ekspertek” z zakresu zdrowego stylu życia, kuchni, stylizacji i bóg wie czego jeszcze. Nietrudno ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... odgadnąć, że skoro objęłam ekspertki cudzysłowem, to dzisiejszy odcinek cyklu „A właśnie, że...” będzie na „nie”.

Teoretycznie, jako tzw. kobieta wyzwolona, powinnam być zadowolona z pojawienia się Sexmasterki. Jej sprawa wywołała u mnie jednak głęboki poznawczy dysonans. Z jednej strony ma ona prawo jak wszyscy, cieszyć się zdobyczami obyczajowej wolności i realizować się w taki sposób jaki ma ochotę. Jednak gdy działalność ta pod pretekstem edukacji śmierdzi na odległości komercją, może być szkodliwa dla psychiki młodzieży, a także niweczy starania takich jak ja, które walczą by np. nagość lub seksualność były prawidłowo definiowane i zawsze postrzegane bez negatywnych konotacji - muszę się temu jakoś przeciwstawić. Zacznijmy jednak od początku. Czy Aniela, jak sama twierdzi, jest rzeczywiście nowoczesną nauczycielką edukacji seksualnej? Patrząc na faktyczną tematykę i poziom jej filmów oraz na niedawno uruchomioną stronę sexmasterka.com, na której dosłownie sprzedaje siebie za kasę, jako cyt. „Dziką, napaloną i nieokiełznaną!” - dziękuję za taką edukację. To dziewczę nie edukuje, ale po prostu prezentując swoje wdzięki sprzedaje wygłodniałej gimbazie porno-ciekawostki w stylu jak dobrze zrobić loda, albo rozważania co kształt penisa lub waginy może mówić o naszym charakterze. Ona nie tylko spłyca całą tematykę związaną ze sferą seksualną człowieka, ale wręcz ją zakłamuje, prezentując często bzdurne i całkowicie wyssane z palca tezy i fakty. A to jest bardzo szkodliwe i niebezpieczne. Wiele młodych osób może przez coś takiego po prostu spierdolić sobie resztę życia!

Działalność Sexmasterki to również typowy przykład jak nagość może być używana w niewłaściwym celu. Aniela to atrakcyjna i szczupła dwudziestolatka, która epatuje nagością i dba, aby w kadrze znajdowały się, często zamiast twarzy, jej gołe cycki lub tyłek. A skoro mówi przy tym o seksie, ugruntowuje w ludziach błędne przeświadczenie, że nagość i seksualność są ze sobą nierozerwalnie związane. Mogą być, ale w cale nie muszą i tego ona już nie tłumaczy. Ponadto, prostacko je łącząc utrwala kolejną bzdurę, że seksualność związana jest z fizyczną atrakcyjnością jej młodego ciała. Dzięki takim i innym przykładom, nietrudno się dziwić, że przeciętny Polak - człowiek dojrzały lub np. emeryt nie uprawia seksu bo odbiera na każdym kroku przekaz, że jest on domeną ludzi młodych (czytaj posiadających tzw. atrakcyjne ciała). Ciekawe, co miałaby do powiedzenia sensownego ta sex-ekspertka parze „mniej” atrakcyjnych fizycznie ludzi z nadwagą, z niepełnosprawnością ruchową, albo np. 60-cio latkom, którzy zwróciliby się do niej o poradę? Zapewne nic konkretnego. W końcu ta samozwańcza nauczycielka nie jest z wykształcenia ani seksuologiem, ani psychologiem, ani pedagogiem.

To co wyprawia Sexmasterka jest szkodliwe również z innego powodu. Skoro już na początku jej działalność budzi sprzeciw sporej części społeczeństwa, to na fali ogólnej krytyki inne przedsięwzięcia, które mają na sztandarach obyczajowy liberalizm (takie jak np. wstrojuewy), mogą dostać rykoszetem. Razem z Sexmasterką zostaną one wrzucone do jednego worka i będą tak samo potępione. A tego już jej nie daruję!

Sexmasterka aby wypłynąć i zarobić jak najwięcej kasy z abonamentu za filmiki musi szokować i wygadywać kompletne bzdury. Dzięki temu ludzie o niej piszą, a inni się dzięki temu o niej dowiadują. Kolejne rybki trafiają do jej sieci. Na temat podstawowej zasady marketingu opartej na stwierdzeniu: Nie ważne co gadają, byleby gadali i nie przekręcali nazwiska - napisano już wiele. Właściwie ja również mogłabym też przysłużyć się jej sukcesowi i napędzić jej swoim artykułem kilku klientów. Na szczęście potencjalny odbiorca wstrojuewy nie jest i raczej nie będzie nigdy odbiorcą Sexmasterki. To zupełnie inny poziom „produktu” i jego odbiorcy. Dlatego napisałam swój krytyczny artykuł świadomie i w konkretnym celu. Może niektórych moich ideologicznych przeciwników uda się nim nakłonić do pewnej refleksji? Wynalazki rodzaju Sekmasterki nie biorą się z niczego. Są odpowiedzią jednych na poczynania drugich. Gdy ogranicza się wolności obywatelskie, tworzy się opozycja wolnościowa. Gdy w gospodarce wprowadza się krępujące regulacje, obciążenia i zakazy, tworzy się czarny rynek. To samo dotyczy edukacji. Gdy ogranicza się edukację pojawia się zapotrzebowanie na jej alternatywną formę. Te inne i nieoficjalne rozwiązania nie są zawsze dobre. Często mogą być szkodliwe. Wszyscy, którzy znają problematykę aborcji wiedzą o czym myślę. I tutaj również mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Na skutek długoletnich zaniedbań w dziedzinie edukacji seksualnej, zaklinaniu rzeczywistości, że temat jest niepotrzebny oraz utrwalaniu w społeczeństwie wielu zaściankowych teorii i wzorców zachowań - rynek zareagował i sam wykreował Sexmasterkę. Gdyby ludzie byli obyci z nagością, a poziom wiedzy na temat seksu był wystarczający, działalność tej „edukatorki” nikogo by nie interesowała. Według mnie, jej istnienie to najlepszy przykład na fiasko zakłamanej polityki pruderyjnych obrońców moralności. Dopóki to oni będą kształtować naszą oświatową, obyczajową i kulturalną rzeczywistość, dopóty takich i innych Sexmasterek będzie ci u nas dostatek.

* - A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA! to cykl, w którym na zasadzie dającej się logicznie uzasadnić przekory, płyniemy pod prąd standardom, trendom, modom, zachowaniom, czyli wszystkiemu czym zachwyca się lub co piętnuje akurat świat. Nie chodzi o plotkarstwo, ale o kulturalną i konstruktywną krytykę tego co zdaniem autorki lub autora jest beznadziejne, a co jednocześnie jest przedmiotem zachwytu większości lub odwrotnie - o pochwałę postaw i jednostek, które nie dbając o opinie ogółu realizują różne odważne, szalone albo pożyteczne zamierzenia. Tematyka artykułów w ramach cyklu może być dowolna, ale najlepiej, aby była związana z kobietami, kulturą, światopoglądem lub obyczajowością. Zapraszamy do przesyłania nam swoich tekstów do publikacji.

#sexmasterka #anielabogusz #fitdevangel #edukacja #edukacjaseksualna #sex #seks

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0037

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #36    28.07.2016

HEJT, CENZURA I WYMIERAJĄCY LIBERAŁOWIE.

Nakaz jazdy w lewi lub prawo
© Jagoodka
Raz jestem słodka,
raz słodko-kwaśna ;-)

Przeczytałam niedawno artykuł Jakuba Kralka pod tytułem „MARTWI I PRZERAŻA SPOSÓB W JAKI ŚRODOWISKA LEWICOWE CENZURUJĄ WSPÓŁCZESNY INTERNET”. Autor, zadeklarowany liberał, dość zawile, ale jednak kompletnie porusza w nim kilka problemów, z którymi mamy do czynienia w naszej medialnej i publicystycznej rzeczywistości. Główna jego teza jest taka, że media liberalne i środowiska promujące szeroko pojmowany humanizm nie wypełniają prawidłowo swojej misji. Będąc w kontrze do zalewającego polityczną i kulturalną rzeczywistość prawicowego trendu, radykalizują się i faszyzują. Inaczej - zaostrzają retorykę i skręcają przesadnie w lewo. Dla uzasadnienia swoich dociekań Kralka daje przykład ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... wybiórczej cenzury uprawianej przez serwis gazeta.pl. Blokują oni możliwość komentowania np. pod artykułami na temat imigrantów i zamachowców (by nie można było wypominać im lansowania pobłażliwej polityki imigracyjnej), ale już nie blokują komentowania np. pod artykułami na temat pedofilii w Kościele (by móc eskalować antyklerykalne nastroje). Autor podobnie piętnuje fundacje walczące z hejtem za fanatyzm, przesadną troskę o kulturę dyskusji i dobieranie niewłaściwych środków wyrazu. Podaje przykłady zacietrzewienia członków tych organizacji, zgłaszanie do prokuratury wszelkich niepoprawnych politycznie wypowiedzi i agresywne kampanie społeczne. Zgadzam się, że wymienione media i środowiska przestają być liberalnie bezstronne. Sama nawet dorzucę coś od siebie. Wystarczy przyjrzeć się temu co ostatnio dzieje się z podobno liberalno-lewicowym tygodnikiem Polityka. Od dłuższego czasu nie znajduję tam obiektywizmu tylko nachalną obronę i promocję wszystkiego co można streścić w skrócie moralnym i politycznym antypisem. Na ich obronę można przywołać to samo co robią (tylko w drugą stronę) np. Gazeta Polska, wSieci itp. Teoretycznie bronią się i reagują tym samym. Tylko czy zależy nam na tym, aby zniżać się do tego poziomu? Wszyscy wymienieni działają stronniczo, prewencyjnie i na wyrost. Przy okazji wylewają dziecko (czytaj: rzetelność i wolność słowa) z kąpielą. Nie potrafią odnajdywać nawet drobnych i oczywistych pozytywów w tym co robią ich ideologiczni i polityczni przeciwnicy. A przecież chyba każdy w duchu przyzna po lewej, że np. PiS nie robi wszystkiego do dupy, a Kościół Katolicki nie jest w całości bagnem zepsucia, albo po prawej, że imigranci to nie w stu procentach banda tępych zwyrodnialców i pasożytów, a Polska wcale nie była i nie jest w ruinie. Jak zauważa sam Kralka - świat nie jest czarno-biały. Coś Wam to przypomina? Nieskromnie podpowiem, że wszystkie mówimy i piszemy o tym już od dawna, nawet w dużo szerszym kontekście.

Nie wolno potępiać w czambuł swojego przeciwnika. Czasami trzeba uderzyć się w pierś i przyznać mu rację. Dla przykładu sama wykazywałam kilkakrotnie błędną politykę imigracyjną bliskich memu sercu środowisk feministycznych i liberalno-lewicowych, zwracałam uwagę że np. Pudzian ma też swoje racje, albo że ogólnie bardzo pożyteczny HejtStop nie robi wszystkiego idealnie. Jednak by to wszystko zauważyć trzeba wyzbyć się buty i umieć się przyznać do błędu, a nie brnąć dalej w coraz większą skrajność i głupotę. Nie można pozwalać, by nasz pogląd na życie kształtowała wyłącznie ambicja i skrajna ideologia, szczególnie kierowana tylko z jednej strony. To ona powoduje, że zaczynamy wyłączać w sobie myślenie, a zaczynają rządzić nami zwierzęce instynkty: zacietrzewienie, nienawiść, zazdrość i obłuda. Na swój własny użytek zaczynamy przypisywać wówczas najgorsze błędy i podłości swoim przeciwnikom oraz tworzymy własną wersję historii. Przyłączamy się do obozów, które walczą nie o coś, tylko przeciw komuś. W naszym Kraju już od dawna obserwujemy to zjawisko. Na każdym kroku można dostrzec, na płaszczyźnie obyczajowej, politycznej i społecznej niską jakość toczonego sporu. Skrajne lewo i skrajne prawo coraz bardziej zasysa do siebie z racjonalnego środka media, zwykłych ludzi i autorytety. Kurczy się strefa normalności, która obiektywnie czerpie dobre rzeczy z lewa i z prawa. Dzisiejsza rzeczywistość to test na odwagę oraz na tzw. humanitarne i rzetelne dziennikarstwo. Mam nadzieję, że tworząc wstrojuewy zdamy go przynajmniej na czwórkę z plusem. Grupując wokół tej inicjatywy różnych ludzi: wykształconych, niewykształconych, młodych, starych, katolików, ateistów – wszystkich, jednak kierujących się w życiu obiektywizmem i szeroko pojmowanym liberalizmem, musimy uchronić w publicystyce tę cząstkę, która wymiera. A nie będzie łatwo być czasami w kontrze do swoich współbratymców i sympatyzując np. z KODem być przeciw przyjmowaniu imigrantów, albo chwalić rząd, że czasami zrobi też coś dobrego. I nie będzie łatwo zawsze z klasą, kulturą i uśmiechem odpowiadać na agresywny hejt skrajnej prawicy, antysystemowców i obrońców moralności, którym nierzadko będziemy stawały na odcisk. Jestem jednak pewna, że damy radę i za jakiś czas Jakub Kralka będzie mógł ogłosić w kolejnym artykule, że już nie jest tak źle z tym polskim liberalizmem. I może wreszcie zdoła dobrać komplet do jedenastki, byśmy wspólnie zagrali do jednej bramki?

Przypis wprowadzający: Baby wracają powoli do publicystyki :-) W poprzednim artykule jaKUBek obiecał samodzielnie ożywić naszą stronę, ale doszłyśmy do wniosku, że na babskim portalu nie mogą pisywać (nawet chwilowo i w zastępstwie) tylko faceci. Tak więc w oczekiwaniu na docelowy portal, będziemy również od czasu do czasu odnosić się do bieżących wydarzeń. Od teraz pełne teksty artykułów dostępne będą już tylko na naszej stronie KOBIECY HYDE PARK. Zapraszam na swoje rozważania o trudnej, ale ważnej roli liberalnej publicystyki.

#liberalizm #polityka #Kralka #gazetapl #HejtStop

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.spidersweb.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0036

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #35    19.07.2016

SPENCER TUNICK KONTRA TRUMPOWIE TEGO ŚWIATA.

Spencer Tunick
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Kochane i stale zajęte organizacją wstrojuewy, dziewczynki poprosiły, abym swoim słowem nieco ożywił działalność tej stronki i mimo „przerwy technicznej” czasami coś tutaj opublikował. Postanowiłem więc na początek wybrać temat, który chyba idealnie przypomina i wpisuje się w przesłanie tego co zaczną za niedługo robić – upowszechniać zdrowe podejście do nagości, która zamiast bulwersować powinna edukować i pomagać w zwracaniu uwagi na istotne kwestie w kulturze i światopoglądzie.

Właściwie nie gustuję w twórczości jednego z moich kolegów po fachu – Spencera Tunicka, ale nie mam prawa go krytykować. ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Gość ma już wyrobione nazwisko i dorobek fotograficzny godny pozazdroszczenia. Jednak najbardziej znany jest z organizacji swego rodzaju instalacji - spędów, podczas których dokumentuje zbiorowy akt. Wszędzie gdzie się pojawia ma nadkomplet chętnych do pozowania. Okazuje się, że nawet w krajach uważanych za purytańskie znajdują się tysiące osób, które chcą pozować nago i to w publicznych miejscach. Tak też stało się 9 lipca w jednej z turystycznych miejscowości w Wielkiej Brytanii. Ponad 3 tysiące golasów, pomalowanych na różne odcienie morza, pozowało Tunickowi w kilku miejscach, mających dla owego miasteczka znaczenie historyczne: https://www.theguardian.com/... Co ciekawe, wydarzenie to nie było prywatnym happeningiem, ale jego realizację zleciła państwowa instytucja, aby promować to miejsce, jako brytyjską stolicę kultury. Rzecz w naszym Kraju nie do pomyślenia! To byłby skandal - przynajmniej do czasu, aż tekę ministra kultury sprawować będzie niedoszły tabletowy i techniczny premier.

Tunick nie zasypuje jednak gruszek w popiele i tydzień później, w ostatnią sobotę - 16 lipca organizuje kolejne przedsięwzięcie, tym razem już wymierzone bezpośrednio w pruderyjną, amerykańską konserwę: http://www.esquire.com/... Chodzi o to, że kandydat w nadchodzących wyborach prezydenckich w USA - Donald Trump wygaduje już od dawna dziwne i kontrowersyjne rzeczy. Niektórym, np. w zakresie twardego stanowiska względem zalewającej świat imigracji i islamizacji oraz prowadzenia bezwzględnej polityki względem imperialnej Rosji, nawet bym przyklasnął, ale Trump - będąc skrajnym konserwatystą ma jednocześnie spaczone poglądy na rolę i miejsce kobiet w dzisiejszym świecie. I dlatego Tunick w sobotni poranek fotografuje 100 nagich kobiet, które kierując ogromne lustra skupiają światło słońca na budynku, gdzie z udziałem Trumpa ma odbyć się konwencja wyborcza republikanów. Przesłanie? Kobiety młode i stare, chude i grube, urodziwe i nieurodziwe pragną rozświetlić umysły osób, które za jakiś czas mogą rządzić i stanowić prawo w ich kraju. Chcą zamanifestować swoje poglądy i zwrócić uwagę, aby rządzący mieli na względzie ich prawa i nie ograniczali ich wolności. Niby Ameryka, a problemy jakby znajome. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nad Wisłą też przydałoby się kilka takich luster.

Pruderyjne elementy ze schizą na punkcie zakrywania wszystkiego co nieobyczajne będą hejtować i wyśmiewać takie akcje, albo gorszyć się i żądać, by zakazać ich w przyszłości. Natomiast ludzie normalni i zdrowi psychicznie podejdą do takich rzeczy z dystansem i jeśli nie „kupią” przesłania, to najwyżej potraktują całość z humorem lub jako ciekawostkę. Skoro ktoś chce pozować, a potem ktoś chce to oglądać to wszystko jest w porządku. I o to chodzi - po prostu wolność! A przy okazji, jeżeli ktoś dzięki temu na chwilę przystanie i zainteresuje się poruszonym problemem (np. praw i wolności jak powyżej oraz dodatkowo samoakceptacji przez upowszechnianie prawdziwego wizerunku naszej niedoskonałej cielesności) to mamy podwójną korzyść. Nagość zawsze zwracała uwagę, bo była tabu. Bardzo chciałbym dożyć czasów, w których Tunick będzie musiał przerzucić się na inną formę przekazu, bo te „brzydkie” części ciała przestaną wreszcie niektórych ludzi gorszyć. Jesteśmy chyba na dobrej drodze. Tysiące ludzi gotowych pozować i potem oglądać takie rzeczy to ważna wskazówka również dla nas i ostrzeżenie dla konserwatystów, przed ich zapędami. Okazuje się, że w każdym kraju grupa ludzi o obyczajowo-liberalnych poglądach jest większa niż niektórym się wydaje. Wymagają oni jedynie aktywizacji i konsolidacji wokół jakiejś ciekawej i pożytecznej inicjatywy. Dlatego jestem raczej pewien, że Tunickowi poszłoby równie dobrze nawet w Polsce. Jednak, może już nie zdąży się o tym przekonać, bo coś mi się zdaje, że sami niedługo przetrzemy ten szlak.

#EverythingSheSaysMeansEverything #SpencerTunick #akt #FotografiaAktu

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0035

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #34    21.02.2016

A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA!* #2: BOYLESKA - MORALNA ZGNILIZNA I ZEPSUCIE WKRADA SIĘ DO POLSKI.

bouleska
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Polska, męska burleska, albo boyleska? Cóż to takiego? - zapyta prawdopodobnie większość z Was. Wczoraj znów przypadkiem trafiłam na to dziwne „zjawisko”. Słyszało się o tym tu i tam od jakiegoś roku, ale dopiero wczoraj przeczytałam na ten temat krótki artykuł i wolny weekend sprawił, że rozbierający się faceci będą tematem kolejnego artykułu z cyklu A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA!*. Moje pierwsze odczucia i wrażenia? Mieszane, ale potem otwarłam swój umysł i przypomniałam sobie własny tekst sprzed dwóch tygodni, w którym nawiązałam do kobiecej burleski i zachęcałam, aby książek nie oceniać po okładce. I po chwili mnie oświeciło! Super, że coś takiego się robi i to również u nas - w kraju pruderyjnym i zacofanym kulturalnie i obyczajowo. Fajnie, że również wśród mężczyzn nie promuje się tylko i wyłącznie ideałów - wizerunku supermana, młodego, szczupłego mięśniaka, na dodatek o twardej i szorstkiej osobowości. Zdaję sobie sprawę, że faceci też mają pod górkę, np. w kontekście podważania na każdym kroku ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... ich męskości. A że obecny świat definiuje ją wyłącznie za pomocą określeń jakie wyszczególniłam wcześniej, to wcale nie znaczy, że tak ma być. Fajnie więc, że powoli również w kulturze zauważa się facetów nieidealnych, starszych, delikatniejszych i nietuzinkowych. Bo w męskiej burlesce również chodzi o to samo co w kobiecej. Naturalna, niesfotoszopowana nagość ma upowszechniać zdrowe (bez kompleksów) podejście do ciała i ducha, a występ z pogranicza tańca, kabaretu i striptizu ma dawać dużo luzackiej zabawy i przekazywać ukrytą myśl występującego artysty. Kobiety nie mają wielkiego wyboru, gdy zapragną poszukać rozrywki w tym stylu.

Oczywiście już widzę główną linię oporu przeciwko boylesce. Z pewnością wszyscy obrońcy moralności i „prawdziwi” mężczyźni będą zarzucać jej moralną zgniliznę, tandetę i kicz. Będą węszyć w tym propagowanie postaw niemęskich i „skrzywionych”, czyli od razu homoseksualizmu, transwestytyzmu, ekshibicjonizmu, fetyszyzmu itp. Wydaje mi się, że nie ma sensu z nimi dyskutować tylko robić swoje i jedynie wskazać takim najbliższą kabinę, aby się uspokoili. Przy okazji tzw. konserwatywne feministki też stracą podstawowy argument używany wszędzie tam gdzie według nich byłyśmy dotychczas instrumentalnie wykorzystywane. Już nie będą mogły pytać retorycznie, dlaczego tylko my mamy się rozbierać na scenie? Na razie spektakle tego typu cyklicznie wystawiane są tylko w warszawskim Teatrze Druga Strefa. Z opisów i relacji wynika, że jak to zawsze na początku, jest trochę komicznie i dyletancko, ale mimo tego zabawa jest przednia. Tak więc spoko chłopaki! Ćwiczcie i rozwijajcie swój fach. Kiedy zawitacie w moje strony, na pewno wykrzyczę kwestię z mojej ulubionej komedii „Sztos”: „Idę, k●●●a, idę!”.

* - A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA! to cykl, w którym na zasadzie dającej się logicznie uzasadnić przekory, płyniemy pod prąd standardom, trendom, modom, zachowaniom, czyli wszystkiemu czym zachwyca się lub co piętnuje akurat świat. Nie chodzi o plotkarstwo, ale o kulturalną i konstruktywną krytykę tego co zdaniem autorki lub autora jest beznadziejne, a co jednocześnie jest przedmiotem zachwytu większości lub odwrotnie - o pochwałę postaw i jednostek, które nie dbając o opinie ogółu realizują różne odważne, szalone albo pożyteczne zamierzenia. Tematyka artykułów w ramach cyklu może być dowolna, ale najlepiej, aby była związana z kobietami, kulturą, światopoglądem lub obyczajowością. Zapraszamy do przesyłania nam swoich tekstów do publikacji.

#burleska #boyleska #boylesque #burlesque

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://m.newsweek.pl/...

https://facebook.com/teatrdrugastrefa

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0034

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #33    14.02.2016

WALENTYNKI, FACECI I CZEKOLADA.

walentynki
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Nasza Ewa znowu dziś żartując podjudza i szczuje. Tym razem zaczęła tak trajkotać, że zamiast krótkiego posta wyszedł mi, w ramach relacji, cały artykuł. Po pierwsze, chamsko pojechała po mnie i reszcie facetów. Przyrównała nas do tabliczki czekolady. Po drugie naigrywała się z tych co dziś fiu bździu, trutu tutu, cukierkują i słodziakują swoim drugim połówkom. Wredna jest, bo jak może sprowadzać coś tak wielkiego i wyjątkowego co akurat czują zakochani do jakichś nieludzkich impulsów elektrycznych i reakcji chemicznych? A że byliśmy już po kilku głębszych i nie musiałem liczyć się ze słowami, nie wytrzymałem, dziarsko zerwałem się i wykrzyknąłem w ich obronie - Podła suko, kłamiesz! Na pewno nigdy nikogo nie kochałaś i pierdolisz głupoty. Ale Ewa to dojrzała i pragmatyczna kobieta. Już z niejednego pieca chleb jadła. Uśmiechnęła się tylko po swojemu i jednocześnie tak rozbrajająco, jak robi to ten specyficzny typ kobiety - dziewczyny z sąsiedztwa. Wydała mi się przy tym tak cholernie seksowna, że od razu cała moja para poszła ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... w gwizdek i grzecznie usiadłem z powrotem, jak przywołany do porządku uczniak. Wredne babsko od razu spostrzegło, że ma mnie w garści, więc tylko pokiwała głową. Tak jak moja babcia podeszła, pogłaskała, przytuliła i skwitowała cichutko: "Oj chłopcze, chłopcze. Pożyjesz to jeszcze zobaczysz..."

Nie, absolutnie nie chcę tą historyjką deprecjonować Walentynek, choć można wymienić wiele argumentów przeciw, zarówno w kontekście kulturowym, społecznym i ekonomicznym. Mamy przecież nasze własne tradycje świąt zakochanych, choćby słowiańską Noc Kupały (Świętojańską), czyli święto ognia, wody, Słońca, Księżyca, urodzaju, płodności, radości i właśnie miłości. Niewątpliwie dziewczyny z wstrojuewy do niego jeszcze nie jeden raz nawiążą w swojej publicystyce i sesjach aktu, bo ma ono szerszy kontekst - również związany z obyczajowością i nagością. Walentynkom można zarzucić też i to, że skoro kochamy, to powinniśmy okazywać uczucie codziennie, a nie od święta. To przecież istota tego uczucia. Można też zwracać uwagę, że to „święto” nie jest przyjemnym dniem dla singli i singielek, którzy w Polsce stanowią coraz pokaźniejszą grupę (według ostatnich badań od 1/4 do 1/3 społeczeństwa). Może ono również być przykre dla osób, które straciły ukochane osoby w wyniku choroby, wypadku lub innego nieszczęśliwego wydarzenia. Może być również ono krępujące dla osób dojrzałych lub starszych, żyjących co prawda w związkach, ale w których uczucie już się wypaliło. Na końcu można też podnieść kwestie związane z komercjalizacją tego „święta”.

Zwolennicy Walentynek zapewne podadzą tyle samo lub nawet więcej argumentów za jego celebracją. I super - nie miałem nawet zamiaru tutaj ważyć wszystkich za i przeciw oraz wyciągać z tego jakichś wniosków. Z ostatnich badań wynika, że obchodzi je około 50% Polek i Polaków. Niektórzy kategorycznie się od nich odcinają. Można też i tak, jeżeli wierzymy, że to głupota i nie powoduje to w nas żadnego wewnętrznego konfliktu. Jednak, gdy w głębi duszy czujemy jakiś żal i tęsknotę, że fajnie byłoby „jakoś” - to wówczas nie powinniśmy tego tłumić i popadać w pesymizm, że nie mamy z kim. Od dawna wiadomo, że pozytywne myślenie i właściwe nastawienie psychiczne to połowa sukcesu w walce z niekorzystną sytuacją w jakiej się znajdujemy. Myślę, że nie musimy koniecznie identyfikować Walentynek z koniecznością okazywania uczucia wyłącznie drugiej osobie. To „święto” ewoluuje i np. singielki spędzają je z przyjaciółkami, na dedykowanych im imprezach, samotnie, ale ze zwierzakami, albo z rodziną. Można oczywiście dyskutować, czy takie środki zastępcze to dobre rozwiązanie, ale chyba nie jest to najistotniejsze. Znacie przecież powiedzenie, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ważne więc, aby single i singielki tęskniący za towarzystwem, w Walentynki nie popadali w kompletny pesymizm i marazm. Ważne, aby nie zamykać się tylko w czterech ścianach i aby mieć kogoś (coś), do kogo (czego) można pogadać. A gdy nie mamy nawet zwierzaka i nie możemy już inaczej, ze znajomymi lub z obcymi, to pogadajmy do samych siebie. Zróbmy sobie trochę wolnego i pocelebrujmy wieczór inaczej niż zwykle. Chociaż spacer, fajna kąpiel, świeczka, muzyka, książka lub film i coś innego do żarcia niż na co dzień. Wbrew pozorom, taki wyjątkowy dzień singla lub singielki możemy zrobić sobie nie tylko w Walentynki. Możemy ustalić sobie sami taki dodatkowy dzień w roku, w miesiącu, a nawet w tygodniu. Dzięki temu, następnego dnia wstaniemy z chociaż trochę lepszym nastawieniem do życia i może akurat spotkamy na swojej drodze kogoś, kto to inne nastawienie zauważy i doceni? Jak wiadomo, kontakty międzyludzkie najłatwiej nawiązują ludzie uśmiechnięci. Wierzmy w pozytywne przypadki. Tak jak zazwyczaj przypadek sprawia, że jesteśmy samotni (samotne), tak i przypadek może sprawić, że następne Walentynki może spędzimy już inaczej. Tego wszystkim przypadkowym singlom i singielkom serdecznie życzę.

#walentynki #zakochani #świętozakochanych

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0033

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #32    13.02.2016

GIGI HADID - NIE TĘDY DROGA, MOJA DROGA!

gigi hadid
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Gigi Hadid to 20-to letnia modelka już z dość pokaźnym dorobkiem i popularnością. Właśnie dostała okładkę marcowego wydania Vogue Paris. Techniczne świetne zdjęcie, ale nie to mnie interesuje. Gigi jest na nim naga (super!), ale jednocześnie chuda jak szczapa (bleee!). Rączki i nóżki jak patyczki, brzuch dodatkowo na sporym wciągu, na buzi grubo od tapety. W komentarzach i artykułach ludzie na całym świecie prawie zgodnie pieją z zachwytu. A mnie jakość to nie rusza. Czyżby kobieca zazdrość - już nieidealnej trzydziestolatki?

Gigi była dla mnie jeszcze niedawno pewną nadzieją na odmianę trendów w modelingu. Na przełamanie niekorzystnego trendu, promującego chudzielców i wpędzającego ich wizerunkiem inne kobiety w kompleksy. Nadzieją na to, że zaczną tam nie tylko od święta, ale i na stałe pracować dziewczyny nieco bardziej słuszniejszych kształtów. Jeszcze pół roku temu, przez wielu durniów z branży była oceniana jako zbyt krągła - za mało ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... wychudzona. Co prawda ja żadnych krągłości u niej nigdy nie widziałam, ale faktycznie miała troszkę więcej ciała niż reszta wieszaków. Było jego jednak na tyle mało, że dzięki dobremu marketingowi w mediach społecznościowych, znajomościom z celebrytami i bogatym rodzicom udało jej się łapać kolejne kontrakty, a w grudniu została nawet modelką Victoria's Secret. A tam krągłych kobiet nie przyjmują. Odnoszę wrażenie, że właśnie ta jej ostatnia robota sprawiła, że dziewczyna zeszła na psy (czytaj: stała się wieszakiem). To, że tak jest udowadniają ostatnie nagie sesje - reklama obuwia Stuart Weitzman sprzed 2 miesięcy i obecna okładka Vogua. W wielu komentarzach słyszę, że przepiękny akt ukazał rewelacyjną figurę Gigi i jej naturalną urodę. Przepraszam, na czym polega ta rewelacyjność i naturalność? Na tym że chuda dwudziestolatka pokazuje typową dla swojego wieku budowę ciała, które jeszcze nie doświadczyło żadnych trudów życia? Na tym, że ma ona dodatkowo czas i pieniądze, aby ciało to dodatkowo rzeźbić i pielęgnować? Na tym, że ma tapetę, za pomocą której z każdego brzydkiego kaczątka można zrobić super laskę? Wszystko to sprawia wrażenie fascynacji oczywistymi oczywistościami. To jakby zachwycać się nowym samochodem klasy wyższej, który na tle pozostałych aut na ulicznym parkingu, brudnych, leciwych i średniej klasy wygląda wyjątkowo. To przecież logiczne. Rozumiem - zachwycać się autem, które niejedno już przeszło, zabytkowym, dobrze utrzymanym i pracowicie przez lata pielęgnowanym. To coś zupełnie innego i to zasługuje na wielkie uznanie. Ot, na przykład taka marka jak Sharon Stone, Cindy Crawford, Demi Moore albo Agnieszka Maciąg. Ale czymś takim, co dopiero opuściło fabrykę?

Czas odpowiedzieć na postawione w pierwszym akapicie pytanie. Nie - nie jestem zazdrosna. Swoje zdegustowanie tą okładką wyraziły wszystkie moje koleżanki i żadnej niczego na początku nie sugerowałam. Oczywiście nie chodzi o nagość, bo tą akurat prawie wszystkie popierają. Chodzi o to, że Vogue - swoim najnowszym numerem, oraz Gigi Hadid - swoim aktualnym wizerunkiem dorzucili kolejną cegiełkę do utrwalania w modelingu szkodliwego trendu promującego obowiązkowo perfekcyjną figurę i buzię, wklęsły brzuch, kształtny cyc i tyłek bez grama tłuszczu. Tym samym utwierdzili w skali całego świata w błędnym przekonaniu miliony kobiet, że ich ciała są dosłownie do dupy, że nie mają czego szukać tam, gdzie trzeba pokazać go trochę więcej, bo mogą być od razu negatywnie ocenione przez pryzmat Vogue itp. Utwierdzili również kolejny raz facetów, że bycie zgrabną, atrakcyjną i seksowną jest równoznaczne z byciem wyłącznie wymalowaną, zadbaną, chudą i młodą, czyli odwrotnością tego co widzą na co dzień u swoich żon, partnerek i dziewczyn. Potem nie ma się co dziwić, że faceci stawiają nam bóg wie jakie wymagania względem wyglądu, bo dla nich buzia bez tapety, włosy pod pachami, na nogach, w kroczu, cellulit, albo obwisłe cycki to coś dotychczas nieznanego i niebywałego. Gigi trafia na niechlubną listę kobiet wieszaków, którą otwarła na początku lat dziewięćdziesiątych Kate Moss i przez które takie jak ja (czyli 90% kobiet) ma w życiu przejeb**e. Przemysł modelingu, ona i inne jej podobne są winni milionów codziennych babskich dołów, traum i samobójstw, a wszystko dlatego, że grupa osób i firm zdecydowała się na tym zarobić spory szmal. Potępiam i gardzę takimi, nawet jeżeli wiele z nich przykłada do tego rękę nieświadomie. Bleee!

#gigi #gigihadid #vogue #vogueparis #victoriassecret #akt #feminizm #ciałokobiety #ciało #nagość #plussize #kobieta #dziewczyna #naturalnakobiecość #krągłości #naturalnepiękno

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://vumag.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0032

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #31    11.02.2016

HEJTSTOP VS MARIUSZ PUDZIANOWSKI, CZYLI ZŁA KOMUNIKACJA MIĘDZYLUDZKA VS CHAMSTWO.

pudzian pudzianowski hejtstop
© Jagoodka
Raz jestem słodka,
raz słodko-kwaśna ;-)

W ostatnich dniach oprócz polityki, internet rozgrzał pojedynek HejtStop vs Mariusz Pudzianowski. Ponad dwa miesiące temu napisałam krótki artykuł #19 i wówczas wyraziłam w nim swoją umiarkowaną aprobatę dla kampanii HejtStop, którą rozpoczęło wówczas stowarzyszenie Projekt: Polska. Dlatego poczułam się zobowiązana odnieść się również do bieżących wydarzeń.

Zacznijmy od początku, dla tych, którzy nie poznali dotychczas wszystkich faktów. Firma transportowa Dariusza Pudzianowskiego, znanego strongmana, zawodnika mieszanych sztuk walki, a także przedsiębiorcy, padła ofiarą ataków ze strony imigrantów-złodziei w Calais. Jak wiadomo, ten francuski port przeładunkowy jest od dawna ogniskiem przestępczości i miejscem koczowania imigrantów z Bliskiego Wschodu, którzy chcą przedostać się do Wielkiej Brytani. Imigranci napadają na ciężarówki i kierowców, próbują w nich przedostać się na drugą stronę ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... kanału La Manche, niszcząc samochody i towar. Pod koniec stycznia, Dariusz Pudzianowski na swoim profilu społecznościowym zapowiedział, że nie pożałuje bejsbola na ludzkie śmieci i zafunduje atakującym go przyspieszone kursy asymilacji (słownictwo oryginalne). Dołączył do tego fotografię z kijem bejsbolowym. Organizatorzy kampanii HejtStop uznali wpis za mowę nienawiści i złożyli w tej sprawie doniesienie do warszawskiej prokuratury w sprawie popełnienia przestępstwa. W ostatnią sobotę, Pudzianowski nazwał na swoim profilu, przedstawicielkę stowarzyszenia Joannę Grabarczyk zakompleksioną, sfrustrowaną kobietą, szkodzącą normalnym ludziom, zasugerował jej wizytę u dietetyka (ma nadwagę) oraz wezwał do delegalizacji HejtStop i rozliczenia jej pracowników z antypolonizmu. Oskarżył ich o donosicielstwo, zręcznymi sformułowaniami odwołał się do obecnych w naszym społeczeństwie coraz silniejszych nastrojów antyimigracyjnych, ksenofobicznych, patriotycznych i narodowych oraz wezwał swoich fanów by pokazali siłę i wyrazili sprzeciw wobec rzekomej nagonki na jego osobę. Post Pudzianowskiego został udostępniony kilkadziesiąt tysięcy razy i masowo skomentowany, szczególnie na stronach o tematyce antyislamskiej i narodowej. Na Grabarczyk wylała się ogromna ilość hejtu i gróźb karalnych. Swoją szanse na zbicie kapitału politycznego dostrzegł nawet posełek Paweł Kukiz. Zasugerował, że Grabarczyk zapewne marzy o imigrantach w kontekście sylwestrowej nocy (nawiązanie do niedawnych wydarzeń z Niemiec gdzie doszło do imigranckich napaści seksualnych na kobiety - nasz artykuł #27). Co prawda, pod naciskiem krytyki, po pewnym czasie posta wycofał i zapewnił, że nie chciał urazić nim Grabarczyk, ale zrobił to w taki sposób, aby dać do zrozumienia, że jednoznacznie identyfikuje się ze środowiskiem hejterów - „patriotów” i „prawdziwych” Polaków. W związku z niespotykaną falą nienawiści, poproszono o ochronę policyjną dla Grabarczyk. Oczywiście nie wszyscy internauci zachowali się w opisany wyżej sposób. Grabarczyk i jej HejtStop dostali również wiele wyrazów poparcia od zwykłych ludzi oraz m.in. ze strony rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. Na chwilę pisania niniejszego artykułu sprawa jest w toku, czyli strony okopały się na swoich pozycjach i raczej starają się trochę tłumaczyć oraz łagodzić dotychczasowe stanowiska. Pudzianowski tłumaczy, że jego wpisy nie miały znamion mowy nienawiści, że z założenia nie ma nic przeciw obcokrajowcom i prawdziwym uchodźcom, że jego wpisy były podyktowane obawą i troską o jego mienie (patrz pierwszy link na dole). Przedstawiciele kampanii HejtStop tłumaczą, dlaczego zawiadomili prokuraturę, że ich działania nie są wymierzone personalnie w Pudzianowskiego, ani z założenia nie bronią imigrantów, ale walczą ze wszystkimi przejawami hejtu i każdy jego sprawca musi liczyć się z konsekwencjami, a każda jego ofiara może liczyć na ich obronę (patrz drugi link na dole). Sprawy zaszły na tyle daleko, że raczej nie spodziewam się żadnego porozumienia. Pojedynek uruchomił takie rzesze ludzi po obu stronach, że jego prowodyrzy nie ustąpią choćby dlatego, aby nie stracić twarzy wśród swoich zwolenników. Sprawa ta jeszcze bardziej podzieliła nasze społeczeństwo. Nie tylko utrwaliła dotychczasowy podział, ale znacznie go uprościła wrzucając wszystkich na do dwóch worków: 1) przeciwników imigrantów, prawdziwych Polaków i patriotów - zazwyczaj tych z lepszego sortu, oraz 2) zwolenników imigrantów, lewaków - zazwyczaj tych z gorszego sortu. Gdzie przy tym podziale miałaby znaleźć się np. moja skromna osoba – lewaczki z gorszego sortu, ale przeciwniczki imigrantów - nie mam zielonego pojęcia?

Ten artykuł nie miałby najmniejszego sensu gdyby nie jego konkluzja, którą chciałabym się z Wami podzielić. Otóż uważam, że winne całego zamieszania i zantagonizowania ludzi przeciw sobie są obie strony. Nie zastosowano podstawowego rozwiązania, które już od tysięcy lat pozwala ludziom eliminować niepotrzebne konflikty - zwykłej rozmowy z wymianą poglądów i w razie konieczności spisaniem na końcu protokołu rozbieżności. Przez brak tego rozwiązania na poziomie państwowym wybuchają wojny, a na poziomie jednostkowym dochodzi do morderstw lub zatruwania życia sąsiadom, przyjaciołom lub domownikom. Uważam, że Projekt: Polska powinni po dostrzeżeniu, ich zdaniem, hejterskiego posta zwrócić się do Pudzianowskiego z prośbą o wyjaśnienie jego stanowiska. Gdyby okazało się ono niewystarczające, powinni zaapelować o jego sprostowanie lub o przeprosiny pod groźbą skierowania sprawy do prokuratury. Wszyscy mamy prawo pod wpływem emocji powiedzieć i napisać czasami (nie prawie zawsze jak zdarza się to np. Kukizowi) coś niewłaściwego. Rzeczą ludzką jest popełniać błędy, ale i ludzkim prawem jest mieć możliwość, czas i okazję się z nich wycofać i przeprosić. Pudzianowskiemu nie dano tej szansy. Dopiero gdyby strongman apele stowarzyszenia zbagatelizował, mogłoby ono uruchomić całą procedurę prawną. Sam Pudzianowski ma również sporo na sumieniu. Przede wszystkim, nie powinien używać w swoich postach zwrotów, które cechuje pogarda do innego człowieka, sugerować rozwiązań siłowych (przemoc jest dopuszczalna jedynie w trakcie wojny w imię obrony swojego kraju i narodu), czynić prywatnych uwag względem Grabarczyk, napuszczać swoich fanów na przeciwnika i posługiwać się retoryką, która odwołuje się do narodu, patriotyzmu i innych podobnych wartości, gdy faktycznie istotą sprawy jest jego interes materialny. W tej sprawie Pudzanowski, Kukiz i ich hejtujący zwolennicy posunęli się zdecydowanie za daleko w zakresie użytego słownictwa, pokazując całkowitą degradację kultury języka i dialogu. Po obu stronach konfliktu spodziewałam się czegoś więcej, gdyż nie byli nimi przecież nastoletni gimnazjaliści. Potwierdziła się stara prawda, że żadne skrajności nie są dobre i jeżeli nie masz odpowiedniego wyczucia, szacunku do drugiego człowieka, otwartego umysłu, nie potrafisz rozmawiać z innymi i analizować konsekwencji swoich czynów, powinieneś lepiej się zamknąć i skorzystać z pośrednictwa kogoś mądrzejszego i bardziej doświadczonego, np. mediatora, albo prawnika. Mam nadzieję, że ten konflikt nauczy przynajmniej część z nas, że asertywność lub odmienność poglądów w polityce, światopoglądzie lub kulturze nie musi wykluczać szacunku do drugiego człowieka i nieustannego szukania z nim płaszczyzny porozumienia.

#mariuszpudzianowski #pudzian #hejtstop #stopnienawisci #stophejt #kukiz #uchodźcy #imigranci

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://facebook.com/pudzianowski...

http://natemat.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0031

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #30    06.02.2016

NAKED GIRLS READING - NIE OCENIAJ KSIĄŻKI PO OKŁADCE.

naked girls reading
© Blondi
Bezczelna hedonistka

W ostatnim artykule #29 o naturalnej kobiecości i promowaniu jej przez nagość, Andrusia zwróciła uwagę na naszą rodzimą wersję projektu Naked Girls Reading, w którym burleskowe aktorki organizują spektakle czytania książek nago i na głos. Wieczorem, w niedzielę 7 lutego w Warszawie, odbędzie się kolejna impreza tego typu, pod tytułem "Idzie Nowe: Nago!". Jak zauważyłam po komentarzach w internecie, wiele osób wypowiada na jej temat kategoryczne sądy, nie mając pojęcia o co tam naprawdę chodzi.

Jak wiadomo, każda golizna wzbudza na świecie, a szczególnie w Polsce, wiele kontrowersji. Wielu zarzuca takim i innym przedsięwzięciom, że posługują się nagością z premedytacją, by wywoływać sensację, zgorszenie i w ten sposób przyciągnąć uwagę widzów. Nie będę się tu rozwodzić na temat tabu nagości, bo robiłyśmy to na naszych łamach już wielokrotnie. Robienie problemu z obnażonego ciała jest dla mnie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... zwyczajnie chore, a jego automatyczna seksualizacja jedynie świadczy o ograniczeniu intelektualnym bulwersujących się nim oszołomów. Dlatego, oczywiście popieram ideę Naked Girls Reading wszystkimi członkami swojego dość często obnażanego i przez to grzesznego ciała ;-) Dla mnie w tym spektaklu paradoksalnie nie są ważne teksty. Burleskowe dziewczyny mogą czytać nawet największe głupoty na świecie. Zapytacie więc, co mi się w tym wszystkim podoba i zapewne w domyśle zasugerujecie chęć oglądania golizny. I tu Was zaskoczę. W tym wypadku nie poszłabym na spektakl, aby popatrzeć na ich cycki. Mam swoje i zazwyczaj one mi wystarczają. Poszłabym, aby swoją obecnością zwiększyć frekwencję i w ten sposób zamanifestować swoje poparcie dla czytających dziewczyn. Dla mnie ważna jest bowiem idea tego projektu, która promuje zdroworozsądkowe podejście do nagości i wyprowadza ją z zaścianka naszych łazienek i sypialni. Przez jej upowszechnianie i możliwość obserwacji u innych, ułatwia akceptację swoich niedoskonałości. Pokazuje, że niekoniecznie wszystko w życiu trzeba robić w ubraniu, bo bez niego może być wygodniej lub po prostu inaczej - oczywiście bez robienia tego na siłę, dorabiania do tego ideologii, albo silenia się na ekshibicjonizm. Wygodniej lub inaczej, ale na pewno nie źle, brzydko lub grzesznie jak to lubią przedstawiać pruderyjne dewotki i dewoci.

W sprawie Naked Girls Reading nie kierujcie się jednak moim zdaniem, bo jest ono subiektywne, a dodatkowo jestem przecież blondynką ;-) Wbrew temu co twierdzę, czytające dziewczyny mają nie tylko coś do pokazania i zamanifestowania, ale również mają coś do powiedzenia i ma to sens. Wszystkim sceptykom, nim wypowiedzą się negatywnie o tym pomyśle, polecam najpierw zapoznać się z poniższymi artykułami, filmami i stronami, a dopiero potem ewentualnie go skrytykować. Przecież inteligentny człowiek nie powinien inaczej, prawda?

#‎nakedgirlsreading‬ ‪#‎burleska‬ ‪#bettyq #warsaw #‎książka ‬‪#‎czytanie‬ #‎pruderia‬ ‬‪#‎feminizm‬ ‪#‎ciałokobiety‬ ‪#‎ciało‬ ‪#‎nagość‬ ‪#‎plussize‬ ‪#‎kobieta‬ ‪#‎dziewczyna‬‬ ‪#‎kobiecość‬ ‪#‎naturalność‬ ‪#‎naturalnakobiecość‬ ‪#‎krągłości‬ ‪#naturalnepiękno

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://m.newsweek.pl/...

http://warszawa.naszemiasto.pl/...

https://facebook.com/events/...

https://facebook.com/BettyQandCrew

https://facebook.com/Naked-Girls-Reading-Warsaw...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0030

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #29    01.02.2016

NATURALNA KOBIECOŚĆ, CZYLI AMERYKĘ POWINNYŚMY ODKRYWAĆ PRZEZ CAŁE ŻYCIE.

naturalna kobiecość
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Naturalna kobiecość to zbiór cech, które definiują najczęściej pierwotny, a potem zdeformowany przez wiek i trudy życia wygląd większości z nas. Nie sposób je wszystkie wymienić, gdyż każda z nas jest inna i niepowtarzalna. Można upraszczając przyrównać je do tego co widujemy najczęściej na ulicy - krągłości i niedoskonałości, których większości z nas nie brakuje. Naturalną kobiecość najłatwiej zdefiniować jednak poprzez antonimy dla pojęć takich jak wieszak, albo lalka Barbie. Obejmują one kobiety „idealne”, które nie przez uwarunkowania zdrowotne, ale z własnej woli dostosowują się do męskich oczekiwań i światowych trendów. W ten sposób świadomie lub nie, stają się nosicielkami i propagatorkami tych szkodliwych standardów.

Tymczasem, piękno kobiecego ciała nie jest określeniem zależnym od młodego wieku, niewielkiej wagi, ponadprzeciętnej urody, figury 90-60-90, wzrostu minimum 175 cm, braku ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... cellulitu, obwisłości i innych mankamentów, albo pełnosprawności. Niby wiemy, że tak być powinno, a jednak. Typowe męskie oczekiwania, albo nasze o nich wyobrażenia, a także otaczający świat i modeling lansują uparcie tę zależność, a my nieświadomie w nią wierzymy. Nie dlatego, że to prawda, ale że od lat tłamszone w prasie, telewizji i reklamie tą fałszywą "doskonałością" po prostu do niej się przyzwyczajamy. Ulegamy jej tak samo jak propagandzie politycznej, reklamie nowego środka odchudzającego, kremu przeciwzmarszczkowego albo proszku do prania. Wszak, kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą obowiązującą. Gdy nasz lustrzany wizerunek odbiega od lansowanego standardu, stajemy się mistrzyniami mentalnej autodestrukcji. Poddajemy się zwątpieniu, marazmowi, stajemy się wrogami własnych ciał i zakładniczkami własnych kompleksów. Ukrywamy się wówczas we własnym świecie; pozwalamy aby ciekawi ludzie i wydarzenia - słowem całe życie omijało nas szerokim łukiem. Przynajmniej w sytuacjach, gdy w grę wchodzić ma pokazanie innym czegoś powyżej łokcia lub kolana. Za niedługo z koleżankami zamierzam rozpocząć produkcję nietypowej i nieco kontrowersyjnej odtrutki na tę naszą kobiecą autodestrukcję. Tymczasem, odeślę Was do czterech innych dobrych wzorców, na które nie tak dawno natrafiłam, i które dadzą Wam przedsmak tego co będziemy robić.

1. Every Body's Story to książka-album o 14 kobietach w wieku od 50 do 84 lat, które zdecydowały się pozować nago i przy okazji zrelacjonować swoje życiowe historie. To opowiadanie o różnych charakterach, trudnych przeżyciach, rozczarowaniach i starzeniu się, ale z konkluzją wartą każdej ceny. Bez względu na wiek warto podejmować nowe i trudne wyzwania; warto być z siebie dumną i cieszyć się tym co się ma. Bowiem nie każdej z nas dany jest przywilej doświadczenia tego czym jest dojrzałość.
http://www.cochranetimes.com/...

2. Molly Galbraith jest trenerką prowadząca poradnik dla kobiet, ale wbrew pozorom nie wygląda jak znane nam celebrytki typu Anna Lewandowska albo Ewa Chodakowska. Molly ma słuszne i naturalne kształty jak większość z nas. Jak zaznacza kocha i adoruje swoje ciało. Jej niedawny post i zdjęcie w bikini zyskał bardzo duże uznanie wśród internautów oraz rekordową ilość polubień.
http://natemat.pl/...

3. Trzy Australijki, w wieku 35 - 44 lata, zdecydowały się pozować nago, aby zmotywować inne kobiety do tego, czego dokonały. Dzięki uporowi i ćwiczeniom udało im się zrzucić zbędne kilogramy, z poziomu od około 95 kg do 65 kg. Dziś, mimo, że ich ciała nie są idealne i naznaczone trudami życia, są w stanie prawie bez kompleksów patrzeć w lustro i inspirować tym inne kobiety.
http://www.dailymail.co.uk/...

4. Niesłuszne utożsamianie nagości z seksualnością albo fotograficznego aktu z pornografią jest jednym z problemów, przez które ludzkie ciało jest ciągle traktowane w kategorii tabu. Jego obnażanie zarezerwowane jest zaledwie do kilku fizjologicznych, albo kosmetycznych czynności. Gdy jest inaczej, wzbudza wciąż wiele negatywnych emocji. Temu próbują przeciwstawiać się burleskowe aktorki, które w ramach swojej profesji oraz nowych projektów propagują nagości jako sztukę i nośnik kulturalnego przekazu. W ramach polskiej edycji projektu Naked Girls Reading, organizują spektakle czytania książek nago i na głos.
http://aktivist.pl/...

#sesja #foto #akt #feminizm #ciałokobiety #ciało #nagość #plussize #kobieta #dziewczyna #dorosłość #dojrzałość #kobiecość #naturalność #naturalnakobiecość #krągłości #naturalnepiękno #nakedgirlsreading #burleska #pruderia

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0029

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #28    19.01.2016

A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA!* #1: CHARLI XCX I JEJ NAKED DRESS.

CHARLI XCX
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Na przyjęciu zorganizowanym jakiś tydzień temu przez InStyle i Warner Bros, po ceremonii rozdania Złotych Globów, angielska piosenkarka Charlotte Aitchison, bardziej znana pod artystycznym pseudonimem Charli XCX, wystąpiła moim zdaniem w szałowej sukieneczce typu naked dress. Dla niewtajemniczonych to określenie dotyczy bardzo śmiałych kreacji typu mini lub dłuższych z głębokimi rozcięciami, wykonanych zazwyczaj z prześwitujących materiałów (koronek, siateczek, łańcuszków itp.), które zazwyczaj odsłaniają więcej niż się to przyjęło. Obowiązkowym atrybutem naked dress’a jest brak staniczka, a niekiedy i majteczek. Charli, która już niejeden raz ubierała naked dress’y tym razem dała naprawdę czadu. Zaprezentowała się w krótkiej złoto-srebrnej mini, przypominającej trochę rycerską kolczugę, z dużym dekoltem na plecach i z rozcięciami na bokach. Do tej pory najfajniejszy naked dress pokazała według mnie aktorka Rose McGowan, która w roku 1998 zaprezentowała się jedynie w stringach i łańcuszkach. ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Od teraz jednak sukienka Charli będzie dla mnie tą najładniejszą i najgustowniejszą kreacją tego rodzaju. Mimo, że wdzianko nie było prześwitującym typowym naked dress’em, było tam gdzie trzeba opięte, tam gdzie trzeba rozcięte i to stanowiło jego wręcz piorunującą siłę oddziaływania. Oczywiście Charli została od razu skrytykowana za swoja śmiałość przez brukowce i tabloidy (również polskie - patrz link), co właśnie sprowokowało mnie do wyrażania swojego odmiennego zdania w tym artykule. Dodatkowo, chciałam przy tej okazji zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Nie wnikam w intelektualne predyspozycje Charli, bo jej nie znam i nie lubię negatywnie oceniać ludzi powtarzając zasłyszane opinie. Skupiając się jedynie na jej zewnętrznym wizerunku trzeba stwierdzić, że jest średnio urodziwa, dość niska i nawet dosyć krągła. Jednak dla mnie nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. To co podoba mi się w tej dziewczynie najbardziej to fakt, że jest naturalna i nie wstydzi się swoich niedoskonałości. I trzeba uczciwie przyznać, że w tej kreacji, z tapetą i w szpileczkach wyglądała po prostu szałowo.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju naked dress’y, miniówki, krótkie spodenki i prześwitujące koszulki. Przy tym, nie ma dla mnie znaczenia kto, gdzie i kiedy je ubiera oraz czy mają one formę typowo celebryckich i eleganckich kreacji, czy też zwykłych ulicznych wdzianek. Uwielbiam lato, które pozwala kobietom je nosić. Sama tak się wtedy ubieram, bo przyznaję otwarcie - jestem w pewnym sensie ekshibicjonistką. Nie taką typową, w ujęciu pejoratywnym. Nie sprawia mi przyjemności obnażanie się przed innymi dla samej tej czynności. Jestem po prostu zwykłą kobietą, lubię ładnie wyglądać, lubię uwypuklać zewnętrzne atrybuty mojej kobiecości i przez to innym się podobać. Mimo że nie jestem już taka młoda, kilka z tych atrybutów jeszcze mi pozostało i zwyczajnie lubię się nimi cieszyć. Te z Was, które stwierdzą, że w naszą kobiecość natura nie wpisała takiej formy ekshibicjonizmu, nazwę zwykłymi i pruderyjnymi kłamczuszkami. I nim mnie zmieszają za to z błotem, niech zrobią sobie najpierw rachunek sumienia. Niech przypomną sobie co nimi kierowało, gdy ostatnio nakładały na siebie tapetę, szły do kosmetyczki albo fryzjera. Niech przypomną sobie co nimi kierowało gdy ostatnio zakładały do pracy, na zakupy, na randkę lub na zwykły spacer mini, spodenki lub kusą koszulkę? Ach tak!? Wtedy było bardzo gorąco i nie można było inaczej ;-) Dobrze - niech Wam będzie. Zaczekamy do wiosny i tego Waszego gorąca w stylu 15 stopni Celsjusza.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu pruderyjnych ludzi, hejterów i zazdrośników skąpy ubiór to objaw intelektualnego pustostanu, albo prymitywnej autopromocji. Ja jednak uważam go za manifest odwagi, wewnętrznej siły i pewności siebie, których posiadanie procentuje w wielu życiowych sytuacjach. W szczególności podziwiam nie szczupłe i wycmokane celebrytki, ale zwykłe kobiety z ulicy, te starsze, krągłe lub nawet z nadwagą, które nie wstydzą się skąpego ubioru i nie tłumacza go jedynie upałem. A wspomnianych zwolenników zakrywania wszystkiego czego niby nie wypada pokazać, uważam za emocjonalnych słabeuszy, pozbawionych pewności siebie. To oni właśnie, w odróżnieniu od krytykowanych i skąpo ubierających się kobiet, zamiast stawiać czoła trudnym sytuacjom najczęściej wycofują się z nich rakiem. Na wiosnę postaram się rozwinąć bardziej temat naszego kobiecego ekshibicjonizmu w osobnym artykule. Po pierwsze, wówczas pora będzie bardziej odpowiednia. Po drugie, formuła cyklu A WŁAŚNIE, ŻE... powinna być skrótowa, a uzasadnienia swojego stanowiska mało skomplikowane. A ja i tak już tutaj za bardzo popłynęłam :-) Dlatego kończę i jestem ciekawa Waszego zdania na temat sukieneczki Charli - zarówno z damskiej, jak i męskiej strony.

* - Przypis wprowadzający: W najbliższym czasie planuję odrobić zaległości i opublikować dla Was wreszcie zaległe odcinki WSZECHŚWIATA NA GOLASA. Tymczasem, chciałabym zaproponować Wam dodatkowo coś nowego - otwarty dla wszystkich cykl: A WŁAŚNIE, ŻE MI SIĘ TO (NIE) PODOBA! Chciałabym, abyśmy na zasadzie dającej się logicznie uzasadnić przekory, płynęli tu pod prąd standardom, trendom, modom, zachowaniom, czyli wszystkiemu czym zachwyca się lub co piętnuje akurat świat. Nie chodzi o plotkarstwo, ale o kulturalną i konstruktywną krytykę tego co zdaniem autorki lub autora jest beznadziejne, a co jednocześnie jest przedmiotem zachwytu większości lub odwrotnie - o pochwałę postaw i jednostek, które nie dbając o opinie ogółu realizują różne odważne, szalone albo pożyteczne zamierzenia. Tematyka artykułów w ramach cyklu może być dowolna, ale najlepiej, aby była związana z kobietami. Zapraszam do przesyłania nam swoich tekstów do publikacji.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://gwiazdy.wp.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0028

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #27    11.01.2016

POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA PONAD PRAWEM KOBIET? TAK, WG. FEMINISTEK ZAPRASZAJĄCYCH DO NAS IMIGRANTÓW.

Kolonia, Niemcy, gwałty, feministki
© Dzika_Kotka
Punkt G mam w mózgu

Ataki imigrantów na kobiety, które miały miejsce w noc Sylwestrową w Niemczech i w kilku innych krajach Europy bardzo mnie zszokowały. Niestety, koleżanka Jagoodka, przepowiadająca jeszcze we wrześniu ubiegłego roku takie wydarzenia (artykuł #4), ma dziś przykrą satysfakcję z powodu swej przezorności. Wszystkie dziewczyny z wstrojuewy, z założenia obyczajowe i kulturowe libertynki i ksenofilki, odcięły się już dawno od głupiej polityki europejskich decydentów i miłośników multikulti. Na próżno apelowały do polskich radykalnych feministek, aby chęć manifestowania przez nie sprzeciwu wobec rasizmu i ksenofobii nie przysłaniała im kwestii ewidentnego zagrożenia dla bezpieczeństwa europejskich kobiet, które ściągnie na nas przyjmowanie islamskich dzikusów. Po ostatnich wydarzeniach czekałam na zabranie głosu (chociaż jednej z większych organizacji feministycznych w naszym kraju) na ten temat. Nic. Cisza. Obserwowałam profile fejsbukowe Fundacji Feminoteka oraz Codziennika Feministycznego, ale ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... oprócz głosów (przeważnie męskich) wzywających w komentarzach (pod różnymi ich postami) o wypowiedź w tej kwestii, redaktorki pozostawały na nie głuche. Drgnęło coś dopiero 07.01.2016 r. po publikacji artykułu Kingi Dunin w Krytyce Politycznej (link 1). Jak zwykle p. Dunin musiała odwrócić kota ogonem. Odniosła się do tych przerażających wydarzeń w pogmatwany i swoisty dla siebie sposób. Dla niej gwałt jest oczywiście złem, ale przecież gdyby Polacy byli tak sfrustrowani, bez pracy i bez perspektyw na lepsze jutro, to również dopuściliby się zbiorowych gwałtów. Po przeczytaniu tych bzdur nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać. Imigranci są tacy biedni, więc Niemki powinny zrozumieć ich potrzeby. Raz zgwałcą, raz pobiją, raz okradną - ot, takie sobie multikulti. Logika p. Dunin jest powalająca - gwałt jest oczywiście zły, ale trzeba też zrozumieć przesłanki imigrantów. WTF???

Na następny dzień pojawił się artykuł na portalu Codziennik Feministyczny autorstwa Grzegorza Stompora (link 2). Niestety utrzymany jest w podobnym stylu. Gwałt nazywa czynem haniebnym, ale za chwilę następuje zręczne przejście na polskie podwórko. Tu pojawiają się statystyki z 2003 i 2009 roku, kto ile razy pobił, kto ile razy zabił, kto ile razy zgwałcił itp. Dziennikarz oburza się również, jak "szczekacze" (wg. p. Stompora do nich należę) śmią żądać deportacji gwałcicieli-imigrantów!!! Według niego, to nie w tym rzecz, żeby izolować! Im należy się pomoc w zadomowieniu się w Europie i nauka naszej kultury. Do teraz przecieram oczy ze zdumienia. Czy w Polsce złapany gwałciciel idzie do więzienia, czy pozostawia się go na wolności, mówiąc: "Spokojnie, nic się nie stało, idź do domu, a my zaczniemy uczyć cię jak funkcjonować w społeczeństwie"? Autor swój tekst kończy słowami: "Przemoc seksualna (niestety) nie zna żadnych granic, dlatego dzielenie na „lepszych” gwałcicieli i „gorszych” gwałcicieli należy traktować jako kolejny ponury przejaw niewydolności umysłowej polskich i europejskich nacjonalistów". WTF???

Fundacja Feminoteka wyszła choć trochę obronną ręką z tej sytuacji. Co prawda przez cały tydzień milczała na temat wydarzeń w Niemczech (pomimo nawoływań użytkowników na ich profilu o zabranie głosu w tej kwestii), aczkolwiek 07.01.2016 r. wystosowała "Sprzeciw wobec słów Henriette Reker" (link 3). Moim zdaniem, wygląda to trochę jakby chciała zamieść sprawę pod dywan. Dziwi mnie fakt, iż Fundacja nie potępiła zachowań imigrantów, a jedynie odniosła się do kodeksu zachowania dla kobiet i dziewcząt zaproponowanego przez burmistrz Kolonii. Tu muszę zgodzić się z Feminoteką, że sugerowane przez Henriette Reker zalecenia dla kobiet są, łagodnie rzecz ujmując, nieco dziwne. Wygląda na to, że to ofiary, a nie sprawcy są obarczani winą. Poza tym, jak można nakazywać Niemkom, w ich własnym kraju, aby dostosowywały się swoim zachowaniem i wyglądem do kultury muzułmańskiej? Dlaczego temat ataku imigrantów został całkowicie pominięty przez portal? Ostatnie zdanie sprzeciwu Feminoteki to wyjaśnia: "Problem (przemocy - dop. D_K) istnieje od dawna i stanowczo sprzeciwiamy się używaniu go jako łatwego pretekstu do eskalacji rasizmu i islamofobii". WTF???

Zastanawiam się dlaczego radykalne feministki ciągle nie chcą przyznać, że źle oceniły sytuację, kiedy z otwartymi ramionami zapraszały do nas ludzi o odmiennej kulturze. Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, aby chociaż raz nie przeszło im przez głowę (przynajmniej jednej), że może to nie był aż tak dobry pomysł? Ale do tego żadna z nich się nie przyzna ;) Mało tego, idą w zaparte i brną w swoje głupoty nawet teraz! Na ich portalach bardzo często poruszana jest kwestia przemocy seksualnej wobec kobiet w naszym kraju, ale jak muzułmanie dopuszczają się haniebnych czynów, to jest to po prosu "inna kultura". Szkoda, że radykalne feministki nie zdają sobie sprawy z tego, że ta inna kultura w końcu zacznie wyciągać łapy również po polskie kobiety. No chyba, że uważają, tak jak p. Stompor, że wystarczy im tylko wtłoczyć do głów jakie zasady panują w naszym kraju, a oni grzecznie się dostosują. Już widzę, jak za rok lub za dwa będą iść ramię w ramię z nimi podczas manify :) Z założenia, feministki powinny przede wszystkim walczyć o prawa kobiet. Wszystkich kobiet. Więc czemu problem zmarginalizowały i przemilczały? Wygląda na to, że ważniejsza dla nich jest pomoc imigrantom i zapobieganie eskalacji rasizmu i islamofobii niż prawa kobiet. Zakończę krótkim WTF??? To pisała ja - Dzika_Kotka :)

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.krytykapolityczna.pl/...

http://codziennikfeministyczny.pl/...

http://feminoteka.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0027

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #26    09.01.2016

GORĄCY WEEKEND W ŚRODKU ZIMY, CZYLI ZAPRASZAM NA MANIFESTACJE KODU ORAZ FINAŁ WIELKIEJ ORKIESTRY ŚWIĄTECZNEJ POMOCY!

WOŚP, KOD
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Rozpoczynający się weekend zapowiada się dla mnie wyjątkowo gorąco. Po pierwsze, urządzam trzecie z kolei poprawiny moich ostatnich urodzin, bo na poprzednich byłam podobno wyjątkowo niegrzeczna i prawie nic z nich nie pamiętam. To dla mnie całkowicie normalne. Ci co mnie znają dobrze wiedzą, że jestem wyjątkowo bezczelnym, zmanierowanym i pustym lemingiem, który dodatkowo ostatnio wpierdala same warzywa i uwielbia jazdę przy minus 10-ciu na rowerze. Po drugie planuję z przyjaciółmi uczestniczyć w dwóch wartych uwagi wydarzeniach: manifestacji Komitetu Obrony Demokracji w obronie niezależności mediów publicznych oraz 24-tym Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeżeli przespaliście wcześniejsze anonse na ich temat, to zachęcam do zapoznania się z podstawowymi informacjami jakie dla Was przygotowałam:

Najpierw, w sobotę 9 stycznia, w większych miastach Polski, KOD zorganizuje manifestacje i pikiety ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... pod hasłem Wolne Media! Będzie to akcja poparcia dziennikarzy mediów publicznych, którzy w ostatnim czasie stali się celem nagonki politycznej. Ostatnie poczynania władz, w tym uchwalenie ustawy medialnej umożliwiającej wybór z partyjnego klucza władz TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, straszenie dziennikarzy zwolnieniami i nominacja na prezesa TVP kontrowersyjnego polityka Jacka Kurskiego budzą wielkie obawy, co do niezależności tych opiniotwórczych instytucji. Z racji, że na naszym portalu propagujemy m.in. takie wartości jak wolność słowa i szeroko rozumiany pluralizm, w pełni popieram tę inicjatywę i zachęcam do uczestnictwa w manifestacjach. Więcej szczegółów na ten temat oraz listę miast, w których będą odbywały się manify znajdziecie w pierwszym linku pod artykułem.

Następnie, w niedzielę 10 stycznia, po raz 24-ty zagra Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tym razem pod hasłem: Mierzymy wysoko! około 120.000 wolontariuszy będzie zbierać datki na zakup urządzeń medycznych dla oddziałów pediatrycznych oraz dla zapewnienia godnej opieki medycznej seniorów. Finał to nie tylko uliczne kwesty, ale również szereg imprez towarzyszących, sportowych, kulturalnych, koncertów itp., które będą odbywać się prawie we wszystkich miejscowościach w Polsce. Do tej pory Fundacja WOŚP zakupiła sprzęt medyczny za około 650 mln zł i tym przyczyniła się niewątpliwie do uratowania oraz wyleczenia wielu ludzkich istnień. Podobnie jak moja koleżanka Andrusia w ostatnim artykule, uważam że ostatnie ataki i próby dyskredytacji tej szczytnej inicjatywy społecznej są podłe i zasługują na potępienie. Nie dajmy się zmanipulować bajkami o wysokich kosztach fundacji, malwersacjach, bajońskich wynagrodzeniach zarządu, rezydencjach i innych podobnych bzdurach, które rozpuszczają szczekacze i szmatławce nowej władzy. Poprzez aktywne uczestnictwo w najbliższym finalne dajmy odpór tym oszołomom! Więcej szczegółów na ten temat znajdziecie w drugim, trzecim i czwartym linku pod artykułem.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://facebook.com/KomitetObronyDemokracji

https://web.facebook.com/wosp

http://www.wosp.org.pl/final/o_finale/24_final_wosp

http://www.fakt.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0026

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #25    08.01.2016

WOLNE MEDIA PRZECIWKO PODŁOŚCI - NASZEJ POLSKIEJ, KATOLICKIEJ, NARODOWOSOCJALISTYCZNEJ I ANTYSYSTEMOWEJ SPECJALNOŚCI.

podłość
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Właściwie nie wiem kiedy to się zaczęło? Podłość towarzyszy nam chyba od zarania dziejów. Prawdopodobnie wszyscy z Was mieli już z nią do czynienia. Najgorsza jest ta, której doświadczamy od najbliższych - rodziny i przyjaciół. Dotyka nas osobiście i najbardziej boli. Jest jednak też podłość specyficzna, której doświadczamy od obcych i która dodatkowo niszczy nie tylko nas same / samych, ale i nasze otoczenie, a nawet cały naród, bo go antagonizuje. To podłość polegająca na grzebaniu w życiorysach i wynajdywaniu haków, by pogrążyć oponentów. I nie ma tu znaczenia, czy mieli oni faktycznie coś na sumieniu, czy byli całkowicie niewinni. W naszej ludzkiej naturze zapisano dążenie do bycia zawsze lepszą / lepszym, przegadania oponenta i postawienia na swoim. I gdy brakuje już argumentów merytorycznych, sukces najlepiej osiągnąć zniesławiając go i obrzydzając w oczach potencjalnych zwolenników. Nawet gdy oskarżenia będą całkowicie bezpodstawne. O tym rodzaju podłości, w naszym polskim tygielku, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... postanowiłam napisać Wam dzisiaj „klika” słów.

Nie jestem ani historyczką, socjolożką, politolożką, ani nawet komentatorką polityczną. Jestem natomiast, chyba jak każda kobieta, dość dobrą obserwatorką. Nie mam jednak na myśli typowo kobiecej, często nacechowanej emocjami obserwacji, połączonej od razu z wyciąganiem pochopnych wniosków. Mam w miarę spokojną naturę. Lubię obserwować, a potem bez pośpiechu analizować i recenzować różne sytuacje i ludzkie zachowania. Jak uczył mój profesor - zawsze z pokorą, bo trzeba mieć przed oczami podstawową prawdę, że możesz się mylić. Niedawno stuknęła mi trzydziestka, ale dla wielu będę jeszcze ciągle gówniarą, która o życiu nie wie prawie niczego. I zapewne będzie to jeden z argumentów dla moich adwersarzy. Jednak mam tę przewagę nad wieloma z Was, że swoją młodość spędziłam za granicą i obserwowałam pierwsze 15 lat przemian z nieco innej, pozbawionej emocji, perspektywy. Rodzice wpoili mi, a potem utrwaliłam sobie sama, przeprowadzając się do Polski, raczej właściwy stosunek do PRLu. W dużym skrócie jest on zdecydowanie negatywny, ale bez spuszczania go w klozecie. Z racji, że urodziłam się w tamtych czasach, zacznę od nich, bo były one niewątpliwie żniwami podłości. Na początku wielu Polaków-sprzedawczyków przyłożyło rękę do podważania autorytetu i niszczenia dorobku AK oraz tzw. żołnierzy wyklętych. To była wyjątkowa podłość ze strony nowej władzy, aby ludzi, którzy ryzykowali życie w walce z niemieckim i sowieckim okupantem likwidować nazywając przestępcami i mordercami. Potem, podłością były wielokrotne próby oczerniania przez władze PRLu ludzi nielegalnej opozycji i kościoła. Podległe władzy media nieustannie obrzucały błotem i szukały haków, aby obrzydzić społeczeństwu niepokornych i obarczyć ich winą za swoją nieudolność. Kiedy to się nie udawało, nawet nie tak dawno, bo jeszcze w końcówce PRLu, w latach 80-tych, władza masowo pozbawiała wolności i nierzadko zabijała. Szczególnym uosobieniem podłości tamtych lat był dla mnie zawsze rzecznik rządu Jerzy Urban, który do perfekcji opanował trudną sztukę ironicznego okłamywania ludzi w żywe oczy. Okres PRLu będzie dla mnie zawsze najlepszym przykładem na to, że mając swoją władzę ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą oraz media można czarne nazwać białym oraz, że nikt jawnie i skutecznie przeciw temu nie zdoła zaprotestować.

Potem, w 1989 roku, w wyniku porozumienia opozycji i komunistów przy okrągłym stole, nastąpiły ważne polityczne przemiany, które dla jednych stały się historycznym sukcesem naszego Kraju, a dla innych kolejną targowicą. Wielu ówczesnych ludzi - architektów zmian, zarówno po stronie rządzącej już wówczas dawnej opozycji oraz nawróconych na demokrację i kapitalizm postkomunistów chciało dla swojego Kraju jak najlepiej. Z pewnością wielu też nieuczciwie załatwiało przy tej okazji swoje prywatne interesy polityczne i gospodarcze. To była operacja na żywym organizmie i niewykluczone, że można było wiele rzeczy zrobić lepiej. Z drugiej strony byliśmy pionierami, nie było wzorców, a dodatkowo trzeba było nieustannie układać się z różnymi grupami społecznymi. W końcu na tym polega rządzenie. I dlatego z szacunkiem podchodzę do ekipy pierwszego premiera Tadeusza Mazowieckiego oraz jego następców. Z dzisiejszej perspektywy można uprawiać totalna krytykę tego okresu, ale najczęściej wykazując tym swoją niewiedzę w temacie na czym polega rządzenie 38 milionowym krajem. Jeżeli wiedza kogoś sprowadza się do comiesięcznego zarządzania swoim domowym budżetem, albo swoją firmą, a rości sobie prawo do recenzowania poczynań ówczesnych premierów i ministrów, którzy wówczas mieli faktycznie do czynienia z Polską w ruinie, to sorry - nie mamy o czym rozmawiać.

Stosunek do opisanych wyżej przemian po 1989 roku stał się przyczynkiem do eksplozji podłości na niespotykaną skalę, z którą mamy do czynienia po dzień dzisiejszy. Niesnaski między dawną opozycją, czyli w dużym uproszczeniu, między stronnikami okrągłostołowej kontynuacji, a zwolennikami spiskowej teorii dziejów, rozliczania postkomunistów i budowania wszystkiego od zera, spowodowały, że ci drudzy zostali ostatecznie odsunięci od władzy i zmarginalizowani. Jak pokazała historia, ci odtrąceni, ale wyjątkowo ambitni i cierpliwi ludzie okazali się po ponownym dojściu do władzy zdolni do wielu podłych czynów. Przez ostatnie 25 lat wylało się wiele jadu pod adresem np. Prezydentów Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, Bronisława Komorowskiego, premierów Tadeusza Mazowieckiego, Jerzego Buzka, Donalda Tuska, ministrów Stanisława Bartoszewskiego, Jacka Kuronia, księdza Adama Bonieckiego, Kazimierza Sowy itp. - tylko dlatego, aby zniszczyć ich reputację i obrzydzić społeczeństwu. Wielokrotnie grzebano w ich życiorysach, doszukiwano się u nich lub członków rodzin niepolskich korzeni, agenturalnej współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL, działania na korzyść wyimaginowanych grup interesów, Niemiec, Rosji albo nawet przynależności do niemieckiego Wehrmachtu. Sugerowano i insynuowano, bardzo często podając kompletnie zmyślone fakty. Ostatnie wybory prezydenckie i parlamentarne były chyba pierwszymi, w których masowo użyto internetu i hejtu do niszczenia przeciwników. Na fali tej wypłynęła cała irracjonalna i utopijna idea antysystemowca i dzisiejszego posła Pawła Kukiza - człowieka walczącego z wyimaginowanym układem, który mimo, że nie potrafi się precyzyjnie wysłowić, mógł zostać prezydentem wszystkich Polaków, jednocześnie dysząc nienawiścią do części z nich i nazywając ich kurwami. Kolejny raz okazało się, że populizm, nawet w wariancie najbardziej prymitywnym popłaca. Nasz naród, dokonując politycznych wyborów, dał już wielokrotnie świadectwo swojej krótkowzroczności, aby nie powiedzieć głupoty. Wystarczy wspomnieć kilka faktów, które mówią same za siebie. W roku 1990 naród omal nie powierzył prezydentury człowiekowi znikąd Stanisławowi Tymińskiemu, a w roku 1993, zaledwie po 4 latach wolności powierzył władzę postkomunistom - bezpośrednim spadkobiercom systemu, który przez 45 lat go tłamsił. Potem było jeszcze wiele innych przykładów - wybory z 2005 roku i Samoobrona Andrzeja Leppera oraz właśnie ostatnie wybory. Kiedy większość z nas rozumuje na zasadzie rząd dać 500 zł - dobry, rząd nie dać 500 zł - zły, dla wielu pozostaje jedynie z politowaniem rozłożyć ręce i zacisnąć zęby.

Oprócz wspomnianego już posła Kukiza, w oczernianiu brylują przede wszystkim stare i nowe gwiazdy IV Rzeczypospolitej jak np. posłanka Krystyna Pawłowicz, poseł Stanisław Pięta, minister Zbigniew Ziobro, nowo wybrany prezes TVP Jacek Kurski i ich medialni pomagierzy: Nasz Dziennik, Gazeta Polska (Codziennie), wSieci, wPolityce, Telewizja Republika, Radio Maryja, Telewizja Trwam oraz trzepiący na nich gigantyczne pieniądze „krzewiciele” miłości bliźniego: Michał i Jacek Karnowscy, Tomasz Sakiewicz, Tomasz Terlikowski, ojciec Tadeusz Rydzyk itp. Dziś, Ci publiczni oskarżyciele zdają się być coraz bardziej bezkarni. Skoro można było oskarżać o zdradę i morderstwo smoleńskie najwyższe osoby w Państwie, np. byłego prezydenta i premiera, to dlaczego nie posługiwać się tą retoryką na niższym szczeblu? Tego typu metody - wynajdywanie haków i niszczenie autorytetów przestaje już dziwić, bo prawie codziennie mamy z nimi do czynienia. I tak oczernia się np. Trybunał Konstytucyjny i jego sędziów - bo punktują niezgodne z prawem poczynania ustawodawców, dziennikarzy TVP i Polskiego Radia - bo nie chwalą wystarczająco obozu władzy, Krajową Radę Radiofonii i Telewizji - bo śmie w raporcie sporządzonym przez Uniwersytet Warszawski punktować za stronniczość prawicowo-katolickie TV Trwam i TV Republika, Tygodnik Powszechny i jego publicystów - bo publikują postępowe i nieortodoksyjne artykuły katolickie, Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i Jurka Owsiaka - bo są skuteczniejsi w mobilizowaniu społeczeństwa do hojności, Komitet Obrony Demokracji i Mateusza Kijowskiego - bo protestują przeciw podporządkowaniu Kraju jednej opcji politycznej i łamaniu demokracji, posłankę Anną Grodzką - bo nie spełnia „standardu czystości gatunku”, albo dawną opozycjonistkę z czasów PRL, posłankę Henrykę Krzywonos - bo jest z opozycji i to wystarczy. Im i wielu innym przeciwnikom insynuuje się prywatę, niejasne powiązania z zachodnim mocodawcami lub bankami, podejrzaną, agenturalną przeszłość, służalczość względem PRL i walkę przeciw opozycji, żołnierzom wyklętym, żydowskie pochodzenie (jakby miałoby być czymś złym), sprzyjanie wyimaginowanym układom, straszy zwolnieniami, albo pociąganiem do odpowiedzialności. Dla mnie osobiście najbardziej podłe są ataki nie na rasowych polityków, bo mają grubą skórę i wrodzoną odporność na te rzeczy, ale na ludzi idei i społeczników, którzy jak każda / każdy z nas nie są ideałami, ale ich zasługi w tym co robili lub robią nie powinny nigdy być kwestionowane. Od razu na myśl przychodzą mi np. dwa już wspomniane nazwiska - Jacka Kuronia i Jurka Owsiaka, którzy byli / są podle opluwani. Niedawne ataki na WOŚP i jego twórcę oraz zastraszanie służb mundurowych, aby nie włączały się do najbliższego finału to podłość najwyższego kalibru. Można oczywiście stwierdzić, że czynią je zaledwie podrzędni żołnierze i gadzinówki obecnego obozu władzy oraz kościelnej hierarchii, ale upatruję w tym zaplanowaną strategię, która miała na celu wybadanie terenu, czy „ciemny lud to kupi”. Gdyby tak się stało, to ruszyłaby wówczas całą falą kampania podłości aby zmarginalizować tę szczytną ideę. A że się to nie udało i naród w większości nie łyknął podłych wrzutek, ataków zaprzestano, a Prezydent Duda, który najwyraźniej chciał ocieplić swój wizerunek, w ostatniej chwili nawet przekazał na aukcję WOŚP swoje narty. Podłości swojego środowiska doświadczają również sami jego członkowie. Zazwyczaj wyznaje się w nim zasadę, że albo jesteś wiernym psem swojego pana, masz usługiwać, szczękać i donosić, albo jesteś wrogiem i zostaniesz zniszczony. Przekonała się o tym np. prof. Jadwiga Staniszkis, która mimo, że do tej pory była zwolenniczką obecnego obozu władzy i jego autorytetem, ostatnio śmiała go skrytykować, określając model zarządzania Krajem min. infantylną dyktaturą i kompromitacją. Zaledwie kilka dni po jej krytycznych wypowiedziach zaczęły pojawiać się doniesienia o jej współpracy z agenturalnymi służbami PRL. Nie twierdzę, że podłość tego rodzaju uskuteczniają jedynie prawica, antysystemowowcy i konserwatywni katolicy. Oni sami również są atakowani i tutaj warto przypomnieć chociażby Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego albo córkę obecnego Prezydenta. Jednak nie trzeba być specjalnie wnikliwym obserwatorem aby stwierdzić, jakie są proporcje i kto w tym zakresie przoduje.

Zastanawiam się czy na szerzeniu podłości i niszczeniu oponentów powinna polegać tzw. „dobra zmiana”? Czy od tego powinna zależeć pomyślność gospodarcza i polityczna mojego Kraju? Czy przypadkiem obecni politycy i ich medialni poplecznicy nie powinni zamiast tego zgodnie budować Kraj i spierać się o rzeczy istotne. A gdy różnice zdań okażą się fundamentalne, czy nie powinni powstrzymywać się od tego typu obrzydliwych działań, skoro większość z nich określa się mianem katolików? A może jednak fakt, że oskarżani mogą mieć swoje na sumieniu powinno mieć znaczenie? Dla przykładu całkowitą rację ma np. Paulina Młynarska kiedy punktuje Mateusza Kijowskiego za to, że nie płaci alimentów. Jednak trzeba też pamiętać, że nie można całkowicie dezawuować ludzi i ich czynów tylko dlatego, ze gdzieś się potknęli i nie mają czystej karty. Szczególnie, gdy robią obecnie coś pożytecznego. A właśnie taki charakter mają ataki obecnej władzy i ich medialnych popleczników na swoich przeciwników. I jakoś dziwnie mogą to pogodzić z przykazaniem miłości bliźniego, a nawet z czystym (?) sumieniem udać się w niedzielę do kościoła i ze złożonymi rączkami przyjąć komunię. W końcu przecież dziś czarne oznacza białe i odwrotnie, a kłamstwo powtarzane 1000 razy staje się prawdą.

Ostatnio przeczytałam ciekawy wywiad ze znienawidzoną przez środowiska narodowo-katolickie reżyserką Agnieszką Holland, nota bene będącą również celem wielu podłych ataków. Jego konkluzja dała mi wiele do myślenia i zmobilizowała do działania. Do tej pory jedynie poprzestawałam na czytaniu doniesień, oburzaniu się i czasami na publicznym piętnowaniu podłości w komentarzach. Jednak gdy władza ostatnio postanowiła zagarnąć ostatni z elementów na drodze do ustanowienia systemu autorytarnego, czyli media publiczne, a koleżanka zaproponowała współtworzenie społecznej akcji w obronie ich pluralizmu „Przestaję opłacać abonament RTV” - długo się nie zastanawiałam. Nigdy nie bawiłam się w politykę. Ta akcja też nie jest polityczna, choć zapewne moi adwersarze już mnie zaszufladkowali jako element wywrotowy najgorszego sortu. Jest ona prowadzona w obronie wolności słowa i dziennikarskiego pluralizmu, które dla mnie, jako publicystki wstrojuewy.org, są wartościami najwyższymi. A wolne media i wolność słowa spełniają bardzo ważną funkcję prewencyjną przeciw panoszeniu się podłości. Dzięki nim podłość jest nadal podłością, a nie jedyną prawdą; można ją wskazywać i piętnować. Bez nich podłość zacznie dotykać nie tylko polityków, ale w końcu i zwykłych ludzi takich jak ja, czy Ty. Ten problem nabiera szczególnego znaczenia właśnie dziś, kiedy prezesem TVP został człowiek szczególnie podły¸ specjalista od politycznego marketingu i rzucania oszczerstw Jacek Kurski i który dla mnie jest godnym następcą Jerzego Urbana. Uważam, że tylko przez aktywny udział w różnych oddolnych akcjach, prodemokratycznych komitetach i ulicznych manifestacjach można skutecznie poskramiać zapędy obozu władzy przed utworzeniem nam post PRL-u pod szyldem IV RP, ze skutecznie działającą machiną propagandową, robiącą ludziom wodę z mózgów. Ci z nas, którzy dostrzegają, że „dobra zmiana” idzie z złym kierunku mają obywatelskie prawo i obowiązek się temu sprzeciwiać. A wszystkim, którzy jeszcze mają co do tego jakieś wątpliwości, polecam konkluzję Agnieszki Holland ze wspomnianego już wywiadu: "Największym wrogiem wolności nie są sami tyrani, ale konformizm, strach i obojętność społeczeństw".

#TVP #polskieradio #media #mediapubliczne #Kurski #Kaczynski #Owsiak #Urban #Pawlowicz #Rydzyk #WOSP #KOD #PRL #dobrazmiana

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://facebook.com/PrzestajeOplacacAbonamentRTV

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0025

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #24    23.12.2015

PETA I JEJ (NIE)WIARYGODNA, (NIE)NATURALNA KOBIECOŚĆ.

PETA
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Peta to ogólnoświatowa organizacja społeczna walcząca o prawa zwierząt. Poprzez edukację, reklamę, protesty i pikiety apeluje np. o powstrzymywanie się od zakupu naturalnych futer, odzieży i galanterii ze skóry, używanie produktów nietestowanych na zwierzętach, namawia do weganizmu itp. W swoim przekazie często posługuje się kobiecą nagością, ukazując ją wprost. Wykorzystuje do tego celu zazwyczaj znane modelki i celebrytki. W najmniejszym stopniu nie mam zamiaru krytykować takiej formy przekazu, bo jego idea jest dokładnie taka sama jak wstrojuewy. Też uważamy, że przez pisanie o naturalnej kobiecości i przez jej pokazywanie można skutecznie ją promować. Moje zastrzeżenia wzbudza jednak dobór promujących Petę kobiet, a dokładnie ich zawsze „idealna” budowa ciała, nierzadko wspomagana fotoszopem. I nie przyczepiam się do tego z powodu, że my wstrojuewy, na odwrót, akceptujemy i promujemy odstępstwa od tych „ideałów”, ale dlatego, że moim zdaniem posługiwanie się wyłącznie „ideałem” uniemożliwia ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Pecie skuteczne dotarcie ze swoim przekazem i przekonanie do niego przeciętnej kobiety. A chyba na tym powinno im najbardziej zależeć?

Uważam się za dziewczynę wykształconą i wrażliwą na zło i nieszczęście ludzi oraz zwierząt. Peta nie musi mnie właściwie w niczym już uświadamiać. Doskonale zdaję sobie sprawę, że zwierzęta cierpią, gdy są rozmnażane, przechowywane, tuczone, eksploatowane, transportowane, a na końcu zabijane, w strasznych warunkach. Jednak nie będę owijać w bawełnę. Raczej nigdy nie będę ani wegetarianką ani weganką. Mięso to mięso i koniec! Bez niego przynajmniej u mnie ani rusz. Pogodziłam się z tym, że najprawdopodobniej do końca życia będę z tego powodu miała moralnego kaca. Znam podstawowe za i przeciw dietetyków, obrońców zwierząt oraz zwolenniczek i zwolenników wegetarianizmu oraz weganizmu. Ten artykuł jednak nie jest na ten temat i nie zamierzam uzasadniać swojego stanowiska, a jedynie dla porządku je ujawniam, aby nie było wątpliwości. W związku z tym, w kwestii hodowli zwierząt w celach spożywczych z Petą mi nie po drodze. Natomiast, w kwestii hodowli na futra, skórę i inne zbędne normalnemu człowiekowi pierdoły już jak najbardziej. Podpisuję się pod ich postulatami obiema rękami. I chyba tutaj nie będę jakoś odosobniona? Społeczeństwa cywilizowane w większości popierają Petę w tym zakresie.

Myślę jednak, że skala hodowli zwierząt „na gadżety” jest minimalna w stosunku do hodowli „na żarło”. W końcu nie każda z nas ma prawdziwe futro lub skórzaną portmonetkę, ale już prawie każda codziennie lub przynajmniej co kilka dni je wędlinę albo np. kotleta. A Peta usilnie stara namawiać nas na swój weganizm różnymi akcjami i plakatami, pokazując w nich chude laski. Dla przykładu, ostatnio nijaka Meggan Anderson leżała tolpess na ulicy na ogromnym talerzu (symbolizując kawałek mięsa), w towarzystwie atrapy marchewki, groszku, widelca i noża. Na talerzu był podpis w wolnym tłumaczeniu: Zastanów się co nakładasz na talerz: Zostań weganinem na Święta Bożego Narodzenia. Zapewne jest wiele osób na świecie, które nie mają jeszcze tak wykrystalizowanego jak ja poglądu w kwestii chęci jedzenia mięsa. Z pewnością chciałyby one spróbować „z czym je się” ten weganizm, ale myślę, że Peta bezmyślnie je zniechęca. Podstawowa zasada marketingu brzmi, że produkt lub usługę najlepiej sprzeda osoba, która wygląda i zachowuje się jak potencjalny klient, albo najlepiej gdy jest ona jednym z nich. A dzisiejszy świat walczy z nadwagą i około połowa ludzkości nie wygląda jak „idealne” modelki i celebrytki Pety. Wiadomo, że normalne kobiety zazwyczaj nie darzą zbytnią sympatią swoich „idealnych” odpowiedniczek. Zazwyczaj, te drugie wzbudzają w nas niechęć i nie musi to być działanie zawsze świadome. Uważam, że gdy przeciętna z nas zobaczy na ulicy plakat, albo podobną akcję Pety z chudą laską, nie zainteresuje się nimi dłużej, tylko przejdzie dalej. Po prostu przekaz nie trafi do naszej świadomości, bo z nim się nie zidentyfikujemy, nawet gdyby był bardzo pożyteczny. Myślę, że zupełnie inaczej byłoby w sytuacji, gdyby w miejsce „ideału” pokazano naturalną kobietę, nie otyłą, ale przeciętną albo plus size, np. czterdziestolatkę z różnymi niedoskonałościami. To wzbudzałoby zaufanie u pozostałych kobiet. I może wówczas wiele z nas zainteresowałoby się tematem?

Nie widzę racjonalnych powodów, dla których Peta korzysta tylko z młodych, urodziwych i szczupłych, a na plakatach dodatkowo sfotoszopowanych lasek. Mogę się tylko domyślać. Może chce pokazać, że bycie weganką sprawi, że będziemy wyglądać jak one? Jeżeli tak, to bardzo nieładnie! Te młodsze z nas, które jeszcze nie znają dobrze życia, może dadzą się zmanipulować, ale prędzej czy później zmieszają Petę z błotem, gdy nie dostrzegą obiecanych wizualnych efektów weganizmu. A te starsze z nas i tak się na to nie nabiorą, bo doskonale już wiedzą, że na naszą kondycję i wygląd ma największy wpływ zbilansowana i prawidłowa dieta (niezależnie - mięsna czy bezmięsna) oraz fizyczna aktywność. Jaki więc z tego morał? Wielokrotnie już na naszych łamach (np. artykuł #12 lub artykuł #19) poruszałyśmy problem wiarygodności medialnego przekazu. Dla przykładu, chcesz walczyć z hejtem - sama musisz mieć czystą kartę i nie możesz imać się hejtu. Chcesz promować zdrowy rozsądek, tolerancję i naturalną kobiecość – sama musisz być ich przykładem. I podobnie w przypadku Pety. Chcesz promować weganizm pokazując ciało - wyglądaj niewiele lepiej niż my, dzięki czemu zyskasz nasze zaufanie. Będziesz dla nas wzorem i przykładem, a nie znienawidzoną lalką, której wyglądu prawdopodobnie żadna z nas nigdy nie osiągnie. Kobieta to specyficzna istota i wymaga specyficznego przekazu. Aż dziw, że działająca od 35 lat organizacja ciągle tego nie rozumie.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://m.omaha.com/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0024

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #23    20.12.2015

OTWARTE RĘCE ZAWSZE W KONTRZE DO ZACIŚNIĘTEJ PIĘŚCI? NIEKONIECZNIE!

zaciśnięte pięści, europejczycy
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Niedawno wróciłam do domu z wizyty w moim ulubionym Wrocławiu. Miałam w zanadrzu kilka tematów nawiązujących do tego miasta, bo lubię o nim pisać. Ostatecznie wybrałam już nie najnowszy, ale za to po linii naszego portalu. W zeszłym tygodniu we Wrocławiu miała miejsce impreza propagandowa „Wrocław dla tolerancji i otwartości”. Był to charytatywny koncert i jednocześnie manifestacja przeciwko ksenofobii i rasizmowi. Na pl. Wolności zagrało kilu znanych muzyków. Były też władze miasta, lokalni notable, przedstawiciele kilku związków wyznaniowych, mądre przemówienia, biało-czerwone flagi, pomarańczowe kamizelki symbolizujące tolerancję i dość skromna frekwencja - według różnych źródeł od około 200 do 500 uczestników.

Wbrew pozorom, nie będę wychwalać tego przedsięwzięcia, choć cel i hasła były ogólnie słuszne, a nawet mogłabym rzec - żywcem skopiowane z naszego manifestu wstrojuewy ;-) Moje niebyt pozytywne zdanie w tej kwestii ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... wynika jedynie z faktu, że impreza była w kontrze do pewnych poprzedzających ją wydarzeń. Władze Wrocławia chciały poprawić nią wizerunek miasta, nadszarpnięty przez ostatnie działania m.in. narodowców i chuliganów: antyimigranckie demonstracje i spalenie kukły Żyda w Rynku. Chciały też zaktywizować jego mieszkańców i pokazać, że są oni prawdziwymi europejczykami, są przyjaźni, tolerancyjni i otwarci na wielokulturowość. Uważam, że imprezy tego typu, podobnie jak działania narodowców i chuliganów, polaryzują społeczeństwo i radykalizują jego poglądy. Wprowadzają podział na nas – tych lepszych, tolerancyjnych i otwartych, oraz na pozostałych - tych złych i ograniczonych. Przeciętny Kowalski, gdy widzi po jednej stronie dwie skrajne i wyraziste postawy, zazwyczaj określa się po jednej z nich - tej która jest bliższa jego światopoglądowi. W postawie, którą wybiera nie musi mu się wszystko podobać, jednak gdy po drugiej stronie widzi zdecydowanie więcej negatywów, nie ma innego wyjścia. Ten sam mechanizm działa przy wyborach, gdy zmuszony jest głosować nie za kimś, tylko przeciw komuś, wybierając tzw. mniejsze zło. I właśnie tu jest cały problem. Pokazując Kowalskiemu złych narodowców i chuliganów oraz pozytywną imprezę propagandową - np. „Wrocław dla tolerancji i otwartości”, jakby przymusza się go, aby pod szyldem pozytywnych wartości akceptował szereg rzeczy, które mogą mu się nie podobać. Dla przykładu, chcesz należeć do tolerancyjnych Europejczyków oraz nie chcesz, aby nazywano Cię rasistą i ksenofobem - akceptuj multikulti i przyjmowanie imigrantów. Tak zrozumiałam przesłanie tej imprezy, przynajmniej między wierszami. Wielu Kowalskich łyka taką papkę bez mrugnięcia okiem. Potem nie ma się co dziwić, że młodzież, całe rodziny z dziećmi i feministki robią sobie selfie z hasłem UCHODŹCY MILE WIDZIANI, kompletnie nie myśląc o konsekwencjach na jakie taką postawą narażą siebie samych i swoje dzieci w najbliższych kilkudziesięciu latach, gdy demografia sprawi, że staniemy się w Europie mniejszością. Ja nie zgadzam się z takimi podziałami i skrajnymi postawami na zasadzie „wszystko albo nic” lub „jesteś z nami, albo przeciwko nam”! Jestem światopoglądową i obyczajową lewaczką, więc teoretycznie względem narodowców jestem jakby po drugiej stronie barykady. Jestem też tolerancyjną Europejką oraz nie jestem ksenofobką i rasistką. Jestem jednak przeciwniczką przyjmowania imigrantów. Można? Można! I wcale nie widzę u siebie schizofrenii.

W Polsce nie znalazłam do tej pory ani miejsca ani sprzyjającego klimatu do artykułowania i prezentacji postaw innych niż radykalne i skrajne. Brakowało mi zawsze miejsca, które nie wymaga ode mnie ogłaszania wszem i wobec, że pod sukienką mam białą, albo czarną bieliznę. Miejsca, w którym dla odmiany mogę założyć ją w kolorze szarym, albo w ogóle i będzie to moja prywatna sprawa. Centrum, wielopłaszczyznowy liberalizm i kulturalna dyskusja nie są modne. Uważa się je za niewyraziste i przede wszystkim niemedialne. Na tym biznesu się nie zrobi, bo kontrowersja, spory i hejt nie nabiją kasy z reklamy. Jakoś nigdy nie było mi też po drodze ze słowami jakie słyszałam w kościele: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.” To słowa głębokie i wymowne, stanowiące przynajmniej w teorii element nauki miłości, ale z drugiej strony jakże konfliktujące tych, którzy nie zgadzają się w całości na „Tak” jednych, albo na „Nie” drugich. Już jako nastolatka uświadomiłam sobie, ze otaczający świat nie jest ani biały, ani czarny, tylko ma wiele odcieni szarości i bardzo często zmusza mnie do zajęcia stanowiska ”Tak, ale...”, albo Nie, jednak...”. I dlatego zaczęłam poszukiwać swojej własnej życiowej mądrości i z przyjaciółkami współtworzę wstrojuewy. Z założenia, ma być to miejsce otwarte dla wszystkich, którzy nie lubią skrajności, szufladkowania, konfliktów, promujące dobro i umożliwiające kulturalną prezentację siebie i swoich przekonań. Jeżeli odnajdujesz w tym co opisałam jakiś sens i swoje miejsce, to zapraszam do nas!

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://wroclaw.wyborcza.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0023

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #22    13.12.2015

CZEGO UCZY NAS PAMIĘĆ O 13 GRUDNIA 1981 ROKU?

reklama kampania I Love Ugly
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Trzydzieści cztery lata temu również była niedziela. Byłem wówczas małym gówniarzem i nie rozumiałem, dlaczego moja mama, rano po włączenia radia, płacze i rozpacza. Dlaczego mówiła o jakichś represjach i aresztowaniach względem dobrych ludzi, niedogodnościach życia i w ogóle, że będzie kijowo. Historia pokazała, że miała rację. Na szczęście ten zły czas nie trwał dłużej niż dekadę i sporą część młodości mogłem już przeżyć w wolnej Polsce.

Mam świadomość, że profil portalu wstrojuewy ma być daleki od politykierstwa. Moje przyjaciółki, które go tworzą oraz jego czytelniczki zmagają się z innymi problemami. Słusznie - bagno pozostawmy politykom i hejterom! Dlatego pozwólcie, że dzisiejszą rocznicę wykorzystam jedynie w konkretnym celu, który w odróżnieniu od jałowego sporu, może chociaż wniesie coś pozytywnego? Chciałbym jedynie przypomnieć młodszym ode mnie koleżankom trochę historii, którą zapewne pamiętacie jedynie ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... z podręczników i powstrzymam się od jakichkolwiek ocen. Po prostu, jako starszak czuję się do tego zobowiązany. Bez względu na punkt widzenia, czy stan wojenny był ratunkiem czy zbrodnią, należy pamiętać, że nie sprowadzał się tylko do wspomnianych represji na opozycjonistach i ich rodzinach, niedogodności w życiu, ograniczeń praw obywatelskich, trudności z zaopatrzeniem z żywność itd. Stan wojenny pociągnął również kilkadziesiąt ofiar (tych potwierdzonych, bo było ich zapewne więcej), o których dziś, ciesząc się wolnością, powinniśmy pamiętać. W linku pod artykułem znajdziecie krótki opis tamtych wydarzeń, właśnie z uwzględnieniem tych najgorszych jego konsekwencji. Z tego powodu, Instytut Pamięci Narodowej zachęca wszystkich z nas do udziału w akcji „Zapal Światło Wolności” - aby w oknach swoich domów zapalić dziś o godzinie 19:30 świeczkę, właśnie dla upamiętnienia ofiar stanu wojennego.

Z pewnością każdy kto nie przeżył tamtego czasu zetknął się z różnymi ocenami stanu wojennego. Ci co przeżyli, również mają różne doświadczenia, bo ich punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jaki zajmowali wówczas i zajmują dzisiaj. To normalne. Nigdy nie ma i nie będzie jednej wersji historii, bo każde jej opracowanie, nawet szkolny podręcznik, skażony jest piętnem osobistych doświadczeń, interesów i światopoglądu jego autorów. Każdy z nas też z czasem ewoluuje mentalnie i światopoglądowo, zależnie od roli jaką w życiu aktualnie piastuje. Niegdysiejsze ofiary, dziś mogą być oprawcami, bo mają władzę i pokusę odwetu. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie jest znamienne, że dzisiejsza rocznica 13 grudnia staje się również powodem do manifestowania obaw o wolność i demokrację. Znamienne, bo ma to miejsce w Kraju, który od niedawna rządzony jest przez partię, która wywodzi się z represjonowanej Solidarnościowej opozycji lat osiemdziesiątych. W wielu miastach Polski odbyły się demonstracje przeciwko ostatnim działaniom partii PiS, np. w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Nawet gdyby obawy opozycji były bezpodstawne, a protesty częściowo podsycane i sterowane, pierwsze miesiące sprawowania władzy rządu i prezydenta okazały się dla mnie absolutnym fiaskiem marketingowym i organizacyjnym. Od ludzi, którzy mają taką przeszłość, a na sztandarach szczytne hasła należy wymagać poziomu i wyjątkowej wrażliwości na sprawy, którymi się zajmują. Powinni prowadzić dialog, tłumaczyć swoje posunięcia, wyprzedzać wątpliwości, wykonywać wszystko zgodnie z literą prawa i nie w pośpiechu, który od razu sugeruje złe intencje. Innymi słowy, powinni być jak żona cezara - nie powinni swoimi działaniami dawać żadnych podstaw opozycji, aby mogła się do czegokolwiek przyczepić. Zawsze staram się nie zakładać w ludziach złych intencji. Po wyborach przełknąłem łyżkę dziegciu i odłożyłem swoje sympatie polityczne na bok. Postanowiłem być naiwnie obiektywny zakładając, że nowi mogą kierować się również dobrymi intencjami. Kiedy jednak w tak delikatnej materii jak prawo, polityka, historia i społeczeństwo oba ośrodki władzy zaczęły zachowywać się jak niezdarny słoń w składzie porcelany, szybko zrewidowałem swoje poglądy. Oby tylko porażka, którą wieszczę im już teraz w następnych wyborach, nie utorowała drogi jeszcze większym oszołomom. Prawie każde wybory po roku ’89 potwierdzały, że Polak to istota słabo pamiętliwa i podatna na bajer. Ciągle zapomina, że punkt widzenia każdego polityka, zależy od jego punktu siedzenia.

Tu warto zwrócić się do ludzi młodych, do nasto-, dwudziesto- i trzydziestolatków. Wiem doskonale, że nikt nie lubi być pouczany. Jednak w odróżnieniu od Was, pamiętam tamte czasy i muszę wcielić się w rolę „wujka Dobra Rada”. Dokonujcie właściwych wyborów życiowych i politycznych, nie ulegając rozdającym wyborczą kiełbasę i uliczną kawę. Nie doświadczyliście trudów walki o wolność i demokrację, dlatego trudno jest docenić Wam to co mamy. Zapewne nie widzicie nic złego w oddawaniu władzy komuś nowemu, kto chce burzyć stare i budować nowe; kto obiecuje, że dzięki temu zrobi wszystkim dobrze. To jednak jeszcze nigdy w historii demokracji się nie sprawdziło, a niekiedy kończyło się dla narodu tragicznie. Wolność i demokracja nie są dawane na zawsze. Nasi rodzice i dziadkowie, żyjący w parszywych czasach PRLu, nierzadko oddawali w ich sprawie swoje życie. Obyście Wy lub Wasze dzieci nie byli nigdy zmuszeni do tego samego. Warto o tym pamiętać nie tylko przed samymi wyborami, kiedy łatwo ulegamy emocjom i porywającym przemówieniom, ale i na co dzień kształtując swoją dojrzałość polityczną i odpowiedzialność za swój Kraj, do czego zachęcam.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://m.wprost.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0022

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #21    09.12.2015

MĘSKA BIŻUTERIA, KOBIECE CIAŁO I ZNÓW POWSZECHNE RUSZENIE.

reklama kampania I Love Ugly
© Dzika_Kotka
Punkt G mam w mózgu

Na początku grudnia nowozelandzka marka odzieżowa "I Love Ugly" zaprezentowała nową kampanię reklamową biżuterii męskiej. I tu zaczynają się schody, bowiem zdaniem wielu feministek reklama godzi w płeć piękną! O co tyle hałasu? Biżuteria jest prezentowana przez ubranego mężczyznę, który trzyma swoją dłoń na różnych częściach nagiego kobiecego ciała, według wojujących feministek, "obłapiając" intymne części. Przez internet przetoczyła się fala krytyki, że reklama jest seksistowska, wulgarna, zniewala kobiety, traktuje je jak dodatek do złego, wrednego i wiecznie napalonego samca. O krok dalej posunęła się polska dziennikarka portalu naTemat (patrz link pod tekstem), która w swoim artykule napisała: "(...) samiec alfa pokazuje kobiecie, gdzie jej miejsce". Ręce opadają! Rozumiem, że reklama może się komuś nie podobać, nie trafiać w gust, nie przemawiać, ale żeby zaraz takie skojarzeia i sformułowania? Z czystej ciekawości poszperałam trochę w internetach u naszych słowiańskich południowych sąsiadów. Owszem, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... znalazłam na kilku portalach wzmiankę na temat tej kampanii, ale to wszystko. Żadnego oburzenia, zgorszenia, nic. Gołe ;) fakty. Nie pojawił się ani jeden komentarz. Z góry przepraszam za uogólnienie, ale kolejny raz potwierdziło się, że spośród naszych bratnich narodów, jesteśmy społeczeństwem konserwatywnym, radykalnie sfeminizowanym, pruderyjnym i niestety zacofanym. Odnoszę nieodparte wrażenie, że wojujące feministki cierpią na "rozdwojenie jaźni". Z jednej strony oburzają się na przedmiotowe traktowanie ciała kobiety do celów, np. reklamowych, ale zupełnie nie przeszkadza im, gdy członkinie Femenu latają z gołymi cyckami w imię zwrócenia uwagi na prawa kobiet. Goła baba w reklamie źle, goła baba walcząca z patriarchatem - zajebiście dobrze. Czyż nie tak właśnie działa sienkiewiczowskie prawo Kalego?

Należy odnotować, że "I Love Ugly" dość szybko zareagowała na tę falę krytyki i na swoim profilu fejsbukowym opublikowała zdjęcie kobiety z męską biżuterią zakrywającą piersi mężczyzny. Niestety nic to nie dało... Złe komy i tak się posypały, że to już nie to samo, że chcą wymazać tamto złe wrażenie, aby nie stracić klientów, bla, bla, bla. Zadziałała tutaj humorystyczna internetowa zasada, w myśl której jak raz coś się zobaczy, to już nie można tego potem odzobaczyć ;)

Tak sobie siedzę, myślę i piszę, skąd to wszystko się bierze? Dochodzę do wniosku, że gdybyśmy w końcu zaakceptowali fakt, że nagość nie jest wytworem szatana, że gdyby nie była ona piętnowana i zamiatana pod dywan przez pruderyjne konserwy i gdyby niektóre kręgi feministek nie robiły za każdym razem wielkiego "halo", gdy ich zdaniem ciało kobiety jest traktowane jak dodatek do faceta lub środek do osiągnięcia celu, to może wówczas nikt by takich rzeczy nie nagłaśniał, bo i po co? Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że właśnie dzięki oburzeniu tych środowisk ta spirala nakręca się i właśnie dzięki postawom anty, więcej ludzi zobaczy "tę wstrętną, niechcianą i wylewającą się zewsząd goliznę". To pisała ja - Dzika_Kotka :)

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://natemat.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0021

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #20    01.12.2015

ŚWIATOWY DZIEŃ WALKI Z AIDS.

ŚWIATOWY DZIEŃ WALKI Z AIDS, HIV
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Dziś Światowy Dzień Walki z AIDS. Symbolem solidarności z osobami zarażonymi i ich rodzinami jest czerwona kokardka. Tym razem postaram się napisać coś krótko i odeślę do mądrzejszych w tym zakresie. Polecam artykuł w pierwszym linku, który przybliży mniej wtajemniczonym problematykę tej choroby: aktualne statystyki, powody dla których świat nie może sobie poradzić z tą epidemią, problem naszych obaw przed wykonywaniem testów, grupy ryzyka itd. Przy okazji dzisiejszego dnia, również w Polsce, odbywa się kilka akcji, które mają na celu, przede wszystkim mobilizację osób znajdujących się w grupach ryzyka do wykonywania testów, a także obalanie w naszym społeczeństwie mitów na temat tej choroby. Szczegóły znajdziecie w trzech kolejnych linkach.

Pozwólcie mi jedynie na drobną uwagę, w zdroworozsądkowym stylu wstrojuewy. Podstawowymi powodami rozprzestrzeniania się AIDS są: 1) ryzykowne zachowania seksualne, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... czyli częste zmiany partnerów i seks bez zabezpieczeń, 2) stosowanie dożylnych narkotyków oraz wykonywanie tatuażu i piercingu przy użyciu niesterylnego sprzętu, 3) zakażanie potomstwa przez matki zarówno na etapie ciąży, porodu oraz w okresie niemowlęcym. Środowiska konserwatywne i katolickie podkreślają, że w tym pierwszym wypadku ratunkiem dla świata jest po prostu asceza. Pewnie jest to jakieś rozwiązanie, ale większość z nas po prostu nie jest ascetkami i ascetami. Czy skoro np. warzywa i owoce są sztucznie pędzone i karmione chemią, to należy je przestać jeść. Jasne, że nie! Po prostu trzeba MYŚLEĆ - dbać o to co wkładamy do gęby, wybierać je, dokładnie myć, niektóre obierać z skórki, niekiedy gotować. Albo jeśli nie chcemy złamać nogi lub gdy nie chcemy, aby potrącił nas samochód na ulicy, to czy powinnyśmy zrezygnować z wychodzenia z domu? Też nie! Tak jak wcześniej, trzeba MYŚLEĆ - unikać pośpiechu, uważać, rozglądać się. Nie zawsze się da, ale trzeba się starać i zmniejszać ryzyko. W przypadku AIDS i sexu trzeba robić podobnie. Nie rezygnować w ogóle, bo dla wielu z nas sex jest omalże potrzebny do życia, ale korzystać z niego z głową, nie ulegać zawsze bezmyślnemu pożądaniu i namiętności; dla chwili przyjemności kłaść na szali całe swoje dotychczasowe i przyszłe życie. Trzeba myśleć głową, a nie resztą! Po prostu, jeśli z obcym albo niestałym - bez gumy ani rusz, a jak jej nie masz to odmawiaj / rezygnuj! Kiedyś oglądałam angielski serial dokumentalny o klinice specjalizującej się w leczeniu AIDS. Wiedza młodych ludzi i beztroska z jaką podejmują współżycie seksualne, kompletnie bez zabezpieczeń jakby byli niezniszczalni, była dla mnie przerażająca. Wiele z nich robiło to wielokrotnie. Podejmowali ryzykowne zachowania bez zabezpieczenia, przychodzili do kliniki robić testy, otrzymywali tam przy okazji kompleksową poradę czego nie wolno, a potem sytuacja powtarzała się. Mieli to gdzieś! Może dla takich ludzi nie na już ratunku? Pocieszające było jednak to, że wielu dowiadywało się dopiero w trakcie badań „z czym to się je” i postanawiała zmieniać swoje nawyki w tym zakresie. To dało mi do zrozumienia jaka ogromna jest rzesza ludzi na świecie, która wkracza w dorosłe życie bez podstawowej wiedzy o nim. Po części ze mną było podobnie. Czy więc mądrym jest wychowywanie dzieci i młodzieży na krótkiej smyczy, wszystkiego im zabraniając, sprzeciwiając się edukacji seksualnej w szkołach, czyli po prostu pruderyjnie udając, że sexu w ogóle nie ma? Absolutnie nie! Rozmawiać, edukować i jeszcze raz edukować! Zachęcam do mądrego korzystania z dobrodziejstw życia, bo po to ono jest, a w ramach uzupełnienia braków edukacji do odwiedzenia poniższych linków.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.polskieradio.pl/...

http://www.skaids.org

http://www.hivokryzja.pl

http://www.aids.gov.pl

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0020

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #19    30.11.2015

KAMPANIA ANTYHEJTERSKA HEJTSTOP - JESTEM ZA, A NAWET PRZECIW! ;-)

kampania hejtstop
© Jagoodka
Raz jestem słodka,
raz słodko-kwaśna ;-)

Kilka dni temu ruszyła akcja promująca „Stowarzyszenie Projekt: Polska” i jej nową akcję HEJTSTOP. Cel godny pochwały - walka z hejtem w naszej polskiej szarej rzeczywistości. Muszę przyznać, że całość sprawia wrażenie dosyć profesjonalnie i kompleksowo obmyślanego przedsięwzięcia. Wygląda na to, że ktoś doszedł do wniosku, że problem jest na tyle istotny, że warto spróbować stworzyć jakiś samodzielny i dedykowany do walki z hejtem podmiot, skupiający, a może nawet w przyszłości koordynujący, działania, którymi dotychczas zajmowało się, od czasu do czasu, wiele organizacji. Na stronie hejtstop.pl można znaleźć szereg informacji na temat zagadnienia mowy nienawiści oraz swoisty poradnik jak jej przeciwdziałać. Organizatorzy skupiają się na hejcie w social mediach oraz w formie napisów na murach i płotach. Zachęcają do samodzielnego ich usuwania lub zgłaszania na ich stronie, a następnie zobowiązują się je usuwać. ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Twarzą aktualnej kampanii HEJTSTOP (a właściwie jej ryjem - jak twierdzą sarkastycznie sami organizatorzy) jest prezenter i dziennikarz telewizyjny Jarosław Kuźniar, który niejednokrotnie doświadczył hejtu na swojej osobie. W krótkim filmie, główny bohater występuje w kilku wymownych stylizacjach, obrazujących obraźliwe określenia jakie do niego kierowano. Kampania mi się spodobała, jednak warto odnotować pewien zgrzyt. Jak już kiedyś wyłożyła to w swoim artykule redakcyjna koleżanka Andrusia (artykuł #12 pt. HEJT I KRYTYKA - DWIE POSTAWY W ODBIORZE SUBIEKTYWNE I NIEKIEDY TRUDNO DEFINIOWALNE), do tego typu kampanii powinno wybierać się osoby nieskazitelne, ogólnie szanowane, mające nieposzlakowaną opinię i duży autorytet. Osoby, które nigdy nie skalały się kontrowersyjnymi lub negatywnymi wypowiedziami pod adresem kogokolwiek. Wielu internautów już zauważyło, że Kuźniar nie jest taką osobą i wypomina mu również hejterstwo. Jestem jednak w stanie zrozumieć w tym wypadku organizatorów. Może sięgnęli po Kuźniara celowo? W końcu to czysty marketing, podobnie jak w biznesie albo show biznesie. Nieważne jak mówią, byleby to robili. Dzięki temu, ludzie udostępniają, komentują, spierają się i może coś z tego dobrego wyniknie? Używając retoryki naszego byłego Prezydenta Lecha Wałęsy - może wyjdzie z tego więcej plusów dodatnich niż ujemnych? Zachęcam do zapoznania się ze stonką kampanii i życzę udanego polowania na hejterów!

#ryjkuzniara #hejtstop

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://hejtstop.pl

https://facebook.com/zobacznienawisc

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0019

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #18    27.11.2015

TRUDNE TEMATY TO NASZA SPECJALNOŚĆ!

SŁÓW KILKA O KATEGORII BLOGA
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Podejrzewam, że nasze dwa poprzednie artykuły mogły Wam dać w kość. Fakt - dużo czytania. Jako autorki i publicystki wstrojuewy.org mamy różne charaktery, ale jedno wspólne. Trudno idzie nam streszczanie. Dla przykładu, ja sama zawsze chciałam być dobrze zrozumiana. Nie lubię niedomówień, niekonkretnych, niedokładnych i niekompletnych wypowiedzi. Nie lubię, gdy muszę kogoś o coś dopytywać, bo ten ktoś nie potrafił empatycznie wcielić się w rolę czytelnika i napisał np. artykuł lub instrukcję użytkowania niedokładnie. Mam świadomość swojego skrzywienia na tym punkcie. Reszta moich koleżanek chyba też? Walczymy z tym, ale idzie jak po grudzie. Może chociaż mi się uda ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... na koniec napisać jakoś krócej? Przynajmniej się postaram :-)

Właściwie przypadło mi dosyć łatwe zadanie. Mam przedstawić Wam kategorięnaszego portalu / bloga, czyli wyjaśnić co oznacza charakteryzujące nas określenie: PROLIBERTYŃSKI I ANTYHEJTERSKI PORTAL KLUBOWY ORAZ NIEKOMERCYJNE STUDIO FOTOGRAFICZNE DLA BEZPRUDERYJNYCH I NOWOCZESNYCH KOBIET. Jak widzicie, jest tu sporo różnych i niecodziennych sformułowań. Postaram się więc je przybliżyć, a potem wyjaśnić dlaczego zajmujemy się właśnie taką tematyką i dlaczego w tak nietypowy sposób. Zadanie jest łatwe dlatego, że mam ściągę i nie muszę od nowa się produkować. Na naszej STRONIE GŁÓWNEJ oraz na stronie NASZ MANIFEST właściwie wszystko dokładnie już dawno wyjaśniłyśmy. Tylko że tam jest właśnie duuużo czytania :-) Jedyną trudnością jaką widzę przy tym artykule jest więc to, że obiecałam się streszczać. I tu jest pies pogrzebany, bo w sprawach jakie dotykamy - delikatnej kobiecej natury, naszego wyglądu i psychiki, ważna jest dokładność i kompletność przekazu. Jest niebezpieczeństwo, że któraś z Was coś źle zrozumie i po kilku pierwszych zdaniach, albo niewłaściwie napisanej całości wyciągnie złe wnioski. Wyrobi sobie błędne zdanie, że np. jesteśmy portalem dla lesbijek, albo portalem wojowniczych feministek, albo portalem towarzyskim i erotycznym, albo szerzymy zgorszenie i lewactwo. Żadne z tych określeń w rzeczywistości do nas nie pasuje. No może z tym zastrzeżeniem, że lesbijki, wojownicze feministki i lewacy mogą do nas przystąpić na takich samych zasadach jak inni - bo nikogo nie wykluczamy. Wyjaśnię też jeszcze, dlaczego niekiedy będę używać formy przyszłej, np. będziemy robić, będziemy pisać itd. Przedsięwzięcie wstrojuewy.org jest w trakcie organizacji. Co prawda działamy już od kilku miesięcy na portalach społecznościowych, mamy już uproszczoną stronę internetową, publikujemy już na nich pierwsze posty i artykuły, ale wszystko ruszy na całego dopiero w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Dość trudno się zdefiniować, gdy robi się coś innego niż około 90% blogerek i publicystek. Większość blogów i portali kobiecych pisze o plotach, kuchni, macierzyństwie, edukacji, modzie, zdrowiu, urodzie, albo o szeroko pojętym lifestylu - swojej drodze i pomysłach na życie. Nie krytykuję tego. Najwidoczniej jest na to zapotrzebowanie, bo w blogosferze i publicystyce jak w dobrym biznesie: popyt i podaż idą ze sobą w parze. Zdecydowana większość blogów i portali jest bardzo ugrzeczniona pod względem tematyki i języka. Czy więc kobieta, która np. poszukuje czegoś innego - innej tematyki i innego języka ma jakąś alternatywę. Jest ta reszta - pozostałe 10%, które wypełnia tę lukę. To publicystyka tworzona zgodnie z zasadami genderyzmu, dla kobiet o nietypowych, dla obecnych schematów kulturowych, pasjach i pragnieniach, publicystyka również feministyczna, publicystyka otwarta na nietypowe punkty widzenia i rozwiązania obyczajowe. Nasz portal właśnie wpisuje się w tę grupę autorskiej twórczości. Jednak w tym już nielicznym procencie również stanowimy pewien wyjątek. Po pierwsze charakter - tworzymy przedsięwzięcie niekomercyjne i społeczne, bez reklam, treści sponsorowanych, wyłącznie naszym nakładem pracy i kilku szlachetnych osób. Po drugie tematyka - zauważyłyśmy, że w dotychczas tworzonej kobiecej publicystyce mały nacisk kładziony jest na naturalną kobiecość i na naszą cielesność. Nie mam tu na myśli tradycyjnie postrzeganej tematyki mody, zdrowia i urody, bo tego jest zatrzęsienie. Mam natomiast na myśli naturalność i cielesność dosłowną, opisywaną i pokazywaną po naszemu, kobiecemu, taką jaka ona jest w rzeczywistości, w naszej głowie i gdy zamykamy się w naszej łazience, sypialni lub garderobie; cielesność z poszanowaniem jej niedoskonałości, daleką od tej zafałszowanej jaką pokazuje świat. Mam też tu ma myśli naturalność i cielesność duchową, czyli ich mentalną wersję i wpływ jaki ta dosłowna ma na naszą psychikę; na to jak jej stan i obraz wpływa na nasze życiowe drogi, wybory i decyzje, jak nas może porywać i uskrzydlać, ale i jak nas może też ograniczać i tłamsić. Można stwierdzić, że to żadna nowość. W końcu spora część blogów i portali dla kobiet niejeden raz poruszało te sprawy. One również pokazują czasami naturalną kobiecość, dobre wzorce i dają rady jak dobrze czuć się we własnej skórze. Co jakiś czas słyszymy też o szczytnych akcjach i przedsięwzięciach wymierzonych w kłamliwy świat modelingu, który od ćwierćwiecza kreuje model kobiety „idealnej” – albo wieszaka, albo koniecznie o konkretnych proporcjach, z płaskim brzuchem, bez żadnej fałdki tłuszczu z kształtnym tyłkiem i cyckami. Wspólnie z kilkoma przyjaciółkami doszłyśmy do wniosku, że warto byłoby stworzyć coś, co nie będzie w tym zakresie tylko medialną akcją, działaniem jednorazowym, albo sporadycznym. Coś co będzie stale funkcjonowało i skupiało coraz więcej kobiet, które myślą podobnie jak my.

Problematyka związana z naturalną kobiecością ma stanowić u nas jednak około połowę tzw. kontentu publicystycznego. Uważamy, że nie ma sensu truć ciągle o naszych kobiecych dołach i jak z nich wychodzić. Reszta będzie publicystyką wielotematyczną, jednak w największym stopniu nakierowaną na sprawy obyczajowe, światopoglądowe i kulturalne. Naszym oczkiem w głowie jest właśnie libertynizm, czyli wolność dla wszelkich postaw obyczajowych, na której braku lub ograniczaniu, naszym zdaniem, najwięcej cierpią kobiety. Chcemy pisać językiem odważnym i subiektywnym, ale i na luzie, nierzadko z przymrużeniem oka. Chcemy kulturalnie piętnować głupotę, populizm i pruderię oraz bronić postaw i ludzi, którzy są opluwani. To, co jednak będzie nas odróżniać od reszty blogów i portali, to fakt, że będziemy otwarte na wszystkich autorów - nawet ideologicznych przeciwników. Publikować, komentować i zaistnieć u nas będą mogli wszyscy na zasadzie Hyde Parku (również mężczyźni na poziomie), pod warunkiem, że swoje racje będą umieli przedstawiać w tolerancji i bez obrażania innych, konstruktywnie, rzeczowo, kierując się zasadą: nie rób drugiemu co Tobie niemiłe. Właśnie tak rozumiemy naszą antyhejterskość. Będziemy też otwarte na publicystyczne amatorki i doświadczone już w fachu blogerki, które zechcą pisać dla portalu specjalnie lub zwiększyć swój zasięg oddziaływania i publikować swoje posty i artykuły np. równolegle (dodatkowo) u siebie i u nas. Wszystko chcemy ubrać w formułę portalu klubowego, aby budować wzajemne więzi między jego użytkownikami - klubowiczkami i klubowiczami. Aby mieć pełen dostęp do zasobów portalu, trzeba będzie się zarejestrować (całkowicie anonimowo, bez imienia, nazwiska itp.), czyli nadać sobie charakterystyczny avatar (dowolny obrazek), nick i określenie (motto, złota myśl, opis).Trzeba będzie też wpłacić co roku symboliczną składkę-dotację klubową, którą każdy ustali sobie sam (nawet kilka złotych), co będzie miało na celu wyeliminowanie dostępu do klubu elementu hejterskiego i chociaż w niewielkim stopniu zrekompensowanie nam kosztów jego funkcjonowania. Chcemy, aby całość tworzyła nową, obyczajową i społecznościową jakość, wolną od nietolerancji, pruderii i hejtu. Każdy kto złamie podstawowe zasady klubu (np. zamieści obrażający lub wulgarny komentarz) zostanie natychmiast wykluczony. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej! W klubie wstrojuewy będzie ważna nie ilość, ale jakość tworzących go ludzi. Pragniemy stworzyć pierwsze takie przyjazne miejsce w polskim internecie, które chętnie będzie się odwiedzać, móc zdejmować w nim swoją maskę i spotykać w nim osoby podobnie myślące, z których strony nie doświadczymy żadnej przykrości.

Muszę też koniecznie wspomnieć o drugim i bardzo ważnym filarze naszego portalu. Po wielu wewnętrznych dyskusjach doszłyśmy do wniosku, że należy pójść o krok dalej, a nie tylko szerzyć samo dobre słowo. Aby pociągnąć za sobą innych, trzeba nie tylko mówić o naturalnej kobiecości, otwartości na świat i tolerancji, ale przede wszystkim pokazywać dobre wzorce w sposób bezpośredni. Najlepiej robić to na swoim przykładzie i tych, które w to co robimy już uwierzyły. Dlatego, drugim filarem naszego portalu będzie dział galeryjny, w którym będziemy prezentować artystyczne sesje aktów. Będzie je wykonywać bezpłatnie nasze studio fotograficzne, każdej klubowiczce, która tego zechce, bez żadnych wymagań co do wieku, wagi, urody, predyspozycji i umiejętności pozowania. Zapewne zapytacie, dlaczego właśnie akt, a nie tradycyjne sesje portretowe w ubraniach lub w strojach kąpielowych, na które byłoby niewątpliwie znacznie więcej chętnych? Naszym zdaniem, nagość jest nierozerwalnie związana z tym, z czym chcemy walczyć – poczuciem wstydu przed własnym ciałem i jego niedoskonałościami. To właśnie ten wstyd sprawia, że stajemy się w życiu ograniczone i pruderyjne, zaczynamy w sferze obyczajowej stawiać sobie granice oraz narzucać je innym - co możemy, a czego nie możemy robić. Ubiór pozwala nam zakrywać te niewygodne lub „brzydkie” (my uważamy że takich nie ma) części ciała i przez to zafałszowywać rzeczywistość. A my chcemy ją pokazywać w 100% taką jaka ona jest. Tylko ukazywanie jej w ten sposób umożliwi innym kobietom zrozumienie, że nie tylko one mają problemy ze swoim ciałem. Już dawno stwierdzono w psychologii, że najlepszą terapią jest czerpanie doświadczeń, a nawet kojarzenie i konfrontowanie ludzi, którzy mają te same problem życiowe. Przypadkiem nie pomyślcie, że chcemy jedynie szokować zmarszczkami, rozstępami, fałdkami tłuszczyku, cellulitem, albo obwisłymi cyckami. Po pierwsze, sesje będziemy wykonywać kobietom młodym, dojrzałym i starym; zgrabnym, plus size i otyłym; niskim, średnim i wysokim; urodziwym, przeciętnym i nieurodziwym, pełnosprawnym i niepełnosprawnym – czyli wszystkim. Chcemy pokazywać pełne spektrum kobiecości, czyli to co widzimy na ulicy. Po drugie, nie chcemy pokazywać naturalnej kobiecości jedynie w klasycznej i nudnej formule czarno-białego aktu, albo reporterskiej, bezdusznej i dokumentalnej relacji. Będziemy wykonywać je w formie tematycznych i ciekawych sesji, w różnych scenografiach, plenerach, z różnymi rekwizytami. Na etapie planowania sesji, będzie można ustalić komfortowy dla siebie zakres nagości (pełna lub zakryta) oraz poziom anonimowości (zakrycie twarzy i ciała ujęciami, pozami, rekwizytami i scenografią). Każda pozująca klubowiczka będzie mogła zachować całkowitą anonimowość, bo jej sesja będzie w portalu opublikowana jedynie z jej avatarem i nickiem, oraz z opisówką, którą ona sama stworzy lub zaakceptuje. Zdjęcia będzie można również wykorzystywać na własne potrzeby. Za profesjonalny efekt finalny będzie odpowiadał doświadczony w akcie i pracujący również społecznie fotograf. Całość ma być sztuką dla idei, przekazem wizualnym kierowanym do kobiet, a nie mężczyzn, więc specyficznym, bez uprzedmiotowienia, który ma inspirować i leczyć kobiecą duszę.

Dobrnęłyśmy do końca! Chyba udało mi się przedstawić Wam naszą propozycję na kobiecą publicystykę (i nie tylko) w sposób maksymalnie skompresowany? I tak wierzcie mi, że wiele rzeczy musiałam pominąć. Możecie przekonać się o tym np. zaglądając na już wspomnianą wcześniej stronę NASZ MANIFEST i tam jedynie czytając same nagłówki 17-tu punktów tego opracowania. Odnosimy się tam szczegółowo np. do medialnych standardów wyglądu, zasad moralnych jakimi chcemy się kierować, z czym chcemy walczyć, szkodliwego dla wszystkich współzawodnictwa i wyścigu szczurów, naszej wizji przyjaznego społeczeństwa, spraw wiary, polityki, patriotyzmu i komercji. Jeżeli zainteresowałam Was naszym portalem to serdecznie zachęcam do zapoznania się z nasza stroną, manifestem, fanpages i dwoma poprzednimi artykułami w ramach blogowego wyzwania Kamili. Jak same po tym stwierdzicie, w wielu kwestiach jesteśmy do siebie bardzo podobne. Nie uciekamy od żadnych trudnych spraw i tematów, a nasz punkt widzenia staramy się wyjaśniać zawsze bez wymądrzania się, w sposób, który umożliwia konstruktywną dyskusję nawet z osobami, które mają w danej sprawie całkowicie inne zdanie. Jestem przekonana, że z publicystyką i ludzkimi relacjami opartymi na takich zasadach, nasz świat byłby znacznie przyjaźniejszy. Z uwagi na to, że dopiero zaczynamy naszą przygodę wstrojuewy, zapraszamy Was do współpracy na każdym polu, na którym działamy. Jesteśmy otwarte na każdą propozycję, pomysły oraz na konstruktywną krytykę. Prosimy też o komentarze, udostępnienia i polubienia naszej inicjatywy.

p.s. Niniejszy artykuł miał swoją premierę w ramach cyklu KOBIECA STRONA BLOGOSFERY, CZYLI WYZWANIE BLOGOWE NR 3: SŁÓW KILKA O KATEGORII BLOGA, prowadzonym przez autorkę wtrampkachdocelu.pl

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0018

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #17    27.11.2015

EGONATURYZM CZYLI NAJLEPSZE ROZWIĄZANIE DLA TYPOWEJ, ZAKOMPLEKSIONEJ KOBIETY.

naturyzm egonaturyzm
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Wypada mi określić się powierzchownie przeciętną i dojrzałą kobietą. Nie jestem ani staruszką, ani gówniarą. Z charakteru konkretną, bezczelną, czepialską i obyczajowo wyluzowaną hedonistką. Z wyglądu ani wyjątkowo ładną, ani brzydką. Po prostu zwyczajną blondynką i tzw. dziewczyną z sąsiedztwa, która jeszcze może i co najważniejsze chce jej się korzystać z życia. Ale ten brzuch, daleki od płaskiego ideału lansowanego przez otaczający świat, gdzieniegdzie widoczne już fałdki tłuszczu, małe cycki, płaski tyłek, spodnie sprzed kilku lat, w które już nie wchodzę, no i ta pomarańcza, która mimo różnych usilnych starań uparcie kłuje mnie w oczy. To wszystko skutecznie potrafi zepsuć najlepiej zapowiadający się dzień, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... nawet młodszej ode mnie dwudziestoparolatce. Wiem doskonale, że takie przemyślenia towarzyszą zdecydowanej większości kobiet, bez względu na ich wiek. Towarzyszyły również i mi - do czasu, nim stałam się egonaturystką. Kim do cholery? Zaraz wyjaśnię, ale najpierw pozwólcie na odrobinę może trochę infantylnej, poetyckiej i romantycznej opisówki.

Czas: późna wiosna 2015 roku - moja ulubiona pora roku. Miejsce: Wyspa Sobieszewska - moje ulubione miejsce plażowania. Nade mną piękne błękitne niebo i promieniste słońce, które swoją siłą przypomina, że lato tuż tuż. Pode mną gorący, biały, drobny bałtycki piaseczek. Po lewej i po prawej stronie, prawie po horyzont rozciąga się puściutka szeroka plaża. Za plecami wydmy i szumiący na nich powyginany od wiatru sosnowy las. Przede mną wydawać by się mogło bezkresne i lekko falujące morze. Spokój tego wyjątkowego miejsca, „zakłóca” jedynie od setek lat ten sam szum napierających na brzeg fal oraz śpiew ptaków, dochodzący z pobliskiego rezerwatu. Stoję całkiem sama i naga pośród tych dzieł natury. Lekki wiaterek figlarnie baraszkuje w mojej łonowej czuprynce, z premedytacją pozostawionej na swoim miejscu w naturalnym kształcie, wbrew jedynie słusznej i lansowanej od połowy lat osiemdziesiątych zeszłego wieku, porno ideologii podcinania, depilowania i bóg wie czego jeszcze. Moja najlepsza przyjaciółka, którą z dumą ucywilizowałam ucząc trudnej sztuki delektowania się własną nagością, poszła plażą na spacerek aż do krańca wydłużonej i odludnej wyspy. Jest twarda i odważna do tego stopnia, że niekiedy sama ją podziwiam. Na takie wypady, poza telefonem, nie zabiera ze sobą niczego - nawet awaryjnie ręcznika. Gdy napatoczy się na jakiegoś równie samotnego plażowicza nie zawraca tylko idzie dalej i nie zaprząta sobie nim głowy. A gdy ktoś po chamsku na nią się gapi, bezczelnie patrzy mu w oczy, zamiast chować ze wstydu wzrok po kątach. Mogłabym rzec, że w tej materii uczeń przerósł mistrza. Teraz jednak jestem sama i mam dużo czasu na wszelakie przemyślenia natury filozoficzno-emocjonalnej. W tym, my kobiety jesteśmy przecież najlepsze! Kiedy tak zamyślona, zbieram wyrzucane na brzeg małe bursztynki i wybieram atrakcyjniejsze muszelki, a słońce i wiatr smyrają moje dalekie od doskonałości ciało, uświadamiam sobie, jaka ogromna siła tkwi w tym całym naturyzmie.

Nie uważałam się nigdy i nie uważam nadal za typową naturystkę, choć z nagością żyłam za pan brat właściwie od młodości. Mam to szczęście mieć rodziców wyjątkowo tolerancyjnych i otwartych na świat, którzy zawsze byli wyrozumiali dla swojej córki-jedynaczki. Może dlatego, że sami nie byli święci i nigdy tego nie kryli? Wzrastali w epoce, w której inspirowały idee hippisów, a tam nie było miejsca na pruderię. A może też dlatego, że moja młodość przypadała na okres dorobkiewiczostwa lat dziewięćdziesiątych i notoryczny brak czasu dla dziecka, któremu rekompensowano to przymykaniem oczu na różne jego eksperymenty i wyskoki? A nie byłam i zresztą nadal nie jestem grzeczną dziewczynką. W każdym razie, w sferze nagości nigdy nie było problemu z chodzeniem po domu na golasa, wchodzeniem do łazienki, gdy któreś się myło, albo do pokoju gdy się przebierało. Gdy byłam nastolatką zaczęłam sypiać na golasa i tak zostało mi do dzisiaj. Inaczej po prostu sobie nie wyobrażam. Po własnym domu również chodzę zazwyczaj nago. Wygodniej i przyjemniej. W lecie i na urlopach korzystałam wielokrotnie z plaż naturystycznych. No i niejeden raz dostało mi się od różnych dewotów w pracy lub na ulicy za to, że sukienka była za krótka, albo że „zapominałam” stanika. Tak wiem, że straszne ze mnie pusta i zepsuta kobieta, ale w końcu określenie „bezczelnej hedonistki” do czegoś zobowiązuje :-)

Do naturystów przystałam trochę przez życiowa przekorę. Zawsze fascynowało mnie to, że ta przecież zdecydowana mniejszość każdego społeczeństwa, będąca zlepkiem różnych, obcych sobie ludzi, potrafi natychmiast po zdjęciu gaci, bez problemu ze sobą się integrować, zapominając o ideologicznych, społecznych i ekonomicznych podziałach. Za młodu, ciekawiło mnie dlaczego byli oni (i są zresztą nadal) zawsze piętnowani, nierozumiani i często wyśmiewani przez pozostałą cześć pruderyjnego społeczeństwa. Wzrastając w takim, a nie innym domu, nie rozumiałam, dlaczego tzw. tekstylni utożsamiają nagość albo ze złem, albo dopuszczają ją jedynie w ściśle określonej formie, okolicznościach i czasie, zapominając że towarzyszy ona człowiekowi od zarania dziejów. Dziś wydaje mi się, że znam na te pytania odpowiedzi, jednak to temat na zupełnie inny artykuł. W naturystach dostrzegam jeszcze jedną pozytywna cechę. To ludzie, zazwyczaj szczęśliwi i pogodni, którzy akceptują siebie i nie zwracają uwagi na wzajemne niedoskonałości ciała. A nawet jeżeli mają z tym jakieś problemy, to wspólna egzystencja za każdym razem ich prostuje i przypomina, że niedoskonałości te są po prostu czymś naturalnym i powszechnym. Takim ludziom łatwiej żyć i znosić trudy egzystencji. Myślę, że pośród nich jest znacznie mniej zgorzkniałych i zatruwających życie innym tyranów, upierdliwców, malkontentów i hejterów. Możecie zapytać w tej sytuacji dlaczego znalazłam swój własny ego- sposób na naturyzm i jak przekabaciłam na niego kilkoro swoich przyjaciółek? Przyczyniły się do tego typowe kobiece fobie, nieprzyjemne wydarzenia z życia i jednak pewne mankamenty, które dostrzegam w naturyzmie. O tym wszystkim poniżej Wam opowiem.

Zapewne każda z Was przez to przechodziła, a może nawet cały czas tkwi w tym po uszy? Mnie dopadło to przed trzydziestką. To ten czas kiedy wstając rano i patrząc w lustro zaczynacie zdawać sobie sprawę, że bez tapety już nie przejdzie. Kiedy pierdolona waga jedynie pokazuje coraz więcej i mimo, że staracie dobrze się odżywiać i ruszać, nie ma zamiaru odpuścić. Kiedy w sporej wielkości szafie znajdujecie coraz mniej rzeczy, które mogłybyście na siebie włożyć, nie dla tego, że dzisiaj macie kaprys akurat na coś nietypowego, ale dlatego, że większość tego co tam zalega okazuje się już za ciasna. No i kiedy widzicie pierwsze objawy niedoskonałości reszty ciała, o których napisałam już we wstępie. W moim przypadku i tak nie było najgorzej, bo niektóre kobiety doświadczają jeszcze gorszych rzeczy, chociażby po ciąży, albo po chorobach i operacjach. Jednak wówczas, do mojej negatywnej samooceny doszło rozstanie z kolejną kochaną osobą i poszukiwanie winnego w samej sobie. Dziś, po tym nieprzyjemnym okresie, zostały prawie tylko wspomnienia. Dzięki moim przyjaciołom i zaangażowaniu we wstrojuewy patrzę na moje niedoskonałości już nieco z innej perspektywy. Potrafię panować nad świadomością, że są, że z czasem będzie ich coraz więcej i nie wykluczają mnie one z życia i kontaktów towarzyskich. Nawet do tego stopnia, że w ramach wspomnianej inicjatywy, pozuję w sesjach fotograficznych aktu i postanowiłam dzielić się swoimi pozytywnymi doświadczeniami na temat walki z własnymi fobiami z innymi kobietami. Co prawda nie wyzbyłam się całkowicie obaw przed negatywną oceną innych, ale paradoksalnie właśnie świadomość, że już nie będzie nigdy lepiej daje mi codziennego kopa. Staram się wyciskać z życia co się da teraz, bo niby kiedy indziej? W temacie naturyzmu musiałam jednak poczynić pewne zmiany. Gdy postanowiłam nakłaniać do samoakceptacji inne kobiety oraz po ostatnim związku postanowiłam pozostać już wieczną singielką nie było wyjścia. Nasze drogi musiały się rozejść. Dlaczego?

(1) Po pierwsze, zdecydowaną większość naturystów stanowią faceci. Potrafią oni ze znacznie mniejszym krytycyzmem podchodzić do własnego ciała i my kobiety powinnyśmy im z tego powodu szczerze zazdrościć. Te niekorzystne proporcje w naturyzmie stanowią dużą barierę psychologiczną dla wielu kobiet, które chciałyby w ten sposób się wyluzować, a nie mają np. partnera, partnerki, przyjaciela lub przyjaciółki o podobnych zainteresowaniach. Zawsze będziemy miały, w sumie błędne przeświadczenie, że samotna i naga kobieta na plaży naturystycznej może wzbudzać niezdrowe zainteresowanie, jakieś komentarze, docinki, albo być nagabywana. Nie pomogą nam zapewnienia, że społeczność naturystów kieruje się dosyć specyficznym i rygorystycznym „kodeksem honorowym”, co wolno, a czego nie wolno. Nie pomogą nam zapewnienia, że nawiązanie rozmowy na plaży naturystycznej nie jest niczym złym, a już na pewno nie jest równoznaczne z seksualnym zainteresowaniem. Wiele z nas błędnie utożsamia nagość z seksem i tego nie przejdziemy. Zawsze będziemy czuć się raźniej w grupie, a przynajmniej we dwójkę i brak zaufanego towarzystwa jest dla kobiet w naturyzmie dużą przeszkodą.

(2) Po drugie, obcowanie w grupie ludzi wyznających podobne zasady obyczajowe, ale jednak sobie obcych może napawać nas obawą, że jednak będziemy w jakiś sposób przez nich oceniane. Może się nam więc wydawać, że przed wizytą na takiej plaży powinnyśmy zrobić wszystko, aby pokazać się tam z jak najlepszej strony. Czyli tak jak podpowiada nam głupi świat być najlepiej szczupłe i zadbane. To całkowicie ślepa uliczka, będąca zaprzeczeniem idei naturyzmu. Tak rozumując nie będziemy różniły się w ogóle od tekstylnych, którzy kierują się w swoim życiu i plażowej modzie szeregiem zasad, co wypada, a czego nie wypada włożyć, aby zakryć te „brzydkie rzeczy”. Teoretycznie więc znów kolejna bariera psychologiczna, ale tym razem jednak mająca pewne uzasadnienie w praktyce. Społeczność naturystów jest całkowicie tolerancyjna pod względem budowy ciała, wieku, wagi i urody, jednak moim zdaniem spora jej część przesadną uwagę przywiązuje do dbałości o szczegóły, np. do depilacji owłosienia ciała. Tym przyłącza się, moim zdaniem, do szkodliwego trendu, który buduje w nas przeświadczenie, że człowiek z owłosieniem lub z innymi mankamentami to człowiek niedbały. Moja przyjaciółka Andrusia opisała ten problem w swoim artykule #5 (pt. GDYBY BÓG CHCIAŁ, ABY NASZE CIPKI I PACHY BYŁY GŁADKIE, NIE POZWOLIŁBY IM ZAROSNĄĆ). Wskazała w nim na kilka faktów, które mogą być dla naszej kobiecej psychiki w tym zakresie bardzo niebezpieczne. Nie powielając podanych przez nią argumentów, jedynie przypomnę podstawową prawidłowość, że widząc na około wydepilowaną większość jest nam trudniej się przeciwstawić i wyglądać inaczej. Jeżeli któraś z nas nie będzie miała ochoty lub czasu na depilację i jednocześnie nie będzie miała wystarczająco silnego charakteru, aby zamanifestować swoją odmienność, to po prostu zrezygnuje z wyjścia na plaże całkowicie. A to nie będzie już różnić się kompletnie niczym od tego, gdyby powodem naszej rezygnacji miałyby być rzeczywiste mankamenty naszego ciała. Nie podoba mi się wiec, że również naturyści ulegają modom. Co z tego, że na plaży naturystycznej nikt nie zrobi nam najmniejszej uwagi na temat owłosionej cipki albo pach? Same w swoich kobiecych głowach potępimy się z tego powodu znacznie dotkliwiej.

(3) Po trzecie, z podobnych powodów jak wyżej, czyli z obawy o negatywną ocenę innych obcych naturystów, możemy mieć obiekcje przed wyluzowanym zachowaniem i rozrywką na plaży. Osobiście chyba nigdy nie wydoroślałam i często mam ochotę na golasa robić tzw. niepoważne rzeczy. Wiem, że sporo osób też tak ma. Dla przykładu fajnie jest z przyjaciółmi zagrać w badmintona, pobawić się plażową piłką, zrobić na piasku pajacyka, powrzeszczeć na cały głos wbiegając do wody i chlapiąc się nawzajem, pogimnastykować się, pobiegać, albo zbudować zamek z piasku. Jednak wówczas w naszych głowach ta zła połówka od razu jątrzy i zniechęca. Najpierw, że takiej dużej dziewczynce już nie wypada, a potem, aby już całkowicie nas dobić, że w trakcie takiej zabawy wszyscy zobaczą jak lata i zwisa Wam brzuch lub cyc. I znów nie pomogą nam zapewnienia, że każda z nas tak ma, a reszta nagich plażowiczów ma ciekawsze rzeczy do roboty niż tylko gapić się na Ciebie i komentować Twoje ułomności albo zachowanie.

(4) Po czwarte, na typowej plaży naturystycznej możemy mieć również obawy przed faktem, że nasze reakcje fizjologiczne mogą wymknąć się nam spod kontroli. W tym zakresie tym razem gorzej mają faceci, bo muszą „borykać się” niekiedy ze wzwodem penisa, nad którym nie zawsze da się zapanować. Wcale nie musi być on objawem tego, że któraś z nas za bardzo mu się spodobała. Miałam już w życiu do czynienia z wieloma penisami więc wiem, że do wzwodu wystarczy niekiedy powiew wiatru :-) Choć takie sytuacje są rzadkością, mi nigdy taki widok nie przeszkadzał, bo staram się zawsze tłumaczyć i rozumieć ludzką fizjologię. Wręcz odwrotnie, uważam to za miłe i rozkoszne, szczególnie, gdy mam podstawy przypuszczać, że sama mogłam być sprawczynią tego typu reakcji. W każdym razie, nigdy nie rozumiałam oburzenia, jakie towarzyszyło niektórym naturystom, gdy ich koledze taka rzecz się przydarzała. To moja kolejna uwaga do tego środowiska. Coś co powinno być rozumiane właśnie przez nich jakby z automatu, jest zabronione i piętnowane. Jak wiadomo, my kobiety mamy w tym zakresie nieco łatwiej. Gdy zdarzy się nam odczuwać podniecenie (również mogące nie mieć przecież związku z bodźcami seksualnymi) jesteśmy w stanie w miarę je kamuflować. Mimo tego, niektóre z nas mogą odczuwać obawy, dyskomfort i krępować się, że ktoś obcy mógłby zauważyć nasze sterczące lub rozlane sutki, nie mówiąc już o mokrym śladzie na kocu, albo wystającym sznurku od tamponu gdy mamy okres.

Powyższe cztery mankamenty kobiecie otwartej, odważnej i rozumiejącej ludzką naturę nie powinny przeszkadzać w praktykowaniu typowego naturyzmu. Jednak ile takich z nas jest na tym świecie? Sama jestem gdzieś pośrodku. To właśnie te mankamenty, doświadczenia życiowe, chęć nakłaniania innych do akceptacji siebie i rozumienie kobiecej natury, która jest wyjątkowo pokręcona, sprawiły że zaczęłam poszukiwać własnej wersji naturyzmu. Mój egonaturyzm uważam za doskonałą formę jednoczesnej terapii i relaksu i będę do niego namawiała całym sercem wszystkie kobitki w ramach wstrojuewy. Chodzi w nim dokładnie o to samo co w pierwowzorze, ale celebrujesz go sama ze sobą lub w niewielkim gronie zaufanych osób. Najlepiej aby były to inne kobiety. W takich okolicznościach będziesz mogła całkowicie się wyluzować i nie martwić o wyszczególnione wcześniej problemy. No, chyba, że źle dobierzesz sobie miejsce i towarzystwo? Pamiętaj, że nie musisz koniecznie mieć do tego morskiej plaży, choć akurat ta lokalizacja gwarantuje najprzyjemniejsze doznania. Może to być również brzeg jeziora, rzeki, kamieniołom, ogród, działka, balkon, dach lub taras. Jeżeli jeszcze nigdy nie praktykowałaś naturyzmu, zacznij właśnie od egonaturyzmu! Najpierw spróbuj tego sama w bezpiecznym miejscu albo na typowej plaży naturystycznej, w oddali od pozostałych. Zdecydowanie odradzam Ci samodzielne wypady w nieznane i odludne miejsca lub z obcymi osobami umówionymi przez internet (chyba że masz jakiegoś bojowego zwierzaka do obrony albo czarny pas). Warto porozmawiać z rodzeństwem, najbliższymi lub przyjaciółmi, czy chcieliby z Tobą spróbować. Nie owijaj w bawełnę i pytaj śmiało pokazując, że potrafisz rozmawiać na intymne tematy. Może wśród nich znajdziesz kogoś, kto już to praktykował? Gdy będziesz plażować, a przypadkiem napatoczy się na Ciebie jakiś tekstylny, nie panikuj i pamiętaj, że to żadna tragedia. Ani Ty, ani on Ciebie nie zna i prawdopodobnie już nigdy w życiu się nie spotkacie. A jeśli nawet, to przez jakieś kilka lub kilkanaście sekund patrząc na Ciebie nie zdoła zanotować w pamięci żadnych istotnych szczegółów. Nie obawiaj się też kar ani mandatów, bo jeżeli nie jesteś na prywatnym terenie lub w rezerwacie, możesz tam plażować tak jak Ci się to podoba. Stróż prawa może ukarać Cię jedynie wtedy, gdy inna osoba złoży zażalenie na Twoje zachowanie. Jeżeli nie masz nikogo, z kim mogłabyś się w taki sposób wyluzować spróbuj z nami! W ramach wstrojuewy będziemy organizowały w przyszłości różnego rodzaju imprezy integracyjne w oparciu o formułę egonaturyzmu. Najważniejsze, aby w tej formie terapii i relaksu zrozumieć jaki zbawienny wpływ na naszą kobiecą psychikę ona przynosi. Napiszę raz jeszcze i w dużym skrócie. Widząc innych ludzi, szczególnie znajome kobiety, zauważysz, że one również borykają się z podobnymi lub innymi niedoskonałościami ciała. W realu nie zobaczysz ani sfotoszopowanego i „idealnego” ciała 90-60-90, ani gładkiej skóry, ani płaskiego brzucha, ani innych bzdur, którymi karmią nas na każdym kroku media. Oswojenie się z nagością i tymi niedoskonałościami sprawi, że inaczej popatrzysz na swoje życie. Będzie Ci łatwiej, bo jako pewniejsza siebie kobieta zaczniesz głośniej artykułować swoje potrzeby na różnych polach. A to ostatecznie sprawi, że Twoje życie stanie się może nieco łatwiejsze, ciekawsze i pełniejsze. Naturyzm i mój egonaturyzm na pewno nie będzie najlepszą formą relaksu i terapii dla każdej kobiety. Odpocząć oraz polubić swoje ciało można na wiele innych sposobów. Jednak moim zdaniem nie znajdziesz ich dużo, jeżeli zechcesz zrobić to jednocześnie. Na pewno będą miały z tym poważne problemy kobiety wychowane lub obracające się w środowiskach obyczajowo konserwatywnych lub ograniczone różnorodnymi uwarunkowaniami lokalizacyjnymi, rodzinnymi, kulturowymi i czasowymi. Jest mi takich kobiet żal i mówię to całkowicie szczerze, ze współczuciem. Jako empirystka, humanistka i hedonistka uważam, że zamykanie się w jakichkolwiek tradycyjnych, kulturowych ramach i świadoma rezygnacja lub zakazywanie komuś próbowania nowego, gdy innym to nie szkodzi, po prostu ogranicza i unieszczęśliwia. Komu więc chciałabym polecić mój egonaturyzm i która z Was koniecznie powinna go przynajmniej spróbować? Z pewnością każda z Was, bez względu na wiek, która nie ma wspomnianych ograniczeń obyczajowych, która ma problemy ze sobą, w zakresie wyglądu i ma wolę z nimi zawalczyć. Jednak nie aby te problemy całkowicie wyeliminować, bo tego się nie da, tylko aby je spróbować zaakceptować. Każda, która potrafi zrozumieć, że rozwiązaniem nie jest zamknięcie się w domu, albo ucieczka w obowiązki, tylko odwrotnie, wyjście do ludzi i korzystanie z dobrych przykładów oraz ludzkich postaw. Każda, która jednocześnie lubi odpoczynek na łonie natury, z dala od zgiełku, w ciszy i w spokoju. Znów posłużę się moją trochę infantylną, poetycką i romantyczną opisówką, aby trochę pomanipulować Waszymi emocjami. Egonaturyzm jest dla tych, które uspokaja słońce, błękit nieba, szum morza i pieszczota lekkiego ciepłego wiaterku na całym Waszym ciele. Dla tych, które lubią spacerować brzegiem morza po pustej plaży i rozkoszować się od stóp do głów dotykiem promieni słońca. Dla tych, które nie wstydzą się powrotu do dzieciństwa, gier i zabaw z piłką, w chowanego, w butelkę, w baba jaga patrzy, albo igraszek na piasku, czując jego ciepło pod stopami i pupą, robiąc w nim pajacyki, budując zamki, zagrzebując się w niego i wtulając jak w kołdrę. Powiecie mi, że to samo można również robić w gaciach i cyckonoszach. Prawda, ale to nawet nie połowa zabawy. Dlatego na koniec zawołam i zaapeluję: Egonaturystki wszystkich krajów - łączcie się! :-)

p.s. Niniejszy artykuł miał swoją premierę w ramach cyklu KOBIECA STRONA BLOGOSFERY, CZYLI WYZWANIE BLOGOWE NR 2: KOBIECY RELAKS, prowadzonym przez autorkę wtrampkachdocelu.pl

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0017

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #16    27.11.2015

KILKA SŁÓW O NAS SAMYCH.

o nas
© JejEkscelencja
Jutro dzień wolny! Ogła-
szam święto państwowe.

Może się wydawać, że pisanie o sobie to rzecz najłatwiejsza. Dopóty nie dopadnie nas wredny Alzheimer, musimy jedynie trochę się otworzyć, sięgnąć w głąb siebie i przenieść na papier, lub jak kto woli na elektroniczne bajty, suche fakty. Żadnej wiedzy merytorycznej lub wykształcenia tu nie potrzeba. No może trochę pisarskiego polotu, który jednak my kobiety mamy we krwi. W końcu chyba każda z nas praktykowała w tej materii już w podstawówce pisując pamiętniki. I chyba każda z nas w młodości nieświadomie doskonaliła też umiejętność lania wody, zaczytując się niezliczoną ilością opowiadań, romansideł i najróżniejszej poezji. To wszystko zostaje w naszych głowach, czy tego chcemy, ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... czy nie. Potem nie ma się co dziwić, że działka plotkarska, literacka, dziennikarska, blogerska i naukowo-humanistyczna, opanowana jest przez płeć piękną. Po prostu do tego trzeba mieć szeroko pojęte gadane, czyli dla przeciętnej z nas - normalka. Jednak w naszym przypadku napisanie zadanych 7 faktów o sobie, jako o blogerkach i publicystkach na portalu klubowym wstrojuewy, okazało się zadaniem arcytrudnym. Nie dlatego, że natrafiłyśmy na problem z otwarciem się lub na jakąś twórczą blokadę, ale dlatego, że nasz portal jest pomysłem i "produktem" zbiorowym - kilku autorek, które dodatkowo pragną zachować anonimowość. Zapewne, dopiero teraz dla wielu z Was okazało się jasne dlaczego posługujemy się względem siebie liczbą mnogą. Jednak powód dla którego chcemy być anonimowe, z pewnością może dziwić, a nawet intrygować. Jeżeli którakolwiek z Was zadała sobie trochę trudu i przeczytała podstawowe informacje na naszej stronie głównej, to już wie, że robimy coś nietypowego i na dodatek to „coś” dopiero raczkuje. Tym z Was, które tego nie zrobiły, wyjaśnimy tę kwestię w fakcie #1, ale tylko powierzchownie. Nie ma bowiem sensu w tej chwili powielać tego o czym napiszemy za niedługo na trzeci temat (dzień) wyzwania: SŁÓW KILKA O KATEGORII [naszego] BLOGA. Wówczas, wyjaśnimy dokładnie dlaczego w ogóle zajmujemy się tym, czym się zajmujemy.

Fakt #1. Dlaczego jesteśmy anonimowe? Naszą postawę w tym zakresie wymogła tematyka portalu wstrojuewy i polskie uwarunkowania kulturowe. Jesteśmy krajem ludzi w większości moralnie i obyczajowo konserwatywnych oraz pruderyjnych. Ludzi, którzy w większości nie potrafią swobodnie rozmawiać na trudne tematy dotyczące intymnych sfer życia, nagości, seksu, swoich pragnień, fantazji itp. Ludzi, którzy są często nieszczęśliwi i cierpią z tego powodu. Ludzi, którzy utrudniają innym dostęp lub nawet zabraniają oglądać, wyznawać lub praktykować postawy, wartości lub pasje, które czynią wyłom w tradycyjnym wizerunku kobiety - świętojebliwej, posłusznej żony, kury domowej i wielodzietnej matki. Można byłoby wymieniać wiele przykładów potwierdzających zaściankowość naszego społeczeństwa, ale wystarczy sięgnąć pamięcią zaledwie kilka dni wstecz, do prób zablokowania spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Ktoś chce oglądać takie rzeczy, to niech sobie ogląda. Ktoś nie chce, to nie ogląda - ot cała filozofia. Jednocześnie wspomniany konserwatyzm i pruderia są postawami dalece fałszywymi, gdyż większość radykalnych obrońców wartości, korzysta do woli, tylko cichcem, ze zdobyczy obyczajowej wolności. W naszej rzeczywistości, oficjalne prowadzenie, pod swoim nazwiskami portalu propagującego, za pomocą odważnej publicystyki i artystycznego aktu, naturalną kobiecość oraz obyczajowy libertynizm byłoby ryzykowne. Mogłoby się to wiązać np. z naszym publicznym napiętnowaniem, ze strony rodzin i znajomych oraz ludzi i środowisk niepostępowych. I nawet fakt, że nasze przedsięwzięcie ma charakter całkowicie niekomercyjny i społeczny nie stanowiłby w ich oczach względem nas żadnej okoliczności łagodzącej. Dlatego, przynajmniej na początku budowania i rozwijania naszego portalu pragniemy pozostawać anonimowe. Podobnie, nie będziemy wymagać ujawniania personaliów od naszych przyszłych czytelniczek i klubowiczek - autorek tekstów i pozujących modelek. Tak samo jak i my, będą one mogły pozostać całkowicie anonimowe i identyfikować się na wzajem za pomocą nicka, avatara i krótkiego określenia, myśli lub motta.

Fakt #2. Ile nas jest i jak się zorganizowałyśmy? Jest nas zaledwie kilkoro. Nie kilka jak można byłoby powiedzieć, gdybyśmy były wyłącznie samymi kobietami. Kilkoro, bo dołączył już do nas również społecznie działający fotograf „rodzynek” - mężczyzna, z którym organizujemy i konsultujemy przyszłe poczynania, w zakresie tworzenia drugiego działu portalu – części fotograficznej i galeryjnej. Jak bowiem może już same się dowiedziałyście z naszej strony, lub domyśliłyście się z dotychczasowej treści tego artykułu, nasz portal będzie się składać docelowo z dwóch działów: publicystycznego (artykuły) i właśnie galeryjnego (prezentacja sesji aktów). Powoli zaczynają, do nas dołączać pierwsze chętne klubowiczki, na razie nieoficjalnie, gdyż strona wstrojuewy i proces rejestracji kandydatek i kandydatów jest jeszcze w organizacji. Każda nowa osoba uzyskuje podobne prawa jakimi dysponują założycielki i organizatorki przedsięwzięcia. Mogą one być pasywne lub aktywne, czyli jedynie czytać i przeglądać treści, ale i je komentować, a gdy zechcą, publikować swoje oraz w przyszłości pozować do aktów. Nie mamy żadnego kierownictwa. Decyzje w zakresie kierunków i strategii działania naszego przedsięwzięcia podejmujemy wspólnie, a gdy pojawiają się różnice zdań decyduje demokracja. Decyzje podejmujemy na bieżąco komunikując się elektronicznie lub w trakcie okresowych spotkań (patrz fakt #7). Gdy w danej sprawie zdania są podzielone po równo, decydujący głos ma zawsze jedna z koleżanek, która pełni rotacyjną funkcję administratorki i przedstawicielki. Zmiana na tym „stanowisku” następuje co miesiąc i obejmują je kolejne organizatorki przedsięwzięcia. Administratorka posługuje się nickiem JejEkscelencja. Tak - wszystkie uwielbiamy Seksmisję Juliusza Machulskiego, ale w odróżnieniu od wojujących feministek nie naginamy rzeczywistości i wcale nie uważamy, że Kopernik była kobietą!

Fakt #3: Kim jesteśmy? Jesteśmy kobietami! Zapewne niektóre z Was, czytając to, z pobłażaniem się uśmiechnęły, że właśnie odkryłyśmy Amerykę. Jednak czy na pewno ten fakt jest taki oczywisty? Dzisiaj w dobie komunikacji elektronicznej, zawierania i podtrzymywania znajomości zdalnie przez internet, możemy nie widząc drugiej osoby tworzyć na swój i innych temat fałszywe obrazy, treści i wyobrażenia. Ponadto, standardowy podział ludzi na kobiety i mężczyzn, niby tak bardzo oczywisty, nie jest przecież zgodny z rzeczywistością. Są np. transseksualne kobiety i transseksualni mężczyźni, które / którzy nie identyfikują się z żadną płcią. Nie tak dawno np. francuski sąd uznał prawo, aby osoba transpłciowa, mogła określić urzędowo swoją płeć jako nijaką. Bardziej spostrzegawcze od razu zauważą, że styl pisarski zdradza autorkę lub autora - ich charakter, osobowość, różne preferencje. Nie trudno się z tym nie zgodzić, więc zamiast przedstawiania w tym zakresie innych dowodów, pozwolimy wykazać Wam się na tym polu spostrzegawczością. Z tych samych powodów, a po części również z tych opisanych w fakcie #1, nie ujawnimy wprost naszego stanu cywilnego, preferencji seksualnych lub faktu posiadania lub nie dzieci. Jeżeli to Was bardzo interesuje, czytajcie między wierszami.

Fakt #4: Ile mamy lat? Nie wykluczone, że tym co napiszemy niżej narazimy się niektórym młodszym czytelniczkom i pisarkom. Uważamy, że wiek autorki / autorek często determinuje nie tylko tematykę bloga, ale i styl i jakość pisarstwa. Bardziej doświadczone życiowo i publicystycznie kobiety piszą zazwyczaj częściej o sprawach egzystencjonalnych, a rzadziej o tych przyziemnych: edukacji, macierzyństwie, plotach lub kulinariach. Absolutnie nie stawiamy wyżej tych pierwszych nad drugimi, a jedynie sporo upraszczając stwierdzamy pewną statystyczną prawidłowość. Po prostu kobiety, które liznęły już życia, zdążyły od niego dostać niejednego kopniaka, albo zamknęły za sobą pewien jego etap, posiadają albo więcej czasu, albo dodatkową wiedzę i zainteresowania, odmienne od tych z nas, które dopiero wkraczają w dorosłe życie. Skoro na naszym portalu zajmujemy się głównie tą pierwsza działką, to możecie wywnioskować, że jesteśmy kobietami dojrzałymi. I jest to prawda, bez względu na fakt co dokładnie przez to pojęcie rozumiemy. Jest ono bowiem na tyle szerokie, że obejmuje naszą płeć w przedziale od około 30 do 60-latek. Jednocześnie to nasza docelowa grupa wiekowa, do której adresujemy nasz przekaz. Nie oznacza to jednak, że do naszego klubu nie mogą przystąpić osoby w wieku np. lat osiemnastu albo osiemdziesięciu. Zapraszamy wszystkich, jeżeli wyznają podobne jak my wartości. Szczegółowo opisałyśmy je na stronie NASZ MANIFEST.

Fakt #5: Gdzie mieszkamy? Aktualnie wszystkie organizatorki wstrojuewy zamieszkują w Trójmieście, tzn. w Gdańsku, Gdyni i Sopocie. To nie znaczy, że tu się urodziłyśmy i spędziłyśmy młodość. Jedna z nas nawet urodziła się za granicą, oraz wszystkie wychowywałyśmy się poza obecnym miejscem zamieszkania. Wszystkie jesteśmy jednak Polkami i w tym Kraju zdobyłyśmy wykształcenie. Każda z nas ma własne mieszkanie i dawno porzuciła domowe gniazdo. Dlaczego aktualnie i akurat Trójmiasto? W życiu zazwyczaj w tym zakresie wybory bywają celowe, lub podyktowane przypadkiem i zrządzeniem losu. U nas zadecydowało to pierwsze. Każda z nas, w swoim życiu jadła chleb z niejednego pieca. Wszystkie mamy za sobą etap życia w Stolicy oraz w kilku innych dużych miastach Polski. Wybrałyśmy Trójmiasto, z wielu względów, ale najważniejszymi były: łatwość prowadzenia naszej aktualnej działalności zarobkowej (patrz fakt #6), szerokie znajomości z mieszkającymi tu wartościowymi ludźmi, dzięki którym możemy prowadzić przedsięwzięcie wstrojuewy i oczywiście dostęp do morza, które każda z nas ubóstwia.

Fakt #6: Gdzie pracujemy, poza przedsięwzięciem wstrojuewy? Tak akurat się złożyło, że wszystkie prowadzimy wspólną działalność zarobkową (nazwijmy ją gospodarczą), w formie spółdzielni. Trudno w kilku słowach sprecyzować nasze zajęcie, gdyż obejmuje ono wiele dziedzin ludzkiej aktywności. W dużym skrócie, zajmujemy się zaspokajaniem ludzkich potrzeb duchowych i cielesnych. Podejrzewamy, że w tej chwili większość z Was pomyślała o najstarszym zawodzie świata, ale nie myślcie stereotypowo! Czyż zaspokajaniem ludzkich potrzeby duchowych i cielesnych nie zajmuje się również np. fryzjer, kosmetyczka, fotograf albo malarz? Nasz biznes jest nietypowy biorąc pod uwagę obecne standardy organizacyjne i marketingowe. Dla przykładu, nie posiadamy biura, oraz cennika, gdyż usługi świadczymy zawsze u klientów na terenie całej Polski, a oni zawsze płacą nam za otrzymaną usługę z dołu, przelewem i w kwotach według własnego uznania. Dziwne? Zaczekajcie, bo to nie wszystko. Nie posiadamy żadnej strony internetowej, nie promujemy się w mediach społecznościowych, ani nie korzystamy z tradycyjnych form reklamy. Nowi klienci znajdują się sami, tzn. zawsze tylko z polecenia dotychczasowych. A kiedy już ktoś nowy nim zostanie to „po grób”. Statystycznie, około 90% nowych klientów staje się naszymi stałymi klientami. Są nimi głównie kobiety oraz osoby dotknięte przez los fizycznie lub duchowo. Dlatego, niektórzy traktują naszą działalność jako wielce pożyteczną, klasyfikują nawet jako charytatywną, a jeszcze inni rozpieszczają nas nazywając Aniołkami. To jest dla nas największą nagrodą. Nasza działalność zarobkowa nie jest w ogóle związana z tym co robimy w ramach wstrojuewy. To ostatnie to nasza odskocznia i próba zaistnienia w czymś zupełnie nowym, o czym wszystkie po swojemu marzyłyśmy i ostatecznie zrealizowałyśmy łącząc indywidualne wizje w jedną. To tyle w tym temacie. Podejrzewamy, że niektóre z Was ocenią to co właśnie przeczytały bardzo krytycznie. Fakt, napracowałyśmy się, aby nic konkretnego nie napisać i tym samym niejedną z Was poirytowałyśmy. No cóż. Jako kobiety powinnyście wiedzieć, że najciekawsze jest nie to co o sobie mówimy wprost, tylko to co sugerujemy lub przemilczamy. Domeną kobiecości jest rzeczy najfajniejsze i najwartościowsze powoli poznawać, celebrować i dawkować, a nawet pozostawiać na przysłowiowy deser. Jeżeli z czasem się polubimy, wykażecie się cierpliwością i z nami zostaniecie, to kiedyś najprawdopodobniej wszystkiego się dowiecie.

Fakt #7: Co robimy w wolnym czasie? Z uwagi na obowiązki opisane w fakcie #6, oraz działalność społeczną przy przedsięwzięciu wstrojuewy, niestety od około połowy roku nie mamy prawie w ogóle wolnego czasu. Jeżeli jednak znajdujemy wolne chwile, to oczywiście każda z nas ma przynajmniej kilka ulubionych zajęć. Niektóre lubią np. książki, inne gry komputerowe, pichcenie, komponowanie muzyki, majsterkowanie (tak, dobrze przeczytałyście), kibicowanie drużynom piłkarskim (tak, też dobrze przeczytałyście), aktywność fizyczną (rower, basen, fitness) itp. Z powodów opisanych już wcześniej, nie będziemy szczegółowo przedstawiać co konkretnie lubi każda z nas, a jedynie skupimy się na trzech rzeczach, które robimy wspólnie.

A. Uprawiamy aktywność fizyczną i wzajemnie się do tego mobilizujemy kupując od dawna, zawsze na ten sam okres karnety fitness (zumba, fitball, bodyball, płaski brzuch). Nie przesadzamy jednak w tych sprawach. Zdrowy rozsądek przede wszystkim. Zazwyczaj 2 x w tygodniu, a jak któraś jest okresowa, ma służbowy wyjazd lub inne prywatne sprawy to nie robimy jej z tego powodu wielkiego halo i nie każemy odrabiać ;-) Podobnie podchodzimy do spraw związanych z prawidłowym odżywianiem. Ogólne znane i zalecane dobre praktyki w tym zakresie na co dzień TAK, ale od jednego hamburgera raz w miesiącu albo od słodyczy raz w tygodniu człowiek nie umrze. No i dzięki temu każda z nas psychicznie jest jako tako normalna oraz wygląda całkiem nieźle; ani kościotrup, ani otyła - ot, naturalna, przeciętna kobieta.

B. Wszystkie jesteśmy gorącymi orędowniczkami hedonizmu, a jak wiadomo ten zachęca do korzystania z życia i zabawy, bo każdy dzień jest niepowtarzalny. Jutro możesz nie dostać już drugiej szansy na to czy tamto, oraz będziesz dodatkowo starsza i jeszcze mniej będzie Ci się chciało. Hedonizm niesłusznie kojarzony jest w polskim społeczeństwie z negatywnymi postawami. Zazwyczaj dlatego, że wszystkie jego odmiany wrzuca się do jednego worka, razem z konsumpcjonizmem i egoizmem. My określamy się mianem hedonistek etycznych, gdyż dążymy do własnej satysfakcji i szczęścia, ale jedynie metodami, które nie tylko nie krzywdzą innych, ale i zapewniają im te same doznania co nam. Niektóre z Was prawdopodobnie znów pójdą po linii najmniejszego oporu i zaszufladkują nas jedynie do „koneserek cielesnych doznań”. I może, aż tak bardzo się nie pomylą, ale to jak zwykle przy powierzchownej ocenie tylko połowa prawdy. Hedonizm etyczny faktycznie stawia na działania wokół cielesności, jednak tylko takie, których efektem finalnym jest również szczęście duchowe, równowaga i unikanie psychicznego bólu lub cierpienia. Czyli jak widzicie, stawia praktycznie na to samo, czego chyba pragną wszystkie kobiety, tylko inaczej to nazywając. Generalnie, jesteśmy otwarte i podchodzimy na luzie, bez fałszywej pruderii do wszelkich spraw związanych z zabawą, jedzeniem, używkami, hobby, pasjami, towarzystwem, seksem i eksperymentowaniem w wyszczególnionych kategoriach. Dla przykładu, przynajmniej raz w miesiącu, w weekendy organizujemy tzw. burzę mózgów, czyli zazwyczaj dwudniowe domowe naked party. Pretekstem jest omawianie i planowanie działań zwianych z naszą działalnością zarobkową oraz przedsięwzięciem wstrojuewy, ale drugą połowę czasu poświęcamy zawsze na dobrą zabawę, nierzadko w szerszym gronie. W lecie burze mózgów organizujemy często pod chmurką, przy ognisku lub grillu.

C. Jak już wcześniej wspomniałyśmy, uwielbiamy morze. Siłą rzeczy jest to Bałtyk, ale przyznamy uczciwie, że większość z nas nie jest w tym zakresie patriotkami. Oprócz jednej koleżanki, zdecydowanej większości dużo bardziej „leżą” śródziemnomorskie klimaty. Jednak jak to mówią: Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Uwielbiamy słońce, morze i plażę, ale w specyficznej formie, która nie jest typowa dla większości kobiet. Nie znosimy publicznych i miejskich plaż, zgiełku, tłumu plażowiczów, dziecięcych wrzasków i walki o wolne miejsce. Jesteśmy mieszczuchami, więc dla odmiany lubimy wypoczywać w spokoju i harmonii. Mimo, że mieszkamy w aglomeracji, znalazłyśmy na jej obrzeżach takie miejsca, które gwarantują spokój i intymność. Jak tylko możemy i oczywiście gdy jest ciepło, umawiamy się w naszej grupie i tam jedziemy spędzać wolne chwile. Prawie zawsze opalamy się nago. Nagość to dla nas rzecz całkowicie naturalna i normalna. Mimo tego, nie można nas nazwać stuprocentowymi naturystkami. Nie widzimy w naturyzmie nic złego; wręcz odwrotnie jest postawą godną pochwały. Jednak my jesteśmy tzw. egonaturystkami - to nasza własna terminologia. Wolimy obcować same ze sobą lub w nieco szerszym gronie osób zaufanych, niż w dużej społeczności ludzi o podobnych poglądach, ale jednak sobie obcych i w większości reprezentowanych przez mężczyzn lub pary. Egonaturyzm, czyli nagość na łonie natury, w pojedynkę lub tylko w gronie kilku zaufanych osób, daje nam kobietom większą intymność i jest dla nas łatwiejszy do zaakceptowania, bo jak wiadomo, my kobiety mamy często problemy z akceptacją niedoskonałości własnego ciała. Korzyści psychiczne z jego praktykowania, poczucie wolności i relaks jaki on zapewnia mogą zrozumieć tylko te z Was, które nie są pruderyjne, są otwarte na świat, nowe doznania i nie myślą stereotypowo. Te z Was, które lubią obcowanie z przyrodą i ciszą, zakłócaną jedynie uspokajającym szumem morza i niekiedy krzykiem mew. Te z Was, które potrafią czerpać satysfakcję z dotyku i pieszczot słońca oraz delikatnego ciepłego wiatru na całym swoim ciele; albo z zabawy w pajacyka w gorącym, prawie parzącym piasku; albo ze spaceru brzegiem morza po wyludnionej, pustej po horyzont plaży. Więcej o egonaturyźmie będziecie mogły przeczytać w drugim temacie (dniu) wyzwania blogowego: KOBIECY RELAKS.

p.s. Niniejszy artykuł miał swoją premierę w ramach cyklu KOBIECA STRONA BLOGOSFERY, CZYLI WYZWANIE BLOGOWE NR 1: 7 FAKTÓW O AUTORCE, prowadzonym przez autorkę wtrampkachdocelu.pl

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0016

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #15    18.11.2015

NA CHOLERĘ NAM KOBIETOM OSIEMNASTOLETNI MISTER POLSKI?

Rafał Jonkisz - Mister Polski 2015
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Od niedzieli 15 listopada mamy nowego Mistera Polski 2015. Dotychczasowego Rafała Maślaka zastąpił również jego imiennik - Rafał Jonkisz z Rzeszowa. Zapewne nie napisałabym na jego temat żadnego artykułu, gdyby nie wiek zwycięzcy. Przecież to jeszcze dziecko!!!

Pewno narażę się tym tekstem wielu nastolatkom, szczególnie tym bezpośrednio przed dwudziestką. Jak można nazywać już pełnoletnią osobę dzieckiem?! Wybaczcie moje emocje; to chyba żal po poprzednim Rafale. Był dla mnie jakiś taki bardziej męski, swojski, ładniejszy, normalniejszy, wygadany, wykształcony. Można było do niego mieć to czy tamto, ale miał słuszniejszy wiek. Miał przynajmniej te 25 lat! A dla kobiety, choć wolę sformułowanie dziewczyny ;-) i tego się będę trzymać, takiej jak ja, czyli przeciętnej trzydziestolatki to ma znaczenie. Różnica wieku nie była poprzednio jeszcze na tyle duża aby móc pofantazjować albo śnić jakby to było gdyby. Oj zdarzyło mi się podczas zeszłej kadencji Mistera ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... kilka mokrych nocy. A teraz dupa, skończyło się! Bo przecież nie będę za każdym razem, gdy moja bujna wyobraźnia zwizualizuje nowego Adonisa, sprawdzać mu dowodu, aby upewnić się, że jest pełnoletni. Prędzej mi przejdzie jak w pamiętnej scenie profesora „Gargamela” w domu publicznym, gdzie bawili CK Dezerterzy. Jednak wystarczy już tych żartów i czas na bardziej merytoryczną argumentację. Najpierw wypada zastanowić się dla kogo w ogóle wybierany jest Mister Polski? Najbardziej logiczna odpowiedź brzmi - dla kobiet, dla naszej rozrywki, uciechy, zabawy. Oczywiście, to też biznes, promocje, różne akcje, przedsięwzięcia towarzyszące, w tym niektóre szczytne i pożyteczne. Może nie aż tak jak przy wyborach najładniejszych Polek, ale jednak. Skoro przynajmniej w założeniu przedsięwzięcie jest dla kobiet, to zastanawia mnie fakt co może przeciętnej kobiecie zaoferować osiemnastoletni „nowy” Rafał? Przeciętnej kobiecie, która interesuje się facetem jako towarzyszem życia, czyli począwszy od dziewczyny, która dopiero wkracza w dorosłość (jego rówieśnicy), przez kobietę dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestoletnią, a skończywszy na dojrzałych pięćdziesięcio- i sześćdzięciolatkach? Jak to co, zapytają niektórzy i bez zastanowienia wykrzyczą: wygląd ciacha! Może i tak, choć to kwestia gustu. Wszak niektóre z nas lubią produkty mleczne, niektóre kolorowe owoce, a niektóre czekoladę. Niektóre z nas lubią też towar świeży i prosto z fabryki jak chrupiący chlebuś, a niektóre dojrzały i leciwy jak wykwintny ser, czy wino. Niech i tak będzie - wygląd i co dalej? Czekam i jakoś cisza. Nikt nic nie mówi, dalej nie wymienia? To może niech obroni się sam nowy Mister? Mówi jedynie, że jego priorytetem jest dokończenie szkoły średniej i zdanie matury. Gdy to przeczytałam przez długi czas nie mogłam zahamować śmiechu. Czy takiego Mistera oczekują kobiety? Który jeszcze nie ma chociaż średniego wykształcenia, pracy, zajęcia, pozycji i mieszka z rodzicami, którzy go utrzymują? Czy przeciętna kobieta potrzebuje za przeproszeniem golca, który jeszcze jest nikim, ale za to dobrze wygląda? Hmmm... Właściwie mamy gender. Możemy więc odwrócić role, a przynajmniej nie powinnyśmy protestować przed takim rozwiązaniem. W końcu dlaczego by nie mieć w domu ładnego faceta, który jest tylko do pokazywania, tylko sobie leży i ładnie pachnie, i na którego to kobieta musi pracować i go utrzymywać. Pewnie fajnie byłoby pochwalić się takim „zwierzątkiem” przed koleżankami. Jednak już po chwili zastanowienia każda dojdzie do wniosku, że na dłuższą metę to raczej zły pomysł. Pewno niejedna z nas miała w swoim życiu do czynienia z tego typu facetami i wie, że nie są to dobrzy kandydaci na partnerów, mężów albo ojców. Niektórzy mogą zarzucić, że wybory miss też bazują jedynie na kryterium urody, a nie na tym co kandydatki sobą reprezentują. Tak, ale od faceta wymaga się jednak czegoś więcej. Wygląd faceta to rzecz zupełnie drugorzędna. Może być nawet szpetny, albo niepełnosprawny, ale musi sobą coś reprezentować. Powinien być najlepiej: inteligentny, zabawny, czuły, życiowo obyty i doświadczony, mieć ciekawy charakter, jakieś zdolności i możliwości zapewnienia rodzinie godnego życia. Nie na darmo każda z nas w swojej głowie, za każdym razem gdy poznaje obcego faceta, gdy jeszcze nawet nie zna jego imienia, już analizuje czy byłby dobrym kochankiem, przyjacielem, mężem albo ojcem. To dla nas rzecz całkowicie naturalna. A z nowym Misterem – raczej kicha! No może nie tak do końca, bo dotychczas wystąpił w „Mam Talent” oraz był wicemistrzem jakichś zawodów sportowych. Tylko, że tego do garnka nie włożę i nie ugotuję na tym zupy. Tak więc, co konkretnego może zaoferować kobiecie-materialistce oprócz wyglądu nowy Mister? Chyba nic z wymienionych wcześniej rzeczy. Bez urazy, ale podejrzewam, że w grę nie wchodzi nawet dobry seks, bo w nim również ma znaczenie praktyka i doświadczenie.

Przepraszam Cię „nowy” Rafale, że jestem dla Ciebie taka bezlitosna. Prywatnie nic do Ciebie nie mam i ładny jesteś, ale będziesz ładniejszy jak przynajmniej skończysz szkołę średnią i łykniesz trochę brutalnego życia; jak niejeden raz się potkniesz, jak tym się nie zrazisz, pozbierasz się i wstaniesz silniejszy. Tym pokażesz, że jesteś już prawdziwym mężczyzną, a nie młodzieńcem, bo tych pierwszych szukają prawdziwe kobiety. A że nie jestem zadufaną w sobie i wszystkowiedzącą publicystką, obiecuję uważnie obserwować Twoje poczynania i kibicować Ci w tym, co będziesz robił pożytecznego. I na tej podstawie, bardzo chętnie odszczekam to co wyżej napisałam, bo wszystko w Twoich rękach. A może nawet kiedyś zmienię obiekt mojego fantazjowania?

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://gwiazdy.wp.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0015

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #14    16.11.2015

KALI POKAZAĆ CYCKI - ŹLE, KALI UDERZYĆ DRUGIEGO - DOBRZE.

Facebook pruderia
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Kilka dni temu, w trzecim odcinku cyklu WSZECHŚWIAT NA GOLASA, opisałam głośną sprzedaż na aukcji znanego aktu Nu Couché, włoskiego malarza Amedeo Modiglianiego, za bajońską kwotę 170 mln dolarów. Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma przemyśleniami na ten temat, bo transakcja ta została odnotowana również przez wiele portali, gazet i telewizji - w dość specyficzny sposób.

Zdegustował mnie fakt, że niektóre z nich (np. The Financial Times, CNBC, Bloomberg TV) relacjonując to wydarzenie ocenzurowały wizerunek tego dzieła! Leżącej nagiej kobiecie, którą przedstawia obraz, zakryto sutki i łonową czuprynkę (patrz pierwszy link). Można tylko domyślać się motywów ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... takiego działania. Czy było to objawem głupoty i pruderii relacjonujących to redakcji, czy było to podyktowane obawą przed utratą konserwatywnych czytelników i widzów, czy obawą przed banem wszechmocnych mediów społecznościowych? Osobiście uważam, że za całą tę ogólnoświatową histerię cenzurowania „złej i brudnej” nagości oraz za zaszczepianie nam w głowach wstydu przed nami samymi odpowiedzialne są przede wszystkim te ostatnie - właśnie media społecznościowe. To one są obecnie głównym hamulcowym postępu i obyczajowej liberalizacji, które konsekwentnie postępowały od połowy XX wieku, i które od dekady zostały zablokowane. Za tą polityką idą dostosowujący się do nich twórcy, publicyści, wydawcy i na końcu my same / sami. Wiadomo, że zawsze chodzi o kasę, w tym przypadku z reklam. To media społecznościowe, przez fakt, że ich użytkownikami jest duża grupa dzieci i nastolatków, z obawy przed oskarżeniami konserwatywnych rodziców, wprowadziły pod pozorem stania na straży moralności, kuriozalny zakaz pokazywania kobiecych sutków i cipek oraz penisów. A skoro większość usługodawców, sprzedawców, twórców i wydawców promuje swoje towary, usługi, dzieła i artykuły właśnie w mediach społecznościowych, muszą zamieszczać takie materiały i obrazy, które po ich udostępnieniu będą zgodne z ich polityką. Donos pruderyjnego obrońcy moralności do administratorów mediów społecznościowych i nawet selektywny ban fanpage'a kosztuje bowiem teraz zbyt wiele. Dzisiaj, w mediach społecznościowych bez problemu przechodzi nienawiść, hejt i rasizm, a nie przejdą np. gołe cycki. Niedawno, jednoznacznie udowodnił to niemiecki fotograf Olli Waldhauerpatrz (patrz drugi link). Zamieścił on na swoim profilu zdjęcie, które przedstawiało kobietę topless oraz ubranego faceta, trzymającego rasistowski komentarz. Zdjęcie zostało usunięte przez Facebooka w ciągu zaledwie dwóch godzin. Natychmiast po tym fakcie, fotograf zamieścił drugie, takie samo zdjęcie, jednak z zakrytymi piersiami. Tym razem nie zostało ono już usunięte. Znane są też różne oddolne akcje w stylu #FreeTheNipple (patrz trzeci link) albo #DoIHaveBoobsNow (patrz czwarty link), których celem jest pokazywanie głupoty i niekonsekwencji takich działań i pruderyjnych zakazów. Bo niby dlaczego kobiece sutki mają być zakazane, a męskie nie? Bo niby dlaczego ktoś ma decydować od kiedy lub do kiedy można zamieścić swoje zdjęcie topless będąc transseksualistką lub transseksualistą w trakcie terapii hormonalnej?

Uważam, że wszelkie akcje wolnościowe są potrzebne, bo zwracają uwagę na problem, ale nie będą w pełni skuteczne do czasu aż nie zmieni się model naszego skomercjalizowanego świata mediów. Tak będzie dopóki zasady moralne i obyczajowe kształtować będą prawnicy takich światowych potentatów jak Facebook i Google, które z obawy przed pozwami konserwatywnych oszołomów stworzyły swoje restrykcyjne regulaminy. Reszta ludzkości będzie musiała się do tego dostosować, czasami i na wszelki wypadek jeszcze bardziej ograniczając swoją wolność, nadinterpretując te zakazy i regulaminy. Bowiem, wielu uważa, że lepiej dmuchać na zimne i zrobić coś co będzie po prostu idiotyczne, np. zakryć piersi na klasycznym oleju, niż się narazić. Znane przysłowie trafnie to opisuje: „Jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one”. Tak powstaje zamknięte koło, które tylko coraz bardziej wpędza nas w kompleksy, pruderię i wstyd oraz buduje tabu wokół naszej cielesności. Potem przez to np. rezygnujemy z towarzystwa, seksu, zaniedbujemy wizyty u ginekologa, okresowe badania lekarskie, nie rozmawiamy o swoich potrzebach, a nasze dzieci przez brak edukacji zachodzą w niechciane ciąże. Czy w tym wszystkim jest jakaś szansa dla normalnych ludzi? Za niedługo startuje nasz antyhejterski i prolibertyński portal wstrojuewy.org. Mamy nadzieję, że to przedsięwzięcie skupi wszystkich, którzy nie mają ochoty krakać, tylko w sferze obyczaju mówić i pokazywać to na co mają ochotę. Już teraz zapraszamy!

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.maxim.com/...

http://www.sofeminine.co.uk/...

https://web.facebook.com/...

http://www.dnaindia.com/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0014

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #13    11.11.2015

WSZECHŚWIAT NA GOLASA odc. 3

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Po urlopowej przerwie przedstawiam trzeci odcinek z cyklu WSZECHŚWIAT NA GOLASA – nasz przegląd aktualności, w którym udostępniamy linki opisujące ostatnie i ciekawe wydarzenia: sesje fotograficzne, artykuły, blogi, akcje marketingowe, społeczne, naturystyczne itp., w których występuje nieskrępowana nagość. Szczegóły na temat cyklu znajdziecie we wprowadzeniu do pierwszego odcinka, opublikowanego 08.10.2015. Życzę miłej lektury oraz zapraszam do współredagowania cyklu i dzielenia się komentarzami.

1. Nagość w astronomicznej cenie! Znany obraz Amedeo Modiglianiego "Naga śpiąca" został sprzedany kilka dni temu na aukcji za 170 mln dolarów. Modigliani żył na przełomie XIX i XX wieku. Był włoskim malarzem, rysownikiem i rzeźbiarzem. Czy akty, które za niedługo zaczniemy wykonywać wstrojuewy też kiedyś osiągną takie ceny? Źródło: LINK ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... 2. W ostatnim, 10-tym odcinku Top Model ponownie odbyła się naga sesja. Jak zwykle, wszystko zostało perfekcyjnie sfotoszopowane i udoskonalone. Sztuczność aż do bólu, ale jest na co popatrzeć. Źródło: LINK

3. Krakowska fotografka Dominika Cuda, wydaje kolejny kalendarz charytatywny na rok 2016 z nagimi sportowcami. Środki ze sprzedaży przeznaczane są na zakup obuwia, odzieży oraz sprzętu dla młodych sportowców. Bardzo szczytne przedsięwzięcia i ładne zdjęcia, ale zastrzeżenia podobne jak wyżej. Źródło: LINK

4. Hollaback! Polska - międzynarodowy ruch przeciwko molestowaniu w przestrzeni publicznej oskarża o seksizm i uprzedmiotowienie nową kampanię Mohito. W reklamie naga modelka reklamuje torebki. Pokazane zostały tylko niektóre fragmenty ciała bez żadnych intymnych szczegółów. Nie widzę tu nic kontrowersyjnego. Widzę raczej zazdrość wojowniczych aktywistek. Źródło: LINK

5. Jak pokazują seniorzy z kanadyjskiego miasteczka Pilot Mound, wydawanie kalendarzy i pokazywanie w nich nagich ciał nie musi być zarezerwowane tylko dla młodych. Kalendarz "Baring It All for the Community", z rolnikami przy pracy, ma wspomóc lokalne centrum rekreacyjne. Źródło: LINK

6. Koniec roku, więc kolejny kalendarz. Fani zespołu piłki nożnej GKS-u Katowice będą mogli zakupić na rok 2016 kalendarz z modelką występującą topless, a konkretnie z namalowaną koszulką klubową. Nawet ujdzie. Źródło: LINK

7. Nagie ciało kobiety może być również intelektualne. Jeżeli ktoś ma w tym zakresie jakieś wątpliwości, rozwieje je w trakcie czytania nago literatury pięknej i patriotycznej. Wieczorem w święto Niepodległości, w ramach projektu Naked Girls Reading, w Warszawie odbędzie się oryginalny performers teatralny z udziałem burleskowych artystek, w tym Betty Q. Źródło: LINK

8. Przyjemny artykuł o ludzkim wstydzie z powodu swojego wyglądu, nagości, niewiedzy lub własnych porażek. Dlaczego się wstydzimy, jak poczucie wstydu utrudnia nam życie i jak z nim walczyć. Polecam ten artykuł, bo jest w klimacie wstrojuewy! Źródło: LINK

9. Piękna sesja aktu modelki z cyrkowymi słoniami fotografki Vanessy von Zitzewitz. Co prawda zawsze było mi szkoda tych wszystkich cyrkowych zwierzątek, ale efekt artystyczny jest. W każdym razie, ja bym się ich bała... Źródło: LINK

10. Szalone przedsięwzięcie, choć w szczytnym celu, w jednym z angielskich parków rozrywki. Grupa kilkudziesięciu wielbicieli rollercoastera przejechała nim nago i zebrała w ten sposób 21 tyś. funtów na charytatywną fundację. Źródło: LINK

11. Prawdziwa perełka dla wielbicieli wyrafinowanego piękna ludzkiego ciała, nagości, natury i artyzmu. Seria siedmiu filmów krótkometrażowych pod tytułem „If We Die Tomorrow”, przedstawia nagie kobiety i mężczyzn w różnych sceneriach i klimatach. Szczerze polecam! Źródło: LINK

12. Artykuł przedstawia sylwetkę i twórczość szalonego fotografa Alva Bernadine, który już w epoce fotografii analogowej tworzył oderwane od rzeczywistości akty, niektóre z pogranicza erotyki i pornografii, inspirowane sukkubami - kobiecymi i zmutowanymi demonami, np. o czterech nogach, bez głowy lub chodzących tyłem do przodu. Źródło: LINK

13. Totalnie kalendarzowo robi się nam w tym odcinku WSZECHŚWIATA NA GOLASA. Tym razem sami faceci, ale jacy! Angielscy wioślarze z Warwick ponownie zbierają fundusze. Warto zwrócić uwagę na ich kształtne i długie wiosła ;-) Źródło: LINK

14. Łodzianki i Łodzianie mogą podziwiać w Manufakturze akty fotografa Arkadiusza Branickiego. Zdjęcia z cyklu „My Body My Temple” (moje ciało, moja świątynia) ukazują nagie tancerki, baletnice i akrobatki - w sposób klasyczny, subtelny i zmysłowy. Źródło: LINK

15. Tekst o ambitnej akcji pozowania topless przez kobiety po mastektomii w ramach przedsięwzięcia Keeping Abreast. Wystawa fotografii w klasycznym, portretowym stylu, wykonana przez fotografkę Julię Holland była ostatnio prezentowana nawet w angielskim parlamencie. Źródło: LINK

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0013

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #12    22.10.2015

HEJT I KRYTYKA - DWIE POSTAWY W ODBIORZE SUBIEKTYWNE I NIEKIEDY TRUDNO DEFINIOWALNE.

Hejter Git Produkcja Kapitan Bomba
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Przyznam, że od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania czegoś w modnym ostatnio temacie hejtu, czyli mowy nienawiści. W końcu nasz kobiecy portal, który ma w swojej definicji antyhejterskość, powinien poruszać dość często tego typu kwestie. Co prawda w swoim manifeście http://wstrojuewy.org/manifest.html szczegółowo wyjaśniłyśmy nasze teoretyczne podejście w tym temacie, a w artykułach raczej jednoznaczne dajemy wyraz jego praktycznego rozumienia i zastosowania, ale doszłam do wniosku, że dodatkowy, osobny artykuł będzie bardzo na miejscu. Do jego napisania ostatecznie zmobilizowała mnie niedawna sprawa pisarki Olgi Tokarczuk, która została obrana lub przedstawiona w mediach (w zależności od punktu widzenia oceniających) jako cel zmasowanej fali nienawiści. Podobnie jak w moich innych artykułach, nie dołączę się jednak ani do jej zwolenników, ani do jej przeciwników, tylko posłużę się tym przykładem i omówię cały temat trochę w poprzek i po swojemu :-) ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Na początku chciałabym zapoznać Was z tym, jak definiuję i klasyfikuję negatywne sposoby wrażania swojego zdania w internecie. Przez HEJT rozumiem wyrażanie niezadowolenia, wrogości lub nienawiści, względem osoby, rzeczy lub zdarzenia, co objawia się ich negatywnym komentowaniem, ocenianiem, prowokowaniem kłótni, używaniem niecenzuralnych epitetów itp. Przez KULTURALNĄ KRYTYKĘ rozumiem negatywne wyrażenie swojego zdania względem osoby, rzeczy lub zdarzenia w formie, której nie można zaliczyć do hejtu, a więc jest to działanie najczęściej okazjonalne, pozbawione wrogości, niecenzuralnych epitetów itp. Przez KONSTRUKTYWNĄ KULTURALNĄ KRYTYKĘ rozumiem opisaną wyżej kulturalną krytykę, zawierającą dodatkowo propozycję lub sposób rozwiązania problemu poddanego krytyce. Obie, opisane wyżej formy krytyki nie mogą spełniać definicji nietolerancji, którą rozumiem jako odmawianie komuś prawa do manifestowania własnych poglądów, zachowania własnego wyglądu lub praktykowania własnych zachowań, które nie stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem świeckim. Jak przyporządkowuję różne wypowiedzi do wspomnianych trzech kategorii? Jeżeli ktoś napisze w komentarzu „Jesteś głupia”, to potraktuję to jako hejt. Jeżeli ktoś napisze w komentarzu „Twój artykuł jest słaby”, to potraktuję to jako kulturalną krytykę. Jeżeli ktoś napisze w komentarzu „Twój artykuł jest słaby, bo nie poruszyłaś sprawy X, Y, Z.”, to potraktuję to jako konstruktywną kulturalną krytykę. Jeżeli ktoś napisze w komentarzu „Jesteś głupia, bo nie poruszyłaś sprawy X, Y, Z.”, to potraktuję to jako hejt. Jak widać kluczową, przynajmniej dla mnie, kwestią jest zawsze użycie w komentarzu niecenzuralnych epitetów, z uwzględnieniem następującej ich interpretacji. Jeżeli kontrowersyjne sformułowanie lub epitet byłabym w stanie użyć sama względem innej osoby, kierując się moją ulubioną zasadą moralną „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe”, to powinnam zaakceptować je również względem siebie. Jeżeli według tej samej zasady uznałabym je za ostre i nienadające się do użycia względem innej osoby, to powinnam je potraktować już jako hejt. I tutaj zaczynają się schody. Istnieje wiele sformułowań i epitetów, których znaczenie jest jednoznaczne i dzięki ich użyciu nie mamy wątpliwości, czy są one hejtem, czy z kulturalną krytyką. Jednak istnieje też wiele takich, które są na granicy lub każda i każdy z nas interpretuje je inaczej z uwagi na odmienną wrażliwość emocjonalną, kulturę języka lub aktualny nastrój. Dlatego, moim zdaniem tak trudno walczyć z hejtem, gdyż często dotykamy kwestii subiektywnej interpretacji czyjejś wypowiedzi. Wielu hejtujących usprawiedliwia się podciągając to co robią pod kulturalną krytykę, a wielu krytykowanych oskarża krytykujących o hejt. W kwestii klasyfikacji sformułowań i epitetów niejednoznacznych, jeszcze nikt niczego rozsądnego nie wymyślił. Pozostaje nam jedynie empatia, przewidywanie ludzkich reakcji i lepiej zachowawcze używanie delikatniejszego języka, aby nie zostać źle zrozumianą lub zrozumianym. A gdy same lub sami doświadczycie czegoś, co będzie Waszym zdaniem na pograniczu, lepiej podejść do tego z dystansem, nie zakładać po drugiej stronie od razu złośliwości tylko jedynie niedelikatność i potraktować to jako konstruktywną krytykę - szkoda nerwów.

Analizując powyższy problem doszłam do wniosku, że we własnym usprawiedliwianiu się z hejtu lub we wzajemnym oskarżaniu się o hejt, kluczowe jest stosowanie podwójnych standardów, które każda i każdy z nas mimowolnie stosuje względem siebie i innych. Znacznie łatwiej uznać nam za negatywne zachowanie i hejt, poczynania innych, a nasze określić jedynie mianem kulturalnej krytyki. I wbrew pozorom nie dotyczy to tylko nas, zwykłych szaraczków, ale również instytucji i tzw. elit. W naszym kraju mamy wiele przykładów gazet, portali internetowych i osób ze świata mediów, showbiznesu i internetu, które zajmują się krytyką sztuki, mody, muzyki, filmu, telewizji, prasy, internetu itp., a faktycznie często imają się hejtu. Ludzie to praktykujący nie rozumieją zasady „Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe” i prawie codziennie produkują artykuły, programy i audycje, w których dominuje sarkazm, zawiść i sensacja, a sposób komentowania wcale nie można zaliczyć do kulturalnej krytyki. Oczywiście, można dyskutować, czy osoba skrytykowana i wyśmiana na to sobie zasłużyła. Przypominam jednak wszystkim krytykom, pełne pokory słowa Papieża Franciszka: Kim ja jestem, by go osądzać?” Niektórzy mogą ich usprawiedliwiać. To ich zawód, są w tym dobrzy, ich praca podoba się tłuszczy i tak zarabiają na życie. Czym różni się jednak takie tłumaczenie od wyjaśnień niemieckich cywilnych pracowników administracji w obozach koncentracyjnych w czasie II wojny światowej? Oni również tłumaczyli się, że mieli taką pracę i nie zdawali sobie sprawy z tego, że robią coś złego. Zawodowi krytycy również dość często krytykują hejt. To nawet zrozumiałe, bo gdy masz czarny charakter i na co dzień np. kradniesz, oszukujesz i kłamiesz, to chcesz, aby za zewnątrz ludzie myśleli, że jesteś aniołkiem - uczciwym i wartościowym człowiekiem. Apeluję do wszystkich krytyków - miejcie elementarną przyzwoitość. Jeżeli już musicie robić to co robicie, przynajmniej nie zabierajcie zdania w sprawach hejtu i nie oburzajcie się na innych hejterów. Jeżeli chce się krytykować hejterstwo, trzeba mieć samej lub samemu czystą kartę. Ja nigdy nikogo nie shejtowałam. Dlatego, mogłam napisać ten artykuł i współtworzę portal określany mianem antyhejterskiego. I moja konstruktywna krytyka polega na udzieleniu wam - krytykom następującej rady. Zacznijcie krytykować kulturalnie i konstruktywnie. A jeżeli tak nie potraficie, to wcale nie musicie robić tego co robicie. Zmieńcie pracę, bo obecną sprawiacie przykrość innym! Jak macie wątpliwości, postawcie się zawsze w roli osób, które w przeszłości shejtowaliście, nawet jeśli Waszym zdaniem na to zasłużyły. Miło?

Był hejt w showbiznesie, będzie i o hejcie politycznym i swiatopoglądowym. Tutaj wszyscy mają swoje za uszami. Z prawej strony sceny politycznej mieliśmy przykład zaplanowanej i zmasowanej nagonki hejterskiej przy ostatnich wyborach prezydenckich. Bez względu na sympatie polityczne i ocenę prezydentury poprzednika, z pewnością nie zasługiwał on na takie podłe ataki w komentarzach internautów oraz na swoich wiecach. Z pewnością też nie zasługuje na to samo obecny rząd, który tendencyjnie atakowany i obwiniany jest o całe zło tego świata przez media prawicowe, maryjne i ich zwolenników. W drugą stronę też nie jest lepiej. Bliskie mi środowiska liberalne i lewackie, dosyć często krzywdząco i na wyrost zarzucają stosowanie hejtu i obwiniają o nietolerancję naszych oponentów politycznych i światopoglądowych. Bardzo łatwo nam oskarżyć o hejt, nietolerancję i ksenofobię, gdy ktoś wypowie się negatywnie na temat np. Żydów, Cyganów, albo obecnych imigrantów. Bardzo łatwo nam oskarżyć o hejt, nietolerancję i homofobię, gdy ktoś wypowie się negatywnie na temat lesbijek i homoseksualistów. Dlaczego stosujemy wspomniane już przeze mnie podwójne standardy? Dlaczego gdy sami krytykujemy np. prawicę, kościół lub gdy samokrytycznie wyciągamy na światło dzienne ciemne karty naszej polskiej historii, to jedynie kulturalnie krytykujemy, albo jak to jeszcze ładniej niektórzy określają, obiektywnie stwierdzamy fakty?

Posłużę się tu wspomnianym na początku przykładem Olgi Tokarczuk. Wielu komentujących jej sprawę internautów miało za złe, że jej słowa, o Polakach jako kolonizatorach i właścicielach niewolników (względem chłopstwa z okresu Rzeczpospolitej szlacheckiej i międzywojnia) czy o Polakach jako mordercach Żydów (z okresu II wojny światowej) również powinny być traktowane jako hejt. A nie były tak traktowane, bo są uznawane za poprawne politycznie. I nie chodzi tu o zakłamywanie historii. Nikt nie neguje faktu, że poddaństwo chłopstwa było wyzyskiem, że Polska chciała zyskać kontrolę nad sąsiadami i zagarniała w historii ich ziemie, że zagarnęliśmy np. przed II wojną kawałek Czechosłowacji, że np. w czasie wojny nieliczni Polacy pomagali hitlerowskim okupantom, albo że np. zdarzały się mściwe akty przemocy na mniejszościach. To są jednak przypadki, które zdarzały się również innym narodom w historii Europy. W każdym kraju byli i są dobrzy i źli ludzie; zdarzały się i zdarzają rządy i sytuacje, które pchały i pchają narody do konfliktów i przemocy. Moim zdaniem, w sprawie Tokarczuk, nie zdała egzaminu żadna ze stron. Pisarka, bo doskonale wiedziała jakie emocje wywołuje w naszym Kraju historia i powinna wypowiadać się językiem wyważonym i dyplomatycznym. Mam nadzieję, że jej słowa zostały faktycznie niewłaściwie zinterpretowane, a cała sprawa nie miała na celu promocji jej osoby oraz jej twórczości. W przeciwnym wypadku byłoby to podłe. Nie zdała również egzaminu spora grupa internatów o przekonaniach narodowych i prawicowych, którzy po hejtersku grozili Tokarczuk śmiercią albo wyzywali ją od żydowskich szmat i ukraińskich kurew. Takie zachowanie i język zasługują na potępienie i ukaranie. W komentarzach pod prasowymi notkami o Tokarczuk oraz na jej profilu społecznościowym brakowało konstruktywnej kulturalnej krytyki. Zwolennicy pisarki chwalili ją za odwagę i wytykali przeciwnikom ślepy nacjonalizm. Drudzy bezkrytycznie określali pisarkę i adwersarzy jako zdrajców ojczyzny twierdząc, że bez względu na wszystko nie wolno pluć na swój kraj. Zabrakło ludzi, którzy starają się zachować zawsze jakiś złoty środek i wiedzą, że historia nie jest ani czarna, ani biała; że ocena historii nigdy nie będzie jednoznacznie obiektywna; że jej interpretacja zależy od punktu siedzenia i tego do jakich materiałów wcześniej się dotarło oraz w jakim środowisku było się wychowaną lub wychowanym.

Reasumując, antyhejterskość nie oznacza wyzbycia się prawa do krytyki. Można krytykować, ale bezwzględnie powinno się to robić w formule 3K - konstruktywnej kulturalnej krytyki. Tylko to pozwala na dialog i przyjazną komunikację z adwersarzem, która niekiedy może nawet zakończyć się przekonaniem jednej strony do zdania drugiej. W odróżnieniu od polityków, którzy tylko o tym mówią, same i sami starajmy się w swoich wypowiedziach zawsze łączyć, a nie dzielić i budować dookoła przyjazną atmosferę. Tam gdzie się nie da osiągnąć porozumienia nie zaogniajmy konfliktu, tylko go wygaszajmy. Same staramy się stosować tego rodzaju zasadę i jeśli już trzeba krytykować robimy to konstruktywne i kulturalnie. Dla przykładu, w artykułach o imigrantach (#4) lub o panie Charamsie (#8) pozwoliłyśmy sobie na dość ostre sformułowania, jednak bez epitetów i w formie, którą nie uznałybyśmy za krzywdzącą, gdyby użyto jej względem nas samych. Ten poziom chcemy utrzymać w przyszłości i mamy nadzieję na stosowanie tych samych standardów przez nasze przyszłe klubowiczki. Sam hejt to zło, które należy piętnować, ale którego jednocześnie nie da się całkowicie wyeliminować. Jego genezą jest ludzka zawiść i chęć dokopania temu, kto ma lepiej ode mnie. Nie hejtują ludzie szczęśliwi i nie mam tu na myśli zasobności ich portfela, tylko stabilizację emocjonalną (dobre relacje z rodziną, satysfakcjonujący związek i praca). Zawsze na świecie będą ludzie nieszczęśliwi, którzy w ten sposób będą wyładowywali swoje frustracje. Zawsze też będzie używany on instrumentalnie, np. do walki politycznej. Hejt można jedynie ograniczać poprzez spektakularne karanie szczególnie groźnych sprawców, którzy mają na sumieniu groźby, doprowadzają innych do depresji, samobójstw lub godzą w godność osób zmarłych albo ich rodzin. Miło, że coraz więcej środowisk, w tym Ministerstwo Sprawiedliwości, Spraw Wewnętrznych i Prokuratura zauważają ten problem. Mam nadzieję, że nowy rząd, bez względu jaki on będzie, postanowi z jeszcze większą determinacją walczyć z tym zjawiskiem. Miło, że niektórzy, jak np. ostatnio Wykop, sami zgłaszają odpowiednim służbom ewidentne przypadki hejterstwa. Szkoda tylko, że model biznesowy zdecydowanej większości portali branżowych i informacyjnych zbudowany jest w oparciu o sensację i kontrowersję, co tylko napędza mechanizm hejterstwa. Krzykliwe nagłówki i sposób pisania prowokują do publikowania skrajnych komentarzy, a strony takie to gratka dla reklamodawców i reklamujących się. Tym bardziej, będziemy wdzięczne wszystkim naszym wiernym czytelniczkom i czytelnikom, którzy docenią niekomercyjną formułę naszego portalu i starania, aby był on zawsze przyjaznym miejscem, wolnym od wszechobecnego chamstwa i nietolerancji.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0012

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #11    19.10.2015

KOBIETA I ŚWIAT – CYKLICZNY PRZEGLĄD WARTOŚCIOWYCH LINKÓW, CZYLI: OBYCZAJ, KULTURA, POLITYKA, ROZRYWKA I CIEKAWOSTKI, odc. 2

KOBIETA I ŚWIAT
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Przedstawiamy drugi odcinek z cyklu KOBIETA I ŚWIAT - cyklicznego przeglądu wartościowych linków do artykułów obcych, o tematyce obyczajowej, kulturalnej, politycznej, rozrywkowej, popularno-naukowej i ciekawostek, które dotyczą głównie kobiet oraz rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Zapraszamy do współredagowania cyklu i życzymy miłej lektury:

1. W ostatni weekend miały miejsce 3 ciekawe imprezy: 1) Hoop Likes Festival Gdańsk 2015 - festiwal "gwiazd" internetu, m.in. Youtube, Instagrama, Snapchata, popularnych blogerów i blogerkek modowych. 2) Poznań Game Arena 2015 - impreza dla fanów gier komputerowych. 3) RetroKomp Gdańsk - zlot pasjonatów i wystawa starych komputerów z lat 80-tych i 90-tych (np. ZX Spectrum, Commodore 64, Amiga, Atari itp.). Za rok napiszemy o nich już z wyprzedzeniem. Źródło: LINK 1, LINK 2, LINK 3 ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... 2. Gala opublikowała interesujący wywiad z podróżniczką Martyną Wojciechowską, która kończy niedługo 41 lat i zawsze będzie dla wielu z nas pozytywnym przykładem jak realizować swoje marzenia i pasje. Źródło: LINK

3. W życie weszły wreszcie nowe przepisy postępowania spadkowego, dzięki którym nie trzeba będzie zgłaszać sądowi, że nie będziemy brać odpowiedzialności za ewentualne zadłużenie zmarłego członka rodziny. Źródło: LINK

4. We Wrocławiu w ostatnią sobotę przeszedł Marsz Wyzwolenia Konopi. Manifestowali zwolennicy legalizacji marihuany, jej posiadania i refundacji przy zastosowaniach medycznych. Źródło: LINK

5. Jerzy Zelnik aktor znany z czasów PRL i roli Faraona został wkręcony przez prowadzących jedną z audycji Rock Radia w rozmowę telefoniczną, w której proszono go o wytypowanie (w domyśle zadenuncjowanie) kolegów aktorów, którzy są przeciwnikami partii PiS i obecnego Prezydenta. Aktor, aktywnie angażujący się w popieranie PiS, uważa że padł ofiarą manipulacji, a przeciwnicy tej opcji politycznej ostrzegają, że idą nowe czasy i w cenie będzie lizusostwo oraz donosicielstwo. Źródło: LINK

6. Tenisistka Agnieszka Radwańska wygrała w mijającym tygodniu, jeden z etapów turnieju WTA Tour 2015 w Tiencin w Chinach. Zawody organizowane przez Women Tennis Association odbywają się na kortach na całym świecie. Życzymy powodzenia w finałach! Źródło: LINK

7. Polityka.pl przypomniała przez nadchodzącymi wyborami swój ciekawy artykuł z końca 2014 roku, w którym zaprezentowano wyniki badań jakie postawy i poglądy seksualne prezentują wyborcy głównych partii politycznych. Miło było przypomnieć sobie ten artykuł, bo wynikały z niego ciekawe i zabawne wnioski. Najbardziej zastanawia mnie zadeklarowana, przeciętnie większa aż o 2 cm, długość penisów prawicowych wyborców ;-) Źródło: LINK

8. Polecam krótki artykuł w Newsweeku o ostatnim badaniu Polaków na temat, czy geje mogą być duchownymi. Zastanawiająca jest niechęć większości wierzących do tego, aby ich przewodnikami duchowymi były osoby o innej orientacji. Czyżby większość nie rozumiała tego, o czym mówi się co niedzielę w kościele? Źródło: LINK

9. Miejskie Zakłady Autobusowe w Warszawie doniosły, że właśnie zatrudniły setną kobietę kierowcę. Mimo tego, kobiety najwyraźniej nie garną się masowo do tego zawodu, bo nadal stanowią nie więcej niż 3% wszystkich warszawskich kierowców autobusów. Najmłodsza ma 23 lata, a najstarsza 60 lat. Źródło: LINK

10. Już 10.01.2016 roku odbędzie się 24. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ogłoszono cel zbiórki. Pieniądze będą przeznaczone ponownie na pediatrię i geriatrię. Można oczywiście wytykać Jerzemu Owsiakowi różne rzeczy, ale jeśli dzięki tej wielkiej akcji, na przestrzeni tylu lat, uratowano lub uproszczono proces leczenia tak wielu pacjentom, to tylko z tego powodu wszyscy jego krytycy powinni zamilknąć. Przepraszam za swoja naiwność - zapomniałam że mieszkam w Polsce. Źródło: LINK

11. Polski Kościół Katolicki, słowami abp Gądeckiego, niestety wykluczył możliwość dopuszczenia rozwodników do komunii, w kontekście różnych sygnałów, jakie pojawiały się od jakiegoś czasu w liberalnych mediach katolickich. Natomiast z zadowoleniem należy przyjąć odczytany w niedzielę w kościołach komunikat Konferencji Episkopatu, który mówił o apolityczności kościoła i jedynie przypominał obywatelom o obowiązku uczestnictwa w najbliższych wyborach parlamentarnych. Źródło: LINK 1, LINK 2

12. Ciekawy artykuł o kobiecie pozbawionej włosów, na skutek chemoterapii. O jej rozterkach i problemach. O tym, że wygląd kobiety łysej w społeczeństwie jest zazwyczaj nieakceptowany i wzbudza w nas niewłaściwe emocje. Źródło: LINK

13. Tym razem coś z przeszłości - o zakonnicy sw.Teresie z Avili, która żyła w XVI wieku, miała na pieńku z inkwizycją i była znana ze swojej nieposłusznej i krnąbrnej postawy względem skostniałego kościoła, w którym kobiety „miały milczeć”. Źródło: LINK

14. Sąd we Francji zgodził się na to, aby osoba transpłciowa, która nie czuje się ani mężczyzną, ani kobietą, mogła od teraz określać swoją płeć jako nijaką. Tylko kilka krajów na świecie oficjalnie uznaje płeć nijaką. Źródło: LINK

15. Krótki artykulik o gold digger'kach, czyli kopaczkach złota - kobietach, singielkach, które przez internet poszukują swojego bogatego księcia z bajki. Nie o prostytutkach, ale o wykształconych i inteligentnych kobietach, które uczciwie nie ukrywają czego w życiu chcą - żyć wygodnie i bez stresów, czyli tak jak każda i każdy z nas. Źródło: LINK

16. Może nasze ogólne złe mniemanie o klasie politycznej to tylko stereotyp? Posłowie w ostatniej kadencji okazali się bardziej pracowici i bardziej obowiązkowi. Kilka faktów w tej sprawie podała Rzeczpospolita. Źródło: LINK

17. Forsal opisuje częściowe wyniki ankiet jakie wojewodowie mają dostarczyć do Ministerstwa Pracy, w których mają zadeklarować ilości imigrantów jakie są w stanie przyjąć w swoich regionach w 2016 roku. Jak na razie chęć wyraziło tylko kilkanaście gmin w Kraju, deklarując możliwość przyjęcia łącznie zaledwie kilkuset osób, z 6,5 tysiąca jakie nam przypada. Tak to zawsze bywa z lekkomyślnym polskim huraoptymizmem. Najwygodniej demonstrować i witać imigrantów transparentami, ale już niewielu (i słusznie moim zdaniem) chciałoby ich mieć za sąsiadów. Nawarzyli piwa, a teraz niech inni się martwią. Źródło: LINK

18. Brigitte Bardot, legenda francuskiego kina lat 60-tych ubiegłego wieku, okrzyknięta wówczas symbolem seksu, skończyła niedawno 80 lat. Krótką notkę o tej znanej aktorce zamieściło Wprost. Źródło: LINK

19. Jeżeli chcecie sobie przypomnieć wszystkie dotychczasowe tzw. dziewczyny agenta Jamesa Bonda 007, to zapraszam tutaj. Za tydzień premiera 24-tego filmu z serii, w którym wystąpi 51-letnia aktorka Monica Bellucci - w końcu też dziewczyna :-) Źródło: LINK

20. Artystka Wendy Tsao przerabia lalki na znane postacie, aby uhonorować kobiety, które robią różne pozytywnie rzeczy: np. laureatkę Pokojowego Nagrody Nobla, modelkę, malarkę, astronautkę i naukowca. Źródło: LINK

21. Pozytywny przykład, jak przełamując własne lęki i robiąc tak niewiele, możemy z drugiej strony komuś bardzo pomóc. Historia studenta, który pozwolił w autobusie trzymać się za rękę niepełnosprawnemu umysłowo innemu chłopakowi i w ten sposób pomógł mu się uspokoić. Zapewne wiele i wielu z nas mogłoby mieć problem z takim gestem. Źródło: LINK

22. Ciekawy artykulik prostujący stereotypy na temat feminizmu i wyjaśniający czym w ogóle jest. Polecam każdej i każdemu, kto ma już jakieś wyrobione zdanie na ten temat. Pouczająca dawka teorii, ale niestety pokazująca jak bardzo wojujący feminizm i wiele środowisk feministycznych oderwany jest od swoich pierwotnych ideałów, począwszy od stosowania cenzury, a skończywszy na tym, że wiedzą wszystko lepiej. Źródło: LINK

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0011

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #10    16.10.2015

WSZECHŚWIAT NA GOLASA odc. 2

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Przedstawiamy drugi odcinek z cyklu WSZECHŚWIAT NA GOLASA – nasz przegląd wydarzeń i aktualności, w którym udostępniamy linki do ostatnich sesji fotograficznych, artykułów, blogów, akcji marketingowych, społecznych, naturystycznych itp., w których występuje nieskrępowana nagość. Szczegóły na temat cyklu znajdziecie we wprowadzeniu do pierwszego odcinka, opublikowanego 08.10.2015. Zapraszamy do współredagowania cyklu i życzymy miłej lektury:

1. Na New York Bridal Fashion Week pokazano między innymi koronkowe, bardzo prześwitujące sukienki ślubne, a modelki wystąpiły dodatkowo bez bielizny. Jak dla mnie prześliczne! Źródło:
http://m.nydailynews.com/...

2. Ana Maria Orozo Arsitizabal - odtwórczyni głównej roli w serialu Ugly Betty (Kolumbia, 1999-2001, w Polsce ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... znany jako Brzydula) wystąpiła w sesji aktu. Może nie byłoby nic w tym specjalnego, ale wynotowałam, bo Ana jest już po czterdziestce. Kolejny przykład, że akty nie są zarezerwowane tylko dla młodych kobiet. Źródło:
ttp://www.mirror.co.uk/...

3. Jedno z ujęć sesji do akcji zachęcającej kobiety do badania piersi zyskało sporą popularność w internecie, dzięki mistrzowi (lub mistrzyni) drugiego planu. Ciekawe ile mniej osób usłyszałoby o tej akcji, gdyby nie to zdarzenie? Źródło:
http://kobieta.onet.pl/...

4. Playboy - znany magazyn, głównie dla panów, rezygnuje całkowicie z publikowania rozbieranych zdjęć. Podobno powodem są: ekonomia, moda i zmiana profilu pisma. Zastanawiające dlaczego w wielu anonsach prasowych na ten temat używa się błędnego sformułowania, że Playboy rezygnuje z pornografii? Roznegliżowane króliczki Playboya nigdy nie były pornografią! Źródło:
http://m.wprost.pl/...

5. BuzzFeed - amerykański portal medialny zaprezentował filmik, na którym kilka BFF, czyli najlepszych przyjaciółek, wzięło udział w ciekawym doświadczeniu. Wszystkie miały się rozebrać i pokazać przyjaciółce pierwszy raz nago. Było trochę nerwów, aby przełamać wstyd, potem może i trochę kurtuazji, ale i sporo zabawy i pouczającego morału. Fajne :-) Źródło:
http://www.cosmopolitan.com/...

6. Nowa moda w internecie: #frozenchook - czyli pozowanie nago na "zamrożonego kurczaka". Albo ktoś kogoś wkręca, albo jakaś kompletna bzdura. Przynajmniej jak dla mnie. Źródło:
http://www.cosmopolitan.com/...

7. Lush - firma produkująca i sprzedająca kosmetyki drogeryjne została skrytykowana i oskarżona o szerzenie pornografii za swoją kampanię GO NAKED, w której przedstawiła swoje nagie pracownice. Cztery stojące kobiety, o naturalnych kształtach (w tym plus size), zostały pokazane jedynie od tyłu. Szczyt pruderii! Według mnie bardzo ładna reklama. Źródło:
http://www.dailymail.co.uk/...

8. Dwóch australijskich przystojniaków - Christopher Wayne i Mike Tyler występuje w show Nadzy Magicy, pokazując na estradach różne sztuczki. To zdecydowanie wyższa szkoła jazdy, bo przecież nie mogą schować karty lub chusteczki do rękawa. Gdyby występowali w Polsce, poszłabym :-P Źródło:
http://www.miamiherald.com/...

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0010

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #9    12.10.2015

KOBIETA I ŚWIAT – CYKLICZNY PRZEGLĄD WARTOŚCIOWYCH LINKÓW, CZYLI: OBYCZAJ, KULTURA, POLITYKA, ROZRYWKA I CIEKAWOSTKI, odc. 1

KOBIETA I ŚWIAT
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Każdego dnia pojawia się tak dużo ciekawych artykułów i materiałów, że nie sposób ich wszystkich udostępnić na fanpage, bo powstałby bałagan. Dlatego, będziemy je zbierać „do kupy” i co kilka dni publikować w formie przeglądu, w jednym poście. Będziemy wybierać dla Was materiały naszym zdaniem ciekawe i wartościowe, które będą dotyczyć głównie kobiet oraz rzeczywistości, w której żyjemy. Pierwszy odcinek jest naszą propozycją w zakresie tematyki materiałów, które chcemy prezentować. Prosimy wszystkich o komentarze, czy one Wam odpowiadają, czy chcecie coś w tym zakresie zmienić i czy w ogóle odpowiada Wam taka zbiorcza forma ich prezentacji?

1. Chyba większość wie, ale dla porządku i dla tych, które miały i którzy mieli to wcześniej „gdzieś” wypada ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... jednak odnotować. W niedzielę wieczorem nasza drużyna w piłce nożnej wygrała z Irlandią 2:1 i awansowaliśmy do Euro 2016! Źródło:
http://sport.newsweek.pl/...

2. W weekend w kilku miastach Polski odbyły się imprezy i marsze Różowej Wstążki w których amazonki, lekarze i wolontariusze przekonywali kobiety jak ważna jest profilaktyka antynowotworowa: badania mammograficzne, cytologiczne, kolonoskopowe, samodzielne badanie piersi itd. Cholera, a kiedy ja ostatnio to robiłam? Źródło:
http://lublin.gosc.pl/...

3. Jeżeli nie wiecie co to jest Pole Dance, to zapraszam do tego artykułu. To taniec, a bardziej ćwiczenia fitness na rurze (nie mylić z Lap Dance, czyli tańcem erotycznym). Artykuł przedstawia sylwetkę Pauli Jaworskiej, instruktorki Pole Dance, która opowiada o sobie oraz o różnych ciekawych psychologicznych i fizycznych aspektach tej dyscypliny. Źródło:
http://www.pomorska.pl/...

4. Krótka analiza nastrojów społecznych i sytuacji u naszego wschodniego sąsiada, na Białorusi, po ostatnich wyborach prezydenckich. Oczywiście, wygrał w nich niezniszczalny Aleksander Łukaszenka i będzie rządził już piątą kadencję :-))) Artykuł o tym, że wybory zostały sfałszowane, ale też o tym, że nic tam nie jest takie proste. O tym, że spora cześć społeczeństwa mimo świadomości, że Łukaszenka jest zły, głosuje na niego bojąc się zmian. Czyżby syndrom sztokholmski w skali całego narodu? Jakże współczuję takim otumanionym narodom, np. Białorusinom, Koreańczykom z Północy itp., że nie potrafią, nie mogą lub nie chcą z siebie wreszcie zrzucić swoich kajdan. Źródło:
http://www.polityka.pl/...

5. Trochę analogiczna sytuacja do opisanej wyżej. Wielkie obchody w Korei Północnej, która świętuje 70. rocznicę utworzenia komunistycznej i zbrodniczej Partii Pracy. Jak co roku uciemiężony naród i reżim wykonał tytaniczną pracę, aby zadowolić swojego umiłowanego przywódcę Kim Dzong Una. Były kolorowe parady, manifestacje, pompatyczne przemówienia, pokazy niezwyciężonej armii i miliony ludzi zaangażowanych w najróżniejsze szopki. Natomiast reszta bez zmian, czyli prześladowania, zamordyzm, ukrywana nędza, zacofanie i głód. Źródło:
http://wiadomosci.onet.pl/...

6. W dzisiejszym RMF antysystemowiec Paweł Kukiz opowiadał o swoich planach poparcia rządu PiS, gdy rządząca PO przegra wybory. Jak zwykle bez konkretów, które zostaną ujawnione dopiero po wyborach. Czy pomysł na wybierzcie mnie, a ja Wam na pewno zrobię dobrze zadziała? Ja za takie coś dziękuję! Jakoś nie mogę wyzbyć się wrażenia, że historia zatacza koło. Do władzy mogą dojść znowu ludzie i stworzyć koalicję, która na skutek kłótni szybko się rozleci. A może się mylę i nie doceniam zdolności adaptacyjnej naszej klasy politycznej? Może PiS po wyborach zwerbuje z innych ugrupowań wystarczającą ilość politycznych prostytutek i stworzy rząd większościowy? Cała władza w jednych rękach – to dopiero będą ciekawe czasy! A wszystko dlatego, że ciągle nam za mało, że nasza pamięć jest taka krótka. Ciągle marzeniem wielu jest nie ciepła, ale gorąca woda w ich kranach. Oby tylko za niedługo nią się nie poparzyli. Źródło:
http://www.rmf24.pl/...

7. Ciekawy artykuł o kobiecie w średnim wieku, która opowiada swoją historię miłości do drugiej kobiety. Historię o kobiecie, która nie deklaruje się ani jako lesbijka, ani jako heteroseksualistka, ani jako biseksualistka. Historię, która pokazuje jak bardzo złożone potrafią być ludzkie losy, wybory jakie dokonujemy i jak wiele odcieni potrafi mieć ludzka seksualność. Źródło:
http://www.telegraph.co.uk/...

8. Warta obejrzenia animacja z opisem, która przedstawia jak w naturalny sposób następuje poród dziecka, jak bardzo kobiece ciało dostosowuje się i jakiego wysiłku dokonuje aby temu zadaniu sprostać. Źródło:
http://www.dailymail.co.uk/...

9. Ula Ryciak, ceniona pisarka i scenarzystka, przedstawia w obszernym i bardzo ciekawym artykule kilka kobiecych sylwetek agentek i szpiegów, które używając rozumu i wdzięku, na przestrzeni wieków, walczyły w obronie różnych ideałów. Bez zbędnych opisów, gorąco polecam! Źródło:
http://weekend.gazeta.pl/...

10. W zeszły piątek ostatecznie przepadła ustawa o uzgodnieniu płci, projektu posłanki Anny Grodzkiej. Prace nad ustawą trwały dwa lata, w lipcu przyjął ją Sejm, niedawno zawetował nowy Prezydent. Ustawa nie dotykała kwestii medycznych, tylko regulowała prawne procedury związane z uzgodnieniem (zmianą) płci, np. zastąpienie obecnego trybu nieprocesowym oraz opiniowanie orzeczeniami lekarskimi. Według prawicy i innych ortodoksyjnych katolickich polityków, ustawa dawała pole do nadużyć, do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, itp. Źródło:
http://www.polityka.pl/...

11. Ashley VanPevenage, cierpiąca na trądzik i alergię studentka z USA, doznała sporo przykrości od hejterów, gdy w internecie zaczęły na początku roku krążyć fotografie pokazujące jej twarz przed i po wykonaniu makijażu. Kilka dni temu dziewczyna odcięła się wszystkim apelując, aby mający podobne problemy nie przejmowali się opiniami innych i aby starali czuć się dobrze we własnej skórze. Źródło:
http://www.cosmopolitan.com/...

12. Transseksualny Jamie Raines zaczął zażywać testosteron i przez 3 lata kuracji dokumentował zmiany jakie następowały w jego wyglądzie. W tym czasie zmieniły się na bardziej męskie jego rysy twarzy, głos na niższy i pojawił się zarost. Zdjęcia i film z tej przemiany możecie zobaczyć w linku. Duże uznanie dla jego najbliższych i dziewczyny, którzy wspierając chłopaka, stanęli na wysokości zadania. Źródło:
http://www.buzzfeed.com/...

13. Karin Slaughter, autorka poczytnych kryminałów, w wywiadzie na temat swojego najnowszego thrillera „Moje śliczne”. Mówi o przemocy wobec kobiet, o tym co ją inspiruje, jak zbiera materiały do swoich książek i że kobiety są zwykle bardziej podłe w planowaniu i w mordowaniu. Ciekawe... Źródło:
http://kobieta.interia.pl/...

14. Karolina Korwin Piotrowska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna, ze swoją wrodzoną, nieco wredną, ironiczną uszczypliwością rozprawia się z małżeństwem Terlikowskich, którzy najwyraźniej rozminęli się ze swoim powołaniem. W ostatnim czasie Małgorzata Terlikowska i Tomasz Terlikowski wystąpili w roli „ekspertów” od seksu oralnego i analnego. Źródło:
http://wiadomosci.onet.pl/...

15. Jeżeli nie słyszałyście / słyszeliście o czymś takim jak rugby kobiet, to bardzo proszę. Okazuje się, że nie tyko kobieca piłka nożna, siatkowa i ręczna mają się całkiem dobrze, ale nawet coś takiego. Wcale nie będzie stronniczo, bo akurat o drużynie skąd pochodzę – o Biało-Zielonych Ladies Gdańsk. Aż miło patrzeć, z jakim wdziękiem gdańszczanki piorą tyłeczki drużynom z innych regionów Kraju :-P Źródło:
http://m.trojmiasto.pl/...

16. Dnia 6 października obchodzony był Dzień Boskich Matek. Akcja o tym samym tytule, którą prowadzi Fundacja Rak’n’Roll, jest programem kompleksowej opieki dla kobiet w ciąży, chorych na raka, które na przekór wielu przeciwnościom, podejmują leczenie by urodzić zdrowe dziecko. Źródło:
ttp://www.rynekzdrowia.pl/...

17. Pewien ksiądz z Poznania w konwencji ocierającej się o parodię, zamieścił film i w ten sposób odniósł się do coming outu ks. Charamsy. Jego przesłaniem jest to, że jest wierzący, jest heteroseksualny, nie ma żony, dzieci i jest zadowolony z celibatu oraz zachęca innych księży do manifestowania takiej postawy. Źródło:
https://www.youtube.com/...

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0009

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #8    11.10.2015

PAN CHARAMSA - KOŚCIELNY SZKODNIK, PSEUDO-REWOLUCJONISTA.

ks. Krzysztof Charamsa
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Minął tydzień od medialnej szopki ks. Krzysztofa Charamsy. Dla porządku będę nazywała go dalej Panem Charamsą, gdyż w moim mniemaniu był on już od dawna osobą świecką i w dodatku oszustem. Skąd u mnie, osoby zazwyczaj używającej dyplomatycznego języka, taka ostra ocena - wytłumaczę nieco dalej. Z początku media rozpisywały się szeroko i na bogato o tym bohaterze, ale wystarczył tydzień, sprawa się przejadła i na szczęście wszystko wróciło do normy. Właśnie! Czy powinnam użyć takiego sformułowania, że na szczęście wszystko wróciło do normy? Skoro uważam się za myślącą katoliczkę i umiarkowaną feministkę, to powinnam z radością witać wszelkie wydarzenia, które zmuszają ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Kościół Katolicki do dialogu światopoglądowego, samooczyszczenia i reformacji. Po prostu zależy mi na tym, aby KK znajdował zawsze jakiś złoty środek między ortodoksją, a nowoczesnością, gdyż moim zdaniem bez tego w ciągu 2-3 najbliższych pokoleń przestanie istnieć. Niestety, argument że KK przetrwał już dwa tysiące lat tylko dlatego, że był ortodoksyjny nijak ma się do obecnego porządku świata. Dziś, w epoce wolności słowa, internetu i lotów kosmicznych nakłanianie do przyjmowania jedynie słusznego nauczania tylko dlatego, że tak robiły nasze prababcie, babcie i matki już do ludzi nie przemawia. A ostateczny argument na niepokornych - tortury lub stos na szczęście wyszedł już z mody. Przez ostatnich kilka dni obserwowałam całe to medialne zamieszanie z Panem Charamsą z mieszanymi uczuciami. Przeczytałam wiele wypowiedzi w tej sprawie z różnych stron. Chyba już nikt mądry nic do tej sprawy nowego nie wniesie, dlatego chciałam z Wami, już na spokojnie, podzielić się swoimi przemyśleniami. Nie będę jednak powielać tego samego. Skupię się na czymś innym, niż większość koleżanek i kolegów publicystów. Dlatego, z góry zaznaczam, że artykuł przeznaczony jest dla ludzi, którzy czują z kościołem lub wiarą jakąś, mniejszą lub większą, specyficzną i liberalną więź. Nie zrozumieją go ani ortodoksyjni katolicy a’la Radio Maryja, ani zatwardziali ateiści.

Nie podzielam w ogóle entuzjazmu i zadowolenia środowisk LGBT, mediów lewicowych i wojujących feministek, które wielopłaszczyznowo roztrząsały w zeszłym tygodniu sprawę Pana Charamsy. Na dodatek wielu uczyniło z niej pretekst do dokopania KK i wykazania jakie to zgniłe i zakłamane miejsce, a obiektywnie rzecz biorąc - tak przecież nie jest. Ta sprawa, zamiast spowodować pozytywne konsekwencje, dialog i zmiany w postrzeganiu przez kościół homoseksualności, raczej spowoduje odwrotny skutek. Wszystkim optymistom radzę dać sobie na wstrzymanie. Uważam, że biskupi w obliczu medialnego ataku i presji przyjmą postawę obronną, zaczną się od tematu odcinać, negować i zamiatać wszystko jeszcze bardziej pod dywan. To spowoduje, że mentalnie cofniemy się kilka lat do ery przedfranciszkańskiej. Nie trzeba być wielkim strategiem, aby wiedzieć, że najlepszą obroną jest atak. Nie trzeba być też wielkim psychologiem, aby wiedzieć, że w atmosferze konfliktu i nagonki do niczego konstruktywnego się nie dojdzie. W całym tym bitewnym zgiełku najbardziej ucierpią katoliccy reformatorzy. Z pewnością ucierpi np. Tygodnik Powszechny nieświadomie użyty jako jeden z trybików całego medialnego show Pana Charamsy. Dostanie się również innym liberalnym katoliczkom, katolikom i katofeministkom, bo ortodoksi będą wytykać palcami, że od nas rozpoczyna się ta cała zgnilizna i tylko siermiężny ultrakatolicyzm jest w stanie uchronić KK od klęski. Podzielam wyjątkowo zdanie (aż sama się sobie dziwię) człowieka, którego poglądy często zasługują na potępienie, ks. Dariusza Oko, że dla Pana Charamsy ważniejszy okazał się seks niż Bóg. Oczywiście, nie seks w sensie dosłownym, tylko w przenośni. Pan Charamsa, występując w sutannie i przedstawiając na konferencji swojego partnera oraz skupiając się w swoim coming-oucie jedynie na kwestiach swojej orientacji seksualnej zrobił sobie niezłą promocję, a całej reszcie dużą szkodę. Co prawda przedstawił w dziesięciu punktach tzw. „nowy manifest wyzwolenia”, generalnie poruszający bardzo słuszne kwestie. Sformułował to jednak w postaci żądań, czyli w formie, której butna hierarchia kościelna nigdy nie zaakceptuje. I nie chodzi tu akurat o kościół. Czy wyobrażacie sobie, aby żołnierz lub policjant nawet średniego stopnia publicznie pouczał swoje dowództwo jak ono ma postępować? To przecież nie do pomyślenia, bo grozi to anarchizacją każdej struktury. Jeżeli Pan Charamsa miał naprawdę na względzie dobro kościoła i ludzi go tworzących, w tym środowiska LGBT, powinien wybrać inną formę całego swojego przedstawienia, która nie spowodowałaby w adwersarzu oburzenia i reakcji obronnej. Pomijam już całkowicie fakt, że nasz bohater sponiewierał rękę, która przez ostatnie lata go karmiła. Będąc członkiem KK służył mu przez 17 lat i otrzymywał z tego powodu pewne profity. To podważa jego wiarogodność. Zastanawiam się, dlaczego wcześniej wszystkie te kwestie jakoś mu nie przeszkadzały?

Chciałabym być dobrze zrozumiana. Absolutnie nie potępiam Pana Charamsy, za to że jest homoseksualistą, bo szanuję i lubię to środowisko – ludzi otwartych, wrażliwych i tolerancyjnych, nawet na taką katoliczkę jak ja ;-) Jednak potępiam to, że kiedy aplikował do kapłaństwa doskonale wiedział, że bez względu na orientację, pewnych rzeczy mu nie będzie wolno robić. A do czasu, aż nie zostanie zniesiony celibat zasady były i są jasne. Kiedy jesteś księdzem, nie wolno ci mieć partnerki lub partnera. My też mamy podobne ograniczenia w świeckim życiu. Kiedy wychodzisz za mąż nie wolno Ci mieć kochanka; kiedy się żenisz nie wolno Ci mieć kochanki. Jeżeli nie jesteś w stanie się dostosować, lepiej nie podejmuj zobowiązania w ogóle. Jeżeli jesteś księdzem i miałeś na początku czyste intencje, ale po czasie doszedłeś do wniosku, że obrałeś złą drogę, chcesz np. stworzyć rodzinę, mieć dzieci, partnera lub partnerkę, to możesz się wycofać. Wiem, że to arcytrudne! Przekreślić kilka, kilkanaście, albo kilkadziesiąt lat swojego życia, ale jak trzeba to trzeba. I można zrobić to z klasą. Powody Twojej rezygnacji mogą pozostać tajemnicą Twoją i Twoich przełożonych; nikogo więcej. Nie musisz robić z tego medialnego show. A już na pewno nie powinieneś próbować łapać dwóch srok za ogon i fałszywie wykonywać posługi kapłańskiej i jednocześnie mieć partnerkę lub partnera. Takie zachowanie podważa zaufanie wiernych do kościoła. Przez takich jak Pan Charamsa ludzie odchodzą od kościoła, bo upowszechnia się stereotyp, że tak robi większość kapłanów. Zawsze bardzo denerwowała mnie bierna postawa ludzi (wiernych), którzy wiedząc o złych poczynaniach kapłanów w swoich parafiach nie robili nic i tolerowali to, tłumacząc się żałośnie „A cóż ja mogę zrobić?” Możesz! Tylko musisz mieć chociaż trochę odwagi, a nie ciepłe kluchy w gaciach! Możesz napominać winowajcę, ostrzegać go, pisać listy do biskupa, w trakcie mszy głośno potępić, uprzykrzać mu życie, a już na pewno nie pozwalać na to, aby ktoś taki udzielał innym sakramentów. Pan Charamsa przedstawiając swojego partnera podważył cały swój dorobek kapłański ostatnich lat, bo nie wiem od kiedy utrzymywał bliższe relacje ze swoim partnerem. To akurat kłóci się z moim wizerunkiem kapłana, który jako człowiek ma prawo być grzeszny, ale tylko do pewnego stopnia i nigdy z premedytacją. Na dodatek, zrobił ze swojego osobistego dramatu szopkę i zaszkodził, bo pomógł obłożyć kościół kolejną warstewką betonu oraz spowodował, że w skali całej Polski z pewnością kilku wątpiących utwierdziło się w przekonaniu, że warto sobie ten kościół całkowicie odpuścić. Jeżeli dobro kościoła i środowisk LGBT w kościele faktycznie leżały mu na sercu, mógł odejść z głową. Przede wszystkim powinien zrobić to natychmiast, gdy tylko uświadomił sobie, że kapłaństwo było błędem i właśnie spotkał kogoś, z kim chciałby spędzić resztę swojego ziemskiego życia. Następnie, już jako osoba świecka mógł opublikować swój manifest. I wreszcie mógł nie rozpoczynać każdego punktu od „żądamy” ale np. od „apelujemy”. Wówczas również uzyskałby rozgłos, jako były ksiądz. Uzyskałby również szacunek obecnych swoich oponentów, bo większość mogłaby uwierzyć, że powodują nim motywy ideologiczne i troska o pozostałych. Wszelkie głębsze kontakty uczuciowe z drugą osobą powinien nawiązywać dopiero po odejściu z kapłaństwa, aby nie powodować zgorszenia wśród wierzących, nawet tak liberalnych jak ja. Podobny wydźwięk miała ostatnia sprawa byłego księdza, pana Tomasza Kijowskiego, który odszedł z kapłaństwa w czerwcu, a w lipcu urodziło mu się dziecko. Dobrze zrobił, że odszedł, ale zrobił to również za późno. Wszystkim kapłanom i biskupom, którzy próbowali, a w szczególności którzy próbują nadal godzić obie rzeczy, albo dopuszczają się innych nieprawości, polecam słowa Ewangelii według św. Łukasza (Łk 17 1-6): „...Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych...”.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://wiadomosci.dziennik.pl...

http://www.polityka.pl/...

http://m.wyborcza.pl/...

http://natemat.pl/...

http://natemat.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0008

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #7    08.10.2015

WSZECHŚWIAT NA GOLASA odc. 1

wszechświat na golasa
© Blondi
Bezczelna hedonistka

WSZECHŚWIAT NA GOLASA to publikowany na portalu wstrojuewy.org, autorski, subiektywny, cykliczny, quasi-plotkarski przegląd wydarzeń i aktualności ze świata, w którym chcemy stawiać znak równości między nagością i normalnością. Będziemy udostępniać w nim obce linki i krótko komentować: sesje fotograficzne, okładki magazynów, artykuły, blogi, akcje marketingowe, społeczne, naturystyczne, negatywne i pozytywne postawy oraz różnorodne wydarzenia, w których występuje nagość. Nie dla niej samej, ale w celach kulturalnych, artystycznych, rozrywkowych lub terapeutycznych, tzn. gdy niosą one jakieś przesłanie. Tym samym, chcemy walczyć z pruderią i traktowaniem niektórych części ciała jako tabu, w myśl idei, że nic co ludzkie nie powinno być wstydliwe. Cykl WSZECHŚWIAT NA GOLASA będziemy publikowały w formie samodzielnych artykułów, w środku każdego tygodnia i omawiały w nim zawsze wydarzenia z ostatnich dni. Zapraszamy wszystkich do współredagowania tego cyklu na dwa sposoby: możecie krótko opisywać ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... znalezione wydarzenia z linkami źródłowymi w komentarzach na fanpage (pod postem, który zapowiedział publikację najnowszego odcinka) lub przesyłać nam swoje komentarze i linki na adres admin@wstrojuewy.org. W obu przypadkach, Wasze komentarze i linki będą publikowane w kolejnym odcinku cyklu. Docelowo chcemy omawiać wydarzenia nie tylko przeszłe, ale również i przyszłe. Dlatego jeśli ktoś zechce ogłosić lub zaprosić innych na organizowane przez siebie lub znane mu wydarzenie, które kwalifikuje się do omówienia w tym cyklu, prosimy śmiało robić to na jeden z opisanych wyżej dwóch sposobów.

Cindy Crawford

1. Cindy Crawford, znana wszystkim supermodelka z lat 90-tych pozuje dla magazynu Off Camera (nr 38). Jednocześnie udowadnia, że można mieć na karku prawie pięćdziesiątkę i wyglądać ciągle atrakcyjnie. Oczywiście, można zawsze się usprawiedliwiać i skomentować: jest piękna, bogata i ma czas, więc może. Ale można też inaczej i od dzisiaj zacząć wieczorem przez 15 minut ćwiczyć choćby brzuszki, albo zacząć biegać dookoła własnego bloku. Można. Źródło:
http://offcamera.com/issues/cindy-crawford/watch/#.VhT8VMujuM8

Emily Nolan

2. Emily Nolan to modelka (aktualnie plus size) oraz publicystka i blogerka (mykindoflife.com), inspirująca innych swoją życzliwością i pogodnością, promująca, m.in. poprzez jogę, zdrowie i naturalność w każdym rozmiarze. Emily opisała tym razem swoje rozterki dotyczące pozowania nago do projektu Curves (fotografki Victorii Janashvili), oraz o tym dlaczego zaakceptowała i pokochała swoje krągłości. Wszystko wyszło bardzo ładnie, ale moim zdaniem zdjęcia zostały niepotrzebnie podrasowane (wygładzone krągłości, usunięcie cellulitu, pastelowe podkoloryzowanie), co trochę podważa wiarygodność całego przedsięwzięcia. Źródło:
http://www.mindbodygreen.com/0-21869/why-i-decided-to-share-my-nude-pictures.html

Upton-upon-Severn

3. Grupa starszych i młodszych mężczyzn z małego miasteczka Upton-upon-Severn z Wielkiej Brytanii pozowała nago do charytatywnego kalendarza. Co ciekawe, chłopacy i mężowie pozowali na prośbę swoich dziewczyn i żon z lokalnej organizacji aktywizującej kobiety Hot Peppers Women's Institute. To jeden z przykładów, że umiejętne wykorzystanie nagości może czynić dobro i niekoniecznie musi być ona zawsze kojarzona stereotypowo z kobiecością. Źródło:
http://i88255.wix.com/uptonwi#!the-calendar-story/x1fjo

Cami Li

4. Cami Li - Portorykanka przed trzydziestką, modelka, uczestniczka programów reality show, odpowiedniczka naszej Natalki Siwiec (bez urazy, nic do niej nie mam). Ta piękna brunetka pozowała w zeszłym tygodniu nago i w bieliźnie do całkiem przyjemnej sesji poprzedzającej jeden z meczów NFL - Ligi Futbolu Amerykańskiego. Cami to typowy przykład "playboy girl", czyli dziewczyny z okładki, niby idealnej, będącej marzeniem większości facetów, która aby się wyróżnić, dodatkowo trochę przesadziła ze sztucznym biustem i ilością tatuaży. Jednocześnie to przykład jak fotoszopem da się oszukać rzeczywistość (patrz link, a potem CLICK HERE FOR MORE NAKED PICS OF CAMI LI i zdjęcia od numeru 35-go). Źródło:
http://www.dailystar.co.uk/showbiz-tv/hot-tv/468144/Ex-On-The-Beach-star-Cami-Li-naked-for-NFL

Demi Lovato

5. Demi Lovato - młodziutka amerykańska piosenkarka i autorka tekstów pozowała nago dla Vanity Fair - miesięcznika poświęconego celebrytom, modzie i kulturze. Demi znana była ze swoich problemów z wagą i odżywianiem, które jak widać po sesji są już przeszłością. Jak wyznała, chciała pokazać, że czuje się komfortowo w swoim ciele, nawet bez makijażu i bez fotograficznego retuszu, mimo że jak twierdzi nie jest idealna. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ma wszystko idealne, a jej wcięcie w talii i pupa wydają się nawet podejrzanie zbyt idealne. W październiku ma ukazać się jej nowa płyta Confident, dlatego Demi zbiera wiele niepochlebnych opinii, że nagość wykorzystała do promocji swojej muzycznej twórczości. Źródło:
http://m.kozaczek.pl/plotka.php?id=65475

#MyBodyMyTerms

6. #MyBodyMyTerms - to ciekawa akcja społeczna z Nowej Zelandii, która poruszyła problem obyczajowej wolności, procederu publikowania nagich selfies w ramach mściwej pornografii oraz stereotypu nagości lub skąpego ubioru jako objawu rozwiązłości lub usprawiedliwienia przemocy seksualnej. Przesłaniem kampanii jest, aby ludzie mogli rozporządzać swoim ciałem wedle własnego uznania i bez obawy, że takie czy inne ich zachowanie zostanie źle zinterpretowane i wykorzystane przeciwko nim. Nagie aktorki i aktorzy występujący w filmie uważają, że np. pozowanie do nagich zdjęć, lub uprawianie bezpiecznego i dobrowolnego seksu nie oznacza, że jest się dziwką; że eksponowanie swojej seksualności nie oznacza, że się o coś proszą; że ich skąpy ubiór nie oznacza zaproszenia do gwałtu; że kiedy mówią nie, to oznacza nie; że seks bez zgody jest gwałtem itd. Ciekawa i godna pochwały inicjatywa! Źródło:
http://www.mirror.co.uk/news/world-news/men-women-pose-naked-powerful-6582028

Top Model 5

7. Top Model 5 - tym razem coś z naszego podwórka, czyli ostatni odcinek egzaltowanego show by TVN. Jednym z zadań dla trzynastu finalistów był udział w sesji zdjęciowej, w której trzeba było pozować nago lub w bieliźnie, ale z robactwem. Oczywiście wszystko po to, aby było bardziej oryginalnie, dramatycznie i kontrowersyjnie, a widzom chciało się oglądnąć reklamy w przerwach programu, z obawy, że przełączając lub wychodząc, mogą przecież nie trafić i nie zdążyć. Zdjęcia zostały odebrane przez krytyków różnie, choć mi się nawet spodobały. Zastrzeżenia te same co przy każdej sesji modelingowej: sama młodość, nieskazitelność, doskonałość budowy, wydepilowani faceci (dziwne, że pozwolili zachować im włosy na głowie?), sztuczność fotoszopa – choć w sumie jest na czym zawiesić oko ;-) Źródło:
http://m.kozaczek.pl/plotka.php?id=65535

Rihanna

8. Rihanna - na koniec coś z najwyższej celebryckiej półki. Wspomniany już wcześniej miesięcznik Vanity Fair chcąc najwyraźniej podkręcić sobie sprzedaż najbliższego, listopadowego numeru ujawnił już częściowo swoją zawartość i fotki z sesji z tą znaną piosenkarką i aktorką. Co prawda Rihanna pokazała w niej swoje (dla wielu) idealne 27-dmioletnie ciało tylko z profilu, ale niedosyt z tego powodu wynagrodzą kubańskie klimaty i charakterystyczna dla nich scenografia. Zresztą chyba niewielu może uskarżać się na niewiedzę z zakresu topografii jej ciała, gdyż piosenkarka znana jest ze skąpych lub bardzo prześwitujących kreacji, oraz że „zapomina” ubierać bieliznę. Na marginesie, wzbudza tym wszystkim mój prawdziwy podziw i szacunek, bo ma gdzieś konwenanse oraz zdanie pruderyjnych krytyków i dewotów. Można dyskutować nad artystycznym aspektem całości. Myślę, że sesja tego typu prawdopodobnie przeszłaby kompletnie bez echa, gdyby nie główna bohaterka i cały, włożony w nią marketing. Ech, takim to dobrze... Źródło:
http://www.vanityfair.com/...

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0007

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #6    28.09.2015

OKŁADANIE SIĘ PO GĘBACH NIE JEST GENDER!

boks kobiecy
© jaKUBek
Fotografia inna
niż wszystkie

Nie lubię, gdy kobiety ze sobą w jakikolwiek sposób walczą, a szczególnie dosłownie, gdy okładają się pięściami po swoich ładnych buźkach. Wielbiciele i wielbicielki (jeżeli takie są?) tych „atrakcji” mieli ostatnio co oglądać. W ostatnią sobotę września, odbyła się walka dwóch znanych pięściarek Ewy Brodnickiej i Ewa Piątkowskiej.

Boks nigdy mnie nie interesował, więc ten temat poruszę tylko z jednego powodu. Czy uważacie, że jego kobieca odmiana to w ogóle dobry pomysł? Może na Waszym portalu i fanpage, który ma w pewnym sensie popularyzować gender, nie powinienem w ogóle zadawać tego pytania? Niech każda ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... kobieta ma prawo realizować się na swój sposób – podpisuję się pod tym! Jednak co powiedzą np. wojujące feministki na to, że niektóre rzeczy pozytywne, które niesie ze sobą gender wykorzystywane są prawie wyłącznie ku uciesze i zabawie mojego (męskiego) grona odbiorców? Utwierdza mnie w przekonaniu o tym cała otoczka marketingowa i medialna, towarzysząca kobiecym pojedynkom, budowanie przez wiele miesięcy atmosfery konfliktu między zawodniczkami, dość idiotyczna ceremonia ważenia, wreszcie sam show, czyli kulminacyjna walka, na którą przychodzą prawie wyłącznie mężczyźni. Podobnie było w zeszłych wiekach, gdy urządzano nielegalne wówczas, uliczne walki kobiet, czasami nawet na śmierć i życie. Podobnie jest i teraz w innych dyscyplinach, np. w brutalnym kobiecym kickboxingu, albo zabawnym, ale też groźnym dla zdrowia wrestlingu. Przyznam, że najbardziej odrzuca mnie oglądanie samych bokserek po walce, z opuchniętymi, krwawymi uszkodzeniami twarzy albo z podbitymi oczami. To nie jest kobiece! Osobiście nie znam żadnej pasjonatki kobiecych sportów walki. Chętnie usłyszę Wasze zdanie w tej sprawie i to zarówno kobiet jak i mężczyzn. Załączam filmiki z ceremonii ważenia, wypowiedzi obu pięściarek po walce i krótki opis samego pojedynku.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

https://www.youtube.com/watch?v=dJAlv6TgqJg

https://www.youtube.com/watch?v=BNueup-QOrg

https://www.youtube.com/watch?v=nl5rKWh4CQs

https://www.polskieradio.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0006

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #5    23.09.2015

GDYBY BÓG CHCIAŁ, ABY NASZE CIPKI I PACHY BYŁY GŁADKIE, NIE POZWOLIŁBY IM ZAROSNĄĆ.

owłosione pachy
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Od połowy lat osiemdziesiątych XX wieku katujemy się nieustannie maszynkami do golenia, depilatorami, woskiem, a ostatnio laserem, bo tak wypada, bo tak robią inni, bo tak jest bardziej kobieco, sexy, a niektórzy nawet uważają - higieniczniej. O ile rozumiem jeszcze kobiecą depilację nóg, pach i twarzy, bo niektóre z nas mają hormonalne anomalie, to zupełnie nie rozumiem depilacji reszty, a szczególnie kiedy robią to faceci np. na klacie lub w okolicach przyrodzenia. Osobiście wolałabym, aby bardziej dbali o swoje wnętrze, zamiast poświęcać swój czas na takie pierdoły. Choć może to zabrzmi nieelegancko i niegenderowsko, w końcu to my reprezentujemy płeć piękną. Chciałabym krótko poruszyć problem (niechcianego) owłosienia, ale bez wgłębiania się w estetyczne racje obu stron lub aspekty medyczne. W tej sprawie naskrobię kiedyś znacznie dłuższy i kompletny artykuł. Dziś chciałabym podejść do tematu od innej strony. Chcę skupić się na tym, jakie spustoszenie w naszych głowach robi ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... przedstawianie w mediach depilacji jako absolutnego must have, bez którego po prostu nie można pewnych rzeczy robić lub w niektórych miejscach się pokazać. Dla mnie - bzdura!

Wygrzebałam ostatnio artykuł prezentujący 5 trochę pokręconych, nawet jak dla mnie, młodych artystek, performerek, fotografek, cyber feministek (jak zwał, tak zwał), które mają „gdzieś” opisane wyżej konwenanse i fanaberie. Są nimi: Rupi Kaur, Molly Soda, Arvida Byström, Saerah Lee, Alexandra Marzella. Na swoich profilach, np. na Instagramie, odważnie prezentują różne rzeczy, w tym swoje owłosione nogi, pachy, podbrzusze itp. Powiecie, że przeginają? Może i tak, ale wyluzujcie. To co dziś jest przegięciem, już jutro będzie standardem, a to co wczoraj oburzało, dziś jest już na porządku dziennym. Tak było i będzie, również z umownymi przecież standardami estetyki i kobiecego piękna. To logiczne, że gdy oglądamy w mediach tylko idealne wydepilowane laski, bez jednego włoska, to podświadomie zaczynamy uważać, że my też tak powinnyśmy wyglądać. Dodatkowo, faceci podchwytują te standardy i zaczynają od nas też tego wymagać. Oczywiście krecią robotę wykonuje tu branża porno, która pokazuje wydepilowane cipki nie dlatego, że są ładniejsze (bo to kwestia gustu), ale tylko dlatego, że po prostu są one wówczas lepiej widoczne, a o to przecież w tym wszystkim chodzi. Kaur, Soda, Byström, Lee i Marzella pokazują innym dziewczynom i kobietom, że nie muszą koniecznie dostosowywać się do standardu idealnie gładkiej skóry. Jak można zauważyć na ich profilach, mają dużą rzeszę zwolenniczek, kobiet które je popierają i które zaczynają rozumieć, że przynajmniej czasami można z tymi włosami po prostu odpuścić.

owłosiony brzuch

Problem obowiązkowego usuwania owłosienia jest według mnie trochę poważniejszy i nie dotyczy tylko estetyki, ale i psychiki. Gdy zarastamy i nie możemy lub nie chce nam się golić, automatycznie rezygnujemy np. z wyjścia na plażę, z basenu, z sauny, z siłowni, z bardziej skąpego ubranka, z towarzystwa, z sexu itp. Czujemy się mniej pewnie, zamykamy się na świat i znajomych, bo w głowach mamy ciągle przeświadczenie, że bez tego wstyd i ani rusz. Wspomniane „artystki” przekazują nam typowo feministyczne przesłanie, że można mieć gdzieś świat i opinię innych. Można mieć włosy pod pachami, do pępka, w pachwinach albo na nogach i można z nimi pójść np. na tę pieprzoną plażę. To, że niektórym to się nie podoba to ich problem! To, że niektórzy to skomentują lub wyszydzą - przecież ich nie znamy i powinnyśmy mieć ich gdzieś, tak jak oni mają nas! Uważam, że wcale nie musimy dostosowywać się do standardów gładkości, ani nie musimy rezygnować z życia. Jest jeszcze trzecia droga i sama staram się nią iść. Doszłam bowiem do wniosku i zaakceptowałam fakt, że gdyby Bóg lub ewolucja (czytaj po swojemu) chcieli, aby nasze cipki i pachy były gładkie, nie pozwoliłby im zarosnąć. Dlatego kończę z moim buszem już kolejny sezon plażowania, w obu wariantach - tekstylnym i naturystycznym. Za moim przykładem idą powoli moje przyjaciółki, bo w kupie jest po prostu łatwiej. Coraz bardziej uodparniamy się na spojrzenia zdegustowanych estetów i estetek. Wiem, że dzięki tym niepozornym włoskom będziemy psychicznie silniejsze i bardziej przygotowane na prawdziwe problemy, których zapewne jeszcze wiele, każda z nas w życiu doświadczy.

Bardzo chętnie poznam Wasze opinie w tej sprawie, czy depilacja owłosienia stanowi dla Was jakiś problem, czy czujecie w tej sprawie jakąś presję lub oczekiwania i jeśli postępujecie podobnie jak ja, czy spotykacie się z negatywnymi ocenami pozostałych?

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.dazeddigital.com/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0005

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #4    17.09.2015

UCHODŹCY / IMIGRANCI - JAK W KILKA DNI STAŁAM SIĘ (SELEKTYWNĄ) KSENOFOBKĄ I WCALE SIĘ TEGO NIE WSTYDZĘ.

ksenofobia imigranci uchodźcy islam
© Jagoodka
Raz jestem słodka,
raz słodko-kwaśna ;-)

Houston, mamy problem. Tym razem jednak zagrożenie nie dotyczy bezpieczeństwa i życia „zaledwie” kilku astronautów, ale 500 mln europejczyków z UE. Problem z uchodźcami / imigrantami mają wszyscy od lewa do prawa, katolicy, ateiści itd. Mamy również my - wstrojuewy, bo na sztandarach wypisałyśmy sobie m.in. walkę z nietolerancją, ksenofobią i rasizmem. Postanowiłam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami, abyśmy zajęły wspólne stanowisko. Temat powoli zaczyna już nużyć i męczyć wszystkich od unijnych oficjeli po zwykłych ludzi. Obawiam się, że właśnie przez to zmęczenie i aby tylko mieć problem z głowy, ci pierwsi klepną nam za chwile byle jakie rozwiązanie, nie zdając sobie sprawy, że zgotują nam i przyszłym pokoleniom prawdziwe piekło.

Weekend 12-13 września był chyba ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... pierwszym, w którym tak licznie manifestowane były w Polsce na marszach i pikietach dwie ścierające się postawy: zwolenników serdecznego przyjęcia imigrantów i ich przeciwników – izolacjonistów. Ta sprawa podzieliła Polaków chyba jeszcze bardziej niż Smoleńsk, partyjny konflikt PO – PIS, ideologiczny stosunek do aborcji itp. Podział następuje nierzadko wewnątrz środowisk deklarujących wcześniej etyczną i ideologiczną spójność. Ta sprawa budzi ogromne emocje. Niektórzy publicyści nawet uniemożliwili wypowiadanie się swoim czytelnikom w komentarzach, bo publikowali wyjątkowo nienawistne wypowiedzi względem siebie i ewentualnych przybyszów. Podobno, według badań, ponad połowa Polaków chce ich przyjmować i pomagać, ale już tylko kilkanaście procent chce, aby było ich więcej niż kilka tysięcy; ponad 20 procent społeczeństwa jest całkowicie przeciwna; za przyjmowaniem jest połowa zwolenników PIS, i 3/4 PO. Problem z tym mają według mnie wszyscy. Feministki, lewacy i liberałowie, bo z jednej strony w duchu rozumieją (niestety nie wszyscy, o czym później) zagrożenia i konsekwencje związane z próbą włączenia w nasze cywilizowane społeczeństwa często zupełnie dzikich analfabetów, a z drugiej strony nie mogą sobie pozwolić na wyrażanie tego w sposób bezpośredni. Sprzeciw byłby politycznie niepoprawny i sprzeczny z ich wcześniejszą walką o prawa człowieka, z nietolerancją, ksenofobią itp. Problem mają również prawica, katolicy i hierarchia kościelna, gdyż z jednej strony ich solidarnościowe korzenie oraz nauczanie Jezusa każe im zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie, a z drugiej dobrze wiedzą, że przyjęcie imigrantów znacznie przyśpieszy islamizację Europy, co jest dla nich problemem natury egzystencjonalnej. Dlatego, oprócz jasnych deklaracji oddolnych grup społecznych, które mają już sprecyzowane poglądy, mamy na wyższych szczeblach, od dawna, festiwal wypowiedzi na zasadzie „jestem za, ale jednak przeciw”, albo „tak, ale pod warunkiem...”, przy czym podawane warunki lub zastrzeżenia są z góry niemożliwe do spełnienia.

Z uwagi na nasz profil, chciałabym skupić się na kobiecym aspekcie związanym z imigrantami. Nie ukrywam, że może i trochę przekoloryzuję niektóre sprawy i postraszę, ale kiedy zobaczyłam kobiety z bratniej nam Feminoteki manifestujące swoją solidarność z uchodźcami to stwierdziłam, że ktoś powinien prostować takie postawy, abyśmy i my nie popełniły tego samego błędu. Aktywistki z Feminoteki, tak nam ideowo bliskie, które słusznie poruszają tematykę przemocy i gwałtów wobec kobiet, tym razem kompletnie oderwały się od rzeczywistości. Jakoś dziwnie nie zauważyły faktu, że za sporą część gwałtów na Europejkach ponoszą odpowiedzialność właśnie imigranci. Jakoś dziwnie też pominęły fakt, że pośród imigrantów zdecydowaną większość stanowią muzułmanie, którzy na co dzień tłamszą swoje kobiety i tę kulturę za chwilę zaczną aplikować naszym europejskim społeczeństwom. Przepraszam, wiem, że tak nie powinnam, że planowałyśmy od dawna z nimi się zbratać i współpracować, aby robić dla kobiet dobre rzeczy, ale muszę to napisać. Najwyraźniej aktywistki z Feminoteki chyba nigdy nie zostały zgwałcone, ani źle potraktowane przez muzułmanina, bo w przeciwnym razie, jak każda inna kobieta po takich traumatycznych przejściach, byłyby znacznie bardziej wstrzemięźliwe w witaniu ich z otwartymi rękami. Najwyraźniej aktywistki z Feminoteki zapomniały już wymowny przypadek zwolenniczki multi kulti, szwedki Elin Krantz, która głosiła dokładnie to samo co teraz one i całkowicie na tym poległa, gdy została brutalnie zgwałcona i zamordowana przez imigranta. To tyle ostrych słów; dalej będzie już typowo w stylu wstrojuewy – postaram się być rzeczowa i kulturalna. Bowiem, tylko w ten sposób można konstruktywnie coś osiągnąć, zamiast obrażać, hejtować i kłócić się, czyli to co robi masowo większość w dyskusjach na ten temat.

Moim zdaniem, przyjmowanie z otwartymi rękami imigrantów to samobójstwo, a namawiający do tego politycy, to bezmyślni sabotażyści. I co ciekawe jeszcze tydzień temu uważałam zupełnie inaczej! Dlaczego zmieniłam zdanie? Po prostu zaczęłam interesować się sprawą, czytać w necie dużo artykułów (od lewa do prawa) i oglądać na Youtube dużo filmów na ten temat. Doszłam do następujących wniosków oraz faktów. Imigranci to w większości muzułmanie, ludzie prości, nierzadko analfabeci, w większości młodzi faceci. Pytanie dlaczego większość z nich stanowią właśnie faceci w sile wieku, którzy w obliczu wojen i konfliktów w swoich krajach powinni walczyć w ich obronie pozostaje oczywiście bez odpowiedzi. Jak uczy nas historia, w obliczu konfliktów uchodźcami byli zawsze starcy, kobiety i dzieci, a tu mamy odwrotnie. Fakt godny zastanowienia! I nie ma tu znaczenia, czy wśród nich jest jakiś procent, milszych naszemu ciału chrześcijan, ludzi wykształconych, kobiet, dzieci itp. Przyjmując ich masowo pod swój dach, pozwalając im wjeżdżać wyładowanymi po brzegi pociągami i ciężarówkami, lokując w ośrodkach, nie jesteśmy w stanie ich realnie prześwietlić pod żadnym kątem. Czy nie są chorzy na śmiertelne dla Europejczyków choroby, czy nie są terrorystami, czy znają jakikolwiek inny niż swój ojczysty język, czy mają jakiekolwiek kwalifikacje i chęć do pracy w społeczeństwie, które je przyjmie. Wiele ościennych dla imigrantów i bogatych krajów arabskich już dawno zrozumiało ten problem i z góry zapowiedziały częściowy lub całkowity izolacjonizm w tej kwestii. Ciekawe dlaczego? Izrael natomiast, mając jedną z najpotężniejszych w regionie armii, siły graniczne, wywiad i doświadczenie w walce z muzułmańskim ekstremizmem jednoznacznie stwierdził, że przy takim eksodusie wyłapanie ukrytych pośród imigrantów terrorystów z ISIS jest niewykonalne. Zapewnienia daleko mniej doświadczonych w tym zakresie służb specjalnych z Polski lub innych krajów z UE, że będą to robić skutecznie, należy traktować jedynie z przymrużeniem oka. Aby było jasne, nie jestem paranoiczką węszącą wszędzie zło. Wcale nie twierdzę, że wśród obecnych imigrantów już teraz są terroryści, którzy będą za chwilę wysadzać nasze metra, autobusy albo domy towarowe. Jednak pozwolenie na masowe zamieszkanie muzułmanów w krajach europejskich w przyszłości ułatwi prowadzenie takiej działalności tym, którzy będą chcieli to robić. Pamiętajcie, że w ich kulturze każdy musi pomóc drugiemu członkowi rodziny, gdy jest w potrzebie, przyjąć go pod swój dach, żywić i utrzymywać, nawet gdy tamten będzie pasożytował. Czy więc w tej sytuacji obecni miłosierni europejscy politycy dadzą nam jakąś gwarancję, że np. za rok lub dwa do Europy nie przyjedzie żaden terrorysta – syn, brat lub kuzyn obecnego imigranta, który nawet w całkowitej niewiedzy dla przyjmującej go rodziny, w spokoju będzie przygotowywał jakiś zamach? Moim zdaniem, właśnie takie nowe możliwości łatwego przerzucenia ekstremistów do Europy będą masowo wykorzystywane i kompletnie nie będziemy w stanie im przeciwdziałać.

Zacznę od podstaw, dla niewtajemniczonych. Każda europejka i europejczyk powinien sobie uzmysłowić, że islam to w pewnym sensie jednocześnie system prawny i polityczny. U nich najważniejsze jest prawo boskie, które jest ponad prawem państwa, w którym żyją. My uważamy np., że religia jest naszą prywatną sprawą. U nich albo jesteś wyznawcą ich boga Allaha, albo jesteś wrogiem. A wroga należy zniszczyć, posiąść jego dobra, tereny, kobiety. Koran (zresztą jak każda inna religia) nakazuje swoim wyznawcom misyjność. Muzułmańska misyjność jest jednak szczególna, bo zakłada obowiązek rozmnażania się i zajmowania kolejnych terenów niewiernych. To zagwarantuje im raj. Muzułmanin stoi zawsze wyżej nad niewiernym. Mężczyzna stoi zawsze wyżej nad kobietą. Ta ostatnia ma być mu posłuszna we wszystkim i może być do tego zmuszona siłą. Zadaniem kobiety jest siedzieć w zamkniętym domu i wychowywać najlepiej 5-tkę dzieci, które będą spłodzone wyłącznie z woli męża, czyli w czasie kiedy on tego zechce. Nie wolno jej np. prowadzić samochodu, korzystać z rozrywek, wychodzić samej na ulicę itp. Nie jestem żadną fanatyczną przeciwniczką muzułmanów i nie uważam, że są to z gruntu ludzie źli. Twierdzę jednak, że ta wiara sankcjonuje i przyzwala na niektóre nieludzkie praktyki oraz zachowania, szczególnie w społecznościach, w których poziom wykształcenia jest niski. Dzieje się tak poprzez samą interpretację Koranu, albo przez obecność szeregu dodatkowych praw zwyczajowych, tradycji i nakazów, obowiązujących we wszystkich krajach bliskiego wschodu, Azji i Afryki. To na ich podstawie i właśnie pod szyldem islamu, ojciec i bracia sprzedają ośmioletnie dziewczynki za mąż starcom, którzy potem dowolnie sobie na nich używają oraz każą się prostytuować i czerpią z tego korzyści. To na ich podstawie dokonuje się barbarzyńskiego obrzezania (wycięcia łechtaczki), które w niektórych krajach bliskich nam turystycznie i sąsiadujących z UE obejmuje nawet 90% dziewczynek. Te praktyki nierzadko kończą się dla nich śmiercią, z powodów skandalicznych warunków sanitarnych w jakich się tego dokonuje. To na ich podstawie mąż lub rodzina męża ma prawo oblać kobietę kwasem i oszpecić ją na całe życie, bo była nieposłuszna, urodziła dziecko nie tej płci co oczekiwał ojciec, albo miała po prostu za mały posag i biedny facet musi przez to ciężej pracować. Takich przykładów jest znacznie więcej, a te przywołane wyżej nie są incydentalne. Każdego roku, MILIONY kobiet i dziewczynek padają ich ofiarami. I z tym całym religijnym i zwyczajowym bagażem przyjeżdżają do nas dzisiejsi imigranci.

Wiem, że niektórzy będą zapewniać, że takie zachowania w większości nie dotyczą już zeuropeizowanych muzułmanów i nie będą dotyczyć większości tych, którzy z nami niebawem zamieszkają. Oczywiście, są przykłady pozytywne, ale mamy niestety cały szereg przykładów negatywnych, bo jak pokazują doświadczenia Francji, Niemiec lub Szwecji, muzułmańscy imigranci z rejonów Afryki i Azji generalnie nie asymilują się w społeczeństwach europejskich. Dzieje się tak z opisanych na początku powodów. Jesteśmy dla nich wrogami, którzy dodatkowo są lepiej wykształceni i bogatsi, co tylko będzie eskalować ich niechęć względem nas. Ci, którzy już napłynęli do krajów UE tworzą swoje zamknięte enklawy i tak samo będą robić Ci nowi. Zwolennicy imigrantów, którzy witają ich z otwartymi rękami nie zdają sobie sprawy jaki ogromny wysiłek ludzki i finansowy będzie trzeba włożyć, aby chociaż niewielką ich część zeuropeizować i ucywilizować. Ile będzie kosztować zapewnienie im podstawowej opieki medycznej, zakwaterowanie, wyżywienie, nauczenie języka, znalezienie podstawowej pracy. Przecież nie mamy na taką pomoc środków nawet dla swoich obywateli? Zwolennicy powiedzą – UE da na to środki. Nie UE – my, bo też łożymy do wspólnej kasy, a przez imigrantów dostaniemy mniej np. na drogi, szkoły i szpitale. Najprawdopodobniej wielu Polaków miałoby zupełnie inne podejście do imigrantów, gdyby byli to muzułmanie, ale wykształceni. Tacy ludzie siłą rzeczy nie stosują siły i agresji w celu zaspokajania swoich potrzeb życiowych. Niestety, jak wynika z doniesień i relacji, większość z nich to prostacy, którzy najprawdopodobniej będą na nas tylko pasożytować i nam szkodzić. Nawet jeżeli część z nich będzie chciała pracować, to jest oczywiste, że będzie zdolna do wykonywania tylko podstawowych prac, najczęściej fizycznych (sprzątanie ulic, praca na budowach, w budce z kebabem, na kasie w markecie itp.). Wiadomo, że pracować będą mogli tylko faceci, bo zadaniem kobiet będzie siedzenie w domu i wychowywanie przyszłych kolonizatorów. Według ich zasad, kobieta jest przecież nierozumna i słaba. Tym bardziej, nie powinna być narażana na kontakt z zachodnią cywilizacją zła, na takie głupoty jak feminizm, wykształcenie, telewizja, internet i np. kolorowe witryny sklepów, bo przecież to ją może zepsuć. Tak więc ten jedyny żywiciel rodziny - niewykształcony i często leniwy mężczyzna, będzie przynosił do domu najniższe wynagrodzenia, które nawet z pomocą socjalną ledwo będzie starczać na przeżycie wielodzietnej rodziny. I tak, albo w jeszcze większej nędzy, gdy nie będą podejmować w ogóle żadnej pracy, będzie wyglądać ich europejski żywot. A dookoła będą widzieć bogatych Europejczyków, jeżdżących samochodami, robiących drogie zakupy, żyjących na przedmieściach swoich nowoczesnych miast, w zadbanych domkach. Z czasem, będzie w nich narastać wrogość, zawiść, będą wysuwać kolejne roszczenia. Kiedy będziemy się stawiać, ich frustracja i gorycz będzie wyładowywana w postaci przestępstw, których będą się dopuszczać. Już teraz w wielu europejskich krajach (np. Francja, Wielka Brytania, Szwecja, Szwajcaria) za większość gwałtów, rozbojów i kradzieży są odpowiedzialni właśnie imigranci. Przypominam, że są nimi w większości młodzi faceci, a nie starcy, kobiety i dzieci. Myślicie naiwnie, że będą zawsze chcieli kulturalnie rozładowywać swoje napięcie seksualne samogwałtem, widząc chodzące po ulicach skąpo ubrane w lecie europejki? Myślicie, że takim „wygłodniałym” facetom, którzy nie mieli przez wiele miesięcy kobiety nigdy nie przyjdzie do głowy, aby przy nadarzającej się okazji, siłą ich nie wykorzystać, skoro w swoim kraju mogli robić to omalże bez ograniczeń? Opamiętajcie się! Powiecie, że przesadzam, że roztaczam zbyt ponurą wizję, a liczba ponad 150 gwałtów dziennie w Szwecji, za które odpowiadają przede wszystkim imigranci, do Was nie przemawia. Niech i tak będzie. Skupię się na symbolice i powiem tak. Gdybym miała możliwość decyzji i na szali z jednej strony postawiono mi możliwość uratowania od śmierci 1000 faktycznie potrzebujących i uciekających przed wojną imigrantów (a nie oszustów, o co większość z nich podejrzewam), a po drugiej stronie tylko jednej Europejkę, która dzięki izolacjonizmowi nie zostanie przez tamtych np. za 2 lata zgwałcona, to wybrałabym uratowanie tej Europejki. Jak miałabym do wyboru uratowanie tych samych 1000 imigrantów kosztem jednej europejskiej rodziny, która w nocy zostanie w przyszłości napadnięta w swoim własnym domu, obrabowana, pobita, albo nawet zabita przez tamtych, to wybrałabym uratowanie tej rodziny. I wierzcie mi, gdy przyjmiemy teraz radośnie tysiące dzikusów, takie przypadki gwałtów i kradzieży nie będą jednostkowe tylko masowe. Dodatkowo, ich sprawcy albo nie będą wykrywani, albo będą ponosić w łagodnym europejskim ustawodawstwie symboliczne konsekwencje. To będą każdego roku, w skali wielu krajów osobiste tragedie tysięcy europejskich kobiet, mężczyzn i ich rodzin, którzy będą musieli zmagać się ze swoimi traumami do końca życia, tylko dlatego, że dzisiaj niektórym z nas odbiło i silą się na miłosierdzie.

Słyszałam i czytałam kilka statystyk, w których uspokaja się nas, zestawiając liczbę Europejczyków z UE (około 500 mln) z liczbą napływających imigrantów (zależnie od źródeł niech będzie 500 tyś.). Wytacza się słuszne generalnie tezy o solidarności, potrzebie humanitaryzmu, człowieczeństwie itp. Niestety, zastosowanie tych zasad względem obecnych imigrantów to równia pochyła i zguba naszego cywilizowanego świata. Powinniśmy je stosować względem imigrantów, którzy nie wzrastali w kulturze poddaństwa jednych nad drugimi i niszczenia obcych. Bądźmy otwarci np. na Wietnamczyków, Chińczyków, Ukraińców, Białorusinów, Rumunów, Kazachów itd., bo oni, tak jak i my Polacy teraz lub za czasów komuny nie jadą do innego kraju, aby go wycyckać, tylko aby w nim przede wszystkim pracować. Wmawia się nam, że ta ilość nie spowoduje żadnych zagrożeń. Pomija się ważny fakt, że to dopiero początek i ci ludzie zbudują przyczółek dla kolejnej fali, która będzie odbywać się już w cywilizowanych warunkach, masowo i zgodnie z europejskim prawem. Wówczas już nic nie będziemy mogli zrobić. Kiedy obecni imigranci zyskają status pełnoprawnych obywateli danego państwa, będą mogli sprowadzać tu swoje rodziny i bliskich. Pomnóżcie więc sobie obecną liczbę imigrantów (te około 500 tyś.) razy średnio 5, bo rodziny muzułmanów są liczne (siostry, bracia, rodzice, wnuczkowie, kuzynostwo – wszyscy będą chcieli żyć w lepszym świecie). Jak same i sami zauważycie już w naszym pokoleniu, ilość napływowych imigrantów (jako pokłosie naszych obecnych decyzji) może sięgnąć liczby 2,5 mln. Może ta liczba nie robi na Was jeszcze wrażenia, bo nie wiecie o czymś dodatkowym. Obecnie w Europie już mieszka około 50 mln muzułmańskich imigrantów oraz ich potomków, co stanowi około 10% jej społeczeństwa. Ta ogromna liczba jest owocem właśnie polityki otwartości jaką kraje UE prowadzą od wielu lat. Teraz porównajcie sobie dzietność europejską (ok. 1,5 dziecka) ze średnią dzietnością muzułmanów (ok. 4-8 dzieci). Pomnóżcie sobie więc ich łączną ilość razy średnio 5 w kolejnym pokoleniu i zastanówcie się jak będzie wyglądać życie naszych dzieci? Może jesteś matką lub ojcem i masz malutką córkę? Czy chcielibyście narażać ją na spore prawdopodobieństwo skrzywdzenia we własnym kraju i we własnym mieście, w którym potomkowie muzułmańskich imigrantów, mogą stanowić około 50% społeczeństwa? Czy chcielibyście, aby ona np. zakochała się w przystojnym Arabie albo Afrykańczyku, który będzie miły na początku, a potem zrobi jej z życia gehennę? Chyba nie muszę wyliczać dalej, bo potraficie sobie wyobrazić jaką proporcję w nowym społeczeństwie Europy będą stanowić Wasze wnuki? Już teraz w wielu rejonach Francji, Włoch i Szwecji większość młodych uczniów stanowią dzieci muzułmańskich imigrantów. Stosując opisaną wyżej metodologię wyliczeń, przyjęcie obecnych imigrantów spowoduje, że w skali 2 pokoleń (naszych dzieci i wnuków) zwiększymy ilość muzułmanów w Europie jeszcze o ponad 10% (obecne 500 tyś. x 5 którzy jeszcze napłyną lub zostaną sprowadzeni x 5 pokolenie naszych dzieci x 5 pokolenie wnuków = około 60 mln). Jeszcze raz zapytam: czy przyjmując obecnych imigrantów naprawdę chcecie jeszcze bardziej zwiększyć ich ilość i narażać swoje dzieci i wnuki na niepewną przyszłość? Prawie wszyscy specjaliści od demografii są zgodni, że dla Europy najbliższe 25-50 lat będzie decydujące w kwestii uzyskania przez muzułmanów większości. Jest oczywiste, że już po osiągnięciu przez nich poziomu 25%, będą przez nich wysuwane bezwzględne żądania wprowadzania do prawodawstwa krajów UE ich regulacji i praw, w zakresie chociażby obyczaju i religii (ubiór, zachowanie, prawa kobiet, stawianie meczetów z pieniędzy podatników itp.). Takie żądanie są formułowane już teraz, a naiwne rządy np. Niemiec, Francji i Szwecji im ulegają, w imię tolerancji i poszanowania różnorodności kulturowej. Gdy muzułmanie uzyskają większość, a w szczególności gdy stanowić będą po prostu wpływową grupę wyborców, nic już nas nie uratuje. Dlatego, w najbliższych kilku-kilkunastu latach potrzebujemy mądrych rozwiązań i mądrych polityków na szczytach władzy, którzy zaczną dostrzegać wreszcie ten problem i będą mieli odwagę próbować go rozwiązywać. Trzeba będzie wypracować i wdrażać takie rozwiązania, które z jednej strony będą do zaakceptowania przez środowiska takie jak moje - liberalne i lewackie, które będą szanowały prawa kobiet np. w zakresie dobrowolnej rezygnacji z macierzyństwa, ale jednocześnie, które będą ułatwiały i zachęcały do posiadania większej ilości dzieci te z nas, które będą chciały być matkami rodzin wielodzietnych. Trzeba będzie wypracować i wdrażać również takie rozwiązania, w których będziemy uzupełniać niedobory demograficzne zachęcając do osiedlania się w Europie bliższych nam kulturowo imigrantów z Europy Wschodniej, z Bałkanów i z niemuzułmańskich krajów azjatyckich – ludzi, którzy będą chcieli się z nami integrować i pracować dla wspólnego dobra. Na wypracowanie tych rozwiązań będziemy potrzebowali lata jeśli nie dekady, bo proces decyzyjny na szczytach władzy jest długi, a świadomość zagrożenia nie dla wszystkich oczywista. A my nie mamy na to tyle czasu, bo sprawa być, albo nie być rozstrzygnie się jeszcze za naszego życia oraz życia naszych dzieci i wnuków. Sprowadzając teraz kolejnych imigrantów, tego czasu pozostawimy sobie jeszcze mniej i zmniejszamy szanse na własne ocalenie. Nawet jeśli grubo przesadziłam w swoich obawach i wyliczeniach, jeszcze raz zapytam czy warto teraz ryzykować? Czy ważniejszy jest humanitaryzm względem obcych nam kulturowo i mentalnie dzikich ludzi, czy zachowanie (lub chociaż próba zachowania) naszej europejskiej cywilizacji dla przyszłych pokoleń? My Europejczycy też mamy swoje za uszami. Sami byliśmy wielokrotnie imigrantami i zniszczyliśmy już w historii wiele kultur na innych kontynentach. Zawsze zaczynało się od szczytnych idei, prób współistnienia z tubylcami, którzy wielokrotnie traktowali nas naiwnie bardzo przyjaźnie. Jednak po jakimś czasie silniejszy zaczynał brać coraz więcej, zniewalał, torturował, gwałcił i mordował. Bierzmy lekcję z historii i nie bądźmy ślepi na oczywiste fakty.

Pamiętajcie, że jesteśmy dla przeciętnego imigranta jedynie naiwnym i marnym środkiem dla osiągnięcia przez niego celu jakim jest lepsze życie. Zostaniemy przez nich na początku z uśmiechem i fałszywą wdzięcznością wykorzystani, a potem z pogardą przerzuci, wypluci i zdeptani. Ręka, która teraz daje im koce, żywność i dach nad głową zostanie przez nich potem bezlitośnie i bez żadnej wdzięczności ucięta. Nawet już teraz mamy tego pierwsze przykłady. W wielu miejscach z pogardą i wyższością odrzucają niesioną im pomoc. W wielu miejscach dochodzi do niszczenia mienia, utarczek z policją, do grabieży i gwałtów, również na ludziach, którzy niosą im pomoc. O takich rzeczach nie mówi się na co dzień w telewizji. Nie wiem dlaczego i kto ma w tym interes? Mogę się jedynie domyślać, ale nie jestem zwolenniczką spiskowej teorii dziejów i dlatego tej sprawy nie rozwinę. Jednak oglądnijcie sobie trochę filmików na youtube, relacjonujących wydarzenia z greckich wysp, z Włoch, Węgier, Serbii, Niemiec, Francji lub Szwecji. W większości przypadków nie są to zmanipulowanie inscenizacje jak np. fotografia 3-letniego Syryjczyka, którego ciało wyrzuciło morze w zupełnie innym miejscu. Oglądnijcie na youtubie dziesiątki relacji kobiet muzułmańskich z piekła jakim stało się dla nich życie w rodzinnych krajach. Nim opowiecie się po jednej lub drugiej stronie, poświęćcie chociaż godzinę, na przeczytanie i oglądnięcie różnych filmów oraz różnych artykułów w tej sprawie. Wyróbcie sobie własne zdanie na temat przystosowania tych osób do naszych europejskich warunków oraz kultury i zwyczajów jakie nieuchronnie ze sobą tu przywiozą. Do tego artykułu zamierzałam dołączyć długą listę linków do wspomnianych materiałów. Ostatecznie z tego zrezygnowałam, bo doszłam do wniosku, że polecając konkretne adresy mogę zastać uznana za propagatorkę konkretnej orientacji lub ideologii. Dlatego, jedynie zachęcam do wpisania w Google oraz na Youtube słów kluczowych, takich jak np. islam kobieta, uchodźcy, imigranci itd. i potem do czytana i oglądania kolejnych materiałów jakie będą Wam się otwierać w tej tematyce. Traficie na różne rzeczy, czasami stronnicze, przesadnie wyolbrzymione, zmanipulowane, albo podejrzanie uspokajające. Dlatego, stosujcie moją zdroworozsądkową zasadę: dzielcie obawy i wątpliwości innych przez 2 i mnóżcie swoje razy 2. Ostatecznie, jeśli te ostatnie przeważą, miejcie zawsze przed oczami oczywistą prawdę, że prewencja i zapobieganie są daleko mniej bolesne niż późniejsze leczenie, szczególnie, gdy choroba okaże się nieuleczalna i śmiertelna.

Na koniec, tego przydługiego już artykułu wyjaśnię pokrótce jego tytuł i swoje stanowisko. Jestem feministką i nigdy nie byłam ksenofobką. Niedawno stałam się jednak SELEKTYWNĄ ksenofobką – to różnica. Jak już wspomniałam, nie mam nic przeciwko narodom i społecznościom, których kultura opiera się na poszanowaniu każdej jednostki i w pełni identyfikuję się z manifestem wstrojuewy.org, w którym podstawową zasadą moralną jest: Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe, a więc parafrazując: Nie odmawiaj pomocy, skoro na miejscu imigrantów sama byś jej potrzebowała. Jestem trochę dziwna - obyczajowo liberalna, wręcz lewacka, ale jednocześnie kulturowo i historycznie prawicowa. Pamiętam z dzieciństwa końcówkę komuny i w swoim mniemaniu potrafię wyciągać z historii, tej znanej i wyczytanej, właściwe wnioski. Mój liberalny światopogląd, którego podstawą jest tolerancja i humanizm niestety nie wytrzymał próby czasu w zetknięciu z problemem imigrantów. Na tym polu powstał wyłom, z którym boryka się prawdopodobnie wiele osób w naszym społeczeństwie. Wśród imigrantów jest rzeczywiście wiele osób nieszczęśliwych i potrzebujących pomocy. Jednak pomysł ich hurtowego i niekontrolowanego przyjęcia, do którego przekonują nas europejscy przywódcy i większość środowisk, z którymi się utożsamiam, stoi w sprzeczności z instynktem samozachowawczym jaki powinien wykazywać każdy, a już przede wszystkim każda kobieta i matka. Moim zdaniem, ci liberałowie i lewacy, którzy obecnie z otwartymi ramionami chcą przyjmować imigrantów, po prostu nie zdają sobie sprawy z niebezpieczeństwa na jakie to nas w przyszłości narazi. Moim zdaniem, tacy ludzie jak my, musimy otwarcie przyznać, że w tej sprawie rację ma wiele środowisk, na co dzień nam obcych, tych prawicowych i skrajnych narodowych, które opowiadają się za całkowitym izolacjonizmem. Moim zdaniem rację mają Ci, którzy chcą zamknąć granice lub przynajmniej bardzo selektywnie i przesiewając przez sito przyjmować niewielkie grupy uchodźców, twardo określając zasady na jakich mogą tu przebywać oraz kontrolując ich przyrost. Moim zdaniem rację mają ci, którzy obecnych już w Europie imigrantów chcą izolować, a następnie odsyłać ich z powrotem do krajów, z których uciekli. Jednorazowe poniesienie nawet ogromnych kosztów z tym związanych oraz kac moralny z powodu odmowy im pomocy, będą daleko mniej bolesne dla nas i przyszłych pokoleń niż wieloletnie próby ich asymilacji, które moim zdaniem skazane są na całkowitą porażkę. Zmiana naszego stanowiska i przyznanie się do błędu nie jest złe, gdy jeszcze nie jest za późno. To ludzkie i nie ma w tym nic wstydliwego. Trwanie w błędzie, szczególnie, gdy ma się wewnętrzną świadomość, że robi się źle i dalsze brnięcie w to zło, wyłącznie w imię zachowania twarzy, jest po prostu głupie. Taką postawę można jeszcze zrozumieć i machnąć na nią ręką, gdy robimy tym krzywdę tylko sobie. Jednak gdy taką postawą wciągamy w bagno innych, to już zupełnie inna sprawa. Dlatego, jako feministka apeluję do wszystkich ludzi z mojego środowiska - liberałów i lewaków: nie brnijcie dalej w ślepą uliczkę i przyłączcie się do naszych wcześniejszych ideologicznych oponentów. Wspólnie popierajmy nasz izolacjonizm, ale nie tylko na poziomie Polski, ale i całej UE. Tylko w większej grupie i w zgodzie mamy jakiekolwiek szanse na wpływanie na działania polityków. Selektywna ksenofobia i selektywny humanitaryzm nie są złe i nie są zaprzeczeniem naszych ideałów oraz wartości. Nie musimy się wstydzić takich postaw, bo robimy to dla dobra przyszłych pokoleń, naszych dzieci i naszych wnuków. Wierzcie mi, że one nie będą rozliczały nas i nie potępią nas za niehumanitarną odmowę pomocy grupie jakichś 500 tyś. obcych nam ludzi. Jednak będą nas przeklinać i nienawidzić za to, że dzisiejszymi nieprzemyślanymi decyzjami znacząco pogorszyliśmy ich los, albo nawet przyczyniliśmy się do ich zagłady. Jeszcze raz apeluję: interesujcie się tym problemem, czytajcie, oglądajcie i myślcie o swoich dzieciach i wnukach!

Niniejszy artykuł wyrażał pierwotnie zdanie tylko jednej klubowiczki, jednak po jego dokładnej analizie wszystkie z nas obecnie się z nim identyfikują (Admisia, administratorka i moderatorka portalu, 18.09.2015).

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia.

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0004

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #3    14.09.2015

POLUJĄCA DIANA. NA TAKIE POMNIKI BYŁABYM SKŁONNA NAWET SIĘ OPODATKOWAĆ.

polująca diana
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Bardzo lubię wrocławian i w ogóle dolnoślązaków. To pracowici, konkretni ludzie i dbają o swoje podwórko. Jestem dziewczyną znad morza, ale na Dolnym Śląsku przeżyłam spory kawałek mojego grzesznego i bezczelnego żywota. Poznałam wówczas wielu ludzi z tamtego regionu i wiem co mówię. Na dodatek, wszyscy obcokrajowcy i turyści, których spotykam za każdym razem bardzo pozytywnie wypowiadają się o Wrocławiu, o pobliskich mniejszych miastach i ludziach w nich żyjących. Jeżeli niektórych zaintrygował powód mojego obrzydliwego wazeliniarstwa, które odstawiłam powyżej, to zapraszam do przeczytania tego artykuliku. Wyjątkowo będzie o tym, z czym mi nie za bardzo po drodze – o sztuce. ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Oto wrocławianie zaskoczyli mnie ostatnio pozytywnie na kolejnym polu. Niedawno, a konkretnie 10 września, sprawili sobie przepiękny pomnik. Też bym taki chciała w swoim domu! Tylko czy wówczas mogłabym się skupić, choćby na napisaniu tego artykułu? W Parku Szczytnickim odsłonięto Polującą Dianę, dwumetrowy pomnik z brązu, który przedstawia w akcji rzymską boginię łowów i przyrody, w towarzystwie dwóch całkiem groźnych piesków. Diana ma przyjemną buzię i słuszne, naturalnie kobiece kształty, nie jakiś tam kościotrup. Widać, że jest silną kobietą i chciałoby się rzec - ma jaja! Jest prawie całkiem naga. Ma śmiało odsłonięte piersi. Jedynie zaczepiony o biodrową przepaskę kawałek sukna przesłania częściowo jej łono. Stoi na sporym kamiennym postumencie z włócznią w jednej ręce, a drugą wskazuje najprawdopodobniej pieskom swoją zdobycz. Postument nie jest ociosany, ale naturalnie nieregularny. Ot, powiedziałabym wykazując swoją wrodzoną ignorancję – po prostu sterta kamorów. To jednak nadaje całości bardzo naturalny i wręcz bajkowy obraz. Idealnie się komponuje wraz z otoczeniem parkowej zieleni. Pomnik powrócił na swoje miejsce po 70 latach, bo po wojnie w 1945 roku najwyraźniej spodobał się albo jakiemuś wyzwolicielowi Festung Breslau, albo po prostu rabusiom. No i tak oto historia zatoczyła swoje koło. Dzięki staraniom Towarzystwa Miłośników Wrocławia, Polskiego Związku Łowieckiego, rozsądnym miejskim urzędnikom, sponsorom i składkom mieszkańców, miasto zyskało kolejne miejsce warte odwiedzin.

Wrocławianie zaskoczyli mnie pozytywnie jeszcze w czymś zupełnie innym. Nie byłam z oczywistych względów na uroczystym odsłonięciu i o sprawie dowiedziałam się już po fakcie. Jednak dokładnie prześledziłam notatki prasowe z tego przedsięwzięcia. Ku mojemu zdziwieniu nie znalazłam nigdzie informacji o tym, że wspomniany pomnik komukolwiek się nie spodobał. Przyznacie, że to raczej dziwne w naszych polskich realiach. Ostentacyjna wizualizacja nagości w publicznym miejscu – to prawie zawsze wywołuje emocje i sprzeciw u pruderyjnej części naszego społeczeństwa. Ileż było już przypadków gdzie odsłonięte zaledwie piersi wywoływały zgorszenie środowisk skrajnie katolickich i obrońców moralności. Ileż było przypadków, że takie reakcje były powodem rezygnacji z wystawienia pomnika albo zmiany jego projektu. A tutaj zobaczcie – wszyscy są za! Najwyraźniej we Wrocławiu mieszkają w zdecydowanej większości rozumni ludzie, którzy potrafią odróżnić nagość seksualną od nagości artystycznej. Życzyłabym sobie, abyśmy i my miały, w naszej społecznej misji pod tytułem wstrojuewy, do czynienia z jak największą ilością właśnie takich ludzi.

Na koniec jeszcze krótka dygresja. Według mnie, trzeba doceniać i szeroko upubliczniać takie oddolne inicjatywy stawiania pomników przyjemnych dla oka, świeckich, neutralnych światopoglądowo. Inicjatyw, które nie będą dzielić, ale łączyć całe społeczeństwo albo mniejsze lokalne społeczności. Chociażby dlatego, bo za niedługo możemy stać się świadkami wysypu i realizacji inicjatyw zupełnie innego rodzaju, które będą służyć jedynie jednej orientacji politycznej i światopoglądowej. Dlatego, jestem ciekawa czy jeszcze któreś inne Polskie miasto tak pozytywnie mnie zaskoczy? Jeżeli tak się stanie, z nieukrywaną radością Wam o tym doniosę. Tymczasem już wiem, co będzie dodatkowym i obowiązkowym punktem programu mojej najbliższej wizyty w stolicy Dolnego Śląska. I mam skromną nadzieję, że dwa myśliwskie pieski staną tym razem na wysokości zadania i ustrzegą piękną Dianę przed losem jej poprzedniczki.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://www.prw.pl/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0003

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #2    13.09.2015

OGLĄDANIE NIEDOSKONAŁYCH CIAŁ INNYCH LUDZI, KTÓRE SĄ PODOBNE DO NASZYCH, TO NAJLEPSZE LEKARSTWO NA HEJT, WSTYD I SAMOWYKLUCZENIE.

otyła kobieta
© Andrusia
Zaradna samosia
aż skończą się baterie

Długo zastanawiałam się nad tematem mego pierwszego oficjalnego mini-artykułu. Dziwne, bo przecież zjadłam zęby na publicystyce prawie każdego możliwego rodzaju. A jednak sprawa tego dziewiczego tekstu, który ma być opublikowany na czymś nowym i tak szczególnym jak projekt wstrojuewy, wywoływała we mnie pewien niepokój, dodatkowo potęgowany twórczą pustką. Przecież to będzie swego rodzaju wizytówka, więc nie mogłam spartolić i napisać czegoś bez sensu. Ta cholerna Blondi - moja najlepsza i najukochańsza przyjaciółka :-* tym razem znowu była pierwsza. Już tydzień temu dostała swoją szanse „na miarę Pulitzera” i bezbłędnie ją wykorzystała. Trafiła na materiał o biseksualistkach, na jeden z jej ulubionych i skleciła, krótki, ale lekki i przyjemny tekścik, dokładnie w stylu w jakim mamy już w niedalekiej przyszłości pisywać pełnoprawne artykuły na portalu. A ja ciągle byłam w szarej dupie. Do wczoraj :-))) ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... Odnaleziony przeze mnie i omówiony pokrótce tu temat to jakby esencja moich zainteresowań, które planuję rozwijać pracując wstrojuewy. To walka z mitycznym i podobno jedynie słusznym standardem piękna ludzkiego ciała - kościstego wieszaka, u którego ktoś całkiem niedawno, bo zaledwie ćwierć wieku temu precyzyjnie ustalił wagę, kształt, kolor i konsystencję każdego elementu, a cała reszta ludzkości ślepo w niego uwierzyła i do niego się dostosowuje. To walka o normalność i zdrowy rozsądek, które chcemy cierpliwie tłoczyć do naszych wszystkich kobiecych głów, że można być zadowoloną z siebie również wtedy, gdy nie spełnia się nawet wszystkich kryteriów modelingowego piękna. Dosyć jednak pięknych słów - przejdźmy do sedna. Ludzie otyli nie mają w życiu łatwo. Są spychani na margines życia właściwie przez wszystkich, nawet przez najbliższą rodzinę i dawnych przyjaciół. Prawie nie istnieją w mediach, w kinie, w telewizji, na okładkach kolorowych magazynów. Zaraz, nieprawda! Istnieją, ale najczęściej w bardzo specyficzny sposób, tzn. gdy chcemy sobie z nich pożartować albo ich kosztem pohejtować. Oj, mamy w naszym kraju wielu specjalistów od tego rodzaju „zabawy” i epitet grubej świni w takich przypadkach należy do tych lżejszego kalibru. Dla wyjaśnienia, mam na myśli ludzi naprawdę otyłych, według norm medycznych, a nie sporą cześć społeczeństwa, która jest po prostu normalna, ale otyłość tylko sobie wmawia przed lustrem. Nie mam też na myśli kobiet z nieco większymi krągłościami i ilością tłuszczyku - tzw. plus size, balansujące na granicy właściwego BMI oraz ją mniej lub bardziej przekraczających.

Właśnie tych pierwszych, czyli faktycznie otyłe kobiety i mężczyzn fotografuje znana fotografka Substantia Jones. Jednym z jej przedsięwzięć jest Adipositivity Project, w którym od ośmiu lat dokumentuje nagich, półnagich i ubranych otyłych ludzi, różnych zawodów, w różnych scenografiach i sytuacjach, najczęściej bez wystudiowanych i sztucznych póz. Jaki cel chce tym osiągnąć? Czy chce promować właśnie taki wygląd twierdząc że to fajne i zdrowe? Z pewnością nie! Czy chce ludzi szokować i zwrócić na siebie uwagę? Również nie, bo ma już wystarczająca renomę. Jones chce wpłynąć na zmianę definicji fizycznego piękna, na jej rozszerzenie i objęcie nią wszystkich ludzi, bez względu na wagę i niedoskonałości. Ukazując ich w normalnych sytuacjach, przy pracy, przy ćwiczeniach, realizujących swoje pasje, obejmujących się, śmiejących się, nagich i ubranych chce pokazać nam ich normalność i zwyczajność. Twierdzi, że oglądanie jej modelek i modeli przez inne kobiety, które zmagają się z problemem otyłości utwierdzi je w przekonaniu, że nie są jedyne. Dzięki temu będzie im łatwiej zaakceptować i pokochać swoje ciała. A to sprawi, że każda z nas, już bez znaczenia – otyła, czy nie, będzie mniej zawistna i skłonna do krytykowania i oceniania innych; że będzie to najlepsze lekarstwo na hejt, wstyd i samowykluczenie.

W pełni identyfikuję się z przesłaniem Jones, które jest właściwie tożsame z tym co chcemy robić wstrojuewy. To nawet intrygujące, że ludzie z innych kontynentów i kultur myślą tak samo i zaczynają tworzyć podobne rzeczy, a wcześniej o sobie nawet nie słyszeli. Moim zdaniem, społeczeństwu należy zwracać uwagę na ludzi otyłych. Należy pokazywać, że jest wielu takich jak oni, że nie są sami, a także są jeszcze tacy, których interesuje ich los. Nie dlatego, aby utwierdzać ich w błogim przekonaniu, że mogą dalej w takim stanie egzystować, ale aby dawać im psychiczną podporę w ich nieustannej walce o lepsze zdrowie. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że na wygląd wiele z nas nie ma wielkiego wpływu. Łatwo pouczać: weź się w garść, zacznij ćwiczyć, mniej jedz i po prostu chudnij. Jeżeli twierdzisz, że to łatwe przypomnij sobie ile razy miałaś ochotę na zjedzenie czegoś niezdrowego i nie zdołałaś się powstrzymać? A w przypadku ludzi otyłych, oni muszą z tym walczyć prawie na każdym kroku. W wielu przypadkach otyłość jest powodowana również chorobami i czynnikami, których nie da się wyeliminować do końca życia. W wielu przypadkach ma ona też podłoże psychiczne i każda lub każdy kto miał kiedykolwiek doświadczenie z depresją wie, że w takich przypadkach nie pomoże zdroworozsądkowa perswazja. Dlatego, uważam, że takie akcje dają ludziom otyłym ważny sygnał – nie jesteście sami! Z takimi wsparciem będzie im łatwiej żyć i walczyć z ich chorobą.

Myślę, że akcja Adipositivity Project to również dobry test dla nas - organizatorek przedsięwzięcia wstrojuewy. To również test dla naszych przyszłych klubowiczek, klubowiczów i tych, którzy będą zamieszczać ewentualnie swoje komentarze na naszych fanpages. Czy jesteśmy i będziemy na tyle tolerancyjne, aby przyjmować z otwartymi ramionami w swoje szeregi takich ludzi? Czy będziemy w stanie robić im sesje i wydobywać również z nich piękno ludzkiego ciała? Czy będziemy w stanie zawsze pozytywnie takie sesje komentować i zachowywać się jak przystało na ludzi na poziomie? Bowiem nie jest trudno fotografować i zachwycać się kobiecym aktem w rozmiarach M, L lub XL. Ludzie w rozmiarach XXL i większych stawiają nam jednak poprzeczkę tolerancji i człowieczeństwa na nieco wyższym poziomie. Mam nadzieję, a nawet powiem więcej - wierzę, że zdamy ten egzamin celująco, bo tworzymy przecież coś wyjątkowego i elitarnego! Osobiście bardzo chciałabym, aby już na samym początku naszej działalności fotograficznej zgłosiły się do nas na sesje właśnie takie dziewczyny w rozmiarach XXL lub większych i aby wszyscy pozostali wykonali przez tę wysoko ustawioną poprzeczkę, czysty skok, na miarę naszej tegorocznej medalistki Kamili Lićwinko.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://adipositivity.com

http://theadipositivityproject.zenfolio.com/...

http://mashable.com/...

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0002

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Artykuł #1    05.09.2015

KOBIECY BISEKSUALIZM TO OBJAW NIŻSZEJ INTELIGENCJI? A GÓW**!!!!

biseksualne kobiety
© Blondi
Bezczelna hedonistka

Aghrrrrrr!!! Byłam zła, chciało mi się tupać, krzyczeć i gryźć po przeczytaniu jednego z ostatnich artykułów na wp. Z opisanego w nim badania wynika, że jedynie kobiety mniej atrakcyjne i mniej inteligentne są bardziej skłonne do zachowań biseksualnych. Natomiast, heteroseksualność to podobno domena kobiet ładnych i wykształconych, czyli w domyśle również tych o wyższym statusie społecznym i materialnym, które lepiej realizują się w pracy i w domu. Zawsze uważałam, że jest właśnie odwrotnie! W kobiecej biseksualności odnajdywałam zawsze nie tylko lekarstwo i ucieczkę od obecnej męskiej bylejakości na zasadzie, że tylko kobieta może najlepiej zrozumieć inną kobietę, ale przede wszystkim chęć odkrywania i poznawania nowych obszarów w sferze duchowej i cielesnej. A jak wiadomo poszukiwanie nowego, prowadzenie doświadczeń i eksperymentów oraz brak poprzestawania na tym co się ma, to właśnie domena ...

Rozwiń / zwiń ciąg dalszy

... ludzi postępowych, inteligentnych, naukowców, podróżników itp. I posiadanie tych samych cech było również dla mnie przejawem wykazywania skłonności biseksualnych. A tu masz ci babo placek! Z pewnością mogłabym zacząć drążyć temat, analizować i szukać haków na użytą w badaniu metodologię. Wszak każdy fakt i twierdzenie da się uzasadnić i jednocześnie obalić, a jedynie trzeba tylko umieć gładko gadać. Jednak podobno przejawem klasy i mądrości człowieka oraz właśnie inteligencji jest to, że na potrzeby własnych doraźnych interesów i aby tylko uzasadnić swój punkt widzenia nie dyskutuje z twardymi faktami i danymi statystycznymi, szczególnie gdy ich autorami byli ludzie mądrzejsi od niego. Dlatego, w odróżnieniu od wielu konserwatystów, którzy atakowali i podważali niewygodny dla nich raport Kinseya, który wywołał burzę w połowie XX wieku, ja tego nie będę robiła w druga stronę. Jedynie poczekam na kolejne badanie nt. kobiecej biseksualności, które może te same kwestie pokaże za kilka lat w zupełnie innym świetle? A do tego czasu, na pocieszenie wszystkich inteligentnych i pokrzywdzonych tym badaniem biseksualistek przytoczę słowa mojej ulubionej Pani profesorki: Wyjątek nie potwierdza reguły, ale i reguła nigdy nie wyklucza wyjątków :-*

Wybaczcie, że dość płytko potraktowałam temat i nie odniosłam się np. w ogóle do spraw męskiej seksualności, których badanie również dotyczyło. Po pierwsze, jesteśmy głównie dla kobiet, więc dyskryminacja to u nas chleb powszedni :-) Po drugie, do czasu uruchomienia docelowego portalu, zamieszczamy teksty jedynie w wariancie mini, które bardziej mają przypominać posty i wprowadzenia do udostępnianych na fanpages materiałów obcych. Dla zainteresowanych, więcej informacji na temat badania znajdziecie w podanych niżej źródłach.

Jeżeli masz ochotę skomentować ten artykuł, przejdź na nasz fanpage: Facebook, Google+, Twitter i zrób to pod postem, który jemu odpowiada. Będziemy również wdzięczne za wszelkie plusy i polubienia. Źródło:

http://wstrojuewy.org/img/AM-2015-McClintock-News-Release-FINAL.pdf

http://kobieta.wp.pl/martykul.html?kat=26353&wid=17816752

Jeżeli chcesz udostępnić ten artykuł na swoim profilu, skopiuj i wklej do posta ten link:

http://wstrojuewy.org/publicystyka.html#0001

▲ Powrot do początku artykułu


portal kobiecy i studio aktu

Przejdź na nasze fanpages:

bezpruderyjne kobiety
naturalna kobiecość
prawdziwe kobiety

Udostępnij tę stronę na swoim profilu:

nudystka
naturystki
goła kobieta

feministki